Terapia zapachami. Jak wyleczyć się pachnidłami?

fot. iStock

Jestem typem węchowca. Zapachy potrafią wprawić mnie w euforię, ale też obrzydzić i odstraszyć. Trudno mi dobrać sobie perfumy, a kiedy już się to uda, jestem im wierna przez lata. Nie sądziłam jednak, że aromat może zwalczyć zmęczenie psychiczne, a nawet wyleczyć spuchnięta kostkę.

Zapachy to wyobraźnia, twórczość, emocje, ważny aspekt osobowości. Każdy z nas wydziela swój osobniczy zapach, a ulubione perfumy, które łączą się z twoim zapachem, są zwierzęcym sposobem zaznaczania własnego terytorium, pozawerbalna wizytówka tego, kim jesteś. To nie wszystko – nasz osobniczy zapach zmienia się pod wpływem
rożnych emocji; strachu, zmęczenia, podniecenia. Każdy z nas ma tez około 5 tysięcy
receptorów węchowych. Czujemy zapachy podobnie silnie jak zwierzęta, ale zatraciliśmy zdolność automatycznego przetwarzania otrzymanych bodźców.

Zmysł węchu jest najbardziej pierwotnym ze zmysłów. Kiedy ewolucyjnie znajdowaliśmy się na etapie ryb, węch służył nam do szukania partnera, a także wykrywania substancji trujących. Był więc pierwszym zmysłem i to tak skutecznym, że w toku ewolucji z małego skupiska tkanki węchowej rozwinął się mózg. Można więc śmiało powiedzieć, że myślimy, ponieważ węszyliśmy.

Węch jest jedynym zmysłem, na który w żaden sposób nie możemy wpłynąć – zanim zdążymy świadomie zarejestrować jakąś woń, bodźce węchowe już wywołują chemiczną
reakcję łańcuchową. Możesz zamknąć oczy i nie widzieć, możesz zatkać uszy i nie słuchać albo nie dotykać… ale musisz oddychać, a z każdym wdechem cząsteczki zapachowe docierają do nabłonka węchowego i nie ma już odwrotu.

Moja lewa stopa

Niedawno sama odczułam, jak wielką moc zmiany i leczenia ma zapach. Zaczęło się od mojej stopy, lewej, która spuchła, choć nie bolała. Teresa Baginska-Krasinska, terapeutka medycyny komplementarnej, która już nieraz ratowała mnie z mięśniowo-stawowych opresji, akurat wprowadzała do swojej praktyki nową technikę pracy z ciałem – Raindrop, czyli kropla deszczu albo szamański deszcz. Kiedy usłyszałam, że wykorzystuje przy tym olejki eteryczne, pomyślałam, że nie tylko moja stopa tego potrzebuje, ale cała ja, i już następnego dnia spokojnie patrzyłam, jak Teresa ustawia 10 buteleczek z olejkami w odpowiedniej kolejności. Z dyfuzora unosił się zapach lawendy, która wycisza, odpręża, stymuluje zmysły i umysł, działa też bakteriobójczo i przeciwwirusowo.

Poczułam, że jestem bardzo zmęczona, nie potrafiłam też uwolnić się od myślenia, że przede mną kolejne trudne dni. – Olejki pomogą ci uspokoić emocje – zapewniała Teresa. – Zharmonizują, wyciszą. Są doskonałe do leczenia traum.

Cała sztuka polega na tym, żeby odnaleźć zapach, który ma najsilniejsze działanie na konkretną osobę. Oryginalne olejki Young Living, których używa się do tego masażu, wzmacniają nawet do 70% działanie różnych innych terapii, także psychoterapii.

Teresa zaczęła od rozluźnienia stóp i mieszanki Valor II – to mieszanka równoważąca, zawiera m.in. olejki świerku, drzewa różanego, wrotyczu pospolitego. Kiedy rękoma
ułożonymi na krzyż chwyciła obie moje stopy i trzymała je przez chwilę, czułam, jak napięcie wewnątrz mnie zamienia się z rozedrgania w nieruchoma mgłę, kumulującą
się w okolicy brzucha. Terapeutka sięgała kolejno po przygotowane buteleczki, dawała mi je najpierw do powąchania i jeśli akceptowałam zapach – wmasowywała olejek w stopę: po trzy razy w każdą. Po mieszance Valor II przyszedł czas na oregano (mój ulubiony zapach),
dalej tymianek, bazylia, cyprys, winter green, majeranek i aroma siez. Z olejku miętowego zrezygnowałam, bałam się, że mnie wychłodzi, zabierając przyjemne ciepełko, w którym się rozpływałam. Teresa kolejno rozprowadzała po kropelce każdego olejku, a następnie zrobiła mi intensywny masaż pleców, karku i szyi.

Ostatnim etapem sesji jest położenie się na wznak – terapeutka układa palce dłoni pod potylicą pacjenta i potrząsa całym ciałem, a potem przesuwa ręce nad jego twarz, by poczuł zapach olejków. To jak kropka nad „i” harmonizowania ciała, serca i umysłu…

Kiedy po kilkuminutowym odpoczynku podniosłam się ze stołu, chmura w brzuchu trochę zelżała, ale zapachy tak mi się wymieszały, że nie miałam pojęcia, który jest najlepszy dla mnie. Wychodząc z gabinetu, czułam, że moja aromatyczna przygoda jeszcze się nie skończyła.

Zapach szyty na miarę

Kilka dni później odkryłam na Facebooku małą rodzinną markę OKORO, gdzie powstają perfumy fraktalne dobierane indywidualnie do klienta. Fraktalność odnosi się do komplementarności składników, z których każdy z osobna ma dobroczynne właściwości,
a połączone – dają holistyczny efekt oddziałujący na ciało fizyczne, emocjonalne i energetyczne. Baza perfum są maceraty ziołowo-kwiatowe wykonywane przez Asię i Michała, właścicieli firmy, całkowicie od podstaw; od destylacji alkoholu z owoców z ich sadu, poprzez zbieranie odpowiednich roślin z czystych ekologicznych rejonów, aż po maceracje według określonej procedury. Znaczenie mają nie tylko właściwości rośliny,
ale także kolor, zapach, kształt oraz otoczenie, w którym ona wzrasta.

Drugim składnikiem perfum fraktalnych są olejki eteryczne, odpowiedzialne za walory estetyczne, ale przede wszystkim za działanie aromaterapeutyczne. Dobierane są na podstawie indywidualnych preferencji. Asia i Michał pytają klienta, jakie zapachy lubi, jakie
kojarzą mu się pozytywnie z jakąś osobą, miejscem, uczuciem… Proszą o przywołanie przyjemnych obrazów, a potem starają się te skojarzenia wkomponować w zapach. Czy to nie cudowne, że najważniejsze przy składaniu zamówienia jest pytanie: z jakim problemem się aktualnie mierzysz? Oraz intencja: czego potrzebujesz dla siebie w tym momencie życia?

Ostatnim, kluczowym elementem perfum są esencje matki ziemi, które pobudzają proces samoleczenia organizmu i przywracają naturalną homeostazę. Uwalniają z podświadomości emocje związane z przeszłością, dlatego są pomocne przy leczeniu lęku, obniżenia nastroju, nerwic i fobii. Asia i Michał wykorzystują opracowane przez dr. Edwarda Bacha 38 kompozycji kwiatowych oddziałujących na emocje i psychikę. Używają także esencji Andreasa Korte, a niektóre tworzą samodzielnie.

W czym potrzebuję wsparcia?

Kilka dni po sesji z masażem Raindrop nie czuję zmęczenia, tylko zrelaksowanie. Mgła napięcia w brzuchu przestała być niepokojąca, raczej zachęca do działania. Czuję, że potrzebuje dobranego specjalnie dla mnie zapachu, który doda mi energii i pozwoli dokończyć proces terapeutyczny.

Dowiaduje się, że stworzenie próbki perfum trwa około miesiąca. Ta trafia do klienta, który sprawdza, czy ten zapach mu pasuje. To czas, by nanieść poprawki czy częściowo przeformułować kierunek poszukiwań. Dopiero potem rozpoczyna się praca nad gotowymi perfumami. Nie chcę tak długo czekać!

Ku mojej radości okazuje się, że w OKORO jest próbka perfum, które ktoś zamówił i nie odebrał. Przypadek czy znak od losu? Po dwóch dniach przesyłka ląduje na moim biurku. Mam za sobą intensywny dzień, postanawiam, że spróbuje zapachu nazajutrz. Kiedy otwieram buteleczkę, uderza mnie intensywna kwiatowa woń. Czuję się rozczarowana,
wolę kadzidlano-ziołowe nuty. Odkładam próbkę, ale wracam do niej następnego dnia.
Nuta głowy pachnie wyzywająco, czuję, jak mgła w brzuchu porusza się, a mięśnie napinają. Nuta serca jest bardziej kojąca a nuta podstawy to prawie mój zapach. Gdybym
mogła, zrezygnowałabym z głowy… Kiedy pojawia się ta myśl, doznaję olśnienia: „Tak, własnie tak, muszę zrezygnować z głowy”.

Następnego dnia budzę się niespiesznie, moja głowa jeszcze śpi. Intuicyjnie sięgam po perfumy i spryskuje nadgarstek. Mgła w brzuchu rozlewa się leniwie po całym ciele, jest dobrze, tak jak powinno być. W myślach powtarzam intencję, w której tworzona jest każda
kompozycja OKORO: ,,Rozwijam swój boski potencjał w bezpiecznych dla mnie warunkach”.