1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na pierwszy rzut oka go nie widać, ale ten nawyk pozbawia cię pewności siebie. Skutecznie!

Na pierwszy rzut oka go nie widać, ale ten nawyk pozbawia cię pewności siebie. Skutecznie!

Jedni mają jej więcej, inni nieco mniej. Ale pewność siebie to coś, co można wzmacniać albo... osłabiać, często zupełnie nieświadomie (Fot. Boris SV/Getty Images)
Jedni mają jej więcej, inni nieco mniej. Ale pewność siebie to coś, co można wzmacniać albo... osłabiać, często zupełnie nieświadomie (Fot. Boris SV/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Agnieszka Radomska - Na pierwszy rzut oka go nie widać, ale ten nawyk pozbawia cię pewności siebie. Skutecznie!

00:00 16:49
15s
0,5 x
15s
Możesz w ogóle nie zauważać, że to robisz, ale skutki poczujesz na pewno. I nie chodzi o jedno konkretne zachowanie, a o zespół drobnych nawyków, które podkopują twoją wiarę we własne siły, a których możesz zupełnie z ulatującą pewnością siebie nie skojarzyć. Kryją się w codziennych wyborach, małych decyzjach i... dialogach z samą sobą.

Gdybyś miała wymienić tylko jedną rzecz, która na pewno obniży twoją pewność siebie, jest spora szansa, że wymieniłabyś porażkę, zwłaszcza tę spektakularną. Zawalony ważny projekt, wyjątkowo nietrafiona inwestycja rujnująca budżet, przedsięwzięcie, w które włożyłaś masę czasu i serca, a które finalnie okazało się kompletną klapą. I rzeczywiście, podobne doświadczenia mogą wpłynąć na to, jak postrzegasz swoją wartość, mogą sprawić, że zwątpisz we własną sprawczość i wyraźnie poczujesz, że hasło „kto jak nie ja!” jest puste jak wydmuszka. Psychologowie przekonują jednak, że dla poczucia pewności siebie w podejmowanych działaniach znacznie większym zagrożeniem niż nawet widowiskowe niepowodzenie jest coś, co znacznie mniej rzuca się w oczy. To cichy, często ledwo dostrzegalny nawyk... porzucania samej siebie. W wielu prozaicznych, codziennych sytuacjach same to sobie robimy. Nie stajemy za sobą, kwestionujemy własne, choćby te niewielkie, ale istotne potrzeby, zaniedbujemy granice, ulegamy namowom, godzimy się na pozornie niewielkie ustępstwa, nie stajemy we własnej obronie. Wszystko to razem sprawia, że stopniowo, kroczek po kroczku, tracimy do siebie zaufanie, innych obdarzamy większym niż siebie szacunkiem, oddajemy pole, wycofujemy się rakiem, choć coś nam się zwyczajnie należy. Schodzimy ze sceny niepostrzeżenie dla samych siebie, co inni skrzętnie wykorzystują. To taka wyjątkowo zawoalowana forma autosabotażu, która w dłuższej perspektywie kurczy w nas poczucie pewności siebie powoli, ale bardzo skutecznie. Jak rozpoznać, że to (sobie) robimy?

6 ważnych sygnałów, że zdradzasz samą siebie

Porzucanie samej siebie to nie jednorazowy, rewolucyjny akt. To raczej szereg mikrozdrad. Każda z nich z osobna pewnie nie przyniosłaby aż tak wielkich szkód, ale gdy się skumulują, pewność siebie ulatnia się niczym eter. Być może zauważysz, że:

Nie spełniasz obietnic, które sama sobie złożyłaś

Wyobraź sobie, że ktoś ci coś obiecuje ‒ pomoc, przysługę, spotkanie, cokolwiek, co ma dla ciebie wartość ‒ a potem tych obietnic nie dotrzymuje. I tak dzieje się wiele razy z rzędu, nie tylko incydentalnie. Przestajesz mu ufać, prawda? Trudno polegać na kimś, kto w łamaniu obietnic jest recydywistą. Być może kimś takim jesteś dla samej siebie. Pomyśl, czy nie postanowiłaś przypadkiem wiele razy, że nie będziesz pracować w weekendy, bo to twój święty czas na odpoczynek. Jeśli tak było, a kolejną sobotę siedzisz nad raportem, żeby „nadrobić”, nie tylko odbierasz sobie prawo do regeneracji i relaksu. Uczysz swój własny układ nerwowy, że twoje słowa, postanowienia, decyzje nie mają większego znaczenia. Przestajesz być więc dla siebie jakimkolwiek autorytetem, a w tej sytuacji o pewności siebie nie może być mowy. W jej budowaniu nie chodzi o wielkie czyny, a o to, by dotrzymywać złożonych sobie obietnic. Pamiętasz słynne w bajkach zdanie „jak pomyślał, tak i zrobił”? Bardzo ważne jest, by wziąć je sobie do serca w odniesieniu do zaspokajania własnych potrzeb. Nie lekceważ własnych postanowień, nawet tych małych, bo tylko respektując je, zaczniesz powoli coraz bardziej sobie ufać, a potem dumnie się prostować, zamiast chować głowę w ramiona.

Czytaj także: Zaufanie do siebie – czy wierzysz, że sobie poradzisz?

Nie doceniasz interocepcji

Świadomość interoceptywna to subiektywne doświadczenie wewnętrznych sygnałów cielesnych, takich jak tętno, oddech i napięcie mięśni. Bezpośrednio wzmacnia ona pewność siebie, osadzając emocje w rzeczywistości fizycznej. Badania pokazują, że umiejętność uważnego słuchania swojego ciała odpowiada za znaczną część zmienności w poczuciu własnej wartości. Gdy jesteś w stanie dostroić się do swoich wewnętrznych sygnałów, potrafisz odróżnić nerwowe napięcie od realnego zagrożenia. Ta precyzyjna samoocena zapobiega popadaniu w spiralę lęku i pozwala podchodzić do sytuacji z autentyczną pewnością siebie, skutecznie regulować stres, stawiać czoła wyzwaniom ze spokojem i budować głębokie zaufanie do swojego ciała, a przez to ‒ do siebie. W psychologii jest ona fundamentem samoregulacji emocjonalnej – to dzięki interocepcji mózg łączy stan fizjologiczny z odczuwaną emocją.

Psycholożki z Uniwersytetu Opolskiego – Aleksandra M. Rogowska, Magdalena Mikłuszka i Katarzyna Błońska w badaniu opublikowanym w tym roku na łamach Frontiers in Psychology sprawdzały, jak świadomość sygnałów płynących z ciała wiąże się z poczuciem własnej wartości i przekonaniem, że potrafimy skutecznie radzić sobie z wyzwaniami. Przebadały ponad 260 kobiet, w tym osoby trenujące pole dance, i zauważyły, że największe znaczenie mają nie tyle wszystkie aspekty interocepcji, ile przede wszystkim zaufanie do własnego ciała, umiejętność wsłuchiwania się w jego sygnały oraz brak nadmiernego zamartwiania się odczuciami fizycznymi. To właśnie te elementy były najsilniej powiązane z wyższą samooceną i większym poczuciem własnej skuteczności. Co ciekawe, kobiety trenujące pole dance osiągały lepsze wyniki zarówno w zakresie świadomości własnego ciała, jak i poczucia skuteczności. Autorki podkreślają jednak, że badanie pokazuje zależności, a nie przyczynę i skutek – nie wiadomo więc, czy lepszy kontakt z ciałem buduje pewność siebie, czy raczej osoby pewniejsze siebie łatwiej uczą się ufać sygnałom płynącym z organizmu. Wyniki sugerują jednak, że rozwijanie świadomej relacji z własnym ciałem może być jednym z ważnych filarów zdrowej pewności siebie.

Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba od razu zapisywać się na kurs pole dance ani medytować, by uczyć się tej cennej umiejętności. Rozwijają ją nawet proste codzienne aktywności, takie jak spacer bez telefonu, spokojne jedzenie bez pośpiechu, joga i każda forma ruchu, podczas której zwracamy uwagę na oddech, napięcie mięśni i odczucia z wewnątrz. Warto wyrobić sobie nawyk częstszego kierowania uwagi do wnętrza własnego ciała. Zamiast od razu szukać odpowiedzi na pytanie „co czuję?”, lepiej zacząć od prostszego: „co dzieje się teraz w moim ciele?”. Być może zauważysz, że przed ważnym spotkaniem serce bije szybciej, a ramiona są napięte albo że zmęczenie, które bierzesz za lenistwo, jest tak naprawdę sygnałem, że od kilku godzin nie jadłaś ani nie piłaś. Pomaga też robienie krótkich „przystanków” w ciągu dnia. Wystarczy na kilkanaście sekund zatrzymać się i zadać sobie kilka pytań: czy jest mi ciepło czy zimno? Jak oddycham? Czy gdzieś w ciele czuję napięcie? Czy jestem głodna, spragniona, zmęczona? Z czasem takie sprawdzanie stanu organizmu staje się coraz bardziej naturalne. A im więcej wiesz o sobie, tym bardziej sobie ufasz, a twoje poczucie pewności rośnie.

Czytaj także: To nie w głowie tkwi problem. Ciało pamięta wszystko, również traumę – i tylko czeka, aż w końcu je usłyszysz

Zbyt często zniżasz głos lub... milczysz

Znasz to? W czasie spotkania i dyskusji zespołowej chcesz zabrać głos, ale gdy przychodzi twoja kolej, wprawdzie dzielisz się swoją opinią, ale... cichutko. Zniżanie głosu to wbrew pozorom bardzo istotny sygnał. Fakt, że swoje zdanie wypowiadasz w sposób ledwie słyszalny dla audytorium, wpływa nie tylko na to, jak postrzegają cię inni. Wpływa i na to, jak ty postrzegasz siebie. Jeszcze silniejszy komunikat wysyłasz samej sobie, gdy milczysz, choć: nie zgadzasz się z czymś, czujesz, że powinnaś zaprotestować, forsowane jest niekorzystne dla ciebie rozwiązanie jakiegoś problemu. Każdy moment świadomego milczenia komunikuje ci wewnętrznie, że twoja perspektywa nie jest warta dyskomfortu, jaki może powodować jej wyrażanie. Oczywiście, może być tak, że ugryzienie się w język jest w danej sytuacji akurat najlepszym rozwiązaniem, ale jeśli czujesz, że twój język jest już doszczętnie pogryziony ‒ bo tak często nie decydujesz się przemówić w obawie przed konsekwencjami ‒ to ważny sygnał.

Milczenie bywa wprawdzie złotem i może manifestować „cichą” pewność siebie ‒ głęboko zakorzenione poczucie wartości, które nie potrzebuje się uzewnętrzniać, by przyciągnąć uwagę. Jeśli jednak często załatwiasz milczeniem sytuacje dlatego, że po prostu boisz się wygłosić swoją opinię, dobrze się temu przyjrzeć bliżej. Zniżanie głosu czy po prostu rezygnowanie z wypowiedzi czasem może stać się utrwalonym nawykiem, który sprawia, że ważne decyzje zapadają bez twojego udziału, poza tobą, z twoim milczącym przyzwoleniem. Oddanie sobie prawa do głosu, w obliczu lęku przed oceną, niepewności co do trafności własnych spostrzeżeń czy wstydu, nie jest łatwym zadaniem, ale warto próbować ‒ na początek w łatwiejszych sytuacjach, w bezpiecznym otoczeniu życzliwych osób. Taki trening z wygłaszania własnego zdania to bezcenne narzędzie budowania pewności siebie.

Zgadzasz się na zgniłe kompromisy

Kompromis co do zasady nie jest zły. Prowadzi do porozumienia, zapobiega eskalacji konfliktu, w wielu sytuacjach bywa dobrym rozwiązaniem, ale pod jednym warunkiem: że nie narusza wartości, które wyznajesz. Zgniły kompromis to taki, na który idziesz, jednocześnie działając wbrew własnym instynktom etycznym lub poczuciu własnego interesu, aby dostosować się do innych. Efekt? Wewnętrzna niespójność, która często prowadzi do obniżenia poczucia własnej wartości. To naprawdę nie to samo co elastyczność czy rezyliencja. To postawa, którą samej sobie wysyłasz komunikat: moje wartości, to, w co wierzę i co jest dla mnie ważne, nie ma większego znaczenia. W takich okolicznościach porozumienie będzie pozorne i będzie miało wysoką cenę – co prawda zostanie wypracowane, ale wbrew wyznawanym przez ciebie zasadom, w niezgodzie ze sobą. Nawet jeśli finalnie okaże się, że na takim kompromisie nie wyszłaś najgorzej (w sumie się opłacało), pozostanie w tobie poczucie, że zdradziłaś samą siebie. Zachwiałaś się, nie obroniłaś tego, co dla ciebie istotne, a to niezwykle osłabia.

Twój wewnętrzny krytyk robi z tobą, co chce

Zwróć uwagę, jakie zdania kierujesz sama do siebie, gdy nikt nie słucha. Być może padają wówczas najsurowsze z możliwych ocen. „Ale jestem głupia, mogłam wcześniej pomyśleć”, „To nie dla mnie, nie dam rady tego zrobić”, „Lepiej się wycofać, to za wysokie progi”, „Znowu dałam ciała, jak zawsze”. Wewnętrzny krytyk to ciągłe wytykanie sobie błędów, umniejszanie swoich sukcesów albo nakładanie nierealistycznych standardów doskonałości na każdą wykonywaną czynność. Prawda jest taka, że podobnych słów w życiu nie skierowałabyś do kogoś, kto jest dla ciebie ważny ‒ do przyjaciółki czy innej bliskiej osoby. Ale siebie nie oszczędzasz, a właśnie w ten sposób, choć nawet nie analizujesz zbyt często tych komunikatów, dokonujesz autosabotażu i podkopujesz pewność siebie gigantyczną łopatą! Efekt jest taki, że zamiast wspierać samą siebie w trudnych chwilach, stajesz się swoim największym wrogiem. Czy można polegać na wrogu? Nie, więc nic dziwnego, że tracisz do siebie zaufanie.

„Wewnętrzny krytyk, czyli utrwalone klisze z zapisem dawnych negatywnych komentarzy i przekonań na temat własnej osoby, zazwyczaj wyrządza wielką szkodę, podcina skrzydła. Warto jednak odróżniać głos wewnętrznego krytyka od głosu zdrowego rozsądku, bo pierwszy jest destrukcyjny, a drugi konstruktywny. (...) Wewnętrzny głos bywa ostrzegawczy i dyscyplinujący, toruje właściwą drogę, oczyszcza ją z potencjalnych zagrożeń. Oczywiście może być też wrogiem, który sabotuje nasze plany, odbiera wiarę w siebie. Dlatego jego podszepty warto przepuszczać przez zdroworozsądkowy filtr. Każdą czynność można wykonywać lepiej lub gorzej. Nawet coś, co doskonale umiemy. (...) Dobrze mieć racjonalny stosunek do samego siebie. Odpuścić sobie perfekcjonizm, czyli nadmierną kontrolę i oczekiwanie, że nie zdarzy ci się żaden fałszywy krok. Ludzie, którzy usiłują wszystko zawsze robić idealnie, w efekcie często rezygnują ze swoich przedsięwzięć, ponieważ możliwość niepowodzenia jest dla nich nie do zniesienia” ‒ mówi w książce „Szczęścia można się nauczyć” psycholożka dr Ewa Woydyłło. Oczywiście nie jest łatwo z dnia na dzień zasznurować usta wewnętrznemu krytykowi, ale można wejść z nim w uczciwy dialog. Następnym razem, gdy przemówi, a ty poczujesz, że kolejny raz usiłuje odebrać ci pewność siebie, a jego argumenty są podszyte lękiem, a nie racjonalne, spróbuj delikatnie, ale stanowczo, odprawić go z kwitkiem. „Wiem, że próbujesz mnie chronić za wszelką cenę, doceniam to, ale tym razem chcę spróbować. Dam sobie radę”. Za każdym razem, gdy mu nie ulegniesz, będziesz mogła świętować małe zwycięstwo i dokładać kolejny punkcik do listy tych rzeczy, które pewność siebie budują, a nie rujnują.

Skupiasz się na porażkach, a ignorujesz sukcesy

Zamęczasz się tym, co ci nie wyszło, a to, co udało się świetnie, jest dla ciebie po prostu neutralne? Niedocenianie siebie sprawia, że nigdy nie wykorzystujesz w pełni szans, nawet jeśli masz je przed nosem ‒ szans na rozwój, zbudowanie wartościowych relacji, poprawę statusu materialnego. To tak, jakbyś sama sobie odbierała możliwość zbudowania życia, na jakie zasługujesz. Jeśli nie celebrujesz, a nawet nie dostrzegasz własnych małych zwycięstw, jak masz odważnie kroczyć do przodu i podejmować kolejne wyzwania?

Czytaj także: 10 nieoczywistych oznak, że nie doceniasz siebie

Jeśli masz poczucie, że ten akapit w ogóle nie jest o tobie, bo akurat ty naprawdę nie odnosisz sukcesów, więc i celebrować nie ma czego, zatrzymaj się. Albert Bandura, kanadyjsko-amerykański psycholog, twórca teorii społecznego uczenia się, przekonuje, że wykonywanie małych, możliwych do osiągnięcia zadań to najlepszy sposób na zbudowanie wiary we własne możliwości. Tak, naprawdę masz prawo uznać, że jest osiągnięciem zdobycie choćby niskiego szczytu. Odkładałaś coś na wieczne jutro i właśnie dziś wreszcie udało ci się to zrobić? To jest powód do dumy i mała cegiełka do budowania pewności siebie. Nawet jeśli to było „tylko” wstawienie prania! Jeśli codziennie zanotujesz choć trzy drobiazgi, które zrobiłaś, bo tak postanowiłaś, po jakimś czasie trochę się tego uzbiera i na własne oczy zobaczysz, że masz być z czego dumna.

Wykorzystane źródła: https://www.forbes.com/sites/traversmark/2026/06/17/the-no-1-habit-that-slowly-destroys-self-confidence-by-a-psychologist/; https://www.frontiersin.org/journals/psychology/articles/10.3389/fpsyg.2025.1716671/full; https://link.springer.com/article/10.1007/s44202-026-00736-1; „Szczęścia można się nauczyć”, Ewa Woydyłło, Agnieszka Radomska, wyd. Zwierciadło 2025

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE