Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Jestem baba

Jestem baba

Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
W tomie wierszy wybranych Anny Świrszczyńskiej czytam dedykację dla moich rodziców: „Mieczysławie Buczkównie i Mieczysławowi Jastrunowi, znakomitej parze poetyckiej, przesyła autorka. Kraków 22 IX 1973”.

Poetka debiutowała przed wojną, ale dopiero po wojnie przemówiła pełnym głosem. Była ceniona, ale umiarkowanie, gdy porówna się, jak ogromnie jest ceniona dzisiaj. Zakochał się w jej poezji Miłosz. Słynny jest tomik „Budowałam barykadę”, niezwykły w krótkich wierszach zapis Powstania Warszawskiego, a tę barykadę naprawdę budowała.

Inny niezwykły tom to „Jestem baba”, gdzie „nurza się w babskości”, tom cielesny, odważny. Była śmiała erotycznie, opisała swoje seksualne namiętności w dzienniku „Jeszcze kocham”. Miała wtedy ponad 60 lat. Pamiętam, jak Maja Komorowska, uwielbiająca poetkę, w rozmowie ze mną oburzała się na ten „bezwstydny dziennik”. Czytając biografię poetki Agnieszki Stapkiewicz „Genialna i nieznana”, spotykam siebie, a połączył mnie z poetką sąsiad z literackiej kamienicy na Iwickiej, poeta i tłumacz Seweryn Pollak. Świrszczyńska przed wojną romansowała z Pollakiem, i to namiętnie. A ja zawsze postrzegałem go jako nieatrakcyjnego, sapiącego safandułę. Przez kilkanaście lat mieszkaliśmy drzwi w drzwi. Miałem kilka lat, gdy zadzwonił do rodziców, podnoszę słuchawkę i mówię cienkim głosikiem: „Halo, halo”… Sewer, zaskoczony, nie wiedział, co powiedzieć, a ja miałem zawołać: „Poznaję, poznaję to sapanie tygrysa!”. Znowu zaniemówił.

Pollak zdradzał potem żonę, której wcześniej nie chciał zostawić dla Świrszczyńskiej, a mama zwierzyła mi się, że zalecał się do niej, gdy ojciec, jego przyjaciel, gdzieś wyjechał. Opisałem to w „Domu pisarzy w czasach zarazy”, stąd cytat i moje nazwisko w biografii poetki.

To nie koniec powinowactw ze Świrszczyńską. Szukając zgody spadkobierców na druk wiersza poetki, odnalazłem jej córkę Ludmiłę. Przypomniała mi, że jako dzieci bawiliśmy w zakopiańskim domu pisarzy Astoria. Ludmiła nie miała łatwego życia, poetka była pogubiona, splątana emocjonalnie, chyba fatalna jako matka. Gdy jej mąż, ojciec Ludmiły, chce odejść, szantażuje go samobójstwem. Jej listy z tego czasu są dowodem, jak bezradni bywają mądrzy ludzie, gdy w grę wchodzą namiętności i uczucia. Poezja Świrszczyńskiej jest bez ozdobników, bez zbędnych słów, naga, podobnie jak Tadeusza Różewicza, z którym zresztą miała mały romansik, o czym pisze w dzienniku. A mąż odszedł do poetki Haliny Poświatowskiej, która zaraz umrze na serce. Jak nie wstawić wiersza Poświatowskiej w następnym oknie?

Mam sporo spotkań autorskich, tym mocniej utożsamiam się z tym wierszem Świrszczyńskiej.

Spotkanie autorskie

Leżę skulona w kłębek

jak pies,

któremu zimno.

Kto mi powie,

po co się urodziłam,

po co istnieje potworność

zwana życiem.

Nagle telefon. Mam iść

na spotkanie autorskie.

Wchodzę.

Stu ludzi, dwieście oczu.

Patrzą. Czekają.

Wiem na co.

Mam im powiedzieć,

po co się urodzili,

po co istnieje

potworność zwana życiem.

Anna Świrszczyńska „Poezja”, PIW, 1997

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE