MATEUSZ KACZOROWSKI - 7 miejsc w Chorwacji, gdzie wciąż można odpocząć od tłumów
00:00
14:11
Chorwacja od lat jest jednym z ulubionych kierunków wakacyjnych Polaków. Większość urlopowiczów wybiera jednak te same miejsca: Dubrownik, Split, Zadar, Hvar czy okolice Makarskiej. Wystarczy jednak zjechać z głównej trasy, żeby zobaczyć zupełnie inną stronę tego kraju. Są miasteczka, w których dzień nadal wyznacza rytm lokalnym mieszkańcom, wyspy bez imprezowych deptaków i punkty widokowe, gdzie zamiast kolejki do zdjęcia słychać tylko wiatr.
Oto siedem miejsc, które pozwalają zobaczyć Chorwację z nieco spokojniejszej perspektywy.
Do Grožnjanu najlepiej przyjechać rano. Kiedy pierwsze kawiarnie wystawiają stoliki na kamienne uliczki, a z otwartych okien pracowni słychać muzykę albo odgłosy przygotowań do kolejnego dnia. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu miasteczko niemal opustoszało.
W połowie lat 60. wiele domów stało pustych, a mieszkańcy wyjeżdżali do większych miast w poszukiwaniu pracy. Z czasem zaczęli pojawiać się artyści, których przyciągnęły kamienna zabudowa, cisza i krajobraz Istrii. To właśnie oni stopniowo przywrócili Grožnjan do życia.

Dziś mieszka tu niewielu stałych mieszkańców, ale działa kilkadziesiąt galerii, pracowni i małych kawiarni. Latem odbywają się koncerty, warsztaty oraz wydarzenia artystyczne. Po sezonie wszystko wyraźnie zwalnia. Najlepszy moment na wizytę przypada pomiędzy tymi dwoma okresami, kiedy życie już wraca na ulice, ale turystów nadal jest niewielu.
Grožnjan leży około godziny drogi od Rovinja i Poreča, z dala od najbardziej uczęszczanych tras. Nie znajdziemy tu dużych hoteli ani rozbudowanej infrastruktury nastawionej na masową turystykę. Zamiast tego są wąskie uliczki, niewielkie place, renesansowe fasady oraz punkty widokowe, z których rozciąga się panorama na wzgórza, winnice i gaje oliwne.

Miasteczko bywa nazywane miastem artystów i muzyki, i akurat to określenie nie jest na wyrost. Latem z otwartych okien naprawdę dobiegają dźwięki prób, a między galeriami można chodzić bez wrażenia, że ktoś to specjalnie wyreżyserował pod zdjęcia.
Najlepiej zwiedzać go bez pośpiechu: usiąść w cieniu, zamówić kawę albo kieliszek lokalnego wina i patrzeć, jak zmienia się światło na kamiennych murach.
Już z daleka widać, dlaczego Motovun od wieków był miejscem strategicznym. Kamienne mury otaczające wzgórze dominują nad doliną rzeki Mirny, a z najwyższych punktów można obserwować niemal całą okolicę.

Samo dotarcie tutaj wygląda inaczej niż w większości chorwackich kurortów. Samochód zostawia się poniżej starego miasta, a ostatni odcinek trzeba pokonać pieszo. Kilkanaście minut spaceru wystarcza, żeby zostawić za sobą ruchliwe drogi i znaleźć się w średniowiecznym układzie ulic, który od wieków niewiele się zmienił.
Przez lata Motovun kojarzył się z kameralnym festiwalem filmowym, który przyciągał miłośników kina niezależnego. Dziś wydarzenie funkcjonuje już w zmienionej formule i odbywa się poza samym miastem, ale jego atmosfera nadal wydaje się obecna. Motovun bardziej zachęca do długich rozmów przy winie niż do szybkiego odhaczania kolejnych atrakcji.

Drugim znakiem rozpoznawczym okolicy są trufle. Okoliczne lasy należą do najważniejszych terenów ich występowania w Istrii, dlatego w wielu restauracjach pojawiają się sezonowe dania z białą lub czarną truflą. Warto odejść kilka ulic od głównego placu albo zajrzeć do restauracji w pobliskich wsiach. To właśnie tam najłatwiej znaleźć prostą lokalną kuchnię.
Jesienią dolina Mirny często spowija się mgłą. Z murów miasta widać wtedy jedynie wystające ponad chmury wzgórza i wieże okolicznych kościołów. To właśnie o tej porze Motovun pokazuje swoje najbardziej charakterystyczne oblicze.
Czytaj także: Lazurowe raje i laguny. 5 najpiękniejszych plaż w Europie, które warto zobaczyć
Cres to jedna z największych chorwackich wysp, ale nie działa jak wakacyjna maszyna turystyczna. W porównaniu z Hvarem, Bračem czy Korčulą jest bardziej surowy, przestrzenny i cichy.
Dostać się tu można tylko promem. Ta jedna dodatkowa przesiadka odsiewa część turystów, którzy wolą miejsca bliżej lotniska, z prostszym dojazdem.

Po zejściu na ląd krajobraz szybko się zmienia. Kamienne zbocza przechodzą w lasy, między zatokami pojawiają się niewielkie wioski, a ruch na drogach jest niewielki. W centrum wyspy znajduje się jezioro Vrana, jeden z największych zbiorników słodkiej wody na chorwackich wyspach. To właśnie stąd wodę czerpią zarówno Cres, jak i sąsiedni Lošinj.
Dobrym miejscem na bazę jest miasto Cres. Ma wenecki układ, jasne kamienice, port, małe place i restauracje, które wieczorem zapełniają się w swoim spokojnym rytmie.
Po mieście od lat spacerują koty, które stały się jednym z jego najbardziej charakterystycznych symboli. Śpią na progach domów, przechadzają się po nabrzeżu i wydają się równie stałymi mieszkańcami jak ludzie.

Wyspa słynie też z sępów płowych gnieżdżących się na klifach wschodniego wybrzeża. To dobry kierunek dla tych, którzy zamiast kolejnej „najpiękniejszej plaży Europy” wolą drogę do małej zatoki, spacer po uliczkach Valun albo widok z Lubenic.
W lipcu i sierpniu turystów tu nie brakuje, ale wyspa i tak oddycha swobodniej niż popularniejsze zakątki Dalmacji.
Nin leży kilka kilometrów od Zadaru, ale jest zupełnie odmienną destynacją. Wiele osób przejeżdża obok, jadąc dalej na wybrzeże albo do popularniejszych plaż. Szkoda, bo to małe miasteczko ma więcej historii, niż sugeruje jego rozmiar.
(Wejście do starożytnego rzymskiego miasta wyspiarskiego Nin, niedaleko Zadaru w Chorwacji. Fot. Prisma Bildagentur/Universal Images Group via Getty Image
Stare miasto znajduje się na niewielkiej wysepce połączonej z lądem mostami. Można obejść je spokojnym krokiem w kilkanaście minut. Są kamienne uliczki, niskie domy, małe place i widok na płytką lagunę. Nie ma monumentalności Dubrownika ani energii Splitu. Nin jest kameralny, trochę senny i przez to bardzo łatwy do polubienia.
Najważniejszym zabytkiem jest kościół Świętego Krzyża z IX wieku, często nazywany najmniejszą katedrą świata. To określenie brzmi jak turystyczny slogan, ale sama budowla robi wrażenie właśnie skalą. Jest mała, prosta i bardzo stara. Bardziej przypomina materialny ślad przeszłości niż klasyczną atrakcję z przewodnika.
(Bizantyjski kościół Świętej Trójcy, w Nin, niedaleko Zadaru w Chorwacji. Zbudowany w IX wieku. Fot. Prisma Bildagentur/Universal Images Group za pośrednictwem Getty Images)
Nin słynie też z płytkich lagun, piaszczystych plaż i błota, któremu od lat przypisuje się właściwości lecznicze. Widok ludzi pokrytych szarym mułem i leżących spokojnie na słońcu jest bardzo lokalny. Nie jest to luksusowy zabieg w spa, a prosty rytuał plażowy powtarzany od lat.
To dobre miejsce na pół dnia, ale można tu zostać dłużej, jeśli ktoś szuka spokojniejszej bazy w okolicach Zadaru. Wieczorem, gdy większość jednodniowych gości wraca do miasta, Nin robi się cichszy. Wtedy najlepiej usiąść przy wodzie i zobaczyć, jak niewiele czasem trzeba, żeby Chorwacja pokazała spokojniejszą twarz.
Šibenik leży między Zadarem a Splitem. Oba sąsiednie miasta przyciągają znacznie więcej turystów, dlatego Šibenik często zostaje potraktowany jako miejsce przy okazji. To błąd, bo miasto zachowało autentyczny charakter, którego coraz trudniej szukać w najbardziej obleganych punktach Dalmacji.
(Zachód słońca w porcie w Šibenik, Chorwacja, 11 września 2021 r. Fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images)
Stare miasto nie ma jednej prostej promenady, którą idzie tłum. Ulice wspinają się, skręcają, zwężają, prowadzą na schody, małe place i punkty widokowe. Z portu wchodzi się powoli w górę, między kamienne fasady, okna, pranie suszące się nad ulicą i kawiarnie ukryte w zacienionych zakamarkach.
Najważniejszym zabytkiem jest katedra Świętego Jakuba, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Budowano ją od XV do XVI wieku, a jej kamienna konstrukcja i detale wyróżniają ją na tle innych świątyń nad Adriatykiem. Na zewnętrznej elewacji biegnie fryz z ponad 70 realistycznymi twarzami kobiet, mężczyzn i dzieci, to jest jej charakterystyczny element.
(Kościół św. Dominika i twierdza św. Michała w Šibenik, Chorwacja, 11 września 2021 r. Fot. Jakub Porzycki/NurPhoto via Getty Images)
Miasto otaczają cztery historyczne twierdze. Każda pokazuje Šibenik z innej perspektywy. Z góry dobrze widać port, dachy kamienic i wyspy rozsiane po Adriatyku. Dopiero stamtąd łatwo zrozumieć, dlaczego przez wieki było to jedno z ważniejszych miast wybrzeża.
Największą zaletą Šibenika pozostaje jednak jego codzienność. W bocznych ulicach mieszkańcy nadal wystawiają krzesła przed domy, rozwieszają pranie nad wąskimi przejściami i spotykają się w niewielkich kawiarniach. To właśnie tam najlepiej poczuć rytm miasta.
Lošinj jest wyspą sąsiadującą z Cresem i połączoną z nim mostem, dlatego obie wyspy łatwo odwiedzić podczas jednej podróży. Veli Lošinj, główna miejscowość na wyspie, jest bardziej turystyczny niż Cres, ale nadal zachowała dobre proporcje kameralnego miasteczka. Ma port głęboko wcięty w ląd, pastelowe fasady, łodzie, restauracje i zapach sosen mieszający się z morskim powietrzem.
(Veli Losinj na wyspie Losinj położonej w Zatoce Kvarnerskiej. Fot. Philippe Giraud/Corbis za pośrednictwem Getty Images)
Dzień toczy się tu spokojnie: poranne zakupy, kawa przy kei, plaża albo spacer, a wieczorem spokojna kolacja, to miasto nie zostało jeszcze przejęte przez sezonowych gości. Nie dominuje tu klubowa infrastruktura ani hałas motorówek znany z bardziej imprezowych kierunków nad Adriatykiem.
Lošinj od końca XIX wieku był znany jako uzdrowisko klimatyczne. Ważne były tu powietrze, roślinność, spacery, mikroklimat i spokojny pobyt. Ślady tamtej epoki widać do dziś w architekturze nadmorskich willi oraz w parkach projektowanych z myślą o odpoczynku.
Wyspa jest dobrym wyborem dla osób, które lubią aktywny, ale spokojny wypoczynek. Są trasy spacerowe, zatoki, miejsca do pływania i Muzeum Apoksyomenosa, zbudowane wokół starożytnego posągu odnalezionego w morzu. W okolicznych wodach można też spotkać delfiny butlonose, które są jednym z symboli archipelagu.
Największą atrakcją pozostaje jednak zwykła codzienność. Poranna kawa w porcie, spacer w cieniu sosen i kąpiel w niewielkiej zatoce. Właśnie dla takiego rytmu wielu odwiedzających wraca tu co sezon.
Zagrzeb zazwyczaj pojawia się w planach podróżnych jako punkt tranzytowy: lądowanie, jeden nocleg, odbiór samochodu i wyjazd nad morze następnego dnia. To błąd, bo stolica Chorwacji pokazuje zupełnie inną stronę kraju niż wybrzeże.
(Stare miasto w Zagrzebiu, Chorwacja. Fot. Wolfgang Kaehler/LightRocket za pośrednictwem Getty Images)
Miasto ma wyraźny środkowoeuropejski charakter. Są tu place, parki, tramwaje, kawiarnie, targi i codzienny rytm. Zagrzeb nie sprzedaje się przez widok na morze. Trzeba go eksplorować inaczej: przez poranną kawę, spacer po Górnym Mieście, targ Dolac i spokojne przechodzenie między dzielnicami.
Dolac jest jednym z najlepszych miejsc, żeby zacząć dzień. Jest to targ, który funkcjonuje w centrum miasta, niedaleko głównego placu, od dawna nazywany jest brzuchem Zagrzebia. Rano pojawiają się tu sprzedawcy warzyw, owoców, serów, kwiatów i lokalnych produktów.
Ludzie na targu „Dolac” podczas codziennego dnia w Zagrzebiu, Chorwacja, 9 września 2022 r. Fot. Serhat ÃaÄdaÅ/Anadolu Agency via Getty Images)
Górne Miasto ma bardziej historyczny charakter. Są kamienne uliczki, kościół św. Marka z charakterystycznym dachem, punkty widokowe i muzea. Najbardziej znane jest Muzeum Zerwanych Związków, które zaczęło się jako projekt artystyczny, a dziś jest jedną z najbardziej oryginalnych instytucji w mieście.
Zagrzeb najlepiej poznawać bez napiętego planu. Zamiast odhaczać kolejne zabytki, warto pozwolić sobie na dłuższy spacer, przysiąść w jednej z kawiarni albo po prostu obserwować codzienne życie mieszkańców. Dwa dni wystarczą, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca. Trzy pozwalają zrozumieć charakter miasta.
Chorwacja bez tłumów istnieje. Trzeba tylko zjechać z głównej trasy
Najbardziej znana Chorwacja jest piękna, ale coraz częściej bywa męcząca. Pełne plaże, zatłoczone starówki i ceny ustawione pod sezon potrafią odebrać przyjemność z podróży. Dlatego warto spojrzeć na ten kraj szerzej.
Grožnjan, Motovun, Cres, Nin, Šibenik, Veli Lošinj i Zagrzeb nie są to tajne destynacje, ale nadal pozwalają zobaczyć ten kraj spokojniejszy, bardziej lokalny i ciekawszy niż ten z instagramowych kadrów.
Czytaj także: Greckie wyspy bez tłumów – 5 mniej znanych perełek. Są idealne, gdy marzysz o spokojnych wakacjach
Tekst opracowany na podstawie: Croatia.hr (oficjalny portal Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej), Istra.hr (oficjalny portal turystyczny Istrii), Colours of Istria (portal turystyczny północno-zachodniej Istrii), Visit Cres (oficjalny portal turystyczny wyspy Cres), Visit Lošinj (oficjalny portal turystyczny wyspy Lošinj), Tourist Board Nin (oficjalny portal turystyczny Ninu), Šibenik Tourism (oficjalny portal turystyczny Šibenika), UNESCO World Heritage Centre, Info Zagreb (oficjalny portal turystyczny Zagrzebia), Museum of Broken Relationships.