Nie bez powodu strona internetowa, na której można sprawdzić, czy scenariusz filmu uwzględnia wątki mogące wywołać dyskomfort, ma adres Does the Dog Die? („Czy pies umiera?”). Wydaje się, że pokazywanie na ekranie przemocy wobec zwierząt przeraża nas mocniej niż krwawe sekwencje z udziałem ludzkich aktorów. Czy w związku z tym, jak proponuje Anne Hathaway, produkcje zawierające sceny śmierci psów powinny być dostępne wyłącznie dla dojrzałej publiczności? Oraz dlaczego właśnie takie momenty tak silnie na nas oddziałują – i co to o nas mówi?
Ostatnie dyskusje są pokłosiem kampanii promocyjnej thrillera science fiction „Dom na końcu ulicy dębowej”. Nie wdając się w szczegóły fabuły, wielu widzów planujących wizytę w kinie martwiło się o los widocznego w zwiastunie psa imieniem Starbuck. Machina marketingowa doskonale zdawała sobie z tego sprawę i to właśnie dzięki wykorzystaniu czworonoga udało jej się dwukrotnie trafić na nagłówki. Za pierwszym razem stało się to w mocno polaryzującym kontekście sztucznej inteligencji. Wytwórnia Warner Bros. postanowiła dotrzeć do potencjalnej publiczności za pośrednictwem współpracy z generowanym przez AI podcastem „DogPack”. W efekcie do sieci trafił klip, w którym para prowadzących – golden retriever i buldog francuski – wypytuje filmowego Starbucka m.in. o zakulisowe zachowanie Ewana McGregora i Anne Hathaway. Odbiór był, rzecz jasna, mieszany. Część widzów miała ubaw po pachy, pozostali wytykali twórcom sięganie po technologie, które odbierają pracę rzeszom pracowników kreatywnych i przyczyniają się do dewastacji środowiska naturalnego.
Czytaj także: Superpies inspiruje tysiące widzów do adopcji. Google notuje rekordy wyszukiwań
Drugim szeroko komentowanym elementem kampanii okazała się wypowiedź Anne Hathaway. Niepokój miłośników zwierząt domowych, którzy nie wiedzieli, czy mogą bez obaw udać się na seans, nie uszedł uwadze aktorki. Gwiazda nie tylko zwróciła się do internautów z uspokajającym przesłaniem, że tym razem nie mają powodów do obaw, lecz także zasugerowała, że produkcje, w których umierają psy, powinny bez wyjątku otrzymywać najwyższą kategorię wiekową.
– Uważam, że filmy, w których śmierć ponoszą psy, należy automatycznie przypisywać do kategorii R [jedynie dla osób powyżej 17. roku życia – przyp. red.]. Bez różnicy, czy ktoś przeklina, czy pojawia się przemoc, czy ginie pies – mówiła w rozmowie z „Complex”.
Dodała, że jej zdaniem lęk widzów może mieć związek z serią „John Wick”, w której Daisy, szczeniaczek głównego bohatera, traci życie z rąk brutalnego gangstera. – Widziałam komentarze w stylu: „Lepiej zostawcie psa w spokoju”. Zastanawiałam się, w którym filmie zabito ostatnio psa, skoro wszyscy obawiają się, że teraz już zawsze tak będzie. Wygląda na to, że wszyscy są straumatyzowani przez „Johna Wicka” – stwierdziła.
„John Wick” z pewnością nie jest jednak jedynym powodem takiego stanu rzeczy. Prawda jest taka, że gdy w horrorze rodzina wprowadza się do nawiedzonego domu, a w kryminale reporter na tropie afery jest śledzony przez tajemniczą postać w kapturze, prawdopodobieństwo, że ich pupil ucierpi jako pierwszy, jest nader wysokie. Ba, zwierzęta nieraz wyzionęły ducha również w wyciskaczach łez. Nic dziwnego – ciężko się nie wzruszyć, gdy wierni kudłaci przyjaciele odchodzą na rękach swoich ludzi. Z drugiej strony mamy przecież filmy Quentina Tarantino, w których trup ściele się gęsto, ale na ekranie nigdy nie oglądamy znęcania się nad „naszymi braćmi mniejszymi”.
– Mam ogromny problem z zabijaniem zwierząt w filmach. To granica, której nie potrafię przekroczyć – przyznał na festiwalu w Cannes w 2023 roku.
Wesowi Andersonowi oberwało się natomiast za okrutne zakończenie zgotowane terrierowi o imieniu Snoopy w „Kochankach z Księżyca. Moonrise Kingdom”. Dziennikarz Ian Crouch skwitował smutny los psa na łamach „The New Yorkera” rozważaniami nad tym, czy amerykański reżyser „nienawidzi psów”. Emocji zdecydowanie więc nie brakuje. Pozostają jednak pytania: Czy śmierć zwierząt naprawdę porusza nas bardziej niż śmierć ludzkich bohaterów? I dlaczego tak się dzieje?
Czytaj także: Behawiorysta: „Pies wie o tobie wszystko – nawet to, czego sam nie wiesz”. O komunikacji z pupilami
Zacznijmy od pierwszego pytania. Naukowcy z Northeastern University w Bostonie oraz University of Colorado przeprowadzili badanie z udziałem 256 studentów. Uczestnikom zaprezentowano cztery fikcyjne artykuły opisujące atak z użyciem kija bejsbolowego. W pierwszym przypadku ofiarą był roczny niemowlak, w drugim – 30-letni mężczyzna, w trzecim – szczeniak, a w ostatnim – sześcioletni pies. Tekst o niemowlęciu wywołał najsilniejszą reakcję emocjonalną, tuż za nim uplasowały się artykuły o szczenięciu i dorosłym psie. Wszystkie trzy historie wzbudziły podobny poziom empatii. Inaczej było w przypadku 30-letniego mężczyzny.
Skąd takie wyniki eksperymentu? – Po pierwsze, trzeba jasno zaznaczyć, że nie czyni nas to lepszymi ani gorszymi ludźmi, gdy cierpimy z powodu tego czy innego powodu – wyjaśnia psycholożka Beatriz Cuervo w „El País”. – Po prostu każdy człowiek jest wrażliwy na inne kwestie. Normy etyczne, które kształtują nasze reakcje, nie są takie same w przypadku ludzi i zwierząt. Choć społeczeństwo zwykle umieszcza zwierzęta na niższej pozycji w moralnej hierarchii, są ludzie i doświadczenia, które potrafią odwrócić ten rzekomo oczywisty porządek – dodaje.
Im bardziej bezbronna wydaje nam się ofiara, tym silniejszą empatią reagujemy na jej krzywdę. Być może właśnie dlatego twórcy fikcyjnych opowieści tak chętnie sięgają po ten zabieg.
– Łatwiej nawiązać ambiwalentną relację z ludźmi niż ze zwierzętami, których zachowanie jest bardziej przewidywalne. Innymi słowy, gromadząc kolejne przeżycia w tym świecie, możemy dojść do wniosku, że im więcej wiemy o ludziach, tym bardziej kochamy nasze psy – jak ujął to Mark Twain – mówi Cuervo. Jej zdaniem zjawisko to może dodatkowo nasilać przesyt tragicznymi wiadomościami. – Warto też zadać sobie pytanie, czy w czasach, gdy wszystko staje się treścią, a obrazy zalewają nas w każdej minucie naszego życia, nie stajemy się odrobinę znieczuleni na ludzkie cierpienie. Jest w tym coś perwersyjnego i dystopijnego – oglądać relację z Gazy, a chwilę później tutorial makijażowy – tłumaczy.
Artykuł opracowany na podstawie: Eva Güimil, „‘The most emotional terrorism in a movie I’ve ever seen’: Why does an animal’s death on film affect us so deeply?”, english.elpais.com; Stanley Coren, „Why People Sometimes Care More About Dogs Than Humans”, psychologytoday.com [dostęp: 19.08.2026]