1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Śmierć psa w filmach boli bardziej niż śmierć człowieka? Badacze sprawdzili, komu współczują widzowie

Śmierć psa w filmach boli bardziej niż śmierć człowieka? Badacze sprawdzili, komu współczują widzowie

(Fot. Gary John Norman/ Getty Images)
(Fot. Gary John Norman/ Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Agata Lipiec - Śmierć psa w filmach boli bardziej niż śmierć człowieka? Badacze sprawdzili, komu współczują widzowie

00:00 07:35
15s
0,5 x
15s
Nie bez powodu strona internetowa, na której można sprawdzić, czy scenariusz filmu uwzględnia wątki mogące wywołać dyskomfort, ma adres Does the Dog Die? („Czy pies umiera?”). Wydaje się, że pokazywanie na ekranie przemocy wobec zwierząt przeraża nas mocniej niż krwawe sekwencje z udziałem ludzkich aktorów. Czy w związku z tym, jak proponuje Anne Hathaway, produkcje zawierające sceny śmierci psów powinny być dostępne wyłącznie dla dojrzałej publiczności? Oraz dlaczego właśnie takie momenty tak silnie na nas oddziałują – i co to o nas mówi?

Spis treści:

  1. Anne Hathaway chce najwyższej kategorii wiekowej dla filmów, w których giną psy. „Wszyscy są straumatyzowani”
  2. „Tylko nie zabijajcie psa!”. Dlaczego los zwierzęcia na ekranie tak mocno na nas wpływa?

Ostatnie dyskusje w tym temacie są pokłosiem kampanii promocyjnej thrillera science fiction „Dom na końcu ulicy dębowej”. Nie wdając się w szczegóły fabuły, wielu widzów planujących wizytę w kinie martwiło się o los widocznego w zwiastunie psa imieniem Starbuck. Sterujący machiną marketingową doskonale zdawali sobie z tego sprawę i to właśnie dzięki wykorzystaniu czworonoga udało im się dwukrotnie trafić na nagłówki. Za pierwszym razem stało się to w mocno polaryzującym kontekście sztucznej inteligencji. Wytwórnia Warner Bros. postanowiła dotrzeć do potencjalnej publiczności za pośrednictwem współpracy z generowanym przez AI podcastem „DogPack”. W efekcie do sieci trafił klip, w którym para prowadzących – golden retriever i buldog francuski – wypytuje filmowego Starbucka m.in. o zakulisowe zachowanie Ewana McGregora i Anne Hathaway. Odbiór był, rzecz jasna, mieszany. Część widzów miała ubaw po pachy, pozostali wytykali twórcom sięganie po technologie, które odbierają źródło zarobku rzeszom pracowników kreatywnych i przyczyniają się do dewastacji środowiska naturalnego.

Czytaj także: Superpies inspiruje tysiące widzów do adopcji. Google notuje rekordy wyszukiwań

Anne Hathaway chce najwyższej kategorii wiekowej dla filmów, w których giną psy. „Wszyscy są straumatyzowani”

Drugim szeroko komentowanym elementem kampanii okazała się wypowiedź Anne Hathaway. Niepokój miłośników zwierząt domowych, którzy nie wiedzieli, czy mogą bez obaw udać się na seans, nie uszedł uwadze aktorki. Gwiazda nie tylko zwróciła się do internautów z uspokajającym przesłaniem, że tym razem nie mają powodów do obaw, lecz także zasugerowała, że produkcje, w których umierają psy, powinny automatycznie otrzymywać najwyższą kategorię wiekową.

– Uważam, że filmy, w których śmierć ponoszą psy, należy przypisywać do kategorii R [jedynie dla osób powyżej 17. roku życia – przyp. red.]. Bez różnicy, czy ktoś przeklina, czy pojawia się przemoc, czy ginie pies – mówiła w rozmowie z „Complex”.

Dodała, że jej zdaniem lęk widzów może mieć związek z serią „John Wick”, w której Daisy – szczeniaczek głównego bohatera – traci życie z rąk brutalnego gangstera. – Widziałam komentarze w stylu: „Lepiej zostawcie psa w spokoju”. Zastanawiałam się, w którym filmie zabito psa, skoro wszyscy obawiają się, że teraz już zawsze tak będzie. Wygląda na to, że wszyscy są straumatyzowani przez „Johna Wicka” – stwierdziła.

„John Wick” z pewnością nie jest jednak jedynym powodem takiego stanu rzeczy. Prawda jest taka, że gdy w horrorze rodzina wprowadza się do nawiedzonego domu, a w kryminale reporter na tropie afery jest śledzony przez tajemniczą postać w kapturze, prawdopodobieństwo, że ich pupil ucierpi jako pierwszy, jest nader wysokie. Ba, zwierzęta nieraz wyzionęły ducha również w wyciskaczach łez. Nic dziwnego – ciężko się nie wzruszyć, gdy wierni kudłaci przyjaciele odchodzą na rękach swoich ludzi. Z drugiej strony mamy przecież filmy Quentina Tarantino, w których trup ściele się gęsto, ale na ekranie nigdy nie oglądamy znęcania się nad „naszymi braćmi mniejszymi”.

– Mam ogromny problem z zabijaniem zwierząt w filmach. To granica, której nie potrafię przekroczyć – przyznał na festiwalu w Cannes w 2023 roku.

Wesowi Andersonowi oberwało się natomiast za okrutne zakończenie zgotowane terrierowi o imieniu Snoopy w „Kochankach z Księżyca. Moonrise Kingdom”. Dziennikarz Ian Crouch skwitował smutny los psa na łamach „The New Yorkera” rozważaniami nad tym, czy amerykański reżyser „nienawidzi psów”. Emocji zdecydowanie więc nie brakuje. Pozostają jednak pytania: Czy śmierć zwierząt naprawdę porusza nas bardziej niż śmierć ludzkich bohaterów? I dlaczego tak się dzieje? Czemu nie potrafimy rozłożyć współczucia po równo między wszystkich?

Czytaj także: Behawiorysta: „Pies wie o tobie wszystko – nawet to, czego sam nie wiesz”. O komunikacji z pupilami

„Tylko nie zabijajcie psa!”. Dlaczego los zwierzęcia na ekranie tak mocno na nas wpływa?

Zacznijmy od pierwszego pytania. Naukowcy z Northeastern University w Bostonie oraz University of Colorado pod kierownictwem socjologa i profesora kryminologii Jacka Levina przeprowadzili badanie z udziałem 256 studentów. Uczestnikom zaprezentowano cztery fikcyjne artykuły opisujące atak z użyciem kija bejsbolowego. „Policjant, który przybył na miejsce kilka minut po zdarzeniu, znalazł ofiarę ze złamaną nogą, licznymi ranami ciętymi i nieprzytomną” – brzmiał wspólny dla wszystkich wersji wstęp. W pierwszym przypadku ofiarą był jednak roczny niemowlak, w drugim – 30-letni mężczyzna, w trzecim – szczeniak, a w ostatnim – sześcioletni pies. Tekst o niemowlęciu wywołał najsilniejszą reakcję emocjonalną, tuż za nim uplasowały się artykuły o szczenięciu i dorosłym psie. Wszystkie trzy historie wzbudziły podobny poziom empatii. Inaczej było tylko w przypadku 30-letniego dorosłego, gdzie empatia była znacząco mniejsza.

Skąd takie wyniki eksperymentu? – Wskazują one na złożoną sytuację, jeśli chodzi o wiek i gatunek ofiar, przy czym wiek okazuje się ważniejszym czynnikiem. Fakt, że dorosłe ofiary przestępstw otrzymują mniej empatii niż dzieci, szczenięta i dorosłe psy, sugeruje, że dorosłe psy uważamy za zależne i bezbronne – podobnie jak ich młodszych psich odpowiedników oraz dzieci – mówi Levin.

„Dorosłych ludzi postrzega się jako zdolnych do ochrony samych siebie, podczas gdy dorosłe psy są w naszych oczach po prostu większymi szczeniętami”.

Co to dla nas oznacza? – Po pierwsze, trzeba jasno zaznaczyć, że nie czyni nas to lepszymi ani gorszymi ludźmi, gdy cierpimy z powodu tego czy innego powodu – wyjaśnia psycholożka Beatriz Cuervo w „El País”. – Każdy człowiek jest wrażliwy na inne kwestie. Normy etyczne, które kształtują nasze reakcje, nie są takie same w przypadku ludzi i zwierząt. Choć społeczeństwo zwykle umieszcza zwierzęta na niższej pozycji w moralnej hierarchii, są ludzie i doświadczenia, które potrafią odwrócić ten rzekomo oczywisty porządek – dodaje.

W wielu przypadkach kieruje nami prosta zasada: im bardziej bezbronna wydaje nam się ofiara, tym silniejszą empatią reagujemy na jej krzywdę. Być może właśnie dlatego twórcy fikcyjnych opowieści tak chętnie sięgają po ten zabieg.

– Łatwiej nawiązać ambiwalentną relację z ludźmi niż ze zwierzętami, których zachowanie jest bardziej przewidywalne. Innymi słowy, gromadząc kolejne przeżycia w tym świecie, możemy dojść do wniosku, że im więcej wiemy o ludziach, tym bardziej kochamy nasze psy – mówi Cuervo. Jej zdaniem zjawisko to może dodatkowo nasilać przesyt tragicznymi wiadomościami. – Warto też zadać sobie pytanie, czy w czasach, gdy wszystko staje się treścią, a obrazy zalewają nas w każdej minucie naszego życia, nie stajemy się odrobinę znieczuleni na ludzkie cierpienie. Jest w tym coś perwersyjnego i dystopijnego – oglądać relację z Gazy, a chwilę później tutorial makijażowy – tłumaczy.

Nie chodzi więc o to, abyśmy przestali z przestrachem wypatrywać komunikatu: „żadne zwierzę nie ucierpiało przy produkcji filmu”. Empatia wobec zwierząt – zwłaszcza tych prawdziwych, a nie fikcyjnych – to coś, czego wciąż mamy jak na lekarstwo. Choć na internetowych forach można spotkać się z opiniami typu: „nienawidzę ludzi, którzy reagują bardziej na śmierć psów w filmach niż na śmierć ludzi”, to – jak przekonują specjaliści – nie jest to nic nietypowego ani niewłaściwego. Nasze emocje nie zawsze kierują się przecież logiką, a szczególna wrażliwość na cierpienie bezbronnych zwierząt nie musi oznaczać obojętności wobec ludzkiego bólu.

Artykuł opracowany na podstawie: Eva Güimil, „‘The most emotional terrorism in a movie I’ve ever seen’: Why does an animal’s death on film affect us so deeply?”, english.elpais.com; Stanley Coren, „Why People Sometimes Care More About Dogs Than Humans”, psychologytoday.com [dostęp: 19.08.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE