1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Katarzyna Miller: „Podoba mi się koncepcja wdów żyjących razem”. To może być nowy sposób na życie

Katarzyna Miller: „Podoba mi się koncepcja wdów żyjących razem”. To może być nowy sposób na życie

Katarzyna Miller (Fot. Krzysztof Opaliński)
Katarzyna Miller (Fot. Krzysztof Opaliński)
Kobiet po stracie mężów jest zdecydowanie więcej niż mężczyzn po stracie żon. I presja na wdowy też jest większa.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 06/2026.

Wdowom jest ciężko w dwójnasób: przede wszystkim dlatego, że odeszła ich bliska osoba, ale też z tego powodu, że wpadają w szufladkę społecznych oczekiwań na temat tego, jak powinny się teraz zachowywać. Sąsiadki przyglądają się bacznie takiej kobiecie, czy dostatecznie przeżywa swoją żałobę, czy nie ma kogoś na boku, czy nie za dużo się śmieje. Dlatego dobrze jest znaleźć sobie takie wdowy, które nie dają się szufladkować.

Starsze panie potrafią ze sobą się trzymać. Moja mama miała przyjaciółkę w młodości, potem ta przyjaźń się jakoś rozeszła, ale jak obie zostały wdowami, to się odnalazły z powrotem i bardzo się wspierały.

To normalne, że ludzie dobierają się według sytuacji życiowej. Wdowy trzymające się razem bardzo mi się podobają jako pomysł na życie. Spotykają się, robią sobie różne przyjemności, zapraszają się do swoich domów. I wtedy nie muszą się podporządkowywać tym myślącym inaczej, bo są w grupie, bo mogą się z siebie pośmiać, ale jednocześnie mają siebie, czyli siostrzeństwo, podobny los. Jednak dużo kobiet na tym etapie pozostaje samych. Czasem jest tak, że jak któraś zaczyna być z jakimś facetem, to wtedy odstaje od tego grona, ale nie zawsze.

Czasem, gdy kobieta zostaje wdową i znajduje sobie zaraz nowego partnera, to ten fakt ukrywa. Bo to bywa źle widziane, wdowa powinna wszak chodzić na cmentarz, ubierać się na czarno, płakać. Ale to się dzisiaj zmienia i takie oczekiwania wobec wdów odchodzą w niepamięć.

Chciałabym jednak zauważyć, że stare zwyczaje, rytuały miały swoje plusy. Ludzie wiedzieli co robić, czego się trzymać. Myślę, że zawsze, gdy coś tracimy, coś też zyskujemy. Pewne rytuały mają taki sens, że ludzie je znają, rozumieją i wiedzą, co robić w określonej sytuacji.

Wolność jest jednak najważniejsza. Wszystko zależy więc od tego, czy ktoś ma dużą potrzebę bezpieczeństwa i czy chce jakby skryć się w tych rytuałach, czy chce zawalczyć o siebie. Ludziom naprawdę pasują różne rzeczy. Jedni chcą być tacy jak inni, inni nie.

Powiem więc tak: rób to, co chcesz. Bądź grzeczną wdową, jeżeli ci to pasuje. Tylko wtedy prawdopodobnie będziesz urągała tym niegrzecznym wdowom. Bo tak się często dzieje, że ktoś coś sam wybiera, ale ma za złe tym, co robią inaczej.

To kuriozum, że kobieta postępuje tak, jak oczekują tego od niej sąsiadki, ale w głębi duszy się z nimi nie zgadza, więc ukrywa nowego faceta, nowe życie. Jest dorosła i powinna robić to, co chce! Tym bardziej że czasem wdowieństwo oznacza wolność od przemocowego związku.

Mąż pewnej znanej mi kobiety był bardzo upierdliwy, w dodatku się rozchorował i długo ją swoją chorobą męczył. Kiedy umarł, ona rozkwitła i żyła jeszcze parę ładnych lat, ciesząc się wolnością. To normalna reakcja, nie oburzajmy się na to.

Wszystko polega na tym, żeby zaakceptować to, co nam życie przynosi. Czyli śmierć męża i swoje wdowieństwo. Ale także pojawienie się na wtórnym rynku matrymonialnym wdowca. Bo to oznacza, że jeszcze mamy jakąś perspektywę relacyjną. Jak się jest starszym, to trzeba mieć zakolegowanych różnych ludzi w różnym wieku. I czerpać z tego, a nie budować mury konwenansów.

Katarzyna Miller, terapeutka. Pisze książki, wiersze, śpiewa.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE