Gołym okiem widać, że te wąskie uliczki i niewielkie place nie zostały zaprojektowane z myślą o milionach odwiedzających. A jednak dziś – gdy wszyscy jak jeden mąż podążamy tymi samymi szlakami – muszą mierzyć się z ich naporem. W których regionach Europy liczba przyjezdnych najbardziej przewyższa liczbę mieszkańców? Dane Europejskiego Urzędu Statystycznego pokazują, gdzie turystyczny szał osiągnął największe rozmiary.
Jedni chcą nadrobić na urlopie książkowe zaległości, inni marzą o tym, żeby w końcu odespać, a jeszcze pozostali mają tylko jeden cel – odpocząć od przepychania się łokciami przez tłumy, stania w kolejkach i nieustannego gwaru ludzkich głosów. Na mapie Europy jest sporo punktów, które w katalogach biur podróży prezentują się niczym skrawki nieba na ziemi, a wrzeczywistości byłyby spełnieniem ich najgorszych koszmarów. Zwłaszcza jeśli wybraliby się tam w najgorętszym okresie roku.
Niektóre z tych miejsc od lat próbują znaleźć sposób na pogodzenie turystycznego boomu z komfortem mieszkańców i samych odwiedzających. Ich włodarze robią, co mogą, by i wilk był syty, i owca cała. W tym celu wznoszą mniej lub bardziej dosłowne fortyfikacje. I tak w austriackim Hallstatt swego czasu stanął drewniany płot, który miał powstrzymać fanów „Krainy lodu” przed robieniem sobie zdjęć na środku ulicy. Gdzie indziej pojawiają się współczesne wersje obronnych umocnień – dzienne limity odwiedzających, dodatkowe opłaty za wstęp, regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego czy zakazy zawijania do brzegu gigantycznych wycieczkowców.
Czytaj także: „Turyści, wracajcie do domu” na nic się zdało. Hiszpania idzie na rekord
Skala problemu nie wszędzie jest jednak taka sama. Dane Eurostatu pokazują, gdzie turystyczny ruch przybrał wręcz monstrualną skalę. Największą „klęskę urodzaju” przeżywają mieszkańcy regionu Wysp Egejskich Południowych, do którego należą m.in. Mykonos, Rodos, Kos czy Santorini. Na jednego stałego mieszkańca przypadało tam aż 127 noclegów turystycznych. Tuż za nim znalazł się region Wysp Jońskich, obejmujący m.in. leżące u wybrzeży Peloponezu Korfu i Zakintos.
Były to dwa regiony o najwyższym nasyceniu turystyką w całej Unii Europejskiej w 2024 roku. W przeliczeniu na jednego mieszkańca turyści spędzili tam więcej nocy niż w jakimkolwiek innym miejscu. Na Wyspach Egejskich Południowych liczba noclegów sięgnęła 41,5 mln, przy populacji wynoszącej około 326 tys. osób. Na Wyspach Jońskich odnotowano z kolei 20,5 mln noclegów, podczas gdy ich zamieszkane są przez około 200 tys. osób.
Czytaj także: 7 miejsc w Chorwacji, gdzie wciąż można odpocząć od tłumów
Grecja wyraźnie zdominowała ranking, ale wśród najchętniej odwiedzanych zakątków Europy znalazło się także nazywane „bramą do Dolomitów” Bolzano, chorwackie wybrzeże Adriatyku na czele z Dubrownikiem i Splitem oraz hiszpańskie wyspy Majorka, Minorka i Ibiza. Oto jak wygląda pierwsza szóstka najbardziej obleganych przez turystów miejsc:
- Wyspy Egejskie Południowe (Grecja) – 127,2 noclegu na mieszkańca;
- Wyspy Jońskie (Grecja) – 102,6 noclegu na mieszkańca;
- Bolzano (Włochy) – 68,9 noclegu na mieszkańca
- Wybrzeże Adriatyku (Chorwacja) – 67,5 noclegu na mieszkańca
- Baleary (Hiszpania) – 60 noclegów na mieszkańca
- Kreta (Grecja) – 55,6 noclegu na mieszkańca
W większości regionów Unii Europejskiej turystyczny bilans wygląda znacznie mniej spektakularnie – średnio na jednego mieszkańca przypadało mniej niż 15 noclegów.
Co ciekawe, na drugim biegunie znalazło się... województwo mazowieckie. Na jednego mieszkańca doliczono się tam zaledwie 0,7 noclegu turystycznego. Mazowieckie nie było jednak ostatnie. Jeszcze mniej turystów w przeliczeniu na mieszkańca przyjęła Majotta, francuska wyspa na Oceanie Indyjskim. Tam wskaźnik wyniósł zaledwie 0,5 noclegu.
Czytaj także: Jak podróżować, aby doświadczać piękna świata w zwykłych rzeczach? Podróże okiem dyplomaty Tomasza Orłowskiego
Artykuł opracowany na podstawie: Saskia O'Donoghue,„Revealed: Europe’s most tourist-saturated destinations, with Greece coming out on top”, euronews.com [dostęp: 20.08.2026]