1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Złość, lęk, smutek i zazdrość nie są twoimi wrogami. Psycholożka tłumaczy, jak sprawić, by nieprzyjemne emocje mobilizowały

Złość, lęk, smutek i zazdrość nie są twoimi wrogami. Psycholożka tłumaczy, jak sprawić, by nieprzyjemne emocje mobilizowały

(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
Kto lubi być smutny, zły, mieć poczucie winy czy czuć zazdrość? Chyba nikt nie odpowie twierdząco na to pytanie. Ale to nie oznacza, że powinniśmy wypierać te odczucia albo jak najszybciej się ich pozbywać. Może się bowiem okazać, że dadzą nam motywację do tego, by coś trwale zmienić. Jak wykorzystać je w słusznej sprawie?

Spis treści:

  1. Emocje nieprzyjemne, a nie negatywne
  2. Nieprzyjemne emocje: jak sprawić, by nam służyły?
  3. Złość: emocja silnie motywująca
  4. Smutek: pozwala się zatrzymać
  5. Lęk: w umiarkowanej dawce działa mobilizująco
  6. Zazdrość, wstyd i poczucie winy: o czym mówią?
  7. Nieprzyjemne emocje: zmień perspektywę

Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 05/2026

Jak często, gdy przeżywasz jakąś trudną emocję, masz ochotę siebie za nią skarcić? Ja notorycznie. Chciałabym zachować spokój w sytuacji, gdy wszystko we mnie buzuje. Po prostu tego nie czuć, a zamiast tego z dystansu oceniać sytuację i z klasą – czytaj: chłodno – reagować na bodziec, który ją wywołał. Tylko czy to na pewno właściwa droga? Zastanawiam się nad tym od dawna, a moje wątpliwości pogłębiła dodatkowo lektura książki „Czuję więc jestem. Jak rozumieć i regulować emocje” psycholożki Haliny Piaseckiej. Zwłaszcza że w jednym z rozdziałów przeczytałam wprost, jak trudne emocje, takie jak złość, smutek czy lęk, mogą być narzędziem prowadzącym do lepszego życia, niezwykle skutecznym motywatorem pchającym nas do zmiany.

Emocje nieprzyjemne, a nie negatywne

Na początek nomenklatura.

Emocje to wewnętrzne systemy ostrzegawcze i motywacyjne, które łączą procesy psychiczne z fizjologicznymi, pomagając nam reagować w ważnych chwilach. Dlatego nowoczesna psychologia odchodzi od stygmatyzującego określenia „emocje negatywne” na rzecz „emocji nieprzyjemnych”, podkreślając, że każda z nich, nawet ta najtrudniejsza, niesie ze sobą informację o naszych potrzebach i wartościach.

Wiele osób, które przychodzą do mnie na warsztaty z zarządzania stresem albo odporności emocjonalnej, stresuje się z tego powodu, że się stresują – opowiada Halina Piasecka, z którą umawiam się na rozmowę. – Irytują się, że odczuwają emocje powszechnie uznawane za negatywne, na przykład lęk, i oczekują od siebie zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji. Chcą, żeby wszystko po nich spływało. Ale nie tędy droga – uprzedza moja rozmówczyni, która przekonuje w swojej książce, że to właśnie te nieprzyjemne emocje mają największy potencjał transformujący i mogą stać się dla nas silną motywacją do rozwoju i lepszego życia. Dobrze jest je czuć!

Złość, smutek, lęk czy wstyd nie powstały po to, by utrudniać nam funkcjonowanie.

Portugalski profesor neurologii behawioralnej Antonio Damasio twierdzi wprost, że emocje pomagają nam podejmować decyzje. Wskazuje na „błąd Kartezjusza” i dowodzi, że oddzielenie rozumu od emocji jest niemożliwe, gdyż to właśnie stany fizjologiczne, zwane markerami somatycznymi, są fundamentem procesu podejmowania decyzji. Bez ich udziału nasz umysł prowadziłby niekończące się analizy. Dopiero pojawienie się emocji pozwala odzyskać sprawczość, wybrać kierunek i ruszyć do akcji.

– Nieprzyjemne emocje są kompasem – dodaje ekspertka. – Wielu moich klientów tkwi bardzo długo w niekomfortowej dla nich sytuacji, bez końca ją analizując. I dopiero pojawienie się silnej emocji – frustracji czy złości – pozwala im ruszyć do przodu po rzeczy, których pragną.

Jeżeli więc chcemy prowadzić głębokie, dobre, świadome życie, zamiast odsuwać od siebie nieprzyjemne emocje, powinniśmy nauczyć się z nimi funkcjonować. Jednocześnie nie chodzi o to, by dać się im ponieść, tylko raczej by być z nimi na fali, w poczuciu, że choć nie są idealnym stanem, to jednocześnie tylko nieprzyjemnym, a nie niepożądanym czy złym. Takie „ujarzmione” emocje stają się naszym sprzymierzeńcem, motywatorem i iskrą do zmiany.

Nieprzyjemne emocje: jak sprawić, by nam służyły?

Jak sprawić, by nieprzyjemne emocje służyły nam, zamiast nas pochłaniać? Może nam pomóc ustawienie ich odczuwania na skali od 1 do 10. W momencie, gdy jesteśmy na poziomie 9 czy 10, emocja przejmuje stery – reagujemy impulsywnie, działamy szybko, a do tego często w sposób, którego później żałujemy. To właśnie wtedy najłatwiej powiedzieć o jedno słowo za dużo, zrobić coś nie tak albo podjąć niekorzystną decyzję pod wpływem chwili.

Autorka książki „Czuję, więc jestem” podpowiada, że najlepiej jest się wtedy zatrzymać. – Pozwólmy emocji opaść do poziomu 3. Kiedy jej intensywność maleje, ale nadal ją czujemy, mamy do niej dostęp z większego dystansu. Nie znika, jednak przestaje nami rządzić. Dopiero w tym stanie możliwe jest świadome działanie – takie, które uwzględnia emocję, ale nie jest przez nią zdominowane. To właśnie moment, w którym możemy zdecydować, co chcemy zrobić dalej i jak się zachować, zamiast reagować automatycznie – tłumaczy. A jeśli chcemy, by nieprzyjemne emocje nam służyły, warto się dowiedzieć, jakim potencjałem dysponuje każda z nich.

Złość: emocja silnie motywująca

Jedną z najbardziej motywujących emocji jest złość. Mimo to wiele osób ma do niej utrudniony dostęp. Często wynika to z wychowania, przekonań i obrazu siebie, bo przecież „złościć się nie wypada”. W efekcie złość, która, jak przekonuje Halina Piasecka, może być iskrą do działania, jest przez nas blokowana lub wypierana.

Boimy się, że gdy sobie na nią pozwolimy, stanie się coś złego, stracimy kontrolę, zrobimy komuś krzywdę. Tymczasem to, że czujemy złość, nie oznacza, że mamy zachowywać się agresywnie. Przeciwnie, warto ją wykorzystać konstruktywnie. Tak naprawdę złość jest silnym sygnałem o przekroczeniu naszych granic lub naruszeniu wyznawanych przez nas wartości. Ma funkcję mobilizującą i ochronną – podnosi energię do działania i zwiększa poczucie wpływu. Często to właśnie ona jest początkiem decyzji o zmianie pracy, zakończeniu relacji czy postawieniu granic. Może pomóc nam działać tam, gdzie rzeczywiście mamy wpływ. Jej ognista energia może stać się paliwem do walki o ważne dla nas sprawy. Osoba, która się konstruktywnie zezłości, jest nie do zatrzymania.

Smutek: pozwala się zatrzymać

Nienajlepszy piar ma także smutek. Wielu się go obawia, a gdy się pojawi, natychmiast próbuje go przegonić. „Uśmiechnij się” – mówimy niemal z automatu do osoby, która jest smutna.

Tymczasem smutek jest tym stanem, który pozwala się zatrzymać. Jest niezbędny, by przepracować stratę, rozczarowanie czy niespełnienie. Daje nam pole do refleksji, każe zastanowić się nad tym, co jest dla nas ważne, gdzie chcemy iść, czego potrzebujemy.

Choć często kojarzy się z obniżeniem energii, pozwala czasowo wycofać się z aktywnego działania, by przetworzyć trudne doświadczenia. Bez tego etapu trudno o prawdziwą zmianę w życiu. Oprócz tego smutek może mieć ważną rolę społeczną. O ile nie zamykamy się w sobie, motywuje nas do poszukiwania wsparcia i bliskości. Pomaga zacieśniać więzi, buduje poczucie wspólnoty. Sprawia, że w końcu odnajdujemy sens. Gdy zaprosimy go do swojego życia po doświadczeniu straty, pozwoli nam wyciągnąć z niej konstruktywne wnioski, zamiast ją bez końca rozpamiętywać. Dzięki niemu lepiej poznajemy nasze potrzeby i wartości. I paradoksalnie to właśnie dzięki świadomie przeżywanemu smutkowi budujemy w sobie odporność psychiczną na gorsze czasy.

Lęk: w umiarkowanej dawce działa mobilizująco

Swoje pozytywne działanie ma nawet tak nieprzyjemna emocja jak lęk. W umiarkowanej dawce działa mobilizująco – zwiększa czujność, poprawia koncentrację, pomaga lepiej poradzić sobie z wyzwaniem. Niepokój przed zbliżającym się dedlajnem może nas motywować do bardziej intensywnego wysiłku i lepszego przygotowania. Do tego lęk sygnalizuje, że sprawa ma dla nas znaczenie. Możemy się bać trudnej rozmowy, wystąpienia czy zmiany właśnie dlatego, że nam zależy. Ta emocja chroni nas też przed brawurą. Wymusza przemyślane działanie – takie, które będzie dla nas bezpieczne. To, co ważne, to nie dać się lękowi sparaliżować, a świadomie nim zarządzać. Jeśli na przykład wykorzystamy techniki relaksacyjne przed ważnym wystąpieniem, będziemy w stanie świetnie wypaść mimo odczuwanego dyskomfortu.

– Człowiek regulujący swoje emocje to człowiek, który działa mimo lęku, bo coś jest dla niego ważne, a nie człowiek, który tego lęku nie odczuwa – podkreśla ekspertka.

Zazdrość, wstyd i poczucie winy: o czym mówią?

– Jedną z najbardziej wstydliwych emocji jest zazdrość. Zwłaszcza osoby empatyczne potrafią sobie wyrzucać, że ją odczuwają – mówi Halina Piasecka.

A przecież zazdrość po prostu pokazuje nam coś, czego jeszcze nie mamy albo sobie na to nie pozwalamy, a bardzo tego pragniemy. Możemy zazdrościć komuś odwagi, bo sami jej potrzebujemy, partnera, bo marzymy o bliskości, zadbanego wyglądu, bo nie mamy czasu zatroszczyć się o siebie.

Gdy ją czujemy, zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy, o co jej chodzi. W momencie, gdy uświadomimy sobie nasze potrzeby, możemy przejść do ich zaspokojenia. O ile nie będzie nam służyła do destrukcyjnego porównywania się, tylko do konstruktywnego „ja też tak chcę”, zazdrość przestaje być trucizną, a staje się inspiracją. To komunikat, głos naszych pragnień, wezwanie do działania.

Z kolei wstyd należy do emocji najbardziej obciążających, bo dotyczy nie zachowania, ale tożsamości – pojawia się, gdy nie spełnimy własnych standardów czy oczekiwań społecznych.

– Może łatwo doprowadzić do wycofania i spadku poczucia własnej wartości. Ale znowu – problemem nie jest to, jak go odczuwamy, tylko co z nim zrobimy – zwraca uwagę autorka książki. Choć wstyd bywa przytłaczający, może też stać się silnym impulsem do autorefleksji i rozwoju osobistego. Jeśli odczuwamy go po popełnieniu błędu, może nas skłonić do głębokiego przemyślenia sytuacji i wyciągnięcia konstruktywnych wniosków na przyszłość. Wstyd kształtuje naszą moralność i pozwala lepiej zrozumieć innych ludzi, którzy znaleźli się w podobnie trudnym położeniu.

Jak wykorzystać go jako motywator? Poprzez autoempatię. Zamiast biczować się za błędy, przeanalizujmy z życzliwością do siebie, co warto zmienić w swoim zachowaniu, i wprowadźmy to w życie. Wstyd to nasza przypominajka o tym, co jeszcze możemy zrobić, by stać się lepszymi ludźmi.

– I pamiętajmy, że wstyd rośnie w ciszy. Słabnie, kiedy mówimy o jego przyczynach z kimś życzliwym – puentuje Halina Piasecka.

O poczuciu winy mówi się, że jest destrukcyjne i przez to wielu ludzi próbuje się go wyzbyć. Tymczasem poczucie winy jest sygnałem: zrobiliśmy coś nie tak. Ktoś przez nas cierpi, komuś zaszkodziliśmy. Tym samym poczucie winy może być bardzo konstruktywne – dzięki niemu naprawiamy relację, przepraszamy, wyciągamy wnioski. Motywuje nas do przyznania się do błędu i zadośćuczynienia. A to nie tylko sprawia, że pokrzywdzonym przez nas osobom jest lepiej, ale też obniża nasze napięcie. Dzięki poczuciu winy działamy w zgodzie z własnym sumieniem. Jest jak kompas moralny, dzięki któremu wracamy na drogę zgodną z naszymi wartościami, nawet jeśli chwilowo z niej zboczyliśmy.

Nieprzyjemne emocje: zmień perspektywę

Halina Piasecka: Na moich warsztatach prosiłam uczestników o dokończenie zdania: „Lubię stres, bo…”. Większość odpowiadała, że to niewykonalne. Tymczasem stres jest naturalną częścią życia. Możemy traktować go jak chorobę, z którą należy walczyć, lub wykorzystać jako paliwo. Lubię powoływać się na wypowiedź TED Talk Kelly McGonigal, psycholożki zdrowia z Uniwersytetu Stanforda. Przywołuje w niej badania pokazujące, że osoby, które widzą w stresie wyłącznie zagrożenie, częściej doświadczają jego negatywnych skutków zdrowotnych. Natomiast te, które traktują go jako coś naturalnego i mobilizującego, radzą sobie lepiej. Kluczowe znaczenie ma interpretacja. Przyspieszone bicie serca, napięcie, ścisk w żołądku często odbieramy jako sygnał zagrożenia, a można potraktować je inaczej: jako mobilizację organizmu, który właśnie przygotowuje nas do działania i podpowiada, że coś jest dla nas ważne. Stres bywa najlepszym motywatorem – pomaga się skupić, domknąć zadania przed dedlajnem. Nie chodzi o to, by zniknął, tylko by przestał nas paraliżować. W umiarkowanej dawce może nas wspierać – pod warunkiem że przestaniemy traktować go jak wroga.

Czuję, więc jestem

Czuję, więc jestem

Halina Piasecka Polecamy

Halina Piasecka, psycholożka i trenerka biznesowa z ponad 20-letnim doświadczeniem. Pracuje z klientami indywidualnymi i organizacjami. Jest autorką książki „Czuję, więc jestem”; halinapiasecka.com

Share on Facebook Send on Messenger Share by email