Każde lato ma swoje sneakersy. Było lato Samby, lato Speedcata – teraz nadszedł czas Nike Moon Shoe. Niskoprofilowy sneaker o waflowej podeszwie, który po raz pierwszy pojawił się na rynku w latach 70., przeżywa swój wielki powrót i właśnie podbił szafy najmodniejszych kobiet na świecie.
Zanim jednak trafił na ich nogi, przeszedł dość niezwykłą drogę: z kuchennego blatu przez olimpijską bieżnię aż po wybiegi haute couture. Bill Bowerman, współzałożyciel Nike, dostał od żony w prezencie ślubnym gofrownicę – i postanowił wlać do niego płynną gumę. Nie po to, żeby zrobić śniadanie; szukał podeszwy, która da biegaczkom i biegaczom lepszą przyczepność na bieżni, nie obciążając przy tym butów. Po wielu próbach (i niejednej zniszczonej formie) udało się: powstała charakterystyczna, kwadratowa, wzorzysta podeszwa, która w historii Nike zmieniła wszystko.
Buty z tą właśnie podeszwą po raz pierwszy założyli sportowcy podczas olimpijskich eliminacji w 1972 roku. Ślad, jaki zostawiały na bieżni i szutrowych ścieżkach – kratery układające się w regularny wzór – od razu skojarzył się obserwatorom z powierzchnią Księżyca. Tak narodziła się nazwa: Moon Shoe. Trzy lata później, w 1975 roku, na bazie tego samego projektu podeszwy, Nike wypuściło Waffle Trainer – swój pierwszy prawdziwy hit sprzedażowy. Marka, która dopiero raczkowała na rynku, stała się dzięki niemu liczącym się graczem w branży obuwniczej.
Gdyby nie Simon Porte Jacquemus, Nike Moon Shoe mógłby pozostać ciekawostką dla kolekcjonerów
Zanim Moon Shoe stał się hitem lata 2026, zdążył przejść do historii jako najdrożej sprzedana para sneakersów na świecie. W 2019 roku na aukcji Sotheby's para oryginalnych butów trafiła w ręce kanadyjskiego inwestora Milesa Nadala za 437 500 dolarów. Rekord ten pobito od tamtej pory kilkukrotnie – między innymi przez buty noszone przez Michaela Jordana i prototyp Nike Air Yeezy – ale ugruntowało to legendę Moon Shoe jako obiektu pożądania kolekcjonerów na całym świecie.
Nike Moon Shoe, 429,99 zł (mat. prasowe)
I być może tak by się skończyła ich historia, gdyby francuski projektant nie postanowił tchnąć w nie nowe życie po tym, jak trafił na oryginalne prototypy podczas wizyty w archiwum Nike. Wersja Jacquemusa, która zadebiutowała na pokazie wiosna-lato 2025, różni się od oryginału w kilku ważnych detalach: jest nieco bardziej płaska, lżejsza, wykonana z nylonu, a jej podeszwa pochodzi z linii Nike Grind (produkowanej z recyklingowanej gumy). Całość jest też wyraźnie bardziej balerino-podobna, niemal delikatna – co doskonale wpisuje się w aktualny trend na subtelne, kobiece sneakersy. Do tego oczywiście logo Jacquemusa zamiast standardowego Swoosh.
Ta współpraca rozgrzała apetyt na oryginał. Gdy Nike wypuściło własną, nieco bardziej przystępną cenowo (i pozbawioną designerskiego logo) wersję modelu na początku 2026 roku, świat mody był już gotowy powitać je w swoich garderobach z otwartymi ramionami.
Lista fanek smukłego modelu rośnie z każdym tygodniem: Rihanna, Dua Lipa, Lisa z BLACKPINK... trudno o lepsze ambasadorki. Co ironiczne, Moon Shoe nie potrzebuje intensywnej kampanii reklamowej: po prostu pojawia się na nogach odpowiednich osób w odpowiednim momencie. Moja rada? Zamówcie swoją parę już teraz, zanim powtórzy się sambowe szaleństwo.