Jak często zdarza się, że drobne, przypadkowe zdarzenie rujnuje ci dzień? Rozlana kawa, spóźnienie do pracy przez korki albo nieuprzejma ekspedientka w sklepie – jeśli takie drobnostki podnoszą ci ciśnienie i powodują, że wpadasz we wściekłość, ten tekst jest dla ciebie. Poznaj filozofię „pyt” – sposób Duńczyków na uregulowanie swojego systemu nerwowego.
Kilka lat temu świat przeżywał fascynację hygge – duńską tradycją celebracji małych życiowych przyjemności i pielęgnowania międzyludzkich relacji. Ale to nie jedyny koncept poprawiający jakość życia, który warto zapożyczyć od Duńczyków. Ten naród (jeden z najszczęśliwszych na świecie) wie też, jak radzić sobie ze stresem i codziennymi troskami, które psują nam humor. Oto, w jaki sposób mieszkańcy Danii nie pozwalają na to, by krótkie, drobne zdarzenie rujnowało im cały dzień.
Gdy Duńczyka spotka coś nieprzewidzianego, co komplikuje mu plany i psuje humor – na przykład niespodziewany korek na drodze, spóźniony autobus, wpadka w pracy – mówi do siebie: „pyt!”. Jest to słowo-wykrzyknik, które w przybliżeniu wymawia się jako „pid” i oznacza ono tyle co: „nie przejmuj się tym”, „trudno” lub „zdarza się”.
Marie Helweg-Larsen, profesor psychologii z Dickinson College, wyjaśnia, że „pyt” jest formą treningu odporności psychicznej.
– To sposób na ćwiczenie umiejętności odpuszczania, gdy dotykają nas codzienne troski i frustracja – mówi naukowczyni. – Duńczycy używają słowa „pyt”, aby przypomnieć sobie, że warto na chwilę się zatrzymać, odzyskać wewnętrzną równowagę i spojrzeć na sytuację z dystansu.
„Pyt” wypowiedziane głośno tuż po jakimś nieprzewidzianym i przykrym dla nas zdarzeniu działa jak błyskawiczna dekompresja. Jest niczym przycisk resetu, który rozładowuje napięcie, zanim zdenerwowanie i stres weźmie nad nami górę, a my zaczniemy się niepotrzebnie nakręcać. Dzięki „pyt” mózg otrzymuje komunikat: „trudno, zdarza się. Nie przejmuj się taką błahostką”. To obniża poziom kortyzolu w organizmie, a nam łatwiej jest porzucić myśli o przykrym zdarzeniu i przejść do ważniejszych zajęć.
Co ciekawe, filozofia „pyt” jest tak mocno zakorzeniona w duńskim społeczeństwie, że uczy się jej nawet dzieci. W niektórych szkołach montuje się specjalne „pyt-knap”, czyli „przyciski pyt”, które dzieci naciskają, gdy coś idzie nie po ich myśli i zaczynają się denerwować. W ten sposób nauczyciele uczą swoich podopiecznych, że nie ma sensu emocjonalnie reagować na zdarzenia, nad którymi nie mamy kontroli, a życie nie zawsze układa się tak, jak chcemy – i należy to akceptować.
Należy przy tym zastrzec, że Duńczycy nikogo nie zachęcają do tego, by przestał się czymkolwiek przejmować i żył jak totalny lekkoduch. Są w końcu problemy poważne, których nie da się zbyć krótkim „pyt”.
Filozofia ta kładzie nacisk na radzenie sobie z problemami, które mogą nas drażnić i mocno rzutować na nasze samopoczucie, ale w dłuższej perspektywie są zupełnie nieistotne. Tak jak spóźnienie z powodu korka na drodze, nagła ulewa podczas naszej drogi do pracy albo rozlanie sobie kawy na biurko. Filozofia „pyt” głosi, że nie warto pozwalać na to, aby tak drobne niedogodności szargały nam nerwy.
Jeśli jakieś zdarzenie nie będzie miało wpływu na twoje życie za 5 lat, nie ma sensu poświęcać więcej niż 5 minut na jego roztrząsanie.
Dla ułatwienia, gdy coś nas zdenerwuje, możemy sobie zadać pytanie: czy będę pamiętać o tej sytuacji za dwa-trzy dni? Czy wpłynie ona jakoś na moje życie za tydzień, miesiąc czy rok? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, możesz śmiało wykrzyczeć: „pyt!” – i przestać tracić czas, nerwy i energię na przejmowanie się czymś, co jest poza twoją kontrolą. W ten sposób odzyskasz spokój i równowagę, a twoje problemy nabiorą właściwych proporcji.