1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Tak objawia się głód miłości, której zabrakło w dzieciństwie. Oto 5 cech osób z niezaspokojoną potrzebą bliskości

Tak objawia się głód miłości, której zabrakło w dzieciństwie. Oto 5 cech osób z niezaspokojoną potrzebą bliskości

Jak zaspokoić głód bliskości w dorosłym życiu? (Fot: Yazolino Girl/Getty Images)
Jak zaspokoić głód bliskości w dorosłym życiu? (Fot: Yazolino Girl/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Edyta Zbąska - Tak objawia się głód miłości, której zabrakło w dzieciństwie. Oto 5 cech osób z niezaspokojoną potrzebą bliskości

00:00
15s
0,5 x
15s
Nie każde dziecko dorasta w domu, w którym czuje się bezpieczne, zauważone i kochane. Czasem rodzice zaspokajają potrzeby materialne, ale nie potrafią ofiarować czasu, czułości lub emocjonalnej dostępności. Osoby z takim doświadczeniem idą w dorosłość z nadmiarową potrzebą bliskości, którą trudno jest im zaspokoić, a to może wpływać na ich sposób budowania relacji, postrzegania siebie i reagowania na stres. Jakie cechy wyróżniają ludzi z takim deficytem i co można zrobić, by wypełnić tę bolesną pustkę?

O czym jest ten artykuł?

  • Wyjaśniamy, czym jest niezaspokojona potrzeba bliskości i jak powstaje w dzieciństwie.
  • Omawiamy pięć cech, które – według psychologii – często występują u osób wychowanych bez wystarczającej czułości i emocjonalnego wsparcia.
  • Podpowiadamy, jak w dorosłym życiu budować bezpieczne relacje i stopniowo zaspokajać potrzebę bliskości.

Spis treści:

  1. Czym jest niezaspokojona potrzeba bliskości?
  2. 1. Silny lęk przed odrzuceniem
  3. 2. Trudność z uwierzeniem, że zasługuje się na miłość
  4. 3. Nadmiernie dostosowywanie się do innych - często kosztem własnych granic
  5. 4. Trudność w znoszeniu samotności
  6. 5. Jednocześne odczuwanie głodu i lęku przed bliskością
  7. Jak zaspokoić potrzebę bliskości w dorosłym życiu?

Czym jest niezaspokojona potrzeba bliskości?

Potrzeba bliskości jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka, którą zawarł w swojej piramidzie Abraham Maslow. Jej badaniem zajmował się już w latach 50. XX wieku psychiatra i psychoanalityk John Bowlby, twórca teorii przywiązania, który zauważył, że dzieci rodzą się z biologiczną potrzebą tworzenia więzi z opiekunem. To właśnie ta pierwotna relacja z rodzicem daje dziecku pierwsze poczucie bezpieczeństwa i pozwala zdrowo rozwijać się emocjonalnie.

Jeżeli opiekun jest dostępny, wystarczająco często reaguje na potrzeby dziecka i okazuje mu ciepło, to inspiruje powstanie tzw. bezpiecznego stylu przywiązania, w którym bliskość jest postrzegana jako naturalna. Taka osoba wie, jak budować relację z innymi i jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Kiedy jednak dziecko doświadcza chłodu emocjonalnego, odrzucenia, nieprzewidywalności lub zaniedbania, jego potrzeba bliskości pozostaje niezaspokojona - i ten brak zabiera ze sobą w dorosłość, co skutkuje trudnościami w budowaniu więzi. Chociaż bywa to skutkiem przemocy lub zaniedbania ze strony opiekunów, to nie zawsze oznacza brak miłości. Czasami rodzice sami zmagają się z depresją, traumą, uzależnieniem czy przewlekłym stresem i nie potrafią odpowiedzieć na emocjonalne potrzeby dziecka. Często też sami nie mieli wystarczająco bezpiecznej relacji z własnym opiekunem i nie umieją zbudować jej z dzieckiem. Jak mówi Ewa Woydyłło, ceniona psycholożka, w relacji rodzicielskiej „dajesz tyle, ile sama dostałaś”.

Czytaj także: Matka i córka – dajesz tyle, ile dostałaś. Rozmowa z Ewą Woydyłło-Osiatyńską

Jak więc poznać kogoś, kto nie dorastał w wystarczająco bezpiecznym emocjonalnie domu i nosi w sobie niezaspokojoną potrzebę bliskości? Oto 5 cech, które wyróżniają osoby z tym deficytem.

1. Silny lęk przed odrzuceniem

Osoby z niezaspokojoną potrzebą bliskości często są wyjątkowo wyczulone na wszelkie sygnały, które mogą świadczyć o tym, że ktoś przestaje się nimi interesować. Niewysłana wiadomość, krótsza odpowiedź na Whatsappie, odwołane spotkanie czy mniej czuły ton głosu potrafią wywołać lawinę negatywnych myśli. Zamiast uznać, że druga osoba jest po prostu zajęta lub ma gorszy dzień, zaczynają zastanawiać się, co zrobiły źle i czy nie zostały właśnie odrzucone.

Dlaczego jednak osoby, którym bardzo brakuje bliskości, tak się jej boją? Czy nie powinno być wręcz odwrotnie? Mechanizm ten ponownie tłumaczy teoria przywiązania, rozbudowana o badania uczennicy Johna Bowlby'ego, psycholożki Mary Ainsworth. Zauważyła ona, że nie tylko u dzieci odrzucanych przez rodzica wytwarzał się lęk przed bliskością. Doświadczało go także dziecko, które dorastało z opiekunem reagującym raz z czułością, a innym razem chłodno lub nieprzewidywalnie. Dawało to sygnał, że bliskość jest niepewna, stąd właśnie ciągła czujność na jej oznaki lub ich brak w dorosłym życiu.

W dorosłości może się to więc objawiać zachowaniami zupełnie sobie przeczącymi, ale świadczącymi o tym, że ktoś cały czas upewnia się, że druga osoba o nim myśli. To np. stałe monitorowanie zachowań partnera, przyjaciół czy współpracowników w poszukiwaniu oznak odrzucenia i nadmierne analizowanie tych relacji. To także częste inicjowanie kontaktu „bez powodu”, potrzeba częstych zapewnień o uczuciach lub nadmierne przepraszanie, nawet wtedy, gdy nie zrobiło się nic złego, byle tylko nie zostać odrzuconym.

2. Trudność z uwierzeniem, że zasługuje się na miłość

Osoby, które mają niezaspokojoną potrzebę bliskości, mają też błędne przekonania na jej temat. Psychiatra Aaron Beck, twórca terapii poznawczej, opisywał, że każdy człowiek posiada tzw. podstawowe przekonania, czyli głęboko zakorzenione sądy na temat siebie i świata. Nietrudno więc wydedukować, że dziecko, które przez lata doświadcza emocjonalnego zaniedbania, braku akceptacji lub otrzymuje miłość wyłącznie pod pewnymi warunkami, może wykształcić w sobie przekonanie: „Nie jestem wystarczająco dobry”, „Muszę zasłużyć na miłość” albo „Ze mną jest coś nie tak”.

Te przekonania oczywiście nie znikają po osiągnięciu dorosłości, za to mogą wpływać na wybór partnerów, sposób reagowania na krytykę czy ocenę własnych sukcesów. Nawet jeśli ktoś słyszy komplement, często go umniejsza lub zakłada, że druga osoba mówi to wyłącznie z grzeczności. Pochwały wydają się niewiarygodne, natomiast nawet drobna krytyka urasta do rangi potwierdzenia własnych obaw.

Psychologowie zwracają uwagę, że osoby z takim doświadczeniem często wchodzą w relacje, w których otrzymują niewiele czułości lub szacunku. Nie dlatego, że tego chcą, lecz dlatego, że taki sposób bycia z drugim człowiekiem wydaje im się znajomy. Dopiero z czasem uczą się, że zdrowa relacja nie wymaga ciągłego udowadniania swojej wartości.

3. Nadmiernie dostosowywanie się do innych - często kosztem własnych granic

Zdrowa bliskość to taka, w której nasze granice są respektowane. Uczymy się jej w kontakcie z opiekunem, który dostrzega nasz dyskomfort i mimo odmiennego zdania nadal jest z nami w kontakcie. Osoby, które były odrzucane za odmowę przez swoją mamę lub ojca, często wybierały bliskość zamiast komfortu - dlatego w dorosłości mają problemy ze świadomością i obroną swoich granic. Psycholożka psychoanalityczna Harriet Lerner zauważa, że dzieci wychowywane w rodzinach, w których własne emocje były ignorowane lub krytykowane, często uczą się jednego: aby utrzymać bliskość, trzeba przede wszystkim zadowalać innych. W efekcie już od najmłodszych lat zaczynają odkładać własne potrzeby na dalszy plan.

W dorosłości może to przybierać postać tzw. people pleasingu. Takie osoby zgadzają się na dodatkowe obowiązki, trudno im odmówić przysługi, przepraszają za rzeczy, za które nie ponoszą odpowiedzialności, a konflikty przeżywają wyjątkowo mocno. Często wolą zrezygnować z własnego zdania niż narazić się na niezadowolenie drugiej osoby.

Na pierwszy rzut oka mogą sprawiać wrażenie niezwykle ugodowych i pomocnych. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ciągłe dostosowywanie prowadzi do frustracji, przemęczenia i poczucia, że nikt nie dostrzega ich prawdziwych potrzeb.

4. Trudność w znoszeniu samotności

Samotność sama w sobie nie jest czymś niepokojącym. Wielu ludzi potrzebuje czasu tylko dla siebie i czerpie z niego przyjemność. U osób z niezaspokojoną potrzebą bliskości sytuacja wygląda jednak inaczej. Chwile spędzane w pojedynkę mogą wywoływać u nich silny lęk, poczucie opuszczenia lub przekonanie, że zostały zapomniane przez innych.

Skąd się to bierze? Czemu osoby z niezaspokojoną potrzebą bliskości nie są do tego „przyzwyczajone”? Nie powinny więc znosić tego lepiej niż osoby ze zdrowo budowaną bliskością? Sue Johnson, psycholożka i twórczyni terapii skoncentrowanej na emocjach (EFT), tłumaczy ten mechanizm teorią bezpiecznej więzi jako regulatorze naszego układu nerwowego.

Według niej świadomość, że mamy osobę, na której możemy polegać, obniża poziom stresu i pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami - nawet, gdy tej osoby nie ma w pobliżu. Jej obraz pomaga nam się uspokoić w samotności. Jeżeli więc w dzieciństwie taka więź była niestabilna lub jej zabrakło, samotność jest odbierana przez mózg jako sygnał zagrożenia i samoukojenie jest niemożliwe.

Dlatego właśnie osoby z głodem bliskości mają trudność z pozostawaniem same ze sobą. Mogą nieustannie szukać kontaktu z innymi, szybko wchodzić w kolejne związki po rozstaniu albo odczuwać silny niepokój, gdy partner potrzebuje więcej przestrzeni. Nie wynika to z „nadmiernej emocjonalności”, lecz często z głęboko zakorzenionej potrzeby bezpieczeństwa, która przez lata nie została odpowiednio zaspokojona.

Czytaj także: Na czym polega prawdziwa bliskość w związku? Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

5. Jednocześne odczuwanie głodu i lęku przed bliskością

Silne, przeciwstawne i często nierozumiane emocje względem bliskości to jeden z najbardziej charakterystycznych, ale też najbardziej bolesnych wzorców. Osoba z takim głodem bardzo tęskni za miłością, czułością i poczuciem bezpieczeństwa, jednak gdy relacja zaczyna się pogłębiać, pojawia się u niej niepokój. Dlaczego? Bo prawdziwa bliskość jest przez nią pożądana, ale jednocześnie jest jej nieznana. Zaczyna się więc zastanawiać, czy partner jej nie zrani, nie odejdzie albo nie wykorzysta jej zaufania. W efekcie może się wycofywać, prowokować kłótnie, testować drugą osobę lub nagle zakończyć dobrze rozwijającą się relację - bo nie umie funkcjonować w zdrowej dynamice.

Badaczki Mary Main i Judith Solomon wskazują, że winien jest tutaj zdezorganizowany styl przywiązania w dzieciństwie. To model, który najgłębiej uszkadza zdolność do tworzenia bezpiecznej bliskości. Powstaje on, gdy opiekun bywał obecny, ale jednocześnie był też źródłem lęku, odrzucenia lub chaosu emocjonalnego. Taki miks sprawia, że osoba z tym stylem zabiera w dorosłość oraz bliskości jako czegoś, co wywołuje jednocześnie głód i strach.

Psychologowie podkreślają, że taki schemat nie oznacza niezdolności do stworzenia szczęśliwego związku. Świadomość własnych reakcji, praca nad regulacją emocji i doświadczenie bezpiecznej relacji mogą stopniowo osłabiać ten mechanizm.

Czytaj także: Bliskość w związku – żeby ją zbudować, trzeba się odsłonić

Jak zaspokoić potrzebę bliskości w dorosłym życiu?

Choć dzieciństwa nie da się zmienić, współczesna psychologia pokazuje, że nie jesteśmy skazani na powielanie dawnych schematów. Wiemy już, że nasz mózg jest neuroplastyczny i przez całe życie potrafi tworzyć nowe połączenia - a więc przez całe życie możemy uczyć się innych sposobów budowania relacji. Oznacza to, że nawet osoby, które dorastały bez wystarczającej czułości i emocjonalnego wsparcia, mogą stopniowo rozwijać poczucie bezpieczeństwa.

Dużą rolę odgrywa psychoterapia – szczególnie oparta na teorii przywiązania, terapii skoncentrowanej na emocjach (EFT) lub terapii schematów. Pozwala ona zrozumieć, skąd biorą się u nas określone reakcje oraz uczy tworzenia zdrowszych relacji.

Równie ważne jest otaczanie się ludźmi, którzy są przewidywalni, empatyczni i emocjonalnie dostępni. Każda relacja, w której doświadczamy akceptacji, szacunku i konsekwentnego wsparcia, może stopniowo korygować przekonania wyniesione z dzieciństwa. Psychologowie nazywają to korygującym doświadczeniem emocjonalnym - czyli takim, w którym doświadczamy poprawnej reakcji na nasze zachowanie i otrzymujemy nową, budującą i zrozumiałą informację zwrotną o naszym zachowaniu.

Nie bez znaczenia pozostaje również praktykowanie samowspółczucia. Traktowanie siebie z życzliwością pomaga osłabiać wewnętrznego krytyka i budować poczucie własnej wartości, które nie zależy wyłącznie od akceptacji innych ludzi.

Na koniec warto podkreślić, że niezaspokojona potrzeba bliskości nie jest wyrokiem ani nieodwracalną cechą charakteru. To ślad doświadczeń z okresu, gdy byliśmy całkowicie zależni od swoich opiekunów. Im lepiej rozumiemy własne schematy i świadomie budujemy bezpieczne relacje, tym większa szansa, że przeszłość przestanie decydować o tym, jak przeżywamy bliskość w dorosłym życiu.

Pamiętaj: Artykuł psychologiczny to tylko wskazówka. Jeśli czujesz, że twoje problemy cię przerastają i potrzebujesz wsparcia, skontaktuj się z profesjonalistami. Oto numery telefonu do sprawdzonych miejsc:

  • 116 123 – darmowy całodobowy anonimowy Telefon Zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, pod którym dyżurują psychologowie służący wsparciem. Możesz zadzwonić z każdą sprawą.
  • 22 668 70 00 – telefon kryzysowy antyprzemocowego Stowarzyszenia „Niebieska Linia”. To telefon dla osób, które doświadczają przemocy, także w związku.
  • 800 702 222 – centrum wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym. Bezpłatny, całodobowy telefon zaufania, pod którym otrzymasz doraźne wsparcie. Ponadto w wybrane dni dyżurują: psychiatra, prawnik, pracownik socjalny, terapeuta uzależnień, asystent zdrowienia oraz seksuolog.
Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE