Jeśli brać ślub, to tylko w białej sukni? Elizabeth Taylor miała na ten temat inne zdanie. Co prawda zaczęła od klasyki, ale z czasem wymieniła ją na ekstrawaganckie kreacje we wszystkich kolorach tęczy. Tak jak w miłości nie stroniła od łamania zasad, tak samo z upodobaniem igrała z modowymi konwenansami.
Elizabeth Taylor była zaręczona dziesięć razy. Przysięgę małżeńską składała już tylko ośmiokrotnie, siedmiu mężczyznom. Liczby te, a także okoliczności, w jakich wchodziła w kolejne związki – nierzadko kosztem rozpadających się małżeństw – sprawiły, że przylgnęła do niej łatka pozbawionej skrupułów skandalistki. Gwiazda nie próbowała wybielać się z zarzutów. Otwarcie przyznawała, że kierują nią spontaniczne impulsy, zew przygody i nieodparta potrzeba, by mieć u swego boku drugiego człowieka. Równie łatwo rozkochiwała w sobie innych, co sama poddawała się gorącym uczuciom. Była zarazem uwodzicielską femme fatale, jak i ofiarą własnego uroku i namiętności, dokonującą niewłaściwych wyborów.
Dziś wspomnienie jej burzliwego życia prywatnego, o którym przed laty plotkowano na prawo i lewo, nieco wyblakło. Filmy „Kto się boi Virginii Woolf?” czy „Butterfield 8”, które przyniosły jej Oscary, wielu kojarzy już niestety tylko z tytułu. To, co wciąż pozostaje jednak żywe w masowej świadomości, to wizerunek Elizabeth Taylor jako klasycznej piękności i ikony hollywoodzkiego stylu – także tego prezentowanego w drodze do ołtarza. Oto ikoniczne kreacje, w jakich legendarna aktorka zmieniała swój stan cywilny.
Czytaj także: Elizabeth Taylor – sprawdź, ile wiesz o jednej z najbardziej fascynujących gwiazd Hollywood
(Fot. Bettmann/ Getty Images)
Zapewne każdy słyszał ciekawostkę, że zanim królowa Wiktoria powiedziała „tak” w koronkowej białej sukni ślubnej, najjaśniejszy z kolorów wcale nie był domyślnym wyborem dla panien młodych. Obecnie od lat jest to najchętniej wybierana opcja, ale Elizabeth Taylor zdecydowała się na nią tylko raz – w 1950 roku. Aktorka miała wówczas 18 lat i wychodziła za mąż za Conrada Hiltona Jr., dziedzica hotelowego imperium. Ich małżeństwo trwało zaledwie rok. Zamożny małżonek okazał się bowiem uzależnionym od alkoholu i hazardu hulaką, który nie stronił od towarzystwa innych kobiet.
Zanim jednak wschodząca gwiazda wielkiego ekranu pozbyła się obrączki, świat obiegły jej zdjęcia w kunsztownie zdobionej perłami rozkloszowanej sukni z mocno zaznaczoną talią. Kreację uszyto dla niej na miarę pod okiem cenionej kostiumografki Helen Rose, która kilka lat później nadała także kształt sukni ślubnej Grace Kelly. Projekt przygotowany dla Taylor inspirowany był kostiumem z filmu „Ojciec panny młodej”, w którym zagrała w tym samym roku. Jej wykonanie zajęło piętnastoosobowemu zespołowi krawców aż trzy miesiące (!).
(Fot. Fred Mott / Stringer via Getty Images)
Wraz z rozwodem zerwała nie tylko z przysparzającym jej zmartwień mężem, lecz także z wyobrażeniami o tym, jak powinna wyglądać panna młoda. Niespełna rok później sformalizowała związek z dwadzieścia lat starszym brytyjskim aktorem Michaelem Wildingiem, który zostawił dla niej swoją pierwszą żonę, Kay Young. Miłość do grobowej deski obiecali sobie w londyńskim hotelu Claridge’s. Tym razem uroczystość była znacznie skromniejsza, podobnie jak strój Taylor, ponownie uszyty przez Helen Rose. Aktorka zjawiła się na miejscu w szykownym kostiumie o kroju litery A, z białymi mankietami i dużym kołnierzem. Za dodatki posłużyły jej pojedynczy sznur pereł, białe rękawiczki oraz kwiaty upięte we włosach. Zakochani spędzili razem pięć lat i doczekali się w tym czasie dwóch synów, a powodem rozstania była podobnież – jakżeby inaczej – niewierność Wildinga.
(Fot. Bettmann/ Getty Images)
Datę trzeciego wesela wyznaczono na 2 lutego 1957 roku. Z morza adoratorów gotowych rzucić się przed nią na kolana Elizabeth wybrała producenta teatralnego i filmowego Mike’a Todda. Połączyło ich zamiłowanie do wystawnego stylu życia i córeczka Liza. Pobrali się w kameralnej atmosferze w ratuszu w Acapulco. Aktorka miała na sobie efektowną pastelowoniebieską suknię z jedwabnego szyfonu, z marszczeniami i kapturem. Co znamienne, wśród gości znalazła się niedawno zaślubiona para – Debbie Reynolds i Eddie Fisher. Ona była aktorką i przyjaciółką panny młodej, on – piosenkarzem i przyjacielem pana młodego. Pech chciał, że to właśnie Fisher stał się pocieszycielem Taylor, gdy w marcu 1958 roku Todd zginął w katastrofie lotniczej, a ona szukała ukojenia na dnie butelki. Niedługo potem zażyłość wdowy i równie zrozpaczonego muzyka doprowadziła do kolejnego małżeństwa...
(Fot. Bettmann/ Getty Images)
Wymiana obrączek numer cztery odbyła się w maju 1959 roku w synagodze w Las Vegas. Panna młoda kolejny raz postawiła na suknię z kapturem, ale tym razem w ciemnozielonym odcieniu. Nadgarstek ozdobiła 40-karatową bransoletką, którą Fisher podarował jej w miejsce pierścionka zaręczynowego. Dobrała do niej diamentowe kolczyki i naszyjnik w kształcie serca.
Małżeństwo przetrwało do 1964 roku, co i tak wydaje się zaskakująco długim stażem, zważywszy na to, że spajała je przede wszystkim żałoba po tragicznie zmarłym Toddzie. – Za każdym razem, gdy wychodziłam za mąż, myślałam, że to będzie na zawsze, ale nie mam pojęcia, dlaczego wyszłam za Eddiego. Cały czas rozmawialiśmy o Mike’u. Eddie go znał i ubóstwiał, więc w ten sposób niejako podtrzymywaliśmy go przy życiu – mówiła Taylor.
(Fot. Hulton Archive/Getty Images)
Kolejnego wybranka poznała na planie „Kleopatry”. To właśnie tam narodził się burzliwy związkek z Richardem Burtonem. Początkowo ich status osób zajętych sprawiał, że zakulisowy romans nie mógł przerodzić się w nic więcej. Ostatecznie jednak stanęli na ślubnym kobiercu w 1964 roku. Aktorka, która jeszcze przed ceremonią miała z powodu odrzucenia przez kochanka targnąć się na własne życie, przywdziała tego dnia radosną, słonecznie żółtą suknię w stylu empire – z podwyższoną talią i luźno opadającym dołem. Ponownie skorzystała z pomocy kostiumografki, tym razem Irene Sharaff.
Najciekawszym elementem ślubnej stylizacji była jednak fryzura autorstwa słynnego francuskiego fryzjera Alexandre’a de Paris. Długi kucyk poprzeplatał on kwiatami pomarańczy i wykończył dziewczęcą kokardą. Taylor po raz kolejny stawiła opór ślubnym zwyczajom i zrezygnowała z pierścionka zaręczynowego. Zamiast niego na kołnierzu wyeksponowała broszkę Bulgari ze szmaragdami, którą dostała w prezencie od ukochanego.
(Fot. Stanley Bielecki Movie Collection/Getty Images)
Elizabeth zwykła powtarzać, że to właśnie Richard był jej największą i prawdziwą miłością. Niestety, uczucie to miało swoją mroczną stronę. Aktor raz wielbił żonę i zasypywał ją prezentami, by chwilę później wpadać w obsesyjną zazdrość i posuwać się do fizycznej agresji. W takich warunkach trudno było o stabilny dom dla trójki dzieci Taylor z poprzednich związków oraz ich wspólnie adoptowanej córki Marii. W końcu cierpliwość się wyczerpała, a sąd orzekł rozwód. Jak się jednak niedługo później okazało, cała papierkowa robota poszła na marne. Para postanowiła bowiem do siebie wrócić i przypieczętowała to ślubem na łonie natury w Botswanie. Na tę okazję Taylor wybrała suknię projektu brytyjskiej projektantki Giny Fratini, utrzymaną w estetyce boho. Hippisowskiego ducha lat 70. idealnie podkreślały zwiewne rękawy i tęczowe wzory tie-dye.
Taylor i Burton nie zdołali utrzymać między sobą pokoju. W 1976 roku aktorka poślubiła kogoś spoza branży rozrywkowej – przyszłego senatora Johna Warnera. Ceremonię zorganizowano w powściągliwej oprawie na terenie należącej do polityka farmy w Wirginii. Odbywała się zimą, dlatego na jedynych dostępnych zdjęciach widać, że hollywoodzka ikona przykryła swoją kaszmirową suknię projektu kostiumografki Florence Klotz – niechlubny znak słusznie minionych czasów – futrzanym płaszczem. „The New York Times” pisał, że była to kreacja „do kolan” we „wrzosowym kolorze”. Najbardziej przyciągającym wzrok elementem stylizacji był jednak chroniący głowę przed chłodem turban. Wyjście poza swoją artystyczną bańkę nie pomogło. Waszyngton okazał się dla niej złotą klatką. – To miasto jest rozpaczliwie samotne dla kobiet, zwłaszcza jeśli całe życie było się aktywną. Jeśli jesteś żoną polityka i nie masz żadnej roli do odegrania, pozostaje ci tylko go wspierać. […] Nie ze wszystkim, co robił, było mi po drodze, ale musiałam milczeć – tłumaczyła po latach w rozmowie z dziennikarką Barbarą Walters.
Siódme małżeństwo, w którym wiało nudą, zakończyło się dla niej odwykiem. To właśnie tam poznała znacznie młodszego budowlańca Larry’ego Fortensky’ego. Para powiedziała sobie „tak” na ranczu Neverland, którego właścicielem był Michael Jackson, wieloletni przyjaciel Elizabeth. Zdjęcia z ceremonii sprzedano magazynowi „People” za milion dolarów, a dochód przeznaczono na działalność fundacji walczącej z AIDS. Był to ostatni ślub w życiu aktorki. Na tę okazję włożyła koronkową suknię domu mody Valentino w delikatnym, cytrynowym odcieniu. Dzięki rozkloszowanemu fasonowi i jasnej barwie kreacja była chyba najbliższa tradycyjnej sukni ślubnej spośród wszystkich, które aktorka nosiła przy kolejnych zamążpójściach.
Oczywiście można się spierać, czy Elizabeth Taylor eksperymentowała z kolorami i fasonami wyłącznie dla kaprysu, czy też był to efekt chłodnej kalkulacji. W końcu jeszcze kilka dekad temu biel wciąż postrzegano przede wszystkim jako symbol niewinności i czystości, a nie efekt wpływu królowej Wiktorii, która spopularyzowała białą suknię ślubną na tyle skutecznie, że z czasem stała się ona niemal obowiązkowym wyborem panny młodej – i to nie tylko tej „pierwszorazowej”. Taylor mogła doskonale zdawać sobie sprawę, że welon i śnieżnobiała suknia rozwścieczą tych, którym jej miłosne ekscesy i tak już były nie w smak. Z perspektywy czasu te dylematy zeszły jednak na dalszy plan. Dziś wiemy, że ta ośmiokrotna, nietypowa panna młoda swoimi ślubnymi stylizacjami zaprezentowała nam niemal cały fascynujący przekrój rozwoju mody od lat 50. aż po schyłek XX wieku.
Czytaj także: Ślub taki jak ty. Jak na przestrzeni lat zmieniała się moda ślubna?