fbpx

Na czym polega edukacja seksualna?

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton
123rf.com

Jak rozmawiać o seksie z dziećmi ? Pytam o to Kamilę Raczyńską, edukatorkę z Pontonu, która od wielu lat zajmuje się tym, co podstawowe, informowaniem młodzieży o pozytywnych aspektach seksualności, bezpiecznych zachowaniach, anatomii, psychologii.
Co dokładnie robią edukatorzy Pontonu w szkołach?

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton działa przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny już od prawie 10 lat. Główną, chociaż nie jedyną, działalnością Pontonu jest prowadzenie w szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych zajęć z zakresu edukacji seksualnej i relacji międzyludzkich (pozostały obszary działań to poradnictwo przez telefon zaufania oraz mailowe, szkolenia dla rad pedagogicznych, tworzenie publikacji i broszur, organizowanie akcji ulicznych oraz happeningów). Zajęcia prowadzone przed edukatorów i edukatorki seksualne obejmują Warszawę i najbliższe okolice, są nieodpłatne, trwają 90 minut, a każde prowadzone jest przez parę edukatorów/edukatorek. Współpracujemy ze szkołami i placówkami oświatowymi oraz opiekuńczo-wychowawczymi głównie z Warszawy, ponieważ w Pontonie wszyscy jesteśmy wolontariuszami/wolontariuszkami i nie mamy możliwości brania urlopów z naszych stałych prac, czy zajęć na uczelniach, by nieodpłatnie jechać na drugi koniec Polski i szkolić.

Jeśli szkoła lub placówka z innej części Polski chce abyśmy przeszkolili młodzież lub kadrę w większym wymiarze godzin, robimy to odpłatnie, gdyż dysponujemy dyplomowanymi edukatorkami seksualnymi i trenerkami umiejętności psychospołecznych, które pracują w ten sposób zawodowo. 90 minut zajęć podyktowane jest tym, że z reguły szkoły nie mają tyle czasu w planie zajęć, aby wpuścić edukatorów na dłuższe zajęcia, a jest to pewne minimum czasowe, które pozwala nam przedstawić podstawowe zagadnienia.

Zajęcia skupiają się na promowaniu postaw asertywnych w kontaktach z parterem/partnerką oraz rówieśnikami, upowszechnianiu praw seksualnych oraz reprodukcyjnych (czyli praw człowieka odnoszących się do zdrowia Seksualnego i reprodukcyjnego, np. praw pacjentki u lekarza ginekologa, praw mniejszości seksualnych), przekazywaniu rzetelnych i obiektywnych światopoglądowo informacji na temat współczesnych metod antykoncepcji zgodnych z wytycznymi WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), oraz na profilaktyce HIV/AIDS i innych STI (infekcji przenoszonych drogą płciową). Zaznaczam, że wszystkie przekazywane przez nas informacje są obiektywne światopoglądowo, co oznacza, że opieramy się na badaniach i raportach WHO i nie jest prawdą, że promujemy wyłącznie antykoncepcję hormonalną czy mechaniczną (prezerwatywy). Tak samo omawiamy tzw. naturalne metody planowania rodziny, czyli zakładające okresową abstynencję seksualną. Zajęcia są prowadzone metodami warsztatowymi, czyli aktywizującymi młodzież, nie prowadzimy nudnych wykładów niezrozumiałym, akademickim językiem.

Jako edukatorka Pontonu, co byś powiedziała na argumenty o molestowaniu i seksualizację młodzieży, jaki przywołują przeciwnicy edukacji?

To dla mnie szokujące i zarazem smutne, gdy wykształcony pedagog stawia w jednym rzędzie edukację seksualną oraz molestowanie seksualne. Akt molestowania zakłada przymus, a jego zamiarem jest skrzywdzenie danej osoby przy jednoczesnym czerpaniu satysfakcji seksualnej przez sprawcę. Teza, jakoby edukatorzy seksualni pobudzali się, prezentując młodzieży, jak prawidłowo założyć prezerwatywę na fantom penisa (zaznaczam, że nie jest to wibrator, dildo czy jakikolwiek gadżet z sex-shopu. Pracujemy na drewnianych bądź styropianowych fantomach penisa, dostępnych w sklepach internetowych, w tych samych, w których Akademie Medyczne kupują plansze i makiety edukacyjne), jest absurdalna i obnaża stan niewiedzy. Ani edukatorzy się tym nie pobudzają, ani tym bardziej młodzież, ponieważ nie mają czym.

Podczas zajęć młodzi ludzie dostają rzetelne, pozbawione podtekstów seksualnych czy niesmacznych żartów, informacje. Prowadzę zajęcia z zakresu edukacji seksualnej od ponad 8 lat. Do tej pory przeszkoliłam tysiące młodych osób i setki osób dorosłych. Nigdy nie zdarzyło mi się żeby ktoś poczuł się urażony, czy żeby granice czyjejś intymności zostały przekroczone. Mało tego, jako edukatorka szkoliłam grupy nauczycieli i nauczycielek, wśród których były katechetki oraz katecheci i oni również mimo początkowego zaskoczenia stwierdzali, że można tę część zajęć przeprowadzić w sposób nieinwazyjny i merytoryczny, chociaż sami by się na to nie zdecydowali.

Często przeciwnicy edukacji seksualnej zarzucają edukatorom, że prowadzone przez nas zajęcia skupiają się tylko na tym, „jak uprawiać seks, ale uniknąć wpadki. Nie jest to prawdą. Zawsze podkreślamy wagę wspólnej decyzji o inicjacji seksualnej, wzajemnego szacunku i odpowiedzialności; mówimy, jak się chronić przed presją rówieśniczą oraz przed rozseksualizowanym przekazem płynących z mediów; gdzie się zgłosić, gdy ktoś nas wykorzysta lub złamie nasze prawa; kiedy udać się do lekarza i jakie ten lekarz ma wobec nas obowiązki. To nie jest molestowanie czy rozbudzanie młodzieży. My uczymy jak się przed tym chronić, jak nie podejmować decyzji o współżyciu zbyt wcześnie i jak szanować swoje i cudze granice intymności. Owszem, uczymy też jak się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą i chorobami, ale nigdy w myśl „hulaj dusza, piekła nie ma, tylko załóż gumkę”. Taka postawa jest niegodna z zasadami pracy edukatora seksualnego i z wiedzą z zakresu psychoseksualności.

Jak, twoim zdaniem, wygląda panorama edukacji seksualnej w Polsce?

Z badań, które Grupa Ponton robiła w latach 2009 (Jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach) oraz 2011 (Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach) wynikają rzeczy smutne i straszne. Badania przeprowadziliśmy po tym, gdy na kolejne pisma do MEN, z żądaniem rzetelnej edukacji seksualnej w szkołach nie dostawaliśmy odpowiedzi, a podczas spotkań na konferencjach czy debatach przedstawiciele Ministerstwa uparcie powtarzali, że WDŻ jest prowadzone w szkołach i jest na dobrym poziomie. Natomiast badania dotyczące edukacji seksualnej w domach zrobiliśmy po tym, gdy po publikacji pierwszego raportu usłyszeliśmy, że szkoła nie musi uczyć tego przedmiotu, ponieważ wiedza na temat seksualności jest przekazywana w domu i widać to wystarczy.

Wyniki badań były zatrważające: blisko 40% osób ankietowanych nigdy nie miało zajęć WDŻ na żadnym etapie edukacji; 25% osób, które przedmiot miały, zgłosiło, że zajęcia z wychowania do życia w rodzinie prowadzone są/były przez księży i katechetki. Nie lepiej jest w domach – blisko 50% młodych osób nigdy nie rozmawiało z rodzicami w domu o niczym, co się wiąże z dojrzewaniem i seksualnością. Oznacza to, że rodzice nie przekazywali im wiedzy o higienie w okresie dorastania czy podczas miesiączki, o masturbacji, o chorobach, nawet o przemocy seksualnej. Pozostałe osoby, które tych rozmów doświadczyły (a przebadaliśmy w sumie 3868 osób w wieki 13-35) pisały nam, że większość tych rozmów odbywała się w tonie „szanuj się!”, „jak zajdziesz w ciąże, to cię wyrzucę z domu”, a w przypadkach chłopców „chodź synu, pokażę ci pornosa, dowiesz się, jak się postępuje z kobietą”. W szkole nie jest lepiej. Dostaliśmy zgłoszenia mówiące o tym, że na lekcjach WDŻ młodzież słyszy, że tampony przyrastają do pochwy i się umiera, że prezerwatywa uciska penisa, w skutek czego chłopak staje się impotentem, gwałt to oczywiście wina dziewczyny „bo prowokowała, a chłopak ma swoje potrzeby”, a homoseksualność to choroba. Uważam, że taki poziom zajęć w polskich szkołach to dramat i wyraz nieudolności MENu.

Czy są jakieś dobre wzorce do naśladowania?

Nie wiem, czy konkretne wzorce, podejrzane w innych państwach, koniecznie muszą być wzorcami do naśladowania w Polsce. Kopiowanie jeden do jednego zachodnich pomysłów mogłoby się nie sprawdzić, ponieważ mamy w Polsce specyficzną sytuację polityczną i religijną. Często słyszymy głosy, że pewnie byśmy chcieli takiej samej polityki jak w Wielkiej Brytanii, a tam efektem powszechnej edukacji seksualnej są ciąże nastolatek. Po pierwsze, nie powszechna edukacja seksualna jest powodem tych ciąż, tylko polityka socjalna, która młodym samotnym matkom daje wysokie wsparcie finansowe i młode dziewczyny z ubogich rodzin często rodzą dzieci, by nie musieć kontynuować nauki i żyć na garnuszku państwa. Po drugie, jaki efekt byśmy osiągnęli, montując w toaletach szkolnych automaty z prezerwatywami, gdy podczas lekcji biologii nauczycie nie wymawiają nawet słowa penis? Zacznijmy od podstaw – od edukacji dzieci, młodzieży i dorosłych do odpowiedzialnych postaw życiowych i mądrych decyzji. Jesteśmy naprawdę daleko za krajami zachodnimi; u nas wciąż w aptece farmaceuta nie sprzeda prezerwatywy, a pani na lekcji wdż w liceum mówi, że do zapłodnienia dochodzi „gdy układ rozrodczy żeński styka się z układem rozrodczym męskim”. Przecież to absurd!

Co byś poleciła rodzicom, którzy mają dzieci i chcą je właściwie przygotować do wchodzenia w dojrzewanie seksualne?

Nie będę radzić we wszystkich kwestiach wychowawczych, mogę się wypowiadać w kwestii wychowania seksualnego. Po pierwsze zawsze odpowiadać na pytania dzieci. Dla dziecka w wieku przedszkolnym i młodszego pytanie „co to jest?” i wskazanie penisa, jest tak samo pozbawione jakiegokolwiek podtekstu, jak pytanie „co to jest?” i wskazanie dużego palca u nogi. Dzieci nie myślą w kategoriach pobudzenia erotycznego o swoich narządach płciowych. Oczywiście istnieje masturbacja dziecięca i służy ona dostarczeniu sobie przyjemności, ale dziecko przedszkolne nie fantazjuje podczas masturbacji o seksie! To dorośli, mając już pewne doświadczenia seksualne, przenoszą je na dziecko i zakładają jego „złe”, czy „brudne” intencje. Z drugiej zaś strony ci sami rodzice, gdy dziecko już dorasta nie rozumieją, że jest ono istotą seksualną i w sposób naturalny zmierza ku pokwitaniu, burzy hormonów i będzie czuło zaraz pociąg seksualny. Oszukują się, że jeśli nie będą „o tych tematach” mówić, to dziecko się nie dowie. Przecież wszyscy wiemy, że tak się nie stanie i prędzej czy później, dziecko czy młodszy nastolatek zetknie się z pornografią w internecie, z żartami seksualnymi wśród rówieśników czy w najgorszym przypadku z przemocą seksualną. A wtedy jest już za późno na mądre rozmowy.

Edukujmy dziecko na co dzień, przez całe jego życie, w sposób naturalny i dostosowany do jego możliwości rozwojowych. Przecież codziennie mijamy kobiety w ciąży, oglądamy filmy, w których całują się pary (nie zawsze heteroseksualne pary), wyrzucamy zza wycieraczek samochodowych reklamy agencji towarzyskich. Dzieci to widzą i jeśli nie będziemy ich prowadzić za rękę i tłumaczyć świata, zrobi to ktoś za nas i nie wiadomo czy w prawidłowy sposób. A łapanie naszego 17- letniego syna za rękaw, gdy wychodzi na imprezę i wciskanie mu nerwowo prezerwatywy w dłoń, to nie jest edukacja seksualna. Myśmy, że nasze dzieci będą kiedyś dorosłymi i to, co damy im na starcie, będzie procentować. Jeśli nauczymy akceptacji do siebie i damy wiedzę, unikniemy przykrych, a czasem dramatycznych sytuacji.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>