Jesteśmy już po canneńskiej premierze „Fatherland” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Film został ciepło przyjęty przez krytykę, a twórcy otrzymali 6-minutowe owacje na stojąco. Dziś, podczas konferencji prasowej poznaliśmy kulisy produkcji, która pochłonęła 8 lat z życia polskiego reżysera.
„Broń Boże nie chciałem robić biopiku” – powiedział Paweł Pawlikowski podczas konferencji promującej jego nowy film „Fatherland”. Historię Thomasa Manna podsunęło mu studio produkcyjne, w postaci biografii słynnego pisarza autorstwa Colma Tóibína o tytule „The Magician”. – „Potem pomyślałam jednak, że jest jeden interesujący moment w tej historii, powrót Thomasa Manna do Niemiec w 1949 roku. To mógłby być interesujący film, ale nie na zasadzie historycznej rekonstrukcji, jeśli możemy, abstrahując od wszystkiego wokół, skupić się na trzech postaciach i danym momencie i zredukować skomplikowaną podróż do prostoty kina drogi. Troszeczkę tak, jak w „Idzie. To daje nam szansę, żeby zrobić coś skondensowanego, kinowego. Coś z wewnętrzną siłą”.
Polski reżyser podkreślił także, że opowiadanie o ważnych historycznych wydarzeniach z indywidualnej, jednostkowej perspektywy, poprzez relacje między ludźmi zawsze było mu bliskie. Stara się, by jego opowieści były jak najbardziej uniwersalne. Opowiedziane poprzez mocne zdjęcia, sceny, które nie wyjaśniają, tylko przenoszą do tego konkretnego miejsca i zostawiają pole do wyobraźni. Chociaż w „Fatherland” opowiada o rodzinie Mannów, Pawlikowski stwierdził, że to najbardziej osobisty film w jego karierze. – „Doskonale zdaję sobie sprawę, co czują bohaterowie. Przypisuje im się pewne narracje, ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Mam też bliską relację z uczuciem bezsilności”.
Pawlikowski zdradził również zasadniczą zmianę, którą wprowadził, by scenariusz miał bardziej dramatyczny wydźwięk. Oryginalnie Thomas Mann podróżował przez Niemcy ze swoją żoną, Katią. W „Fatherland” zastąpiła ją córka noblisty, Erika, z którą łączy go skomplikowana relacja – oparta na miłości i władzy.
Podczas konferencji obecny był również Łukasz Żal, wybitny polski operator i stały współpracownik Pawlikowskiego. Opowiedział o początkach ich zawodowej relacji:
„Zaczęliśmy pracować przez przypadek. W trakcie zdjęć do »Idy« główny operator zachorował i musiał zrezygnować. Objąłem jego stanowisko i zrobiliśmy film. Moje życie się zmieniło, moja kariera także. Teraz mogę już powiedzieć, że praca z Pawłem naprawdę zbudowała mój sposób myślenia o filmach i mój sposób pracy. Jest moim nauczycielem i przyjacielem.”
Żal zdradził również, za co najbardziej ceni polskiego reżysera: „W pracy z Pawłem niesamowite jest to, że nie chodzi tylko o główną obsadę. Każdy kadr zawiera wiele warstw i wielu bohaterów. Wystarczy, że ktoś w tle nie pali papierosa w odpowiedni sposób i musimy powtarzać ujęcie. Wszystko musi się zgrać, ale przy tym także zachować swoje niedoskonałości, żebyśmy mogli uzyskać to dokumentalne wrażenie”.
Pawlikowski i Żal każdy kadr ustalają wspólnie. Szukają mocnych obrazów i to na nich budują swoje filmy. Zapytany o artystyczny wybór, jakim konsekwentnie są czarno-białe zdjęcia, Żal odpowiedział ze śmiechem: „Wciąż uczę się filmować w kolorze, robię postępy”. Dalej powiedział, że nie było wątpliwości, że „Fatherland” powinien zostać nakręcony w czerni i bieli. Tak samo jak wcześniej „Ida” i „Zimna wojna”. Było to tak oczywiste, że nawet nie przeprowadzili na ten temat rozmowy.
„Raz przeprowadziliśmy. Przy »Zimnej wojnie.« – wtrącił się Pawlikowski – Stwierdziłem, że czarno-biały film jest nudny i że powinniśmy zrobić coś nasyconego kolorami, w sowieckim stylu. Ale potem spojrzałem na to i stwierdziłem, że to wygląda bardzo pretensjonalnie. Czerń i biel oznacza szczerą umowę z publicznością. To po prostu czarno-biały świat”.
Na koniec polscy twórcy opowiedzieli o wspólnej podróży do Weimaru, gdzie pojechali na rekonesans do filmu.
„Ja prowadziłem” – zdradził Łukasz Żal – „Byliśmy tylko we dwóch, wiozłem Pawła i zorientowałem się, że jesteśmy w tej samej sytuacji, co Thomas Mann i jego córka”.
Na Festiwalu w Cannes „Fatherland” walczy w Konkursie Głównym i premiera filmu spotkała się z bardzo pozytywnymi recenzjami. Pojawiają się głosy, że Pawlikowski ma szansę na drugą Złotą Palmę. Werdykt jury poznamy już w sobotę 23 maja.