Małgorzata Szumowska – zła uczennica

materiały prasowe

Małgorzata Szumowska jest znaną, nie tylko w Polsce, reżyserką, scenarzystką i producentką filmową. Jej „Sponsoring” z Juliette Binoche w roli głównej został sprzedany do ponad trzydziestu krajów. Obecnie kończy montować lokalną opowieść o uniwersalnym przesłaniu, pt. „Nigdzie”.
Niedawno Krytyka Polityczna wydała wywiad rzekę Agnieszki Wiśniewskiej „Szumowska. Kino to szkoła przetrwania”. Reżyserka opowiada o swoim dzieciństwie, szkole, pracy i życiu rodzinnym.

Kilka lat temu zszokowała opinię publiczną mówiąc, że śmierć rodziców przyniosła jej wyzwolenie. „To, co robię od czterech lat, jakie upłynęły od śmierci rodziców, przyniosło największy sukces. Nakręciłam pięć filmów, zrobiłam spektakl teatralny. Ani przez chwilę nie spoczęłam na laurach” – tłumaczyła w 2008 r. w wywiadzie dla „Gali”. Opowiadała, że wychowała się w cieplarnianych warunkach, rodzice dbali o to, żeby nie brakowało jej niczego, pozwalali na wszystko.

W tym czasie w kinach wyświetlane były „33 sceny z życia”, film opowiadający o doświadczeniu jakim jest śmierć bliskiej osoby. Szumowska na początku wypierała się tego, że to jest film autobiograficzny. Później przyznała, że to jej historia, choć nie jest opowiedziana jeden do jednego. Za „33 sceny z życia” otrzymała wiele nagród, między innymi Orła i Złotą Kaczkę za najlepszy film, nagrodę dla najlepszego reżysera na festiwalu w Gdyni i Złotego Lamparta w Locarno.

Szumowska przyznaje, że dzięki rodzicom miała łatwiejszy start. Jest córką pisarki Doroty Terakowskiej i Macieja Szumowskiego – dokumentalisty i redaktora naczelnego „Gazety Krakowskiej”. Prowadzili dom otwarty, bywało w nim mnóstwo ciekawych ludzi, nie dbali o sprawy materialne, mieszkali na zwykłym blokowisku.

Małgośka chodziła do zwykłej podstawówki „Większość czasu spędzałam na podwórku. Nie byłam przyzwyczajona do tak zwanych wypasów. Moi starzy nic nie mieli. Mieszkanie było kompletnie rozpierdolone, trzydzieści pięć lat nieremontowane” – opowiada Wiśniewskiej. Za to później rodzice posłali ją do najlepszego liceum w Krakowie, nr 5, imienia Augusta Witkowskiego, gdzie chodziły „same dzieci Pendereckich i innych VIP-ów”. Szumowska nie ukrywa, że gdyby nie nazwisko nie miałaby szans, bo była „złą uczennicą”. Wychowana w wolności zawsze robiła to co chce. Szukała sposobu na siebie. Nie chciała wkuwać tego co ją nie interesowało, ale szczęśliwie przechodziła z klasy do klasy.

Po liceum wybrała się na historię sztuki. Postanowiła, że pokaże na co ją stać i dostała się bez problemu. Ale to nie było to. Zmieniła uniwerek na Łódzką Szkołę Filmową. Tam był jej świat. Ceniła szczególnie zajęcia z Wojciechem Jerzym Hasem, który jej zdaniem faworyzował ją. Opowiadała, że czasem dostawała lepsze oceny za zgrabne nogi, co wkurzało jej kolegów. Studiowała między innymi z Łukaszem Barczykiem i operatorem Michałem Englertem, który został jej mężem. Wspólnie zrobili „Ciszę”. Dokument został wpisany na listę 14 najlepszych filmów w historii Filmówki. Zdobył 18 nagród na festiwalach, między innymi w Tampere, Tel Awiwie i Meksyku.

Szumowska lubi pracować z ludźmi, których zna. Do tej pory kręci filmy z Michałem Englertem, mimo że nie jest już jej mężem. Współpracuje też z ojcem jej syna montażystą Jackiem Drosio. Zaprzyjaźnia się ze swoją ekipą. „Nie uważam, że budowanie relacji na strachu ma jakiś sens. Sens ma budowanie relacji na wzajemnym szacunku. Próbuję się zaprzyjaźnić. We Francji szybko zaprzyjaźniłam się z ekipą, więc nie było spięć o nadgodziny”.

Trzydziestokilkuletnia kobieta nie boi się świata. Lubi filmowe koprodukcje. „Sponsoring” jest projektem polskim, francuskim i niemieckim. Zrobił wiele szumu w Polsce i zagranicą. We Francji krytycy podzielili się na tych chwalących i będących zdecydowanie przeciw. „Liberation” nazwał „Sponsoring” głęboko feministycznym filmem, pochwalił temat i grę aktorek (Juliette Binoche – dojrzała dziennikarka Anna, żona, matka, która pisze artykuł o płatnej miłości, Anais Demoustier – studentka Charlotte i Joanny Kulig – studentka Alicja; Kulig dostała nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej na zakończonym w sobotę Gdynia Film Festival). Za to „Le Figaro” uznał film za „soft porno”, a temat za miałki.

Szumowskiej nie zależało na opowieści o studentkach, które dorabiają sypiając z mężczyznami za pieniądze, temat jest bardzo dobrze znany; chciała opowiedzieć o kobietach, o ich uczuciach, życiu. Stąd francuski tytuł „Elles” (One). W rozmowie z Wiśniewską zdradza, że kiedyś spotkała dziewczynę zajmującą się sponsoringiem, zaskoczyło ją to z jaką swobodą mówiła o swoim zawodzie, o spotkaniach z mężczyznami. Była totalnie bezpruderyjna. „Młodsze pokolenie ma inne podejście do seksu. Traktuje go konsumpcyjnie. Ludzie z sobą sypiają bez zobowiązań. Nie oceniam ich. Wiem natomiast, że moje pokolenie – i teraz dużo gadam o tym z ludźmi w moim wieku – nie robiło tak. Może to kwestia czasów. (…) To pokolenie traci szanse na głębsze uczucie. Może to brzmi banalnie, ale jeżeli oddzielasz kompletnie seks od miłości, to ten seks się robi aseksulany, niepełny. Bo spełnienie seksualne łatwiej znaleźć z kimś, kogo znasz. A gdy uprawiasz seks raz z tym, a raz z tamtym, albo powiedzmy dwa razy z kimś tam, to nie prowadzi do rozwoju. To nie są akty seksualne, tylko jakaś konsumpcja, kolejna konsumpcja”.

A dla niej liczą się przede wszystkim uczucia, wielokrotnie mówi o tym, że żeby robić jakiś film musi czuć jego temat. Gdy już coś poczuje oddaję się temu kompletnie. Przyznaje, że dzięki rodzicom było jej łatwiej, ale dodaję, że doszła do sukcesu dzięki swojej pracy „Ludzie mówią, że ja to „mam szczęście”. Nieprawda. Wiesz ile lat trwało wypracowanie sobie tego niby „szczęścia”? Piętnaście lat. Czuję się młoda, ale ten cały proces zajął mi, kurde, pół życia”.