Z wiekiem już wiemy, co w życiu ważne. Ta wiedza to cenny dar, na który zapracowaliśmy.
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 07/2026
Kiedy pytam siebie bardzo szczerze, czy chciałabym powrócić do swoich młodszych stanów, to owszem, miały one swój wielki urok. Człowiek mógł pohulać, pośmiać się trochę z czego innego niż teraz, bo cały czas dużo się śmieję.
To wszystko było fajne, ale nie oddałabym swojej mądrości za nic, za żadną młodość. Nie oddałabym poczucia, że tyle już wiem, rozumiem, tyle zobaczyłam, że pogodziłam się z różnymi rzeczami, nawet tymi dziwnymi. Mam zgodę na rzeczywistość, tak zwaną pokorę.
Młodzi nie za bardzo ją lubią, bo nie rozumieją, o co chodzi, myślą, że trzeba się zgadzać na wszystko. A pokora to nie jest zgoda na wszystko, tylko rozumienie wszystkiego, tego, że można próbować, ale czasami się udaje, czasami nie, że ludzie są różni, że życie przynosi koszty, zwycięstwa i porażki, że nie do końca umiemy przewidzieć, co będzie zwycięstwem, co porażką. A ja uważam, że nie ma porażek.
Teraz się trochę pomądrzę. Z wiekiem odkryłam, że nie ma błędów, są tylko doświadczenia, więc nie warto przejmować się, jak coś nie wyszło.
To znaczy, że albo miało nie wyjść, albo wyjdzie jutro, albo za trzy tygodnie przestanie nam na tym zależeć. Im jesteśmy starsi, tym na mniejszej liczbie rzeczy nam zależy, ponieważ ważność rzeczy przenosimy z zewnątrz do wewnątrz. Dla mnie kiedyś istotne było to, co dzieje się na zewnątrz, zamartwiałam się, że mnie coś omija, a w ogóle gdzieś coś jest takiego, od czego zależy mój los, moja wartość. Teraz nie mam cienia wątpliwości, że gdy nie będę spokojna i akceptująca siebie, to nic nie zmieni się na lepsze. Na obecnym etapie życia sprawy zewnętrzne są dla mnie ciekawe, ale najważniejszy jest mój spokój. Wiem, że baza życia jest wewnątrz mnie, opieram się na sobie.
Nie wszyscy starzy to mają. Bardzo bym im życzyła, żeby byli zadowoleni z tego, że użyli życia w sposób, który ich wyposażył w spokój, rodzaj wnikliwości, tolerancji, zachwytu nad życiem, choć oczywiście bywa ono też straszne. Ale z wiekiem widzimy aspekty, które trwają niezależnie od wszystkiego. Na przykład trwają zwierzęta, natura, dobrzy, serdeczni ludzie. Z wiekiem zauważamy też piękno i sens różnorodności. Czyli to, że każdy jest ważny – dzieci, ludzie młodzi, w średnim wieku, starsi. A przede wszystkim widzimy, jak nieprawdopodobnie zjawiskowy jest świat zwierząt. Ostatnio oglądam głównie filmy o zwierzętach, przyrodzie. Zachwycam się też tym, że robią je ludzie, którzy mają dla zwierząt cierpliwość, uważność, szacunek i miłość.
Zwierzęta pokazują nam nieskalaną czystość, choć niektóre nie są miłe, na przykład hiena. Mam poczucie, że z wiekiem staję się coraz bardziej taka, jaka jestem. Moja mądrość polega na tym, że widzę swoje miejsce we wszechświecie, ten mały punkcik. W dodatku akceptuję tę kropeczkę, która spina się z resztą świata do kupy.
Młodzi też bywają mądrzy i dojrzali, ale na ogół mądrość przychodzi z wiekiem. Wtedy zaczynamy żyć w zgodzie ze sobą, bo przez większość życia cierpimy, że nie możemy zrealizować sprzecznych pragnień. Ja nie mam kłopotu ze sprzecznościami w sobie, z tym, że coś mi się podoba. Nie jestem przez to rozdarta, tylko bogatsza. Głęboko zachwycam się mądrością naszego rozwoju życiowego, tym, że wszystkie etapy życia są cudowne. Ubolewam nad tym, że nie szanujemy etapu zwanego starością. Kiedyś bardziej szanowaliśmy starszych ludzi, którzy byli autorytetami, szczególnie gdy byli dobrymi ludźmi i coś w życiu osiągnęli. Straciliśmy ten szacunek, więc powinniśmy go sobie teraz sami przyznać, nie czekać, aż nam ktoś to da.
Mądrość to nie twarda wiedza, tytuły naukowe, tylko przeżyte doświadczenia i to, co z nimi zrobiliśmy. Dyplom się przydaje, wiedza jest kawałkiem mądrości, ale na pewno nie całą mądrością.
Katarzyna Miller – terapeutka. Pisze książki, wiersze, śpiewa.