Każda tęsknota ma sens – o trudnych i bolesnych uczuciach mówi Wojciech Eichelberger

Prawdziwa tęsknota uczy nas, ile warta jest miłość. (Fot. iStock)

Tęsknię, bo nie ma już domu moich dziadków, bo on odszedł do innej, bo ona zmarła. To trudne, bolesne uczucie. A jednak każda tęsknota ma głębszy sens – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. – Warto go poznać, aby lepiej zrozumieć siebie, a nawet – przestać tęsknić.

Wojtku, czy ty za czymś lub za kimś tęsknisz?
Prawdę mówiąc, staram się nie tęsknić albo tęsknić jak najkrócej.

Można nie tęsknić na mocy decyzji?
Można. Ale nie polega to tylko na decyzji, lecz także na zrozumieniu, o co w niej chodzi. Kiedy ktoś do mnie przychodzi i mówi, że za czymś ciągle tęskni, to znaczy, że kiedyś w życiu przydarzyło mu się coś bardzo dobrego, ale trwało zbyt krótko. Albo miało się przydarzyć coś dobrego i ważnego – ale się nie przydarzyło, bo życie się skomplikowało, i teraz człowiek tęskni za tamtym „kiedyś” albo zastanawia się, co by było gdyby… Może być też tak, że człowiek nagle utracił kogoś, kto był dla niego ważną osobą. Albo z powodu głupiej kłótni rozstał się z kimś i teraz czuje, że zrobił to zbyt szybko, pochopnie. Że być może zabrakło czasu na to, by tamta miłość mogła dojrzeć i się dopełnić.

Dopełnić?
Inaczej – zrealizować swój potencjał realnie w niej tkwiący albo przeczuwany lub nawet tylko wydumany. To nie ma znaczenia. Najistotniejsze w tęsknocie jest samo poczucie niedopełnienia, niedokończenia jakiegoś ważnego emocjonalnego procesu albo z przyczyn losowych, albo z powodu własnej nieprzemyślanej lub zbyt asekuracyjnej decyzji. Bo na przykład komuś ważnemu nie powiedzieliśmy o naszych prawdziwych uczuciach i odszedł rozczarowany oraz zraniony. Albo nie zrobiliśmy czegoś, co chcieliśmy zrobić, i straciliśmy ten ukochany dom po dziadkach albo las po rodzicach… No, a teraz myślimy, że to był błąd, i żałujemy. I żal za straconą szansą zamienia się w tęsknotę. Ale tęsknota, nawet ta długotrwała i dolegliwa, może dać nam okazję do lepszego poznania siebie i do dalszego podążania w stronę dojrzałości.

Tęsknota ma wymiar pozytywny?
Zazwyczaj tęsknota wiąże się z poczuciem, że nie doceniliśmy lub nie wykorzystaliśmy czegoś potencjalnie dobrego, że gdybyśmy wtedy byli mądrzejsi, odważniejsi, bardziej wyrozumiali, nie tak zaborczy i bezmyślni, to sprawa potoczyłaby się inaczej i lepiej dla nas. Tak myślimy, choć tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Tego rodzaju tęsknotę buduje się więc na niesprawdzalnym założeniu wielkiej straty. Tęsknoty nękające dorosłych, czyli ludzi zdolnych do podejmowania świadomych, odpowiedzialnych decyzji, najczęściej dotyczą tego, co się nie zrealizowało z ich własnej winy. Natomiast tęsknoty dziecięce są najczęściej niezawinione…

Mówmy, proszę, tylko o dorosłych.
Dobrze. Ale po to, by w pełni zrozumieć mechanizm tęsknoty, warto sięgnąć do dzieciństwa. Pierwszy raz mocno doświadczamy jej wówczas, gdy w wieku trzech lat idziemy do przedszkola. Nigdy przedtem niezawodna, zawsze obecna mama na tak długo nie zniknęła nam z oczu. Jeśli nie potrafimy sobie mamy przypomnieć i wyobrazić, czyli wyświetlić na ekranie wyobraźni jej twarzy, usłyszeć głosu, to cierpimy męki tak wielkie, jakbyśmy na zawsze ją utracili, bo mama, znikając nam z oczu, znika też z naszego wnętrza. A ta zdolność wyobraźni zależy wyłącznie od tego, czy przez pierwsze lata życia mama była przy nas wystarczająco często i żywo obecna. Jeśli nie zdążyliśmy się nią dostatecznie nasycić, to mamy problem w przedszkolu.

Moja mama myślami była zawsze gdzie indziej, jak się później okazało – tęskniła…
No właśnie, tęsknota za czymś, co minęło, uniemożliwia nam bycie tu i teraz. Do tego wrócimy. Teraz powiem jeszcze, że jeśli ten proces emocjonalnego nasycenia dziecka obecnością matki dopełni się, to mama zostaje przez dziecko „uwewnętrzniona”. Wówczas jest z nim także wtedy, kiedy fizycznie bywa nieobecna. Dziecko nie czuje się więc porzucone, nie rozgląda się ciągle za mamą, nie boi – i dzięki temu może uczestniczyć w tym, co się wokół niego dzieje. Jak widać, pożywką tęsknoty jest deficyt, brak czasu albo okoliczności, aby się tym nasycić, czyli uwewnętrznić.

Bardziej więc tęsknimy za kimś, kogo prawie nie znamy?
Mówiliśmy dotąd o stosunkowo długich, ale niedokończonych związkach. Tęsknota za kimś, kogo nawet nie zdążyliśmy poznać, to nie tęsknota, lecz niespełnione marzenie. A może przebrane za tęsknotę rozczarowanie sobą: „Dlaczego stchórzyłam, dlaczego do niego nie podeszłam, nie zwróciłam na siebie uwagi? To był mężczyzna mego życia!”. Nie tęsknimy więc za drugim człowiekiem, lecz za lepszą wersją siebie, za taką sobą, jaką chciałoby się być, np. bardziej odważną i z większą wiarą w siebie. Warto się więc przyglądać takiej pseudotęsknocie, by przekonać się, że tak naprawdę chodzi o naszą potrzebę zmiany i jakiś niezrealizowany potencjał. Warto się dowiedzieć, jakie potrzeby wołają o zaspokojenie po rozstaniu z kimś bliskim, jakie nasze potrzeby ten ktoś zaspokajał.

Jaką potrzebę może ukrywać tęsknota?
Na przykład może nam się wydawać, że tęsknimy za byłym mężem, podczas gdy to nie on jest ważny, lecz nasze poczucie bezpieczeństwa albo jakieś przedmioty, do których się przywiązaliśmy, albo znajomi, z którymi na skutek rozstania tracimy kontakt. Warto się tego dowiedzieć, bo tęsknienie za kimś utraconym z powodu frustracji niedojrzałych, dziecięcych potrzeb nie jest wyrazem miłości wysokiej próby – raczej uzależnienia i uwikłania. Kiedy dowiemy się, jakie to są potrzeby, możemy albo z nich zrezygnować, albo poszukać innego sposobu ich zaspokajania, co zwiększy szanse na kolejny szczęśliwszy związek albo na naprawienie tego, który właśnie przechodzi kryzys. Tak więc samokrytyczne zbadanie zawartości worka o prowizorycznej i nieadekwatnej nazwie „Tęsknota” może sprawić, że będziemy w stanie poradzić sobie z frustracją. Fałszywa tęsknota bywa destrukcyjna i często zamienia się w gniew, a nawet nienawiść do osoby, która z jakichś powodów wypisała się ze spełniania naszych nieadekwatnych do wieku i sytuacji oczekiwań.

Zapach jabłek, światło na liściach, drobiazg czasem wystarczy, żebyśmy zatęsknili za domem dziadków, za sadem, za lasem, gdzie spędzaliśmy cudowne chwile jako dzieci. Piosenka w radiu i już tęsknimy za zmarłym mężem. Czy się tym tęsknotom poddawać? Możemy się przecież rozkleić i wpaść w depresję…
Kiedyś uważano, że nostalgia czy melancholia i związane z nimi uwikłanie we wspomnienia i wyobrażenia o tym, co by było gdyby, to objawy depresji. Radzono cierpiącym brać się w garść, skupiać na działaniu i obowiązkach. Ale doświadczenia psychoterapii wskazują na to, że umiarkowana tęsknota może pomóc uniknąć depresji, bo uczucie pustki i bezczucia zmienia w ciepły smutek, nadaje mu kierunek i adresata. Gdy w sytuacji krótkotrwałego osamotnienia czy porzucenia wspomnimy np. miłość dziadków, to damy sobie wsparcie i na jakiś czas odzyskamy siły i nadzieję. Łącząc w umyśle nasze trudne dziś z dobrym wczoraj, możemy ukoić spadek poczucia wartości i lepiej znieść osamotnienie i upokorzenie: bo ktoś ważny przecież nas kochał i z pewnością się nie mylił.

Poznałam wiele tęskniących kobiet i mężczyzn, którzy, tak jak moja matka, nie związali się z tymi, których kochali, ale z tymi, którzy mieli być rozsądnym wyborem.
To częsta – szczególnie w świecie kobiet – opowieść o rezygnacji z prawdziwej miłości, o uległości wobec presji otoczenia lub okoliczności. Tym, którzy z własnej woli zrezygnowali z miłości, nie zazdroszczę. Prędzej czy później ponoszą za to karę, którą sami prowokują. Najczęściej jest to dolegliwy brak radości. Bo tęskniąc za tym, co utracili czy zaprzepaścili, nie są w stanie zaangażować się w realne życie. Gdyby zdołali naprawdę i bez reszty porzucić tęsknotę za niespełnionym i niemożliwym i nauczyli cieszyć się tym, co możliwe, to nawet ze związku poczętego bez miłości czerpaliby jednak jakąś dozę radości.

Prawdziwa tęsknota uczy nas, ile warta jest miłość. (Fot. iStock)

Jak pomóc takim osobom?
Na szczęście uporczywe, destrukcyjne tęsknoty są uleczalne. Pomaga psychoterapia albo trening koncentracji, urealnienia i umiejętności czerpania satysfakcji z tego, co możliwe i realne. Dobrze jest to umieć, bo życie stawia nas często wobec niespodziewanych rozstań i trudnych, niejednoznacznych wyborów, więc tęsknoty nie unikniemy. Bywa, że ludzie wiodący ustabilizowane i szczęśliwe życie spotykają nagle kogoś, kto wydaje im się ich drugą połową, i zakochują się do szaleństwa. A jednak nie mają dość siły i odwagi – albo mają jakieś intuicyjne wątpliwości – i decydują się nie porzucać bezpieczeństwa i stabilizacji dotychczasowego życia. Wtedy tęsknią za tym, czego nie wybrali, i psują sobie jeszcze bardziej to, co wybrali, choć nie mają żadnych racjonalnych przesłanek, by myśleć, że to, co niewybrane, przyniosłoby im szczęście.

Co radzisz takim ludziom?
Nie radzę. Pozwalam im tęsknić bez umiaru, żeby mogli wyrazić swoją niespełnioną miłość, potem ją wypłakać i odżałować. Gdy to się dopełni, zaczną brać odpowiedzialność za swój wybór i angażować się w to, co możliwe.

Ale co czuje partner, partnerka tęskniącego?
To nie jest wielka krzywda dla dojrzałego partnera. Nie każdy ból jest krzywdą. Często przeciwnie – bywa początkiem zdrowienia. Zwłaszcza jeśli zakochany ogranicza się do tęsknoty, nie robi nic, żeby podkręcać ten stan czy zmierzać do zaspokojenia swoich potrzeb w nowym, potencjalnym związku, a nawet deklaruje gotowość do rezygnacji z niego. Zazwyczaj niepodsycany płomień niezrealizowanej miłości szybko wygasa, a tęsknota razem z nim. A jeśli tęskniący z własnej woli podzielił się ze stałym partnerem swoim problemem, a mimo to nie został wyproszony ze związku, to może oznaczać, że siła tego związku jest wielka. To dobrze wróży na przyszłość – pod warunkiem wszakże, że obie strony wyciągają z kryzysu wnioski i impuls do zmiany.

Zostać czy odejść od tęskniącego za kimś z przeszłości?
Nic nie robić. Zazdrość, awantury o przeszłość nie mają sensu. Natomiast współczucie tęskniącemu świadczy o dojrzałości i empatii. Skoro nawet żałoba po zmarłym kiedyś mija, to tym bardziej minie tęsknota za niezrealizowaną miłością. A więc warto tęskniącemu zaufać i pozwolić, by dopełnił się jego/jej proces tęsknoty.

A jeśli odżyje tamta miłość?
Miłości lepiej nie stawać na drodze i nie strzelać do niej szantażem moralnym czy emocjonalnym. Miłość jest nieustraszona i walka ją tylko wzmacnia.

Tęsknota niezawiniona rozdzielonych bez ich zgody i woli kochanków jest inna?
Tęsknota za kimś, kogo kochamy, a z kim nie możemy być z powodów od nas niezależnych, to pokorne i czyste uczucie. Autentyczna pamięć serca. Taka miłość nie ulega erozji pod wpływem czasu, lecz z upływem czasu nabiera mocy. Dlatego rozdzieleni kochankowie nie wiążą się z nikim innym, lecz szukają sposobów, żeby być razem. Czasami tęsknią za sobą przez dekady. A jeśli stracą nadzieję, to idą do klasztorów albo kończą życie. To miłość i tęsknota nieuleczalne. Dają świadectwo temu, że miłość jest najważniejsza.

Więc po to nam ta cała tęsknota?
Wygląda na to, że prawdziwa tęsknota przydarza nam się po to, byśmy się dowiadywali, ile warta jest miłość.