Jak pogodzić miłość i pieniądze w związku?

W dobrej relacji jest jeden wspólny "kociołek", do którego każdy wrzuca to, co ma, i z którego wspólnie się czerpie. Nie tylko pieniądze". (fot. iStock)

Kochać? Niełatwo! Zarobić? Też trudno. Ale prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy przychodzi pogodzić dwie tak różne kwestie jak uczucia i finanse.

Zosia samosia

Matylda, 33-letnia specjalistka do spraw sprzedaży, zdobywała kolejne szczeble zawodowej kariery. Nie spieszyła się z zamążpójściem, do czasu, aż poznała Romka, komplementującego ją od stóp do głów. Bez wahania przeprowadził się dla niej do Warszawy ze swojego rodzinnego Wrocławia i zaczął szukać pracy. Niestety, jedyne propozycje, jakie otrzymywał, dotyczyły dorywczych zleceń. W efekcie całe utrzymanie rodziny – bo w międzyczasie zostali rodzicami – spoczywało na barkach Matyldy. Zaczęła się zastanawiać, czy wierzyć w kolejne fantastyczne projekty ukochanego, które „ruszą za chwilę”, czekać, aż się ogarnie, i nie rozbijać rodziny, czy przestać się oszukiwać i przyznać przed sobą, że wzięła na swoje barki coś w rodzaju garba, który nie chce się odczepić. Ma dosyć płacenia wszystkich rachunków i chciałaby, by Romek choć raz zabrał ją na wakacje za swoje pieniądze. Kwiaty też kupuje sobie sama… Bo Romek, ponaglany przez Matyldę, by znalazł sobie wreszcie pracę, z zachwyconego nią romantyka zmienił się w nieprzyjaznego frustrata.

Joanna Boj, psycholog i psychoterapeutka: Nadal jesteśmy niewolnikami pewnych społecznych wzorców – kobieta może pracować lub nie, o ile pozwalają na to warunki. Mężczyzna, który nie pracuje, traci swoją opiekuńczą rolę wobec rodziny. Ciekawa jestem, czy Matylda i Romek byliby skłonni odwrócić tradycyjne role, pod warunkiem że on objąłby w pełni obowiązki domowe. W końcu – patrząc obiektywnie – sytuacja na rynku pracy jest trudna, więc zamiast się frustrować, może lepiej się dogadać. Mam wrażenie, że oboje od początku osadzili się w związku w komplementarnych rolach. Ona silna i niezależna, on w nią wpatrzony. Matylda nie miała w sobie psychologicznie miejsca na pobycie tą, która też potrzebuje opieki. Wiele mogłoby się zmienić, gdyby w końcu Romek znalazł pracę – cała dynamika relacji musiałaby się przekształcić. A że Romek denerwuje się, gdy jest ponaglany… najprawdopodobniej ma tendencje do uciekania przed problemem. Niemożność finansowego utrzymania rodziny może być postrzegana w kategorii porażki (znów wzorce społeczne). Niektórzy mężczyźni wolą nie mierzyć się z tym tematem, szczególnie gdy jest im całkiem wygodnie.

Nierozważna i romantyczna

Mówienie o pieniądzach wielu osobom wydaje się mało romantyczne. Barbara, 43-letnia mama i gospodyni domowa, także sobie tym głowy nie zaprzątała – dla niej było oczywiste, że na randkach płaci mężczyzna, do niego też należy sfinansowanie wspólnych wyjazdów, nie mówiąc już o wzięciu kredytu na mieszkanie czy zakup samochodu. Jej mąż Piotr w podobny sposób podchodził do społecznych ról mężczyzny i kobiety – Basia zajmowała się dziećmi i domem – i sprawiało jej to radość, a Piotr rozwijał własną firmę i spłacał kredyt za 80-metrowe mieszkanie w prestiżowej dzielnicy.

Niestety, pewnego dnia Piotr, wracając z podróży służbowej, wpadł w poślizg i nieprzytomny trafił do szpitala. Nie odzyskał świadomości przez wiele miesięcy i nagle okazało się, że Basia nic nie wie o domowych finansach. Nie ma dostępu do konta (mówiła Piotrowi, ile potrzebuje, i tyle dostawała), nie zna kodów PIN do kart męża, nie wie, ile wynosi rata za mieszkanie i czynsz. Nie mówiąc o tym, że ZUS zaczął ją zarzucać wezwaniami do zapłaty składek związanych z działalnością Piotra. Krążąc między domem i szpitalem, Barbara czuła się zupełnie bezradna – bez żadnego zawodowego doświadczenia, z coraz większymi długami.

Joanna Boj: Nieporuszanie w związku tematu finansów jest zamykaniem oczu na bardzo realny aspekt życia. Utrzymujemy się w przyjemnej iluzji, że skoro jest dobrze, to zawsze tak będzie. To trochę pozostawanie w pozycji dziecka, którym opiekuje się rodzic, czyli partner. Oddanie odpowiedzialności za swoje życie w ręce jednej osoby jest beztroską, która może wiele kosztować, jak w tej historii. Nie lubimy psuć sobie humoru myśleniem o przykrych sprawach czy snuć scenariuszy na temat tego, „a co gdyby jednak…”, szczególnie gdy wszystko dobrze się układa. Jednak do tej sytuacji doprowadziła nie tylko Barbara, ale także jej mąż – który nie zadbał o to, co będzie z jego rodziną, gdy mu się coś stanie. Wolał trzymać całą władzę związaną z finansami w swoich rękach.

Zależna niezależna

Agata, 30-letnia instruktorka fitness, związała się z partnerem sporo starszym, ale też sporo bogatszym, o już ustalonym statusie. Gdy Jurek zaproponował, by przestali już chodzić na schadzki i zamieszkali razem, Agata była w siódmym niebie. Nie chcąc jednak, by Jurek pomyślał, że związała się z nim dla pieniędzy, zaproponowała, że owszem, wprowadzi się do niego, ale będzie płaciła tak, jak za wynajem. Jurek przystał na propozycję Agaty, ale to był zaledwie początek ich finansowych rozliczeń. Nie bacząc na znacznie lepszą sytuację finansową Jurka, wszystkie koszty dzielili na pół – przez dwa tygodnie zakupy robiła Agata, przez dwa kolejne Jurek. Dopłacała do benzyny, gdy gdzieś razem jechali, współfinansowała egzotyczne wakacje. Przy czym praca, którą wykonywała na rzecz ich wspólnego gospodarstwa – a więc gotowanie, sprzątanie i pranie – pozostawała bezpłatna…

Po kilku latach, gdy jednak się rozstali, Agata została z niczym. Pieniędzmi, którymi płaciła Jurkowi za „wynajem”, mogłaby, gdyby je inaczej zagospodarowała, spłacać raty własnego mieszkania.

Joanna Boj: Gdy słyszę, że partner drugiemu partnerowi płaci tak jakby „za wynajem”, to włosy stają mi dęba – taka relacja przestaje być partnerska, a zaczyna być biznesowa. Nie wszystko da się zmierzyć, nie wszystko da się rozliczyć, nie mówiąc o tym, że płacenie po połowie, gdy jedno zarabia znacznie więcej od drugiego, jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Dlaczego Agata zgodziła się na taki układ? Cóż, posiadanie pieniędzy daje dużą przewagę psychologiczną, więc w pewnym sensie to ona była w pozycji kogoś, kto się dostosuje lub nie. Z pewnością bardzo zależało jej na tym związku, ale tak bardzo, że zapomniała o tym, że w dobrej relacji jest jeden wspólny „kociołek”, do którego każdy wrzuca to, co ma, i z którego wspólnie się czerpie, nie tylko pieniądze, ale i umiejętności, wsparcie emocjonalne, pomysły, czas. Nic dziwnego, że się rozstali.

Związek czy spółka?

Nam, kobietom, wydaje się, że gdy w grę wchodzą uczucia, nie wypada mówić o pieniądzach. Ale czy wtedy jest miejsce na partnerstwo? Nie chodzi o to, by wszystko dzielić po połowie, tylko by dzielić się tym, czego mamy więcej. W końcu związek to nie pole bitwy o wpływy, nie pokaz własnej niezależności ani też nie interes do zrobienia.

NAUKOWCY O PIENIĄDZACH W ZWIĄZKU

Podczas eksperymentu w 2011 roku psycholodzy z Brigham Young University badali kwestionariusze 1734 małżeństw z USA dotyczące jakości ich relacji. Jedno z pytań dotyczyło „ważności posiadania pieniędzy i wielu przedmiotów”.

Co się okazało? Pary twierdzące, że pieniądze nie są ważne, uzyskiwały 10–15 proc. więcej punktów w skali stabilności małżeństwa (w porównaniu do par, gdzie jeden lub dwoje partnerów było nastawionych materialistycznie). Za to szwankowała u nich komunikacja czy umiejętność rozwiązywania konfliktów. Jedna na pięć badanych par przyznawała się do silnego umiłowania pieniędzy. Często okazywało się, że dobra materialne stanowiły wówczas podstawowe źródło konfliktów. – Sposób postrzegania finansów wydaje się ważniejszy dla stanu małżeństwa niż rzeczywista sytuacja materialna – podsumowuje badania prof. Jason Carroll.

Joanna Boj psycholog, psychoterapeutka, trenerka. Prowadzi praktykę w Trójmieście, jest w zespole Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces (akademiapop.org). Pisze artykuły psychologiczne na stronie pozaschematy.pl