Po wyjściu z kina zadałam sobie jedno pytanie: „Co ja właśnie obejrzałam?”. „Obsesja” zaczyna się bowiem niepozornie: zakochany w swojej przyjaciółce chłopak ciągle zastanawia się, czy zrobić pierwszy krok. Ona jest piękna, zabawna i trudna do rozgryzienia. Przez chwilę wszystko wygląda jak początek pięknego romansu. Szybko okazuje się jednak, że reżyser ma zdecydowanie inne zamiary.
(Fot. materiały prasowe)
„Obsesja” nie straszy klasycznymi jumpscare’ami ani potworami chowającymi się w ciemności. Najbardziej przerażające są tutaj emocje. Potrzeba bycia kochanym. Uzależnienie od drugiej osoby. Moment, w którym uczucie przestaje być romantyczne, a zaczyna przypominać pułapkę.
Film opowiada historię chłopaka, który przypadkiem kupuje tajemniczą pałeczkę spełniającą marzenia. Chce zdobyć dziewczynę, w której od dawna jest zakochany, więc postanawia spróbować. Problem w tym, że życzenia w horrorach nigdy nie działają tak, jak powinny.
(Fot. materiały prasowe)
Na początku jest zachwycony efektami. Ich miłość kwitnie. Jednak z każdą kolejną sceną relacja bohaterów staje się coraz bardziej duszna, dziwna i niepokojąca. „Obsesja” świetnie pokazuje, jak cienka może być granica między zakochaniem a szaleństwem.
Horror „Obsesja” nie próbuje być przerażający ani perfekcyjny. Wręcz przeciwnie, jest raczej chaotyczny, dziwny, niekomfortowy, a momentami nawet zabawny. Są sceny, podczas których obrzydzenie miesza się z rozbawieniem, lęk ze współczuciem. I właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że trudno oderwać wzrok od ekranu.
W Internecie wiele osób pisze, że „Obsesja” to horror dla ludzi zmęczonych idealizowaniem miłości w popkulturze. Trudno się z tym nie zgodzić. Film brutalnie rozwala wizję perfekcyjnego love story. Nie ma tutaj relacji, która „leczy” i rozwiązuje wszystkie problemy. Jest za to toksyczna fascynacja, samotność i emocje doprowadzone do ekstremum.
Najbardziej niepokojące jest chyba to, że „Obsesja” wydaje się być bardzo „życiowa”. W wielu scenach można rozpoznać zachowania, które ludzie tłumaczą „wielką miłością”, choć w rzeczywistości są przekroczeniem granic. Horror pokazuje też, jak łatwo pomylić „walkę” o związek z romantyzowaniem cierpienia.
Widzowie zwracają też uwagę, że pod warstwą grozy kryje się coś więcej niż tylko historia o obsesji. W komentarzach często pojawia się dyskusja o niewypowiedzianych emocjach i strachu przed odrzuceniem. Jeden z internautów napisał nawet, że główny bohater mógł mieć wszystko, gdyby tylko zdobył się na szczerość w jednej kluczowej scenie.
Jeszcze niedawno zaledwie 26-letni Curry Barker był znany głównie widzom YouTube’a. Razem z Cooperem Tomlinsonem tworzył absurdalne skecze na kanale „That’s a Bad Idea”, który zdobył popularność dzięki absurdalnemu humorowi i dziwnym pomysłom balansującym między komedią a cringe’em. Miliony wyświetleń zdobyły też odcinki jego horroru „Milk & Serial”, który internauci zaczęli polecać sobie jak internetową creepypastę, o której trudno przestać myśleć.
Dziś Barker przenosi tę samą energię do kina grozy i może właśnie dlatego jego „Obsesja” tak mocno wyróżnia się na tle innych horrorów. Reżyser sprytnie uderza we współczesne lęki: samotność, obsesję i potrzebę bycia kochanym za wszelką cenę. Film jest dziwny, rozedrgany i chaotyczny, a dzięki temu niezwykle współczesny, a nawet w pewien sposób autentyczny.
Horror kosztował około 750 tysięcy dolarów, a zarobił już 80 milionów i błyskawicznie stał się jednym z największych fenomenów roku. Ale to nie wszystko! Barker zrealizował go w mniej niż miesiąc. W czasach wielkich studyjnych produkcji taki sukces wydaje się wręcz niemożliwy.