Marta Waszkiewicz - To jeden z najlepszych horrorów na HBO Max. Ten neonowy koszmar z Mią Goth zachwyca i kończy słynną trylogię grozy w wielkim stylu
00:00
06:10
Lata 80., neonowy blask, krew na rękach i niekończąca się lista niespełnionych ambicji. Przy użyciu takich efektownych motywów Ti West zamyka jedną z najciekawszych trylogii kina grozy ostatnich lat. W finale serii czeka zatem na widzów jeszcze więcej horroru, campu i bezczelnej zabawy konwencją. A Mia Goth? Po raz kolejny udowadnia, że tytuł scream queen należy jej się bez dyskusji.
Jest rok 1985. Maxine Minx, gwiazda filmów dla dorosłych, przybywa do L.A. z konkretnym celem: chce zagrać w dużej produkcji filmowej, przebić się do mainstreamu i odnieść sukces. I chociaż nad jej życiem od kilku lat wisi widmo traumy, aktorka z podniesioną głową kontynuuje swoją podróż ku sławie, gdyż w głębi duszy czuje, że jest przeznaczona do czegoś naprawdę wielkiego. Kiedy w końcu udaje jej się dostać wymarzoną rolę w horrorze kręconym przez ambitną reżyserkę, wydaje się, że jej marzenie właśnie zaczyna się spełniać. Na drodze do hollywoodzkiego snu pojawiają się jednak przeszkody.
(Fot. materiały prasowe)
Po ulicach Los Angeles grasuje bowiem satanistyczny seryjny morderca prześladujący gwiazdy ekranu, a w otoczeniu Maxine zaczynają ginąć kolejne osoby. Do tego tajemniczy detektyw próbuje wciągnąć ją w sprawę, która może mieć związek z jej przeszłością. Czy człowiek, który grozi, że zna jej najmroczniejsze sekrety, zdecyduje się w końcu je ujawnić? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Pewnej jest jednak jedno: im wyżej Maxine wspina się po drabinie sławy, tym bardziej traci grunt pod nogami...
(Fot. materiały prasowe)
Lata 80. ożywają na ekranie, a kinofile dostają orgazmu. „MaXXXine” w wielkim stylu zamyka słynną trylogię kina grozy
Jak nakręcić dobre kino gatunkowe? Zapewne jest to sztuka, sądząc po tym jak wielu próbowało i sromotnie poległo. Ti West, twórca trylogii grozy z Mią Goth – jednej z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się horrorowi w tym wieku – ma na to jednak swój patent. Podstawą jest przede wszystkim dobra obsada i nostalgiczny klimat zbudowany za pomocą zjawiskowych zdjęć, dopracowanej scenografii oraz odpowiednio dobranej muzyki. Pod spodem musi jednak kryć się tzw. „mięso”, czyli emocjonalny ciężar, którego jego słynnym horrorom z serii „X” z pewnością nie brakuje.
Czytaj także: Ludzie znikają bez śladu, a ona może być następna. Ten krwawy horror z oferty HBO Max to współczesna odpowiedź na „Kill Bill”
(Fot. materiały prasowe)
W warstwie fabularnej „MaXXXine”, czyli zwieńczenie trylogii, to zatem przede wszystkim opowieść o pogoni za sławą i cenie marzeń, w której Hollywood produkuje swoje gwiazdy niemalże tak szybko, jak je pożera. Dostajemy tu także przejmujący komentarz odnośnie kultu pracy i poświęcenia – nasza bohaterka zrobi bowiem wszystko, aby znaleźć się na szczycie. Podczas seansu napięcie to udziela się zresztą również widzom. Makabra nie jest tu natomiast wątkiem przewodnim, a jedynie jednym z elementów całej układanki.
Czytaj także: Po tym horrorze odechciało mi się letnich romansów. „Obsesja” jest bardziej chora, niż się spodziewałam
(Fot. materiały prasowe)
Film zachwyca również stroną wizualną. Skąpane w blasku neonów Los Angeles, kiczowate kostiumy i pełne przepychu wnętrza składają się na stylowy setting, którym twórca składa hołd filmowej estetyce lat 80. i wszelkim dziwactwom tego okresu. Jednocześnie wyciąga z każdego kadru maksimum grozy, campu i nostalgii. Najmocniejszym punktem filmu jest jednak kreacja aktorska Mii Goth, która znowu udowadnia swoją wielkość.
(Fot. materiały prasowe)
Jej Maxine to bohaterka magnetyczna, ambitna i bezkompromisowa. Krucha i obsesyjna jednocześnie. Aktorka żegna się więc z widzami trylogii tak, jak na prawdziwą królową krzyku przystało, czyli w naprawdę wielkim stylu. Poza tym warto docenić też Kevina Bacona, który kradnie show jako cyniczny detektyw oraz Elizabeth Debicki, która świetnie odnajduje się w roli ambitnej reżyserki i doskonale pasuje do przerysowanego świata filmu.
(Fot. materiały prasowe)
Momentami „MaXXXine” bardziej przypomina jednak efektowny kryminał niż klasyczny horror. W tle pojawiają się bowiem takie motywy jak seryjny morderca, tajemnicze taśmy VHS czy toksyczne relacje z ojcem. West jednocześnie z gracją wbija szpilę wszystkim, którzy liczą na to, że Hollywood pozwoli im kiedyś zabłysnąć. I właśnie dlatego jest to rozrywka wysokiej próby, która wciąga i trzyma w napięciu.
(Fot. materiały prasowe)
Słynna trylogia horrorów z mocnym finałem. Czy „MaXXXine” to najlepszy film z serii?
Czy „MaXXXine” jest jednak najlepszą częścią trylogii? Cóż, „X” i „Pearl” miały zdecydowanie więcej psychologicznej głębi i odważniej przyglądały się swoim bohaterkom. Tym razem twórcy poszli nieco na łatwiznę, ale to nadal udany finał serii. Warto jednak zaznaczyć, że działa on o wiele lepiej jako element całej historii niż samodzielny film, bo to właśnie droga bohaterki od Pearl do wielkiej gwiazdy gotowej zrobić wszystko, aby osiągnąć swój cel jest tu najmocniejszym motywem. I dlatego najlepiej oglądać je razem. Tak czy inaczej jest to propozycja odważna i przemyślana, a przy tym horror, który mówi o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać, a to w dzisiejszym kinie prawdziwa rzadkość.
„MaXXXine” obejrzeć można na HBO Max. Cała trylogia dostępna jest na Prime Video.