Marta Waszkiewicz - Ten serial to nowi „Bridgertonowie” dla kobiet, które nie chcą wybierać między miłością a niezależnością. W topce Netflixa wyżej jest już tylko „1670”
00:00
08:07
Chociaż nowy australijski serial Netflixa przenosi nas do początku XX w., zaskakująco dobrze rozumie dylematy współczesnych młodych kobiet. Nic więc dziwnego, że produkcja błyskawicznie znalazła pokaźne grono wiernych widzów i widzek (obecnie zajmuje również 2. miejsce wśród najchętniej oglądanych seriali Netflixa w Polsce, ustępując tylko „1670”). Jeśli lubicie więc „Bridgertonów” czy „Łowczynie”, jest spora szansa, że ten tytuł również trafi na waszą listę ulubionych.
Chociaż nowy serial Netflixa jest adaptacją wydanej w 1901 r. powieści autorstwa Miles Franklin – jednego z klasycznych tekstów australijskiej literatury – jego główna bohaterka jest bardziej nowoczesna niż mogłoby się wydawać.
Akcja rozgrywa się w Australii na początku XX w. Sybylla Melvyn jest młodą kobietą, która zdecydowanie nie pasuje do swojej epoki, w której przyszłość dziewczyny najczęściej sprowadza się do znalezienia odpowiedniego męża. Dziewczyna ma bowiem zupełnie inny plan na życie: chce zostać pisarką. Jest impulsywna, inteligentna, pełna energii i braku szacunku dla konwenansów. Jeździ konno, obserwuje świat, zapisuje swoje spostrzeżenia w dzienniku i marzy o niezależności. Problem w tym, że jej rodzina ma „na nią” zupełnie inny pomysł: małżeństwo z odpowiednio zamożnym mężczyzną, które zapewniłoby jej bezpieczeństwo, a przy okazji poprawiło sytuację całej rodziny.
Czytaj także: Ten niepozorny serial to nowa obsesja fanów powieści Jane Austen. „Pogodny i czuły. »Bridgertonowie« mogą się schować”
(Fot. materiały prasowe)
Kiedy więc babka Sybylli zaprasza ją do swojej posiadłości, propozycja wydaje się kusząca – wygodne życie mogłoby przecież oznaczać także więcej czasu na pisanie. Sybylla stawia jednak warunek: żadnego ślubu. A babcia? Szybko okazuje się, że ma ona wobec niej o wiele poważniejsze plany. Chce „wypolerować” niepokorną wnuczkę i przygotować ją do wejścia w towarzystwo – najlepiej tak, aby znalazła odpowiedniego męża. Kandydatów nie brakuje. Jest m.in. Frank, przebywający na urlopie naukowym brygadzista. Sybylla zwraca jednak uwagę na kogoś zupełnie innego – Harry’ego, mieszkańca sąsiedniej farmy. Kiedy go poznaje, jej dotąd prosty wybór zaczyna się komplikować. Bo co zrobić, kiedy dziewczyna, która za wszelką cenę chce być niezależna, nagle się zakochuje?
Czytaj także: Nadciąga nowa wersja „Rozważnej i romantycznej”. Pierwsze zdjęcia właśnie trafiły do sieci
(Fot. materiały prasowe)
„Moja wspaniała kariera” nie jest przede wszystkim kolejnym typowym serialem kostiumowym. Owszem, mamy tu bale, suknie, piękne posiadłości, aranżowane małżeństwa i romantyczne napięcia, ale jest też kobieta, która musi zdecydować, jak chce przeżyć swoje życie. Brzmi znajomo? No pewnie, tyle że tym razem zamiast angielskiej prowincji dostajemy Australię przełomu wieków, a zamiast grzecznej heroiny – Sybyllę, której ambicje wykraczają daleko poza ramy wyznaczone jej przez pochodzenie.
(Fot. materiały prasowe)
To połączenie klasycznego kostiumowego romansu z energią współczesnego coming-of-age działa jednak zaskakująco dobrze. Twórczyni Liz Doran zachowuje bowiem trzon historii, ale pozwala sobie na bardziej współczesny język i perspektywę. Co więcej, w serialu pojawiają się też wątki dotyczące nierówności, kolonializmu, rasizmu i seksualności. Nazwanie produkcji „Australijską Jane Austen” będzie zatem całkiem trafnym określeniem.
Czytaj także: Jane Austen – ekranizacje powieści. Najlepsze filmy na podstawie książek autorki
(Fot. materiały prasowe)
Wcielająca się w rolę główną Philippa Northeast ma w sobie dokładnie tę mieszankę zadziorności, inteligencji i psotnej radości, co jej postać. Sybylla nie jest więc kolejną idealną bohaterką, która wygłasza współczesne feministyczne hasła w kostiumowym dramacie. Jest impulsywna, czasem irytująca, często egoistyczna, ale dzięki temu – prawdziwa.
(Fot. materiały prasowe)
Wie, czego chce (żyć na własnych zasadach) i czego definitywnie nie chce (życia pod dyktando innych), choć sama dopiero uczy się, ile może kosztować niezależność. To stanowi zresztą jeden z najciekawszych aspektów serialu: Sybylla nie walczy z małżeństwem dlatego, że miłość jest dla niej czymś bezwartościowym. Przeciwnie. Kiedy pojawia się uczucie, sytuacja robi się znacznie trudniejsza. Pytanie nie brzmi już: „małżeństwo czy kariera?”, ale raczej: czy można kochać i jednocześnie nie zrezygnować z siebie?
(Fot. materiały prasowe)
Wszyscy porównują go do „Bridgertonów”. W tym nowym serialu Netflixa chodzi jednak o coś więcej niż romanse i piękne suknie
„Moja wspaniała kariera” ma jednak jeszcze jedną ważną zaletę: nie grzęźnie w długich rozmowach o konwenansach, tylko szybko przechodzi do działania. Mamy tu więc konflikty rodzinne, oczekiwania, piękne plenery, dopracowane zdjęcia i zjawiskowe kostiumy, a między bohaterami wyraźnie iskrzy. Co więcej, twórcy nie boją się też współczesnych muzycznych wstawek (w soundtracku wykorzystano m.in. utwór Roda Stewarta z 1981 r.).
Czytaj także: Marzysz o panu Darcym? Ten test pokaże, który mężczyzna z powieści Jane Austen jest najbliższy twojemu ideałowi
(Fot. materiały prasowe)
Ale uwaga: nie są to kolejni „Bridgertonowie”. Nowy serial ma bowiem zdecydowanie więcej uroku i charakteru niż skandalicznego tonu czy erotycznej sensacji. „Łowczynie” czy „Pozłacany wiek” są tu zdecydowanie lepszym punktem odniesienia – zwłaszcza jeśli szukasz opowieści o kobietach próbujących wynegocjować dla siebie odrobinę wolności w świecie, który chętnie zrobiłby to za nie. Warto też pamiętać, że nie jest to pierwsza ekranizacja powieści Franklin (w 1979 r. powstał głośny film z Judy Davis i Samem Neillem). Nowa wersja nie próbuje jednak kopiować tamtej produkcji – raczej bierze klasyczną historię i przepuszcza ją przez wrażliwość współczesnej widowni.
Czytaj także: Czekasz na nowych „Bridgertonów”? Te seriale warto zobaczyć przed premierą kolejnego sezonu
(Fot. materiały prasowe)
Pierwsze reakcje widzów? Wyjątkowo pozytywne. W komentarzach powtarzają się opinie, że serial jest przyjemny w odbiorze, wciągający i nie nudzi. Jedna z osób określiła go jako „wesołe, wakacyjne kino”, które można obejrzeć niemal za jednym zamachem. Widzowie zwracają uwagę również na spektakularne zdjęcia, solidny scenariusz i fenomenalną muzykę, która sprawia, że serial łatwo porównać do hitowych „Bridgertonów”, a także podkreślają, że historia wciąga już od pierwszego odcinka.
Czytaj także: 5. sezon „Bridgertonów” ukaże się szybciej, niż myśleliśmy. Netflix zaskoczył datą premiery
(Fot. materiały prasowe)
To zatem serial stworzony dla tych, którzy lubią kino kostiumowe i romanse rozgrywające się w luksusowych posiadłościach, ale niekoniecznie historie o dziewczynie czekającej na księcia. Sybylla chce bowiem czegoś więcej. Chce własnego życia, własnego głosu i własnej historii. A że po drodze może się zakochać? Cóż, nawet najbardziej niezależna bohaterka nie zawsze jest w stanie zapanować nad swoimi uczuciami.
„Moja wspaniała kariera” liczy sobie sześć odcinków i jest dostępna na Netflixie.