1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Nie chcę być ciastkiem

Nie chcę być ciastkiem

Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. (Fot. iStock)
Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. (Fot. iStock)
Czy wyglądam sexy? W tym ubraniu, makijażu, w tej fryzurze? Bycie sexy dodaje nam pewności siebie. Ale może czegoś cennego pozbawia? To wybór czy efekt ukrytej presji? – zastanawia się seksuolożka, prof. Maria Beisert.

Pogadajmy o byciu sexy, bo to dobry punkt wyjścia! Niedawno na imprezie ogrodowej kilka z obecnych tam kobiet pochyliło się, tak wdzięcznie witając się, a potem podając coś mojemu partnerowi, że mogłam zobaczyć ich dorodne piersi. Sama takimi nie dysponuję, od razu więc popsuł mi się humor…
Czy one wiedziały, że ten mężczyzna jest pani partnerem? Można oczywiście machnąć ręką i uznać, że to było przez przypadek. Ale można też na to spojrzeć z szerszej perspektywy. Eksponowanie biustu na imprezie ogrodowej to przejaw procesu seksualizacji, który dziś determinuje świat naszej kultury.

„Seksualizacja” brzmi bardzo serio.
I jest bardzo serio, bo to proces, w którym wartość kobiety zależy jedynie od tego, czy przyciąga wzrok mężczyzn, stając się przedmiotem ich pożądania. Aby to osiągnąć, za sprawą przemian kulturowych kobiety dziś często sięgają do wzorów ubierania się czy zachowania zaczerpniętych z pornografii, czyli do tzw. pornoszyku. Stąd to eksponowanie piersi, ud czy pośladków. Kobieta, można powiedzieć, w zamian za bycie sexy zyskuje uwagę mężczyzn, co wydaje się źródłem wielu profitów, m.in. pozornego wzmacniania jej samooceny. Chciałabym podkreślić, że takie wzmocnienie jest iluzoryczne, a dodatkowo może odbywać się kosztem innych kobiet. W przypadku imprezy, o której pani wspomniała, odbyło się to kosztem pani.

Mój partner powiedział, że nie zauważył tych imponujących dekoltów, choć to było niemożliwe!
Jako badaczka seksualności mogę stwierdzić, że opisane przez panią pokazywanie biustu partnerowi innej kobiety to element rywalizacji o tego mężczyznę i układania ich stosunków tak, że stają się wyścigiem. Nagrodą w tym wyścigu jest mężczyzna, który ma duże zasoby materialne i prestiżowe, gdyż na tym podstawowym poziomie w patriarchacie kobiety poszukują bezpieczeństwa, które – gdy nie potrafią go same sobie zapewnić – daje im właśnie mężczyzna.

Przykładowo po pokazie biustów mój partner na Facebooku może znaleźć profil właścicielki tych piersi, które mu się najbardziej podobały, i…
Tak to nie musi działać. Rywalizujące ze sobą kobiety nie pomagają sobie w budowaniu swojej prawdziwej wartości. A więc muszą skupiać się na tej, która oparta jest na „męskich oczach”. A jeśli kobieta uwierzy, że jej jedyną wartością są biust, pośladki i usta – to szybko natrafi na procesy wykluczające. Cechy fizyczne podlegają zmianom inwolucyjnym, o czym świadczy panika kobiet po trzydziestce, czterdziestce czy pięćdziesiątce, walczących o utrzymanie dotychczasowego wyglądu. Prawdopodobnie doświadczają wstydu i alienacji z powodu zmian w ich ciele. Wiek wyklucza w czasach seksualizacji kobiety z grona tych, które mają prawo cieszyć się z bycia istotami seksualnymi. Nie przysługuje bowiem osobom, które nie spełniają kanonu sexy urody.

Brzydcy też są wykluczeni?
Nawet 20-letniej kobiecie, która ma krótkie nogi i mały biust, nie przysługuje prawo do cieszenia się ze swojego ciała i seksualności. Do tego – zgodnie z tym, czym jest seksualizacja – mają prawo tylko urodziwi i ekshibicjonistyczni, czyli bez miary eksponujący walory seksualne. Proszę popatrzeć na portale społecznościowe, tam większość chce się pokazać jako sexy. Dlatego dziś kluczowe staje się odróżnianie tego, co narzuca seksualizacja, od tego, co jest naturalną cechą każdego człowieka, czyli od seksualności. Ważnym zadaniem jest więc uwolnienie się od przymusu bycia sexy i stanie się istotą świadomą swojej seksualności, korzystającą z jej naturalnej siły i piękna.

Bycie sexy a bycie istotą seksualną – pozornie to żadna różnica.
A więc wyjaśnię: bycie sexy jest elementem procesu seksualizacji, w którym wartość człowieka zależy wyłącznie od jego atrakcyjności seksualnej, zamieniając istotę ludzką w przedmiot pożądania. Elementem seksualizacji jest także nadawanie znaczenia seksualnego temu, co nieseksualne: zdarzeniom, przedmiotom, zwierzętom, pokarmom.

Seksualizacja przedmiotów?
Z seksualizacją mamy dziś do czynienia na każdym kroku. I niestety zaczyna to też dotyczyć dzieci. Widziała pani zapewne zdjęcia dziewczynek, które są upozowane, ubrane czy pomalowane jak kobiety? A zestawy do ćwiczenia tańca na rurze dla przedszkolaków? To jest wprowadzanie przedmiotów z pornoświata, bo taniec na rurze wywodzi się z klubów dla mężczyzn, do dziecięcego pokoju.

No to mam już tylko jedno pytanie: czy musimy być sexy?
Nie musimy, i dziś wiele młodych kobiet mówi: „Nie interesuje mnie eksponowanie biustu w każdej sytuacji, ale tylko w określonych okolicznościach i wobec określonych osób”. No i mogę powiedzieć, jako teoretyczka, że to ważne głosy protestu wobec narzucanego nam porządku. Dojrzałość polega właśnie na tym, że człowiek nie poddaje się wszystkim naciskom zewnętrznym. A więc może wybrać i zamiast być sexy, skupić się na byciu istotą świadomą swojej seksualności.

Różnica jak między byciem ciastkiem a zjedzeniem ciastka?
Ekstra metafora! Ludzie zadowoleni z życia, zdrowi psychicznie, realizujący się na wielu polach, mimo wyglądu niepodobnego do reklamowych wzorów, bywają istotami, których seksualność jest pełna radości. I dlatego są atrakcyjni dla innych. Bycie osobą pociągającą seksualnie jest cechą każdego człowieka. Tymczasem dziś wmawia się ludziom, że trzeba konkretnie wyglądać czy konkretnie jakoś się zachowywać, aby być istotą, która może budzić pożądanie.

A nie ma czegoś takiego?
Powiem przewrotnie, jeśli jest, to nie ma nic wspólnego z tym, co pochodzi z pornoszyku, bycia sexy itp. Trzeba spojrzeć na siebie jako na istotę, która jest niepodzielną całością, składającą się z: ciała, umysłu, uczuć i pragnień. Kobieta, która ma mały albo nieforemny biust, może budzić pożądanie, bo to przecież niejedyna jej cecha jako kobiety. Wie, kim jest i do czego w życiu dąży. Emanuje czymś wyjątkowym, tym, że jest niepowtarzalną ludzką istotą, niepowtarzalną całością. Staje się dzięki temu magnetyzująca. Przyciąga do siebie innych.

Myślenie o tym, co jest dla mnie ważne, to krok do bycia istotą seksualną i pociągającą?
Tak, ale wtedy warto postawić sobie pytanie: „Dla kogo chcę być człowiekiem budzącym pożądanie? Czy dla wszystkich, czy tylko dla wybranego mężczyzny, wybranej kobiety?”. Kobieta może udzielić sobie różnych odpowiedzi na to pytanie w różnych okresach życia. Może chcieć podniecać wszystkich, kiedy ma 20 lat i poszukuje partnera, sprawdza swoją siłę oddziaływania. Wtedy też jej cechy seksualne są bardziej widoczne z racji samej biologii, np. stosunek obwodu bioder do talii u młodej dziewczyny jest inny niż u kobiety dojrzałej, inny niż u staruszki. Ale to nie znaczy, że wówczas jej seksualność całkowicie przysłania inne cechy czy determinuje plany życiowe.

20-latka, która chce być świadoma swojej seksualności, ale nie chce dać się zseksualizować, powinna pamiętać, że poza ciałem ma też umysł i serce?
Budzenie się dorosłej seksualności kobiety nie jest odizolowane od tego, jak rozwijają się jej emocjonalność i intelekt. Seksualizacja za sprawą reklam mówi co innego, pokazuje walory seksualne jako wyizolowane, a nie jako elementy ludzkiej istoty.

Dlaczego wydaje się nam, że „musimy” być sexy?
Presja medialna jest ogromna. Na to nakłada się patriarchalne dziedzictwo podsuwające kobiecie pogląd, że jej bezpieczeństwo zależy od mężczyzny, któremu musi się podobać, żeby go zdobyć. I dlatego kobietom trudno jest znieść to, że się komuś nie będą podobały. Cóż, trzeba i warto płacić cenę za bycie nonkonformistką, za przeciwstawienie się trendom, obowiązującym wzorcom. No ale jeśli chcemy doświadczyć pełni życia, także pełni naszej seksualności, powinniśmy się na to zdobyć.

Seksualizacja dotyczy tylko kobiet czy także mężczyzn?
Wszystkich. O ile w przypadku kobiet liczy się zseksualizowany wygląd, który przyciąga wzrok, to od mężczyzny wymaga się, żeby był dobrze funkcjonującą seksualną maszyną. Mężczyźni powinni się dobrze prezentować, bo to jeden z elementów, które mają pomóc im być skutecznymi. Popatrzmy na reklamy ukazujące sportowców zwycięzców jako superseksownych. I właśnie o to chodzi. Siłownia, dieta, fryzura, strój itd. mają każdemu mężczyźnie pomóc w osiągnięciu wysokiego statusu społecznego, a to jest niezbędne, gdyż wtedy dopiero społeczeństwo uzna go za wartościowego. Mężczyzna, któremu kobiety pokazują dekolt podczas imprezy ogrodowej, jest zredukowany do przedmiotu, potraktowany dość instrumentalnie.

Jak mamy podchodzić do naszego ciała, aby uniknąć seksualizacji?
Dbajmy o nie dla własnej przyjemności i zdrowia. Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. Ciało może mieć walory estetyczne, być zdrowe, sprawne, ładne. Naturalne i dające radość dbanie o ciało zbliża nas do innych. Kiedy jesteśmy istotami seksualnymi, możemy odczuwać z innymi ludźmi bliskość. Możliwa jest empatia, współbrzmienie emocjonalne. Seksualizacja ciała, a więc traktowanie go jako przedmiotu seksualnego czy sprawnej maszyny, izoluje od innych, bo są oni tylko obiektami, z którymi rywalizujemy.

Czy możemy nie być sexy i być pociągające seksualnie?
Oczywiście, świat nie jest czarno-biały. Trzeba zachować miarę – być obiektem pożądania, kiedy tego chcemy, ale nie cały czas i nie wobec wszystkich. Wiedzieć, że mamy także inne wartości i że nasza ich hierarcha jest zmienna, bo zależy od wieku i doświadczeń.

Czyli można być atrakcyjną i nie być sexy?
Kobieta nie musi na każdym kroku drżeć o to, jak ktoś inny zakwalifikuje jej wygląd. Dla niej może – ale też nie musi – być ważny kolorystycznie dobrany strój, świadoma stylizacja, bo wyraża ją samą, jej istotę, a nie tylko cechy fizyczne. Ubranie może podkreślać piękno figury, a może też ją ukrywać, bo tego akurat potrzebuje kobieta. Sukienka nie musi zawsze mieć dekoltu, by kobieta czuła się dobrze w swojej skórze i z samą sobą. Seksualizacja w stroju polega na przyciąganiu wzroku wyłącznie elementami seksualnymi, w założeniu, że tylko one decydują o przydatności kobiety dla mężczyzny. U dorosłych to zazwyczaj efekt świadomego działania, które nie jest w ogólnym rozrachunku dobre ani dla kobiet, ani dla mężczyzn.

A może seksualizacja to zapowiedź świata, w którym starość zostanie wymazana? No bo niby po co nam ona?
Gdy człowiek dorośleje i z czasem traci walory fizyczne, nie musi popadać w rozpacz z tego powodu. Szczególnie wtedy, gdy wie, że utrata jednych cech stwarza miejsce dla powstawania innych. Jak to pani określiła – otwiera się wtedy serce i umysł na nowe wartości, budujemy bliskość z innymi ludźmi, tworzymy nowy sens swojego istnienia. Na starość kierujemy uwagę również ku rozwojowi duchowemu. A ponieważ człowiek jest śmiertelny, przygotowuje się do porzucenia ciała i przejścia w wymiar duchowy. Czyli do odejścia ze świata materialnego, cielesnego… do innego ogrodu. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze