To jedna z tych piosenek, które kolejne pokolenia Polaków potrafią zaśpiewać niemal od początku do końca. „Autobiografia” zespołu Perfect opowiada o młodzieńczych marzeniach, przyjaźni, miłości, rozczarowaniach i samotności. Mało kto jednak wie, że w pierwotnej wersji tekstu znalazł się wers, na którego pozostawienie nie zgodziła się cenzura PRL. Historia utworu jest zresztą pełna nieoczywistych zwrotów. Jego autor początkowo nie wierzył, że stworzył materiał na przebój, a podczas nagrania muzycy byli bliscy rezygnacji.
Jest rok 1982. Bogdan Olewicz, jeden z najważniejszych autorów tekstów polskiej muzyki rockowej, twórca m.in. „Nie płacz Ewka”, pracuje nad kolejnymi piosenkami dla Perfectu. Zespół, któremu przewodzi Zbigniew Hołdys, chce grać mocnego rocka, a Olewicz dostaje od kompozytora kolejne muzyczne szkice. Nie są to jeszcze gotowe utwory. Hołdys nagrywa je na kasetach, a melodie opatruje wokalem w wymyślonym, niezrozumiałym języku, który autor tekstów żartobliwie nazywa „fińskim”.
Ich współpraca nie zaczęła się wcale od Perfectu. Olewicz i Hołdys znali się już wcześniej. Mieszkali na warszawskim Muranowie, a ich pierwszym wspólnym utworem była piosenka „O tobie jesieni i innych rzeczach”. Później ich zawodowe drogi kilkakrotnie się rozchodziły. Kiedy Hołdys ponownie zwrócił się do Olewicza, ten zobaczył w propozycji szansę na odejście od poetyckich, oderwanych od codzienności tekstów. Chciał pisać o tym, co dzieje się za oknem.
„Autobiografia” nie powstała jednak od razu. Olewicz długo nie mógł znaleźć odpowiedniego pomysłu. Muzyka była rozbudowana, balladowa, a tekst nie chciał się układać. Autor nie widział w niej ani wyrazistego komentarza politycznego, ani chwytliwego refrenu, który mógłby stać się znakiem rozpoznawczym przeboju. Przełom nastąpił podczas zwyczajnego poranka. Olewicz przypomniał sobie, że poprzedniego dnia przygotowywał życiorys na potrzeby firmy polonijnej, która chciała go zatrudnić. Kilka godzin spędził na opisywaniu własnej drogi zawodowej. Wtedy przyszła mu do głowy myśl, by spróbować opowiedzieć życiorys w zupełnie innej formie. Zaczął pisać i do wczesnego popołudnia miał gotowy tekst. Tak narodziła się „Autobiografia”. Co ciekawe, autor nie był przekonany, że stworzył coś wyjątkowego.
– Miałem wątpliwości, czy to będzie interesujące dla zespołu? A dla publiczności? Pewnie nie. Z drugiej strony – myślałem – taka nudna ballada to nie jest żaden materiał na przebój, ani nawet na singla. Ot taka „upchajdziura” – wspominał Olewicz.
W gotowym utworze słyszymy słowa „wiatr odnowy wiał”. Początkowo Olewicz napisał jednak: „wujek Józek zmarł”. Nie chodziło o przypadkową postać z rodzinnej historii. Józek był aluzją do Józefa Stalina. Cenzura nie zgodziła się jednak na pozostawienie pierwotnego sformułowania. Autor musiał ustąpić, a w piosence pojawił się wers o „wietrze odnowy”.
Choć tytuł sugeruje osobistą historię, „Autobiografia” nie jest zapisem wyłącznie doświadczeń jednego człowieka. Utwór opisuje przyjaźń trzech młodych mężczyzn, którzy mieli zaledwie 17–18 lat i marzyli o karierze. Byli to Zbigniew Hołdys, Andrzej Mogielnicki i Bogdan Olewicz. Jak wspominał później Grzegorz Markowski w rozmowie z serwisem Rockmagazyn.pl, łączyło ich wspólne marzenie o sukcesie i przekonanie, że mogą osiągnąć wszystko. Olewicz przemycił w tekście również konkretne doświadczenia Hołdysa.
– Na wszelki wypadek, żeby pogłaskać ego Hołdysa, umieściłem tam i jego doświadczenia „klezmer kazał mi grać takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd” to przecież o nim. No i na koniec ten opis samotności idola – zdradził Olewicz.
Kiedy Olewicz przyniósł gotowy tekst na próbę, nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Rozbudowana ballada nie wydawała się oczywistym kandydatem na hit, a dodatkowym problemem okazała się kwestia wokalu. Początkowo piosenkę miał zaśpiewać Zbigniew Hołdys. Ostatecznie jednak uznał, że nie poradzi sobie z jej wykonaniem, i przekazał ją Grzegorzowi Markowskiemu. To właśnie głos Markowskiego stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów utworu. Droga do nagrania nie była jednak łatwa.
– Podczas nagrania Grzesiek Markowski „walczył” z piosenką przez cały dzień. Coś chciał zmieniać, coś dodawać i tu determinacją wykazał się Hołdys. „Ma być monotonnie, opowiadająco” – upierał się. No, szło nam tak ciężko, że w pewnym momencie w ogóle chcieliśmy to rzucić – opowiadał Olewicz.
Przełom nastąpił, gdy Hołdys zabrał świeżo nagraną taśmę do Piotra Kaczkowskiego, dziennikarza radiowej Trójki. Ten od lat promował przede wszystkim piosenki, w których istotną rolę odgrywał tekst. W „Autobiografii” dostrzegł coś, co mogło przemówić do słuchaczy. Utwór trafił do repertuaru Trójki, a jesienią 1982 roku pojawił się na Liście Przebojów Programu Trzeciego. Pozostał na niej przez 18 tygodni. To właśnie tekst, który początkowo wydawał się Olewiczowi zbyt rozwlekły i pozbawiony przebojowego refrenu, okazał się jednym z największych atutów piosenki. Zamiast opierać się na jednym chwytliwym haśle, „Autobiografia” wciąga słuchacza kolejnymi obrazami. Jej siłą jest opowieść, w której kolejne wspomnienia składają się na portret człowieka.
– Każdy ze słuchaczy odnajduje w niej cząstkę swojego życiorysu i pojawia się w nim taka myśl „przecież to jest o mnie” – tak Olewicz tłumaczył fenomen piosenki.
Wydany pierwotnie na drugim albumie studyjnym Perfectu, „UNU”, utwór wielokrotnie zajmował pierwsze miejsce na Liście Przebojów Programu Trzeciego. Jego popularność nie ograniczyła się jednak do lat 80. W drugim i trzecim Polskim Topie Wszech Czasów piosenka zajęła drugie miejsce, ustępując jedynie legendarnemu „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena. W 2015 roku, podczas ósmego wydania zestawienia, znalazła się już na szczycie. Powtórzyła ten sukces w 2017 roku, w dziesiątej edycji plebiscytu.