1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Becky Hill: „Ta branża potrafi być naprawdę brutalna”. O presji, pewności siebie i nowej płycie

Becky Hill: „Ta branża potrafi być naprawdę brutalna”. O presji, pewności siebie i nowej płycie

Becky Hill (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska)
Becky Hill (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska)

Odsłuchaj artykuł

Robert Choiński - Becky Hill: „Ta branża potrafi być naprawdę brutalna”. O presji, pewności siebie i nowej płycie

00:00 13:21
15s
0,5 x
15s
Becky Hill od ponad dekady jest jedną z najważniejszych postaci brytyjskiej sceny dance. Zaczynała jako 17-latka w „The Voice UK”, dziś ma na koncie dwie nagrody BRIT Awards, wyprzedane trasy koncertowe i przygotowuje się do premiery trzeciego albumu „Rebecca”. W rozmowie ze Zwierciadlo.pl opowiada o presji związanej z funkcjonowaniem w branży muzycznej, poczuciu własnej wartości, potrzebie odpuszczania i o tym, dlaczego na nowej płycie po raz pierwszy pozwoliła sobie pokazać więcej własnej osobowości.

Z Becky Hill spotkałem się za kulisami BitterSweet Festival 2026, tuż po jej zejściu ze sceny. Mimo ogromnego upału, w którym występowała, nie wyglądała na szczególnie zmęczoną. Przeciwnie, od początku rozmowy była pełna energii, entuzjazmu i uśmiechu. Trudno się jednak temu dziwić, przed chwilą zobaczyła ze sceny polską publiczność, która, jak sama przyznaje, dała z siebie wszystko. Kilka minut po koncercie rozmawiamy o jej nowej płycie, presji, oczekiwaniach, pewności siebie i drodze od „The Voice UK” do jednej z największych gwiazd muzyki dance.

Robert Choiński: Dopiero co zeszłaś ze sceny na festiwalu BitterSweet. Jak się czujesz po tym występie? I czy jest coś, co różni koncerty w Polsce od występów w innych krajach?

Becky Hill: Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Kiedy podróżujesz po świecie i grasz koncerty w różnych miejscach, tak naprawdę dopiero wychodząc na scenę, przekonujesz się, ile osób zna twoją muzykę i jak dużą popularnością cieszysz się w danym kraju. Tym razem naprawdę bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Publiczność była wspaniała. Powiem ci, że mam wrażenie, że polska publiczność lubi naprawdę dać z siebie wszystko. Ludzie tutaj dobrze reagują na mocniejsze brzmienia i bardzo mi się to podobało, szczególnie przy nowym materiale.

Muzyka, którą teraz wydaję, jest dużo bardziej bezpośrednia i mocniejsza, więc ogromnie się cieszyłam, widząc, jak publiczność naprawdę się w niej zatraca. To był świetny koncert. Jestem bardzo wdzięczna, że mogłam wystąpić na BitterSweet.

Wkrótce wydajesz swój trzeci album, „Rebecca”, który określasz jako „kontrolowany chaos”. Co dziś oznacza dla ciebie to określenie?

Myślę, że „kontrolowany chaos” od zawsze bardzo dobrze mnie opisywał. Właściwie sama jestem takim kontrolowanym chaosem. Fajnie jest widzieć, że ludzie zaczynają oswajać się z tą muzyką i dzięki niej trochę lepiej rozumieją też mnie. Więc tak, „kontrolowany chaos” nadal bardzo dobrze oddaje to, czym jest ta płyta. Z zewnątrz wszystko może wyglądać na kompletnie nieuporządkowane, ale w środku jest jednak bardzo dobrze poukładane. Mniej więcej o to mi chodzi. Tak mi się przynajmniej wydaje.

okładka albumu Becky Hill – „Rebecca”(Fot. mat. prasowe) okładka albumu Becky Hill – „Rebecca”(Fot. mat. prasowe)

Piosenki z nowego albumu wydają się dużo bardziej osobiste. Czy tym razem było coś, co chciałaś powiedzieć, a czego nie mogłaś powiedzieć na swoich poprzednich albumach?

Myślę, że tak. Kiedy zaczynałam pisać ten album, byłam bardzo szczera ze sobą i z tym, w jakim miejscu wtedy byłam. Myślę, że ta branża potrafi być naprawdę brutalna, bo masz wokół siebie mnóstwo ludzi, którym świetnie się wiedzie, i to może mocno wpływać na to, jak postrzegasz własną wartość. Tym razem, kiedy zabierałam się za nowy album, bardzo chciałam o tym napisać. Te wszystkie uczucia, że nie jestem wystarczająco dobra, że nie wiem, co zrobić, żeby cały czas zadowolić wszystkich, dały mi naprawdę dużo inspiracji.

Fajnie było też tym razem być odważną i móc pisać prosto z serca, bez obawy, że kogoś tym zdenerwuję albo że ktoś się ode mnie odwróci. Ten album jest zdecydowanie dla fanów, dla tych najbardziej oddanych.

W Twoim nowym singlu „What Do I Have to Do?” pojawia się temat odpuszczania i uwalniania się od tego, co już nam nie służy. U ciebie wiąże się to także z presją, żeby sprostać oczekiwaniom innych. Myślisz, że dziś łatwiej przychodzi ci odpuszczanie niż kilka lat temu?

Nie wiem. Myślę, że „What Do I Have to Do?” jest przede wszystkim o presji, jaką wywierają na nas media społecznościowe – o tym, jak próbujemy dopasować się do określonych standardów piękna i różnych oczekiwań społecznych. Chciałam w ten sposób pokazać, z czym szczególnie muszą się mierzyć kobiety. A jeśli chodzi o twoje pytanie, chyba rzeczywiście lepiej radzę sobie z odpuszczaniem, ale nadal nie jest to dla mnie łatwe i wciąż się tego uczę.

To proces.

Tak. Zwłaszcza że naprawdę bardzo mi zależy. Ale myślę, że z czasem będzie coraz lepiej. Im jestem starsza, tym bardziej wierzę w siebie. Więc zobaczymy. Zapytaj mnie za dziesięć lat. (śmiech)

W tej nowej odsłonie jest też sporo humoru i dystansu do samej siebie, szczególnie w teledysku do „What Do I Have to Do?”. Czujesz, że dziś łatwiej przychodzi ci żartowanie z siebie i z oczekiwań, jakie inni mają wobec ciebie?

Zdecydowanie. Chyba od zawsze miałam do siebie dystans i lubiłam żartować zarówno z siebie, jak i z ludzi wokół mnie. Uwielbiam się śmiać, spędzać czas z innymi i po prostu dobrze się bawić. Wcześniej chyba nie potrafiłam tego pokazać w swojej muzyce. To pierwszy raz, kiedy naprawdę udało mi się przemycić do niej własną osobowość.

To słychać.

Super, bardzo się cieszę, bo dokładnie o to mi chodziło. Teraz mogę też komentować w muzyce to, gdzie jestem w życiu, ludzi, którzy mnie otaczają, i z większym luzem żartować publicznie z samej siebie. Myślę, że pozwala mi na to większa pewność siebie.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Od ponad dekady tworzysz muzykę taneczną, ale „Rebecca” łączy znane z twojej twórczości elementy dance i drum’n’bass z bardziej alternatywnymi i gitarowymi brzmieniami. Fajnie było dać sobie pozwolenie na to, żeby zabrzmieć inaczej?

O mój Boże, zdecydowanie! Wiesz co? Pisanie tego albumu dało mi mnóstwo frajdy. Momentami aż chciałabym móc cofnąć się w czasie i napisać go jeszcze raz. Miałam ogromną radość z tego, że mogłam przychodzić na sesje i mówić: „Słuchajcie, a może zróbmy coś w średnim tempie? Może trochę w klimacie Arctic Monkeys? Może spróbujmy z gitarą, a perkusję zagrajmy w sposób, w jaki zazwyczaj nie gracie na moich numerach?”. Chciałam, żeby wszyscy w pokoju wyszli poza swoją strefę komfortu i spróbowali czegoś innego niż to, co zwykle robimy podczas sesji ze mną.

Przychodziłam z konkretnym pomysłem i mówiłam: „Mam coś takiego. Możemy pójść w tę stronę? Tak właśnie to słyszę”. Przygotowywałam nawet całe założenia do utworów – przynosiłam zdjęcia, wizualizacje, różne inspiracje. Pokazywałam im wszystko i mówiłam: „Dobra, właśnie do tego chcę, żebyśmy zmierzali”. Te sesje były naprawdę świetne, bo wszyscy zaczęli myśleć nieszablonowo i szukać nowych rozwiązań. Miałam z tego mnóstwo frajdy. Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać, żeby zrobić to ponownie.

Zaczynałaś karierę w „The Voice UK”, gdzie twoją trenerką była Jessie J. A dziś wieczorem występuje tuż po tobie. Miałaś już okazję z nią porozmawiać?

Tak, zajrzałam do jej garderoby i się przywitałam. Zapytała: „Ile to już lat minęło?”. A ja na to: „Nie mam pojęcia!”. (śmiech) Kiedy poznałam Jessie po raz pierwszy, miałam 17 lat. A teraz mam 32.

Co czujesz, występując na tym samym festiwalu z kimś, kto był tak ważną częścią początku twojej kariery?

To niesamowite. I wiesz dlaczego? Bo naprawdę fajnie jest widzieć, że obie wciąż tu jesteśmy. Przez lata spotykasz mnóstwo artystów, o których wszyscy mówią, że są absolutnie na topie. A chwilę później nagle przestajesz o nich słyszeć. Niektórzy wracają do swoich rodzinnych stron, inni odchodzą z branży albo wybierają zupełnie inną drogę.

Myślę, że Jessie jest świetnym przykładem tego, jak wiele można osiągnąć dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Odniosła ogromny sukces i cały czas jest niezwykle cenioną artystką. Jest niesamowicie utalentowana i naprawdę ciężko pracuje. Dlatego bardzo miło było dziś rozgrzewać dla niej publiczność i po tylu latach nadal być tutaj. Nawet nie wiem dokładnie, ile czasu minęło, chyba jakieś 15 lat. To naprawdę wyjątkowe uczucie móc być dziś tutaj razem z nią.

Becky Hill (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska) Becky Hill (Fot. mat. prasowe Universal Music Polska)

No właśnie, chciałem zapytać o drogę, jaką przeszłaś – od uczestniczki telewizyjnego talent show do artystki, która wyprzedaje własne koncerty w największych halach i jest dziś jedną z najważniejszych postaci muzyki dance. Kiedy patrzysz na siebie z 2012 roku, zdarza ci się pomyśleć: „Gdyby wtedy ktoś powiedział mi, gdzie będę za kilkanaście lat, nigdy bym w to nie uwierzyła”?

Wiesz co? Ja po prostu świetnie bawiłam się w „The Voice”. Nigdy wcześniej nie studiowałam, nie wyprowadziłam się z domu, nie byłam w Londynie. I nagle wszystko to zaczęło się dziać. No, może poza studiami, ale miałam poczucie, że nagle znalazłam się w zupełnie nowym świecie. Wcześniej nawet nie znałam innych wokalistów. To był po prostu najlepszy czas w moim życiu. Pamiętam, jak odpadłam z programu i pomyślałam: „Jak ja mam teraz dalej przeżywać takie niesamowite chwile?”. A potem ruszyłam w tę szaloną przygodę, która trwa do dziś. Zaczęłam pracować z ludźmi, których muzyki słuchałam przez lata, podróżować do miast i krajów, o których wcześniej nawet nie śniłam.

Pierwszy raz leciałam samolotem, kiedy miałam 19 lat. Naprawdę przeżyłam dzięki temu najlepsze chwile w życiu. I myślę, że wciąż gdzieś w środku jestem tą 17-letnią dziewczyną, która poszła do „The Voice”. Nadal próbuję podtrzymywać to marzenie i po prostu dalej czerpać z tego wszystkiego jak najwięcej.

Nie chcę teraz sprowadzać rozmowy na cięższe tory, ale otwarcie mówiłaś o presji związanej z wyglądem i o komentarzach, które pojawiały się na twój temat w internecie. Myślisz, że wraz z popularnością zaczęłaś bardziej przejmować się tym, co myślą o tobie inni, czy wręcz przeciwnie nauczyłaś się mieć do tego większy dystans?

Niedawno wystąpiłam na festiwalu jako tajny gość. Miałam tylko pół godziny i postanowiłam zagrać wyłącznie nową muzykę. Kiedy powiedziałam o tym publiczności, zaczęli buczeć. Naprawdę mnie wybuczeli.

Wow...

Pomyślałam wtedy: „Okej, to nie jest łatwe”. Gdybym była tam z normalnym koncertem, tak jak tutaj, oczywiście zagrałabym największe hity, które ludzie znają. Jestem przecież bardzo szczęśliwa, że mam je w swoim dorobku. Ale wtedy naprawdę zrobiło mi się przykro. Później byłam z mężem i płakałam. Zapytał, co się ze mną dzieje, ale nie potrafiłam nawet powiedzieć, co czuję. Mówił: „Kochanie, powiedz coś. Spróbuj to nazwać”. (śmiech) Z drugiej strony wiedziałam, że ta sytuacja może mi się przysłużyć. W końcu nie zrobiłam nic złego. Nie powiedziałam niczego kontrowersyjnego, nikogo nie zaatakowałam. Po prostu zagrałam nowe piosenki. A skoro ludzie zaczęli o mnie dyskutować w internecie, to siłą rzeczy zaczęli też mówić o mojej nowej muzyce.

W pewnym sensie nawet chciałam, żeby mnie krytykowali. Im więcej osób mnie obgadywało, tym większy szum robił się wokół nowego projektu. Ktoś mógł pomyśleć: „Kim ona, do cholery, myśli, że jest? Posłucham tej nowej muzyki i zobaczę, czy naprawdę jest taka beznadziejna”. I właśnie o to chodziło, żeby jej posłuchali. W tamtej chwili naprawdę bardzo to przeżywałam, ale jednocześnie powtarzałam mężowi: „Wiem, że to może wyjść na dobre”. A on powiedział: „To normalne, że jest ci źle. Takie rzeczy nigdy nie są przyjemne. Ale masz rację, każdy rozgłos jest dobry, jeśli tylko przy okazji nikogo nie krzywdzisz”.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

„Rebecca” ukaże się 25 września. Co chciałabyś, żeby ludzie zobaczyli w tobie dzięki tej płycie? Coś, czego być może wcześniej nie dostrzegali?

Chciałabym, żeby zobaczyli całą drogę, którą przeszłam. Żeby wiedzieli, że mam własne zdanie, że przez długi czas po prostu obserwowałam świat wokół siebie, a teraz w końcu zaczęłam o tym pisać. Chciałabym też, żeby zobaczyli we mnie po prostu normalną osobę, która wykonuje niezwykłą pracę. Mam naprawdę niesamowity zawód i uwielbiam każdą chwilę, którą mogę dzięki niemu przeżywać. To moja droga i moja dotychczasowa historia. Chodźcie, bawcie się ze mną, bo myślę, że wcale nie jest tak odległa od historii każdego z nas.

Trzymam kciuki, żeby ludzie to poczuli.

Dziękuję ci bardzo.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE