Kiedy widzimy, że ktoś płacze, pierwszym odruchem często jest próba uspokojenia tej osoby. „Nie płacz”, „już dobrze” albo „nie ma co płakać” mają przecież przynieść ulgę. Sęk w tym, że nie trzeba od razu powstrzymywać każdą łzę.
Jak zauważa Franco, istnieje przekonanie, że jeśli nie będziemy mówić o trudnych emocjach, z czasem po prostu miną. Tymczasem możliwość wyrażenia tego, co czujemy, może być ważną częścią radzenia sobie z trudnym doświadczeniem. Psycholożka przywołuje m.in. badanie przeprowadzone wśród osób, które doświadczyły śmierci współmałżonka. Okazało się, że ci, którzy rzadziej rozmawiali o swojej stracie, w ciągu kolejnego roku byli w gorszym stanie zdrowia. Dlatego kiedy bliska osoba płacze, nie zawsze trzeba ją uspokajać. Można po prostu być obok. Przytulić ją, jeśli tego chce, albo powiedzieć: „Możesz płakać. Jestem tutaj”. Czasem właśnie taka obecność daje więcej niż najbardziej pocieszające słowa.
W taki sposób często próbujemy dodać komuś otuchy. Problem w tym, że w trudnym momencie takie słowa mogą zostać odebrane zupełnie inaczej. Zamiast wsparcia druga osoba może usłyszeć: „Nie powinnam się tak czuć” albo „Muszę się pozbierać, nawet jeśli nie jestem na to gotowa”. Ekspertka podkreśla, że bardziej pomocne jest zaakceptowanie emocji drugiej osoby niż mówienie jej, jak powinna się zachowywać. Kiedy ktoś cierpi, ma prawo być smutny, rozbity, zły czy bezradny. Nie musi od razu okazywać siły.
Zamiast więc mówić komuś, że musi się trzymać, można powiedzieć coś znacznie prostszego: „Masz prawo tak się czuć” albo „To naprawdę trudna sytuacja”. Takie słowa nie rozwiążą problemu, ale mogą sprawić, że druga osoba poczuje, że ma prawo przeżywać to, co przeżywa.
To chyba jedno z najczęściej wypowiadanych zdań, kiedy nie wiemy, jak pomóc. „Jeśli będziesz czegoś potrzebować, po prostu zadzwoń”. Brzmi dobrze, ale zdaniem Franco jest z nim pewien problem. Osoba, która właśnie mierzy się z żałobą, kryzysem czy innym trudnym doświadczeniem, może nie mieć głowy do zastanawiania się, czego właściwie potrzebuje. A nawet jeśli wie, może być jej trudno poprosić o pomoc. W efekcie cały wysiłek zostaje po jej stronie. Musi sama rozpoznać swoje potrzeby, a potem jeszcze zdobyć się na to, żeby o nich powiedzieć.
Dlatego lepiej czasem zaproponować coś konkretnego. „Mogę zrobić ci dziś zakupy”, „Chcesz, żebym odebrała dzieci?” albo „Mogę wpaść i zrobić ci obiad”. Taka pomoc nie wymaga od drugiej osoby organizowania czegokolwiek. Po prostu pokazujemy: „Widzę, że jest ci trudno i chcę ci trochę ulżyć”. Jak zauważa psycholożka, właśnie konkretne wsparcie w codziennych obowiązkach może być szczególnie pomocne na początku żałoby.
Czasem zaczynamy się niepokoić, kiedy widzimy, że ktoś nadal cierpi długo po trudnym wydarzeniu. Jeśli od rozstania, straty czy innego kryzysu minęło już kilka miesięcy, może pojawić się myśl: „Może czas już się z tym pogodzić”. Właśnie wtedy łatwo powiedzieć coś w rodzaju: „Myślałem, że już ci przeszło”, „Musisz już ruszyć dalej” albo „Nie możesz tak długo tego rozpamiętywać”. Tyle że nie ma jednego właściwego czasu na dojście do siebie. Każdy przeżywa trudne wydarzenia inaczej. Franco zwraca uwagę, że po stresującym doświadczeniu część osób długo pozostaje w stanie silnego napięcia, a u niektórych pogorszenie samopoczucia pojawia się dopiero po czasie.
Dlatego zamiast oceniać, czy ktoś już powinien poczuć się lepiej, warto dać mu trochę przestrzeni. Można powiedzieć: „Nie musisz się spieszyć. Jestem przy tobie, niezależnie od tego, ile czasu ci to zajmie”. To ważne także dlatego, że ciągłe ocenianie własnych emocji, zastanawianie się, czy nie smucimy się za długo albo czy nie powinniśmy już mieć tego za sobą, może dodatkowo pogarszać samopoczucie.
Jest jeszcze jedna reakcja, która może być dla osoby przeżywającej trudny czas szczególnie bolesna. Jest to wycofanie się. Możemy nie wiedzieć, co powiedzieć. Możemy bać się, że przypomnimy komuś o trudnym wydarzeniu albo powiemy coś nie na miejscu. W efekcie przestajemy się odzywać, odkładamy telefon, nie proponujemy spotkania. Wydaje nam się, że dajemy drugiej osobie przestrzeń. Tymczasem z perspektywy osoby, która cierpi, może to wyglądać zupełnie inaczej. Jak zauważa ekspertka, ludzie przeżywający trudne chwile często spotykają się z odrzuceniem czy ghostingiem ze strony innych. Znajomi przestają dzwonić, odwołują spotkania, a czasem wręcz unikają kontaktu. To może pogłębiać poczucie samotności i sprawić, że osoba w kryzysie zaczyna bać się pokazywania swoich emocji.
Dlatego jeśli nie wiemy, co powiedzieć, nie musimy wymyślać niczego szczególnie mądrego. Wystarczy czasem zwykłe: „Pomyślałam dziś o tobie. Jak się masz?”. Taka wiadomość może wydawać się drobnostką, ale dla kogoś, kto właśnie przeżywa trudny czas, może być ważnym sygnałem: „Nie jestem z tym sama”.
Kiedy cierpi ktoś, na kim nam zależy, naturalnie chcemy coś zrobić. Chcemy, żeby przestał płakać, poczuł się lepiej, odzyskał spokój. Tyle że nie zawsze mamy na to wpływ. Być może właśnie dlatego warto przestać szukać idealnych słów. Nie musimy wiedzieć, jak naprawić czyjś problem. Nie musimy przekonywać, że „będzie dobrze”. Nie musimy też przyspieszać procesu, przez który druga osoba właśnie przechodzi. Czasem najlepszym wsparciem jest zostać, wysłuchać i pozwolić drugiej osobie czuć dokładnie to, co w danym momencie czuje.
Artykuł opracowany na podstawie: Marisa G. Franco, „Stop saying ‘let me know if you need anything,’ says psychologist—how to talk to a friend who’s struggling”, cnbc.com [dostęp: 20.08.2026]