1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Żeby być dziś artystą, trzeba mieć w sobie coś z wojownika”. Charlie Jeer o życiu po „Too Hot To Handle” i muzycznej karierze

„Żeby być dziś artystą, trzeba mieć w sobie coś z wojownika”. Charlie Jeer o życiu po „Too Hot To Handle” i muzycznej karierze

Charlie Jeer (Fot. mat. prasowe)
Charlie Jeer (Fot. mat. prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Robert Choiński - „Żeby być dziś artystą, trzeba mieć w sobie coś z wojownika”. Charlie Jeer o życiu po „Too Hot To Handle” i muzycznej karierze

00:00 10:35
15s
0,5 x
15s
Charlie Jeer najpierw dał się poznać widzom jako uczestnik programu „Too Hot To Handle”, ale muzyka od początku była jego najważniejszą pasją. Dziś łączy klasyczne wykształcenie muzyczne z popem, R&B i brzmieniami klubowymi, a charakterystycznym elementem jego utworów stał się saksofon. W wywiadzie dla Zwierciadlo.pl opowiedział nam o swojej drodze od reality show do kariery muzycznej, pracy z Mahalią i znaną z „Bridgertonów” Simone Ashley, inspiracjach oraz o tym, dlaczego bycie współczesnym artystą oznacza dziś znacznie więcej niż samo tworzenie muzyki.

Z Charliem Jeerem rozmawiałem na Bittersweet Festival w Poznaniu. Spotkaliśmy się za kulisami, tuż przed jego wejściem na scenę. Mimo że miał niewiele czasu, od początku był bardzo otwarty i chętnie opowiadał o swojej muzyce, planach i drodze, którą przeszedł w ostatnich latach. Dało się wyczuć, że jest naprawdę zaangażowany w to, co robi, i że muzyka jest dla niego czymś znacznie więcej niż kolejnym etapem po reality show.

Jeszcze niedawno był uczestnikiem „Too Hot To Handle”. Dziś coraz mocniej zaznacza swoją obecność jako muzyk. 4 września ukaże się jego EP-ka „Take Away My Problems”, a występ w Poznaniu był okazją, by zaprezentować się polskiej publiczności już w tej roli. Z szerokim uśmiechem na ustach opowiedział mi o tym, jak odnalazł swoje brzmienie, czego nauczyły go wcześniejsze doświadczenia i jak dziś patrzy na swoją drogę.

Robert Choiński: Wiele osób poznało cię najpierw jako uczestnika reality show Netflixa. Czy zdarza ci się jeszcze spotykać z tym, że ktoś jest zaskoczony, kiedy dowiaduje się, że jesteś przede wszystkim muzykiem?

Charlie Jeer: Myślę, że jedną z najważniejszych cech człowieka jest to, że nie jesteśmy tylko jedną wersją siebie. Lubię zaskakiwać ludzi swoją muzyką, więc niezależnie od tego, z czego mnie znają, cieszę się, jeśli mogę ich czymś zaskoczyć. Właśnie tak lubię żyć.

Masz klasyczne wykształcenie muzyczne, grasz na saksofonie, ale twoje utwory są mocno osadzone we współczesnym popie, R&B i muzyce klubowej. Jak znalazłeś swoje brzmienie?

Miałem bardzo konkretne inspiracje, kiedy pracowałem nad swoim pierwszym singlem, „Her Eyes”, i właściwie od początku wiedziałem, jaki świat chcę stworzyć. Wiedziałem, że połączenie tanecznego, house’owego bitu, melodyjnej partii saksofonu i chwytliwego wokalu najlepiej odda to, czym powinna być moja muzyka. To był zdecydowanie punkt wyjścia, szczególnie przy pracy nad pierwszym projektem.

Charlie Jeer (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska) Charlie Jeer (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska)

Teraz zaczynam trochę bardziej eksperymentować i wychodzić poza te ramy, próbując też różnych rzeczy. Ale właśnie w ten sposób znalazłem swoje pierwsze, charakterystyczne brzmienie.

Saksofon stał się bardzo charakterystyczną częścią twojej muzyki. Pamiętasz moment, kiedy zdałeś sobie sprawę, że może stać się twoim znakiem rozpoznawczym?

Myślę, że saksofon od początku był częścią mojego muzycznego stylu. Kiedy dorastałem, grałem na nim piosenki, które lubiłem, na przykład „We Don’t Have to Take Our Clothes Off” czy „If I Ain’t Got You” Alicii Keys. Grałem ich melodie na saksofonie i właściwie śpiewałem przez saksofon. Od zawsze był więc ważną częścią tego, jak wyrażałem muzykę. Dlatego naturalne było, że pojawił się też w moich piosenkach i w muzyce, którą zacząłem wydawać.

„Sun is Gone” to bardzo osobista piosenka o rozstaniu. Łatwo jest ci pisać o własnych doświadczeniach, czy czasem żałujesz, że pokazujesz publiczności tak dużo?

Myślę, że pisanie o własnych doświadczeniach daje mi pewnego rodzaju ulgę i poczucie, że moje emocje są ważne. Dobrze jest też czuć, że inni rozumieją mnie poprzez moją muzykę. Z jednej strony jest w tym sporo odsłaniania się i pokazania swojej wrażliwej strony. Z drugiej, kiedy ludzie rozumieją to, o czym piszesz, i odnajdują w tym własne emocje, możesz poczuć z nimi więź. Wtedy to, co na początku wydawało się taką słabością, staje się czymś bardzo budującym.

To dość sprzeczne uczucie. Z jednej strony odsłaniasz się przed innymi, co może być trudne, ale z drugiej czujesz, że ktoś cię rozumie i że twoje emocje są bliskie także innym. I to daje poczucie, że to, co przeżywasz, ma znaczenie. Więc chyba jest w tym jedno i drugie.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

„My Madonna” opowiada o fascynacji drugą osobą. Myślisz, że dziś łatwiej przychodzi nam idealizowanie ludzi z powodu mediów społecznościowych i tego, jak pokazujemy się w internecie?

Myślę, że wszyscy mamy taką tendencję. Kiedy kogoś poznajemy, bardzo łatwo jest wyobrazić sobie, że ta osoba będzie dla nas kimś wyjątkowym albo że okaże się dokładnie taka, jak chcemy. Prawda jest jednak taka, że nikt nie będzie taki, jak sobie wymyślimy. Każdy jest po prostu sobą. Musimy to zaakceptować i dopiero wtedy zobaczyć, czy naprawdę do siebie pasujemy i powinniśmy być razem.

Myślę, że media społecznościowe mogą sprawiać, że łatwiej przychodzi nam idealizowanie drugiej osoby. Ale czasami robimy to też za sprawą własnej wyobraźni. Poznajesz kogoś, od razu świetnie się dogadujecie, ale byliście tylko na jednej randce. Potem na przykład wyjeżdżasz do innego kraju i zaczynasz o tej osobie myśleć: „Ale świetnie się dogadywaliśmy”, „Była taka idealna”. A kiedy później poznajesz ją trochę lepiej, możesz się przekonać, że wcale taka nie jest.

Dziś młodzi artyści często budują karierę jednocześnie na TikToku, Instagramie i platformach streamingowych. Ty też zaczynałeś od mediów społecznościowych. Czy masz poczucie, że artysta musi dziś być jednocześnie muzykiem, twórcą internetowym i własnym menedżerem?

Tak, zdecydowanie. Świat artystów jest dziś naprawdę szalony. To już nie jest tylko muzyka. Czasami chciałbym, żeby tak było, bo myślę, że byłbym lepszym muzykiem, gdybym mógł skupić się wyłącznie na tworzeniu. Ale rzeczywistość wygląda inaczej. Myślę, że czym innym jest tworzenie muzyki, a czym innym dotarcie z nią do ludzi. Jedno i drugie jest równie ważne, choć niekoniecznie pomaga w samym procesie twórczym.

Ostatecznie chodzi o to, żeby zbudować wokół siebie odpowiedni system i zadbać o to, żeby muzyka mogła dotrzeć do odbiorców. Mam szczęście, bo otacza mnie świetny, bardzo wspierający zespół, który udało mi się zbudować wokół siebie, mojej muzyki i całej mojej kariery. Teraz jesteśmy bardziej gotowi niż kiedykolwiek, żeby wydawać nową muzykę i docierać z nią do ludzi. I właśnie na to najbardziej się cieszę.

Masz za sobą współpracę z Mahalią, a teraz nagrałeś „So Good” z Simone Ashley, czyli Kate z serialu „Bridgertonowie”. Jak wyglądała wasza współpraca i co Simone wniosła do tego utworu?

Tak naprawdę zarówno Mahalia, jak i Simone wniosły do mojej muzyki coś, czego sam nie mogłem dać – kobiecy wokal. Uwielbiam kobiece głosy, bo mają w sobie wyjątkowe brzmienie i właśnie to obie wniosły do tych utworów. Simone ma w sobie taką naturalną lekkość i radość. Nie wiem, czy powiedziałbym, że jest beztroska, ale to naprawdę ciepła, pełna dobrej energii osoba. Myślę, że właśnie kogoś takiego potrzebowała piosenka „So Good”. Mahalia z kolei ma w sobie coś bardzo cool, taką pewność siebie i pazur. I właśnie tego potrzebowała „Mona Lisa”. Obie świetnie poradziły sobie ze swoimi partiami, a ja miałem ogromne szczęście, że mogłem pracować z tak wspaniałymi osobami.

Charlie Jeer i Simone Ashley (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska) Charlie Jeer i Simone Ashley (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska)

„So Good” mocno czerpie z disco i letniego klimatu. W ostatnich latach nostalgia za latami 70., 80. i 2000. jest bardzo widoczna w popie. Jest jakaś epoka albo konkretny artysta, do którego sam szczególnie chętnie wracasz?

Powiedziałbym, że jeśli chodzi o brzmienie, w mojej obecnej muzyce mocno słychać wpływy Jamiroquaia i Michaela Jacksona. Ale cały czas jestem otwarty na nowe rzeczy. Lubię słuchać różnych artystów i gatunków, a potem przynosić te inspiracje do studia i wykorzystywać je jako punkt odniesienia podczas pracy nad muzyką.

Poza wspomnianymi duetami, w ostatnim czasie twoją muzykę docenili m.in. Calvin Harris i Black Coffee. Jest jeszcze jakiś artysta, z którym bardzo chciałbyś kiedyś nagrać piosenkę?
Chyba najbardziej chciałbym nagrać piosenkę z Fredem Again. Myślę, że moglibyśmy razem stworzyć coś naprawdę fajnego, więc to właśnie jego wskazałbym na ten moment. Zawsze trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo jest tylu świetnych artystów, a nawet takich, których jeszcze nie znam.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Zanim muzyka stała się twoją karierą, studiowałeś ekonomię, trenowałeś boks, pracowałeś jako ochroniarz i zajmowałeś się modelingiem. Czy któreś z tych doświadczeń okazało się bardziej przydatne w twoim życiu artysty, niż się spodziewałeś?

Myślę, że modeling bardzo mi się przydał, bo nauczył mnie obycia przed kamerą, a to jest dziś bardzo ważne w muzyce. Praca jako ochroniarz nauczyła mnie z kolei budowania relacji, radzenia sobie z konfliktami. W świecie muzyki takie sytuacje pojawiają się cały czas. Pomogła mi też lepiej rozumieć ludzi. Kiedy pracujesz jako ochroniarz na festiwalu, masz okazję obserwować ludzi z zupełnie innej perspektywy niż wtedy, gdy występujesz na scenie. Dzięki temu możesz ich lepiej zrozumieć. To było dla mnie naprawdę cenne.

Szczerze mówiąc, boks też bardzo mi się przydał. Myślę, że żeby być dziś artystą, trzeba mieć w sobie coś z wojownika. Czasami potrzebujesz też mentalności sportowca. To również okazało się bardzo przydatne. Właściwie każde życiowe doświadczenie może cię czegoś nauczyć i pomóc ci jako artyście. Nawet tak proste rzeczy jak to, jak wstajesz rano z łóżka i robisz sobie kawę.
Dziękuję za rozmowę.
Dzięki!
okładka minialbumu Charliego Jeera – „Take Away My Problems” (Fot. mat. prasowe) okładka minialbumu Charliego Jeera – „Take Away My Problems” (Fot. mat. prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE