Robert Choiński - Z Bratysławy do Los Angeles. Adéla udowadnia, że największe gwiazdy popu nie muszą rodzić się w Ameryce
00:00
15:00
Ma 22 lata, pochodzi ze Słowacji i zanim na poważnie zajęła się muzyką, przez lata trenowała balet. Angielskiego nauczyła się z amerykańskich seriali i wywiadów z gwiazdami, a jako nastolatka wyjechała do Wiednia, a później Londynu, żeby rozwijać się jako tancerka. W końcu zamieniła balet na muzykę i przeniosła się do Los Angeles. Dziś przygotowuje się do premiery debiutanckiego albumu „Prima”, koncertuje i ma na koncie współpracę z Grimes oraz występy przed Demi Lovato. Ale historia Adéli zaczęła się dużo wcześniej – w Bratysławie, gdzie jej mama jako nastolatka marzyła o świecie, który oglądała na przemycanych zza żelaznej kurtyny plakatach.
Adéla Jergová urodziła się 27 listopada 2003 roku w Bratysławie. Balet zaczęła trenować, gdy miała zaledwie trzy lata. Najpierw uczyła się w Moskwie, później jako nastolatka dołączyła do Baletu Wiedeńskiej Opery Państwowej, a rok później wyjechała do Londynu, gdzie rozpoczęła naukę w English National Ballet School. Muzyka była jednak obecna w jej życiu od najmłodszych lat. Jak wspomina, kiedy miała trzy lata, obejrzała serial „Hannah Montana” z Miley Cyrus i właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślała, że chce zostać piosenkarką.
Równie wcześnie zaczęła interesować się amerykańską kulturą. Około ósmego roku życia samodzielnie uczyła się angielskiego, oglądając amerykańskie seriale i wywiady z gwiazdami. Rok później mówiła już płynnie w tym języku.
„Popkultura jest dla mnie tym, czym II wojna światowa dla białego mężczyzny w średnim wieku. Wiem o niej wszystko” – żartowała w rozmowie z „Teen Vogue”.
Adéla dorastała w czasach, gdy telewizja i internet pozwalały zaglądać do świata, który jeszcze pokolenie wcześniej był dla mieszkańców naszego regionu praktycznie nieosiągalny. Sama mówiła, że internet w pewien sposób ją „zamerykanizował” i pokazał jej bardziej liberalne idee. Jednocześnie sprawił, że zaczęła czuć się trochę obco we własnym kraju. W 2022 roku postanowiła więc spróbować swoich sił w Los Angeles. Studiowała muzykę w Santa Monica College i zaczęła rozkręcać swoją muzyczną karierę.
Adéla (Fot. mat. prasowe)
Rok później dostała się do „Dream Academy” – programu stworzonego przez wytwórnie HYBE i Geffen Records, którego celem było wyłonienie członkiń nowego międzynarodowego girlsbandu. W rywalizacji wzięło udział 20 dziewczyn. Adéla odpadła już na początku, po tym, jak otrzymała najmniej głosów. Zwyciężczynie programu utworzyły później zespół KATSEYE. Adéla została natomiast jedną z najbardziej wyrazistych uczestniczek, które poszły własną drogą. W dokumentalnym serialu Netflixa „Pop Star Academy: KATSEYE”, który pokazywał kulisy programu, widać ją jako osobę bardzo bezpośrednią i pewną siebie. Po eliminacji to ona pocieszała dziewczyny, które zostały w programie, a nie na odwrót.
Sama jednak nie wspomina tego czasu dobrze. Udział w „Dream Academy” nazwała później „najgorszym rokiem swojego życia”. Co ciekawe, już wtedy jeden z producentów programu powiedziała o niej: „Widzimy Adélę jako solową artystkę”. Z perspektywy czasu trudno o bardziej trafną prognozę.
Droga Adéli do muzyki prowadziła przez balet. Przez lata była przekonana, że właśnie taniec będzie jej zawodem. W pewnym momencie zaczęła jednak coraz mocniej odczuwać, że nie jest to środowisko, w którym chce zostać. Jednym z powodów był konflikt z nauczycielką. Podczas nauki baletu Adéla doznała kontuzji biodra, ale – jak opowiada – nauczycielka nie chciała uwierzyć, że naprawdę coś jej dolega, i zmuszała ją do dalszych treningów. Ból był tak silny, że dziewczyna miała później problem z chodzeniem. To doświadczenie miało duży wpływ na jej decyzję o zmianie artystycznej drogi.
– Muzyka była właściwie jedyną rzeczą, która pozwalała mi wtedy jakoś żyć i iść naprzód – mówiła.
Ta bezpośredniość i niechęć do podporządkowywania się zasadom szybko stały się częścią jej wizerunku. Adéla sama przyznaje, że od dziecka była „trochę pyskata”. W szkole nauczyciele mieli jej to wybaczać, bo jednocześnie osiągała bardzo dobre wyniki.
Po „Dream Academy” nie próbowała dostać się do kolejnego girlsbandu. Zaczęła budować solową karierę. We wrześniu 2024 roku wydała „Homewrecked”, swój pierwszy singiel. Piosenka od początku pokazywała, że Adéla nie zamierza pisać wyłącznie o rzeczach, które dobrze wyglądają w popowym teledysku. Utwór opowiadał o zdradzie ojca i jej wpływie na rodzinę.
Kolejne utwory, „Superscar” i „MachineGirl”, przyniosły jej coraz większą rozpoznawalność. Przy „MachineGirl” współpracowała z Grimes. Artystka sama odezwała się do Adéli po tym, jak usłyszała „Homewrecked” na TikToku. W maju 2025 roku Adéla podpisała kontrakt z Capitol Records. Kilka miesięcy później wydała EP-kę „The Provocateur”. Wśród promujących ją singli znalazły się m.in. „DeathByDevotion” i „SexOnTheBeat”. W teledysku do tego drugiego pojawiła się gościnnie sama Christina Aguilera.
Adéla (Fot. mat. prasowe)
Jesienią 2025 roku Adéla wyruszyła w pierwszą własną trasę koncertową – The ProvocaTour. Wiosną 2026 roku została z kolei supportem Demi Lovato podczas jej It's Not That Deep Tour. W międzyczasie zaczęła pracować nad debiutanckim albumem „Prima”, którego premiera została zaplanowana na 4 września 2026 roku.
Adéla od początku kariery była bardzo otwarta na temat swojego życia. Z czasem zaczęła jednak zmieniać podejście do prywatności. – Myślę, że wszystko, o czym mówię w swojej sztuce i piosenkach, to rzeczy, z którymi jestem związana. Czasami najpierw trzeba coś przeżyć w prawdziwym życiu, a dopiero potem można o tym napisać. Bo nigdy nie chcesz kogoś zranić, wyjaśniając za dużo albo pokazując za dużo – tłumaczyła w „Teen Vogue”.
To spora zmiana. Wcześniej Adéla bardzo otwarcie czerpała z własnych doświadczeń i opowiadała o nich w piosenkach. Teraz chce sama decydować o tym, ile ze swojego prywatnego życia pokazuje publiczności.
– Nie sądzę, żeby ludzie w ogóle mnie znali – mówi. – Nie zobaczą nigdy, jaką jestem przyjaciółką, córką, siostrą czy partnerką – dodaje.
Kiedy po wydaniu „Red Bottoms” część słuchaczy stwierdziła, że utwór „nie jest w jej stylu”, nie kryła zdziwienia. – To mnie bawi, bo wtedy myślę: „Ale co właściwie wiecie o tym, jaka ja jestem?” – oznajmiła. Chce więc oddzielić Adélę, którą widzimy na scenie, od osoby, którą jest prywatnie. Jedną z artystek, które pod tym względem szczególnie podziwia, jest Lady Gaga, a właściwie Stefani Germanotta.
Adéla zdaje sobie sprawę, że wraz z rosnącą popularnością przychodzi także większa kontrola ze strony publiczności. Obserwowała to u swoich przyjaciółek z KATSEYE. Sama również coraz częściej spotyka się z krytyką.
– W internecie wiele razy słyszałam, że jestem brzydka. Ludzie uwielbiają komentować mój wygląd, co jest dla mnie o tyle ciekawe, że ja naprawdę uważam się za piękną – powiedziała w rozmowie z „Rolling Stone”.
Nie udaje więc, że negatywne komentarze nie istnieją. Raczej próbuje zrozumieć, skąd się biorą. – Zdecydowanie można odnieść wrażenie, że na wiele gwiazd popu, szczególnie w internecie, poluje się jak na zwierzynę. Zwłaszcza że jesteśmy młodymi kobietami – mówiła. – Nieważne, jak bardzo starasz się pokazać z dobrej strony i udowodnić, że jesteś dobrą osobą. Jeśli jesteś kobietą, w pewnym momencie i tak ktoś zacznie cię nienawidzić – skwitowała.
Adéla (Fot. mat. prasowe)
Jej zdaniem publiczne osoby często stają się celem frustracji innych ludzi. – Myślę, że wszyscy próbujemy jakoś zrozumieć świat. Jest w nas dużo złości i bólu, a kiedy jesteś osobą publiczną, czasem stajesz się kozłem ofiarnym dla tych emocji – wyjaśnia. W radzeniu sobie z tym pomaga jej terapeutka, którą poznała jeszcze podczas „Pop Star Academy”. Adéla mówi, że dzięki terapii nauczyła się między innymi cierpliwości i tego, żeby nie reagować od razu na wszystko, co pojawia się w internecie.
– Myślę, że ta kariera i bycie osobą publiczną uczą mnie dokładnie tego, czego potrzebuję w tym życiu: cierpliwości, współczucia i tego, żeby nie reagować. Przynajmniej nie w sposób, którego inni się po mnie spodziewają – podsumowała.
Najciekawszym przykładem tego, jak Adéla zaczęła patrzeć na swoją historię szerzej, jest „Ain't in LA”, singiel zapowiadający jej debiutancki album. Piosenka jest przewrotna już w samym tytule. Przez lata Los Angeles było dla Adélo symbolem miejsca, w którym można spełnić swoje największe marzenia. W końcu sama przeprowadziła się tam jako nastolatka.
Teraz śpiewa:
„Może tej nocy nie musimy nigdzie uciekać / To wszystko ściema, najlepsze laski wcale nie są w LA”.
Nie chodzi jej jednak o krytykę samego miasta. Raczej o przekonanie, że nie trzeba pochodzić z Los Angeles, żeby zrobić coś wielkiego. „Ain't in LA” jest też mocno związane z jej słowackimi korzeniami. Teledysk nakręcono w Bratysławie. Zamiast Hollywood oglądamy więc miejsca, w których Adéla dorastała, a także możemy zobaczyć jej mamę Marię i siostrę Stellę.
Inspiracją do napisania „Ain't in LA” było zdjęcie jej mamy, gdy miała około 18 lat. W tle znajdowała się ściana pełna plakatów zachodnich gwiazd. Historia tych plakatów jest jeszcze ciekawsza. Mama Adéli dorastała w komunistycznej Czechosłowacji. Dzieliła pokój z trójką młodszego rodzeństwa, a jej ojciec pracował w niemieckich kopalniach. Kiedy jeździł za granicę, córka prosiła go o przywożenie plakatów zachodnich gwiazd, których w Czechosłowacji nie można było normalnie kupić. Adéla wspomina między innymi plakat Madonny, który wisiał w łazience jej babci.
„Ona jest mną, a ja jestem nią, tylko miałam o wiele więcej szczęścia i wolności” – napisała na Instagramie. To właśnie ta historia nadała „Ain't in LA” zupełnie inne znaczenie. Adéla nie opowiada już tylko o własnym marzeniu o wielkiej karierze. Myśli też o kobietach, które miały podobne marzenia, ale nie dostały możliwości, żeby je zrealizować. Dlatego teledysk został nakręcony właśnie w Bratysławie. Hollywood nie jest tu centrum świata. Jest jednym z wielu miejsc, o których można marzyć.
Reakcje na „Ain't in LA” pokazały, że historia Adéli poruszyła nie tylko jej fanów. W komentarzach pod teledyskiem wiele osób pisało, że dobrze zna to poczucie dorastania z przekonaniem, że prawdziwe życie i wielkie możliwości czekają gdzieś daleko, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Słowaccy widzowie zwracali też uwagę na miejsca pokazane w klipie. Pisali, że po raz pierwszy widzą dobrze znane sobie ulice i zakątki Bratysławy w teledysku mainstreamowej artystki. „Ain't in LA” stało się przy tym ważnym momentem dla słowackiej muzyki. To pierwszy utwór słowackiej artystki w historii, który trafił na prestiżową listę Billboard Hot 100.
„Ain't in LA” dobrze pokazuje, w jaką stronę zmierza „Prima”. Adéla nie chce po prostu powtórzyć tego, co zrobiła na „The Provocateur”. Sama podkreśla, że nowy album jest zupełnie inny, zarówno pod względem brzmienia, jak i tekstów oraz podejmowanych tematów.
– Moja EP-ka była trochę gniewna, bo sama byłam wściekła i mówiłam to, co naprawdę myślałam. Ale ten album jest bardziej zabawny i trochę bardziej radosny. To po prostu płyta 22-letniej kobiety, która żyje swoim życiem – mówi.
Na „Prima” Adéla chciała więc trochę odpuścić. Razem z dyrektorem kreatywnym Chrisem Horanem postawiła na młodzieńczą, dziewczęcą estetykę, intensywny róż i skojarzenia z filmem „Spring Breakers”. Ma być kolorowo, trochę bezczelnie i przede wszystkim lekko. Nie wszystkim fanom spodobała się ta zmiana. Po „KGB” część z nich pytała, gdzie podziały się bardziej mroczne i emocjonalne utwory, takie jak „Superscar”. Adéla nie zamierza jednak nagrywać w kółko tej samej płyty.
Tym razem chciała stworzyć muzykę, której sama słuchałaby jako dwunastolatka. To chyba najlepiej pokazuje, co zmieniło się w jej podejściu do tworzenia. Na „The Provocateur” dużo było złości i trudnych emocji. „Prima” ma być przede wszystkim płytą o tym, że można mieć 22 lata, żyć po swojemu i po prostu dobrze się bawić.
Adéla wciąż szuka nowych rzeczy, które mogą ją zainspirować. Ostatnio sięgnęła ostatnio po autobiografię Marilyn Monroe, „My Story”. Jej partner, Jackson Shanks, podarował jej pierwsze wydanie książki z okazji rocznicy ich związku. Później wrzuciła na prywatne konto zdjęcie jednej ze stron. Zaznaczyła fragment, w którym Monroe pisała o swoich brakach, braku wiary we własny talent, ale też o tym, jak bardzo chciała się nauczyć i stać lepszą aktorką. „Myślę, że mam podobne złudzenia…” – napisała Adéla.
Trudno nie odnieść tego do niej samej. Jej kariera nabiera tempa. Mimo to nie zachowuje się jak ktoś, kto uważa, że osiągnął już wszystko. Wręcz przeciwnie. Chce nauczyć się grać na pianinie i planuje przeczytać „Drogę artysty”, książkę poleconą jej przez Doechii. Aby poszerzyć swoje horyzonty, ogląda też filmy, których wcześniej nie widziała, między innymi „Oczy szeroko zamknięte”, „Druhny” i „Kochanków z Księżyca”. Równolegle Adéla rozwija także warsztat wokalny. Uczy się u Erica Vitro, byłego trenera wokalnego Ariany Grande.
okładka debiutanckiego albumu Adéli – „Prima” (Fot. mat. prasowe)
Wciąż jest w niej zresztą coś z dziewczyny z Bratysławy, która jako dziecko oglądała amerykańską telewizję i wyobrażała sobie, jak wygląda życie po drugiej stronie oceanu. Tyle że dziś nie musi już tylko o nim marzyć. Sama powoli staje się częścią tego świata i najwyraźniej nie zamierza przestawać się uczyć, żeby znaleźć w nim swoje miejsce.