fbpx

Starość nie radość. O wykluczeniu ze społeczeństwa osób starszych

Starość nie radość. O wykluczeniu ze społeczeństwa osób starszych
Starsi ludzie stracili swoją rolę społeczną, a nie znaleźli sobie nowej. Dlatego czują się niepotrzebni. (Fot. iStock)

Czy w naszym społeczeństwie jest dziś miejsce na starość? Gdyby brać pod uwagę jedynie media, tego miejsca nie ma. To paradoks, zważywszy, że dzięki postępowi cywilizacyjnemu żyjemy coraz dłużej, starszych ludzi jest więc coraz więcej. Dlaczego wciąż czują się oni niepotrzebni? Jest szansa na zmianę? – zastanawiają się Katarzyna Miller i Wojciech Eichelberger.

Brałam niedawno udział w debacie na temat starości. Czyżby stosunek mediów do ludzi starszych miał się zmienić?
K.M.
: Cóż, starych ludzi przybywa i coraz trudniej ten fakt ignorować. Niechętnie jednak przyjmujemy go do wiadomości. Wypieramy starość jako zjawisko – w efekcie ludzie powyżej pewnego wieku zostają skazani na społeczny niebyt: nie istnieją w mediach, nie ma przeznaczonych dla nich gazet, usług, nikt ich nie zauważa na ulicy. Jedynie przemysł farmaceutyczny traktuje ich poważnie…

W.E.: Ludzie starzy są chodzącym memento, że nas wszystkich czeka starość – jeśli dożyjemy. A ponieważ nie chcemy tego zaakceptować, wolimy żyć tak, jakby starości nie było, i udawać wiecznie młodych. Tak udało się nam wypchnąć starość i to, co z nią się kojarzy, czyli niedołężność, chorobę, poza krąg zainteresowań popkultury. Udajemy, że te rzeczy nas nie dotyczą. A kiedy zaczynają dotyczyć, sami dobrowolnie i pokornie przechodzimy na stronę cienia i znikamy ze społecznego życia na długo przedtem, zanim naprawdę odejdziemy.

K.M.: Żyjemy w czasach odwrócenia hierarchii wartości – młodość, czyli początek życia, jest najbardziej pożądana, najbardziej wartościowa, uważana za pełnię życia. Sądzi się, że później następuje nieuchronna zniżka formy i stopniowe odchodzenie w cień. Nic dziwnego, że ludzie przedłużają młodość. To ma dobre i złe strony. Dobre, bo staramy się jak najdłużej zachować sprawność, być aktywni. Złe, bo robimy to z lęku. Strach przed śmiercią jest największym ludzkim strachem, a nasza kultura nie proponuje nic, co mogłoby nas oswoić z nieuchronnością śmierci.

Kiedyś oswoić starość i śmierć pomagały rytuały, które podkreślały cykliczność naszego życia i jego związek z przyrodą. Dziś ten naturalny związek zerwaliśmy…
W.E
.: To, o czym mówicie, jest najważniejsze, ale dziś coraz poważniejszym praktycznym problemem związanym ze starością jest to, że starsi ludzie zaczynają być wykluczeni technologicznie. Nie radzą sobie z obsługą komputerów, komórek…

K.M.: …PIN-ami, kartami kredytowymi, nagraniem się na sekretarkę, SMS-ami, nie mówiąc o komunikacji internetowej…

W.E.: Przez to codzienność nastręcza im coraz więcej problemów, czują, że się mijają ze światem, który poleciał gdzieś do przodu, a oni zostali w tyle.

K.M.: Urządzenia są coraz bardziej skomplikowane i mogą budzić w starszych ludziach lęk. Po co te wszystkie funkcje, menu, guziki? Gdy bodźce nas przerastają, lęk zaczyna być większy od ciekawości. I przestajemy się starać, odstajemy coraz bardziej, w dodatku towarzyszy nam poczucie klęski i goryczy płynącej z bezradności. To się łatwo zamienia w agresję wobec owego niezrozumiałego świata i innych, którzy w nim funkcjonują normalnie. Dlatego tylu starszych ludzi jest agresywnych, szczególnie wobec młodych.

Kogo mamy dziś na myśli, mówiąc „starzy ludzie”? Kiedy zaczyna się starość?
W.E.: To się też szybko zmienia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu stary był człowiek pięćdziesięcioletni. Teraz nawet siedemdziesięciolatkowie potrafią nie czuć się starzy. Dziś starość jest równoznaczna nie tyle z wiekiem, co z wykluczeniem z normalnego życia. W Polsce starzy ludzie są inaczej ubrani, inaczej mówią, inaczej się zachowują, są jak gdyby przeniesieni z innej bajki i wrzuceni w pędzącą rzekę współczesnych zdarzeń i maszyn.

K.M.: Zawsze nowe pokolenie tworzyło nowy, inny świat.

W.E.: Ale nie na taką skalę. Współczesne tempo zmian w połączeniu z niedawną, radykalną zmianą ustrojową stworzyło ogromną przepaść między pokoleniami. Jeszcze 20–30 lat temu była zachowana jakaś ciągłość przekazu. Wartości następujących po sobie pokoleń były podobne. Dziś niemal z dnia na dzień zmieniają się moralność, technologia, sposoby komunikacji, sposób życia, charakter wspólnoty, funkcjonowanie rodziny. Współczesne kulturowe i materialne otoczenie jest prawie całkowicie różne od tego, w którym dorastali dzisiejsi seniorzy.

Starsi ludzie byli kiedyś strażnikami tradycji, wartości, mieli doświadczenie, wiedzę. A dziś?
W.E
.: Stracili swoją rolę społeczną, a nie znaleźli sobie nowej. Dlatego czują się niepotrzebni.

K.M.: Ludzie starsi są dziś w coraz lepszej kondycji fizycznej, ale niekoniecznie psychicznej. Bo ci, którzy czują się wykluczeni, natychmiast zaczynają czuć się gorzej. Spada ich motywacja do życia i do zmian. Przychodzi rezygnacja, powolne wycofywanie się – to jest właśnie starość. I tak czuć się będzie niedługo ponad połowa społeczeństwa!

W.E.: Tym bardziej że ludzie starsi są przez polityków traktowani jak kłopotliwy balast, bo trzeba im wypłacać i rewaloryzować emerytury albo renty. To upokarzające dla ludzi, którzy całe życie uczciwie przepracowali.

To dodatkowy powód wykluczenia: czuć się obciążeniem dla państwa, dla młodych.
W.E
.: Rosnąca liczba ludzi starszych i ich wykluczenie społeczne to szczególnie ważna sprawa w kontekście politycznym. Mieliśmy tego przedsmak przy poprzednich wyborach. Można się śmiać z moherowych beretów, ale będzie ich coraz więcej, jeśli żadna inna siła polityczna nie potraktuje starych ludzi poważnie. A wykluczonych łatwo uwieść tanią populistyczną retoryką. To się może źle skończyć, gdy populiści o dyktatorskich zapędach zawrócą w głowie takiej masie ludzi.

K.M.: Wystarczy, że się ich zauważy. W świecie, gdzie nikt ich nie zauważa, ktoś zwraca się do nich, mówiąc: „jesteście dla mnie ważni” – za kimś takim można iść na śmierć.

Uciekając przed starością, trzymamy się pozorów młodości, nie potrafimy sobie poradzić z przemijaniem. Na siłę naciągamy się, operujemy, liftingujemy… Człowiek jest w stanie wiele poświęcić, wycierpieć i zapłacić za to, by się nie czuć lub choć nie wyglądać staro.
K.M
.: Tymczasem chodzi nie o to, lecz o konieczność poważnych zmian. Starszych ludzi jest coraz więcej, trzeba zacząć za nimi optować. Życzyć sobie ich obecności w prasie, telewizji, przywracać im autorytet, należyty status społeczny. Sami starsi ludzie też powinni się o to starać, jednak w tej kwestii panuje hipokryzja. Nie chcą być wykluczani ze względu na wiek, wygląd, ale jak się zdarzy osoba, która nie poddaje się tej swojej starości, tylko aktywnie żyje, do czegoś aspiruje, to jeszcze przypną jej łatkę, że taka stara, a się pcha. I nie zagłosują na nią w żadnym razie, wręcz przeciwnie. Potrafią zrobić wiele, by taką osobę zdołować. Żeby nie kłuła w oczy tym, że starość nie jest żadnym wytłumaczeniem bierności. Że zamiast utyskiwać, moglibyśmy coś zrobić, realnie wpłynąć na sytuację własną, a może nawet na sytuację innych.

Coraz więcej starszych ludzi nie poddaje się starości, robią rzeczy zarezerwowane dotąd dla młodych: uprawiają ekstremalne sporty, przeżywają drugą młodość…
K.M
.: Takie osoby reprezentują jedną z dwu postaw życiowych, które dość trudno rozróżnić, bo manifestują się podobnie. Jedna to bycie ciekawym świata i przeżywanie go tak, jak się na to ma ochotę, niezależnie od wieku. To postawa jak najbardziej godna propagowania, jest w tym dojrzałość i pogodzenie się z losem, radość z dnia codziennego. Druga to cieszenie się życiem „na siłę”, na pokaz niejako, żeby zagłuszyć w sobie ów lęk przed zbliżającym się końcem. A to z kolei postawa bardzo niedojrzała. Starsza pani w czapce pilotce może więc być w głębi duszy osobą spełnioną albo osobą nieszczęśliwą.

W.E.: Ważna jest wewnętrzna prawda, a nie życie na pokaz. A dzisiejszy świat jest niestety powierzchowny…

Widziałam reklamę, która świadczy o tym, że na Zachodzie stosunek do ludzi starszych zaczyna się zmieniać. Mężczyzna pod wpływem tego, że spróbował pewnego napoju, ucieka z domu starców, by pożyć i spróbować tego, czego jeszcze nie próbował. Przesłanie piękne, bo każdy dzień można smakować na nowo. Ale dalej przekaz staje się ekstremalny: ów pan zamienia się nagle w demona seksu – ma np. w łóżku dwie partnerki naraz…
K.M
.: Nadal chodzi o to, by starości zaprzeczyć. Zaprzeczyć temu, że ma ona na nas wpływ, że nas zmienia. Że człowiek starszy jednak się różni od młodego i że ta różnica nie musi wyjść na jego niekorzyść. Rynek zauważył istnienie osób starszych, ale namawia je do takiego właśnie ekstremalnego zaprzeczania sobie. A przecież cieszyć się życiem na starość można, nie tylko udając młodego, sypiając, z kim popadnie, czy rzucając się z mostu na bungee… Uważam za Jungiem, że życie jest po to, żeby z satysfakcją przeżyć starość, żeby do niej dojrzeć. Po to mamy pierwszą połowę życia, żeby nazbierać tego, co w drugiej połowie będzie owocowało, co się będzie oddawało innym. Tego żadna technologia cyfrowa nie zmienia.

Jakie to owoce?
K.M
.: Spokój wewnętrzny. Zrozumienie siebie i innych, mądrość. Stary człowiek staje się mistrzem. Nie musi się z nikim porównywać, nie musi nic nikomu udowadniać, ma dystans do siebie, świata i spraw, widzi innych takimi, jakimi są, i takich akceptuje. Wie, co jest ważne. Może wiele dać.

Taki człowiek nie będzie się czuł wykluczony?
K.M.
: Nie będzie, nawet jeśli nie nadąża za technologicznym światem. Człowiek może się przecież chcieć sam z niego oddalić i żyć w swojej enklawie. Ludzie teraz są dłużej dziadkami, są potrzebni choćby wnukom lub innym dzieciom, mogą im dać bezwarunkową miłość, jakiej rodzice często nie dają… Niejedno dziecko uratowało się emocjonalnie dzięki dziadkowi lub babci. Jest to właśnie rodzaj oddawania następnym pokoleniom tego, co się ma. To wartość ogromna w dzisiejszych czasach, bardzo niedoceniana.

W.E.: To wyidealizowana wizja. Wiele wskazuje na to, że sprawy biegną w innym kierunku. Nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dziadkowie są w większości albo nadaktywni, albo depresyjni – w obu wypadkach mało dostępni dla wnuków. Sam się zaliczam do tych nadaktywnych. Całe szczęście, że od czasu do czasu coś piszę. Może przynajmniej w tej formie coś przekażę.

Czytałam, że pewna rodzina w Trójmieście postanowiła adoptować dziadków.
K.M.: Jeśli się ich nie ma – cudny pomysł. W tym samym domu może mieszkać ktoś starszy, samotny, kto może stać się przyjacielem nie tylko dla dzieci – ugotować obiad, gdzieś razem pójść, tyle dać i dostać trochę poczucia, że jest potrzebny… To też podpowiedź – róbmy to, a nie dotknie nas samotność. Wyjdźmy komuś naprzeciw, nie czekajmy, aż nas znajdą.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze