Nasze kino ma na koncie wiele kultowych komedii, ale żadna z nich nie przypomina „Czasu surferów”. Film Jacka Gąsiorowskiego z 2005 roku od początku szedł pod prąd. Dziś, ponad 20 lat po premierze, „Czas surferów” nadal pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych i zabawnych polskich filmów w historii.
Punktem wyjścia jest porwanie bogatego biznesmena. Brzmi jak początek klasycznego filmu sensacyjnego, ale bardzo szybko okazuje się, że nic tutaj nie będzie przebiegać zgodnie z planem. Bohaterowie wpadają w coraz większe tarapaty, a kolejne wydarzenia wymykają się spod kontroli. Każda decyzja prowadzi do następnych komplikacji, a widz przez cały czas ma wrażenie, że ogląda serię nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności.
Film nie skupia się wyłącznie na jednej historii. To opowieść o grupie ekscentrycznych bohaterów, których losy nieustannie się przecinają. W centrum wydarzeń znajdują się drobni przestępcy, gangsterzy, przypadkowi pechowcy i ludzie próbujący ugrać coś dla siebie.
Akcja praktycznie nie zwalnia, a kolejne zwroty potrafią zaskoczyć nawet osoby, które już film oglądały.
Jednym z największych atutów filmu jest obsada. W rolach głównych pojawili się Bogusław Linda jako Dżoker oraz Bartosz Obuchowicz jako Bonus. Ich ekranowy duet odpowiada za sporą część humoru i najbardziej pamiętnych scen.
Na ekranie można zobaczyć również Agnieszkę Maciąg, Zbigniewa Zamachowskiego czy Mariana Dziędziela.
To właśnie zderzenie tak różnych aktorskich osobowości sprawia, że niemal każda postać bawi i zapada w pamięć. Nawet bohaterowie pojawiający się tylko na chwilę potrafią ukraść scenę jednym dialogiem lub absurdalnym zachowaniem.
Od momentu premiery „Czas surferów” często porównywano do filmów Quentina Tarantino i Guya Ritchiego. Powód jest prosty. Twórcy postawili na nieliniową narrację, czarny humor, ekscentrycznych bohaterów i historię pełną kryminalnych wątków. Oczywiście nie jest to kopia amerykańskich hitów, ale inspiracje są wyraźnie widoczne.
Obejrzysz na: Netflix, Prime Video, CDA Premium