Ida Marszałek - Wyczekiwana premiera z Cannes na festiwalu Nowe Horyzonty. Adam Driver i Scarlett Johansson ponownie razem w „Papierowym tygrysie”
00:00
05:57
W Cannes jest coraz mniej Hollywood. Również dla festiwalu TAURON Nowe Horyzonty, który skupia się głównie na produkcjach niezależnych, nie jest to wybór oczywisty. A jednak – film ze Adamem Driverem, Scarlett Johansson i Milesem Tellerem w rolach głównych znalazł się w selekcji obu tych prestiżowych imprez kinowych. Może dlatego, że choć „Papierowy tygrys” romansuje z klasycznym kinem gangsterskim, serce ma zdecydowanie po stronie niszowego dramatu rodzinnego. A twarze, które doskonale znamy z galerii sław, w filmie Jamesa Graya wyglądają jakby mogły należeć do sąsiadów z nowojorskiego przedmieścia.
„Papierowy tygrys” w reżyserii Jamesa Graya zaczyna się jak najpiękniejszy amerykański sen. Oto Gary Pearl (Adam Driver), emerytowany policjant, teraz wpływowy biznesmen, wyciąga rękę do swojego młodszego brata, inżyniera. Irwin (Miles Teller), chociaż może pochwalić się rodziną: żoną Hester (Scarlett Johansson) i dwoma synami, Scottem i Benem (Gavin Goudey, Roman Engel) oraz domem w dzielnicy Queens, wciąż czeka na swoją wielką szansę na polu zawodowym. Chce udowodnić, że może być „prawdziwym mężczyzną”, że jego dzieci mogą patrzeć na niego z równym podziwem, jak na „tego fajnego wujka”. Kiedy więc Gary składa mu propozycję biznesową, jest to w zasadzie propozycja nie do odrzucenia. Korzystając z technicznego doświadczenia Irwina, bracia mają wspólnie zagospodarować wybrzeże nowojorskiego kanału Gowanus.
Kadr z filmu „Papierowy tygrys” (Fot. materiały prasowe)
Plik banknotów ląduje na stole. Zapach pieniądza łagodzi wszelkie podejrzenia, co do pochodzenia grubej gotówki. Wizja awansu klasowego, możliwość wysłania synów na prestiżowe studia, przyćmiewa wątpliwości nieufnej Hester. Po raz pierwszy nieosiągalne jest na wyciągnięcie ręki. Irwin nie przywykł jednak do tego, że tego typu pieniądze spadają z nieba. Mężczyzna z klasy robotniczej, który wszystko zdobył siłą własnych rąk, musi na nie zasłużyć. Jedzie więc na nocną inspekcję, zabierając nad kanał swoich dwóch synów, przed którymi chce pozować na ważniaka. Nadgorliwość okazuje się jednak gorsza od faszyzmu. Rosyjska mafia, z którą Gary wszedł w układy i układziki – o dziwo! – nie przyjmuje od Irwina zaleceń BHP. Woli przywiązać go do krzesła i zadać własne pytania. Przerażeni, uwięzieni w samochodzie, chłopcy, zamiast być świadkami triumfu swojego taty, brutalnie doświadczają jego upadku.
Film Jamesa Graya to przede wszystkim ziarnisty portret Nowego Jorku lat 80., w którym reżyser zawarł intymny wycinek własnej przeszłości. Wnuk żydowskich imigrantów spędził dzieciństwo w nowojorskim Queens, dzielnicy, gdzie osiedlali się się ci, którzy byli zmuszeni zostawić wszystko za sobą. Gdzie w powietrzu unosiła się mieszanina lęku i nadziei. Z pomocą surowej gry aktorskiej Adama Drivera, Scarlett Johansson i Milesa Tellera w „Papierowym tygrysie” udało się uchwycić desperacką atmosferę, jaka panowała w cieniu Statuy Wolności. Jak jednak dobrze wiemy, pielęgnowany z namaszczeniem amerykański mit rzadko kiedy kończył się inaczej, niż kubłem lodowatej wody. Film Graya również przepowiada tragedię i to od pierwszej sekundy, w której na ekranie pojawia się cytat z Ajschylosa.
Kadr z filmu „Papierowy tygrys” (Fot. materiały prasowe)
Papierowy tygrys oznacza osobę, organizację lub instytucję pozornie silną i groźną, w rzeczywistości słabą i nieliczącą się w konkurencji z innymi. Tym właśnie pozorantem jest Gary Pearl. Szemrany dorobkiewicz, kompleksowy ogarniacz, który obnosi się w swoim prążkowanym garniturze. Robi wrażenie samochodem i posiłkami z luksusowej restauracji, które szef kuchni dowozi mu osobiście. Jego książka telefoniczna zawiera najbardziej wpływowe nazwiska w mieście. Taka persona wzbudza natychmiastowy podziw, jest uosobieniem amerykańskiego sukcesu. A zarazem jego oczywistą kompromitacją. Każdy, kto przyjrzy się Garemu nieco bardziej wnikliwie, zauważy, jak bardzo poci się pod ekskluzywną wełną, jak bardzo szuka poklasku, na który nie zasłużył. Że rozpaczliwe poszukiwania kolejnych biznesowych okazji nie mogą oznaczać finansowego bezpieczeństwa. W filmie Jamesa Graya filozofia natychmiastowego sukcesu zderza się z wartością uczciwej, ciężkiej pracy. Pozoranctwo z morderczą wspinaczką na szczyt. Niestety obie strony nie mają szans w labiryncie kapitalizmu.
Nie wiem, kto jest gorszy: wyrachowany Gary, czy Irwin, który kurczowo trzyma się naiwniactwa, żeby nie zderzyć się z prawdą. Krach, którego doświadczamy na ekranie dotyczy również wartości rodzinnych. Gary poświęca brata dla szybkiego zarobku. Irwin za cenę awansu społecznego zaprzedaje swoich bliskich. Chwila podziwu w oczach synów liczy się dla niego bardziej od ich bezpieczeństwa. Chora duma przeważa nad opinią (i zdrowym rozsądkiem) żony. Chociaż w Ameryce Ronalda Reagana trudno oczekiwać, by kobieta miała coś do powiedzenia, są tacy, którzy w i dzisiejszych czasach od partnerstwa wolą grę w Monopoly. Do kogucich, patriarchalnych przepychanek powracają redpillowcy, przy okazji zatruwając młodych chłopaków, swoich fanów, wizją bezwględnego sukcesu. Reżyser stawia diagnozę pędzącym za pieniądzem ejtisom, ale nie jest przy tym anachroniczny. Współcześnie też wszędzie pełno papierowych tygrysów, zwłaszcza w social mediach.
Premierowe pokazy filmu „Papierowy tygrys” odbędą się na festiwalu TAURON Nowe Horyzonty w dniach 23 lipca - 2 sierpnia.