1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. „Dziki, dziki wschód” wbija w fotel. Jan Holoubek nakręcił mroczny thriller o Holokauście, po którym wychodzi się z kina w ciszy

„Dziki, dziki wschód” wbija w fotel. Jan Holoubek nakręcił mroczny thriller o Holokauście, po którym wychodzi się z kina w ciszy

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Jan Holoubek bierze na warsztat Holokaust, ale zamiast kolejnego wojennego dramatu serwuje nam mroczny thriller z domieszką westernu – brutalny i niepokojący. „Dziki, dziki wschód” to zatem mocna i bezkompromisowa opowieść o chciwości, przemocy i walce o przetrwanie, po której trudno dojść do siebie.

Jan Holoubek po raz kolejny serwuje nam historię opartą na napięciu i moralnej niejednoznaczności, opowiedzianą z rozmachem i emocjonalną głębią. „Dziki, dziki wschód” to bowiem mroczny thriller osadzony w realiach II wojny światowej; opowieść o ludziach uwikłanych w dramatyczne wybory, gdzie stawką jest życie, a każda decyzja niesie realne konsekwencje oraz klasyczne studium świata w kryzysie, gdzie nikt nie jest tym, kim się wydaje i nikomu nie można ufać. To także ponure kino o horrorze Holokaustu oraz najgorszym bestialstwie, jakiego ludzie mogą dopuścić się wobec siebie nawzajem.

Czytaj także: Jan Holoubek: „Rajcuje mnie opowiadanie historii”

Akcja filmu rozgrywa się zimą 1943 r. Do sennego miasteczka na wschodzie Polski przybywa Martin Wolff (Itay Tiran), tajemniczy urzędnik z Berlina. Pilnie strzeże powodów swojej wizyty, ale w końcu okazuje się, że jego zadaniem jest inwentaryzacja porzuconego majątku Żydów. Pojawienie się przybysza szybko burzy więc spokój mieszkańców żyjących pod jarzmem nazistowskiej opresji, w tym samozwańczego zarządcę wsi, który po cichu prowadzi swoje nielegalne interesy, oraz budzi wątpliwości niemieckich żołnierzy pełniących tam służbę. Atmosfera nieufności i zagrożenia narasta. Każdy ma swoje sekrety, a pogłoski o zaginionym złocie sprawiają, że granica między prawdą a kłamstwem zaczyna się zacierać.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Na Dzikim Wschodzie nie ma sprawiedliwości. Holoubek nakręcił mroczny thriller o Holokauście

„Dziki, dziki wschód” powstawał długo. Jan Holoubek po raz pierwszy przeczytał scenariusz Aleksandry Takuskiej 13 lat temu i od razu zapragnął go zrealizować. Myślał nawet, że będzie to jego debiut. Ostatecznie na plan produkcji wszedł jako reżyser z dużym doświadczeniem (miał już na swoim koncie dwa filmy i kilka seriali), który dobrze wie, jak zrealizować swoją wizję. Efekt jest więc porażający. „Dziki, dziki wschód” nie przypomina jednak klasycznego polskiego kina rozgrywającego się w czasach okupacji, a do tematu II wojny światowej podchodzi dość nieszablonowo, osadzając w jej realiach fikcyjną historię w konwencji thrillera, oraz dorzucając do wątków niemieckich, polskich i żydowskich także motyw ukraiński. Holoubek świadomie przełamuje natomiast granice gatunku, aby opowiedzieć o ponurym i nieprzyjaznym świecie pełnym zła, w którym ekstremalne okoliczności zmuszają ludzi do przekraczania kolejnych granic. Podczas seansu widzom towarzyszy więc ciągłe i niemalże namacalne poczucie niepokoju.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Pełen tajemnic i intryg thriller miesza się tu zatem z elementami kryminału noir, kina akcji, ale przede wszystkim westernu, co przejawia się zarówno w fabule, jak i scenerii. Mamy bowiem tajemniczego przybysza, który pojawia się w małym miasteczku, aby zaprowadzić w nim porządek, ale od razu ściera się z lokalnym „szeryfem”, który nie jest do końca uczciwy. Na ekranie widzimy też szerokie, puste ulice i niebezpieczne zaułki, a twórcy stopniowo wprowadzają różnego rodzaju zwroty akcji. W przeciwieństwie do klasycznych westernów nie ma tu jednak postaci gotowych do poświęceń i heroizmu. Są za to przerażeni ludzie, którzy zrobią dosłownie wszystko, aby przeżyć. Kolejne wydarzenia rozgrywają się natomiast na tle doszczętnie zdewastowanej wioski pełnej gruzów i pozostałości dawnych zabudowań, co tworzy naprawdę uderzający obraz (wielkie brawa za imponujące, skąpane w niebiesko-szaro-brązowych barwach zdjęcia Bartka Kaczmarka).

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Największą siłą filmu jest jednak główny bohater, którego od początku otacza aura tajemniczości. Występujący w tej roli izraelski aktor (doskonały casting) tworzy mocną i niezwykle intensywną kreację, nadając swojej postaci niebywałej głębi. Równie ciekawie prezentują się też mieszkańcy wsi: administrator odpowiedzialny za utrzymanie domów deportowanych Żydów (Robert Więckiewicz); jego wiecznie rozmyślająca nad losem syna, który wyjechał na front żona (Magdalena Różczka), a także poczciwe małżeństwo Kulisiów (Piotr Trojan, Joanna Kulig), które planuje otworzyć w miasteczku sklep. Poza tym Wolff, chociaż stara się nie wychylać, zwraca na siebie uwagę kilku innych osób. Wśród nich są m.in. oficer SS, który próbuje go wciągnąć w pełne napięcia rozmowy o sztuce żydowskiej; trzech zbirów pracujących w nielegalnej gorzelni; rosły ukraiński bandyta i młody karczmarz, który spędza dni szkicując komiks o Holokauście.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Każda interakcja między bohaterami przypomina natomiast grę w sapera, w której każdy musi zachować ostrożność. Szczególnie widoczne jest to w scenach pomiędzy Wolffem, a podejrzliwymi miejscowymi oficerami SS, którzy postrzegają jego przyjazd jako naruszenie ich jurysdykcji. Paranoja, jaka ogarnia Niemców, to jednak nic w porównaniu ze strachem zasianym wśród mieszkańców wsi, w której działają również różne ruchy polskiego, żydowskiego i ukraińskiego oporu, stojące w jawnej opozycji wobec najeźdźców. Każdy walczy bowiem o ukryte złoto dla własnej sprawy i absolutnie każdy ma coś na sumieniu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Scenariusz jednocześnie wzbudza nasze podejrzenia wobec Wolffa. Kto go przysłał i skąd wie o ukrytym złocie? Odpowiedź przychodzi w swoim czasie. Po rozwikłaniu zagadki, intrygująco mroczny western w stylu najlepszych produkcji Sergia Leone powraca do konwencji thrillera, akcja przyspiesza, a wszystko to prowadzi do wstrząsającego finału, który można odczytać jako dosłowną podróż przez Holokaust oraz przypomnienie jak mało znaczy chciwość wobec życia miliona uwikłanych w chaos wojny istnień. Zaczyna się więc mocno, ale kończy jeszcze mocniej – tak, że z kina wychodzi się w ciszy i poruszeniu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Filmy o II wojnie światowej, które warto obejrzeć. 10 dobrych propozycji

„Dziki, dziki wschód” to zatem najbardziej dojrzałe dzieło reżysera – angażująca historia, która wręcz boli i zostawia w absolutnym osłupieniu. Twórcy nie stawiają jednak na tanie szokowanie, a emocje, które rezonują z widzem – i właśnie dlatego obraz ten uderza znacznie mocniej niż kolejny film, który jedynie odtwarza znane wszystkim wydarzenia. Okazuje się więc, że o II wojnie światowej można jeszcze opowiadać w kinie inaczej, a jednocześnie przekazywać pewną prawdę o teraźniejszości – w końcu to również film niepokojąco aktualny, który mówi nie tylko o tym, co było, ale też o tym, co może wydarzyć się znowu.

„Dziki, dziki wschód” trafi na ekrany kin 8 stycznia 2027 r. Film w reżyserii Jana Holoubka bierze udział w Konkursie Głównym 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE