prof. Lilianna Kiejzik - Świata nie zmienisz, więc rób swoje. Zadziwiająco aktualne porady starożytnych filozofów dla współczesnego człowieka
00:00
Żyjemy obecnie w trudnych czasach, to fakt. Z wieloma niespodziankami przyjdzie nam się jeszcze zmagać. Dlatego chcę dzisiaj
opowiedzieć, jak filozofia, przede wszystkim ta starożytna, pozwalała ludziom usensownić ich życie.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 01/2025
Wojny i epidemie towarzyszyły ludzkości od zawsze, podobnie jak klęski żywiołowe – wielkie powodzie, pożary, huragany, susze. Trochę upraszczając, możemy powiedzieć, że różnice między nimi mogą być w pewnej mierze sprowadzone do konstatacji, że do tych pierwszych doprowadzamy sami swoim brakiem spolegliwości i arbitralnym traktowaniem przyrody.
Natomiast to, co nazywamy klęskami, często jest sprawą normalnego tej przyrody funkcjonowania, gdyż tak właśnie ona trwa. Ma okresy spokoju i niepokoju, słońca i deszczu.
Historia przekazała nam informacje o wielkich pandemiach: dżumie Justyniana w VI wieku w Bizancjum, czarnej śmierci w XIV wieku, czarnej ospie w XVI wieku, dżumie i cholerze w XIX wieku i grypie hiszpance w latach 1918–1919. Dziś wyszliśmy z okresu kolejnej pandemii, dla naszego pokolenia była ona pierwszą o takich rozmiarach. Nie mamy doświadczenia, sami wypracowujemy zasady i procedury, ale i boimy się, co jest normalne. Dlatego staraliśmy się tę zarazę racjonalizować, oswoić, choć to trudne, gdyż wirus dla większości jest widmem. Dużo za to teraz myślimy, wręcz rozmyślamy, odkrywamy problematyczność świata, konceptualizujemy najgłębsze treści życia. Stykamy się też częściej ze śmiercią, której wokół nas jest coraz więcej, doświadczamy jej, obawiamy się tego doświadczenia.
Epikur (V wiek p.n.e.), opisując takie sytuacje w „Listach o nieśmiertelności”, uspokajał, że póki żyjemy, śmierć jest nieobecna, a kiedy już umrzemy, też nas nie będzie dotyczyć, bo nas już nie będzie. Trzeba o tym zwyczajnie pamiętać.
Jeśli nie czytaliśmy Epikura, może się zdarzyć, że staniemy bezradni w konfrontacji z losem, przestaniemy planować przyszłość, gdyż nie wiemy, czy jej doczekamy. Pojawiają się stany depresyjne, przestaniemy się nawzajem wspierać. Nasz świat może wydać się niepojęty, musimy od początku wskazać priorytety. Filozofia, lekarka dusz, może stać się drogowskazem, pokazać przykład, doradzić, jak nie zwariować.
Starożytna tradycja Grecji powiada, że warto zajmować się tym, co istnieje. A istnieje to, co wokół nas, czyli świat zewnętrzny. Greków nie interesowali bogowie, uważali bowiem, że ci mają swój własny świat, a naszym się nie przejmują. Dlatego my też nie musimy zajmować się ich światem. Oczywiście nie oznacza to, że Grecy nie wierzyli w bogów. Jak najbardziej wierzyli, uważali, że są do nas bardzo podobni, tak samo kochają i tak samo nienawidzą. Ale zajęci sobą tym samym dawali nam wskazówki, abyśmy też zajmowali się sobą.
Ponieważ jesteśmy częścią świata zewnętrznego, możemy próbować go zrozumieć, spojrzeć niejako od wewnątrz. Zaczęli więc pierwsi filozofowie poszukiwać wyjaśnienia niezrozumiałych dla siebie zjawisk przyrody, odwołując się nie do bogów, duchów czy jakichś bytów nadprzyrodzonych, ale do innych zjawisk tej samej przyrody. Czynili to inaczej niż do tej pory religia czy mitologia.
Filozofia powstała jakby ze zdrady religii, była jej przeciwstawna, chciała wyjaśniać, objaśniać, pojmować świat, szukać naturalnych przyczyn zjawisk.
Z tym łączyła się postawa filozofów starożytnych wobec świata, zakładająca, że go nie zmienimy. Świat ma swój porządek, trwa, jego rozwój jest procesem, znajduje się w ciągłym ruchu. Dla nas ten ruch świata może być pozytywny lub negatywny. Ale nie mamy na niego wpływu.
Jak mamy się w takim razie zachować wobec wydarzeń, o których nie umiemy decydować? Otóż przede wszystkim należy zrozumieć, że musimy zgodzić się na świat, w którym żyjemy, ze wszystkimi jego ograniczeniami dla nas. Musimy go zaakceptować z całym dobrem, ale i z całym złem. Nie dostosujemy świata do siebie, do naszej woli, nie nagniemy go, gdyż rezultat naszych działań może być wręcz przeciwstawny do zamierzonego. Stanie się tragedia, bogowie ześlą na nas choroby, niewiedzę, szaleństwo. Nie oznacza to jednak, że musimy rezygnować z prób ulepszenia czy naprawiania świata.
Wprawdzie nie zmienimy świata, ale możemy zminimalizować zło, które w nim bezsprzecznie zalega. Przy czym sądzili tak nie tylko filozofowie greccy, lecz także późniejsi, aż do czasów obecnych. Jednym z nich był w XIX wieku Artur Schopenhauer, który powiadał, że choć zło ma korzenie metafizyczne, to oswojenie, zrozumienie zła będzie zwycięstwem nad nim.
Co możemy (musimy) zatem zrobić, nie mogąc zmienić świata? Jak sobie z nim poradzić? Jaką przyjąć w stosunku do tego świata, jedynego, jaki znamy, postawę?
Otóż starożytni powiadali, że możemy zmienić siebie, naszą własną postawę. I nie mieli na myśli tego, co dzisiejsza psychologia nazywa samorozwojem, terapią duszy. Chodziło im o coś bardzo prostego. Twierdzili, że prawdziwy ratunek tkwi w nas, w tym, co w sobie sami zbudujemy.
A to znaczy, że powinniśmy zajmować się tylko tym, na co mamy wpływ, nie porywać się na rzeczy niemożliwe do zrealizowania. Innymi słowy – robić swoje!
Najlepiej jak potrafimy, czyli z pełną koncentracją i powagą. A jeśli napotkamy sytuacje, z którymi nie będziemy umieli sobie poradzić, wtedy trzeba się z nimi rozsądnie pogodzić. Bo nie przeskoczymy siebie, nie nauczymy wszystkich nierozumnych, nie wyleczymy wszystkich chorych, nie podkujemy wszystkich koni. Taka postawa rozumnego oswajania trudnych rzeczy zapewni nam spokój, pozwoli nakreślić priorytety, da siły do konfrontacji z trudną rzeczywistością.
W IV wieku p.n.e. doskonale to wyraził w pismach przyjaciel Demokryta, Hipokrates – ojciec medycyny racjonalnej. Nie tylko w słynnej „Przysiędze”, także w traktatach o naturze człowieka powiadał, że najlepszą terapią, jaką można zalecić pacjentowi, jest mądrość (sophia). Jeszcze umiar i „złoty środek”. Niewiele rzeczy zapewni nam zdrowie: dieta, odzienie, ćwiczenia fizyczne, sen, miłość drugiego człowieka i myślenie. Choć myślenie wymienia na końcu, bardzo je poważał. Gdy brakuje mądrości, powiadał, zdrowiem się nie wykażemy. Lapidarny tekst „Przysięgi” Hipokratesa, wskazujący, co wolno czynić wobec chorych, a czego robić nie wolno, doskonale to podkreśla.
Należy czcić starców – powiadał inny filozof, Pitagoras (VI wiek p.n.e.), bo to, co wcześniejsze, jest bardziej godne szacunku. Ludziom szlachetnym okazywać wdzięczność. A z innymi należy tak współżyć, aby przyjaciół nie czynić nieprzyjaciółmi.
Prawu natomiast należy pomagać, a z bezprawiem walczyć. Roślin i zwierząt nie niszczyć. Unikać nadmiernego spożywania mięsa. Pamięć ćwiczyć. W gniewie nic nie mówić i nie czynić. Wszelkie wróżby szanować. I pamiętać, że w świecie wszystkiego jest po równo.
W równej ilości występują światło i ciemność, ciepło i zimno, suchość i wilgoć, dobro i zło. Takiego porządku, tej harmonii, równowagi strzegą bogowie. Zdrowie też jest taką harmonią. Ludzie nie mogą tego porządku naruszać. Jeśli będziemy o tym pamiętać, damy sobie radę.
Lilianna Kiejzik, prof. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyki „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”