fbpx

Związki: każda miłość jest pierwsza

każda miłość jest pierwsza
123rf.com

Dawno, dawno temu miałam kochanka jak z bajki… STOP! Historia twoich erotycznych przygód, nawet jeśli bardzo zajmująca, niech zginie w mrokach zapomnienia!
Seksuologowie podkreślają: w sypialni obowiązuje szczerość. Mówmy o swoich potrzebach i oczekiwaniach. O tym, co tu i teraz! Bez udawania orgazmów. Owszem – mówmy, ale nie wszystko i niekoniecznie wprost. Zakazane komunikaty poniżej.

Nie jesteś pierwszy, kochanie…

Gabrysia postanowiła być z Pawłem szczera. – To miłość mojego życia. Długo na niego czekałam. Z nim chcę się związać na dobre i na złe – wyznaje. – Ale skoro mamy być razem, musi wiedzieć o mnie wszystko. Nie chcę ukrywać przed partnerem czegoś, co jest kawałkiem mnie.

Częścią procesu zbliżania się do siebie była opowieść Gabrysi o seksualnej przeszłości, dość bogatej. Spotkała Pawła w wieku 34 lat, a dziewictwo straciła jako 17-latka. Przez lata „pomiędzy” zbierała doświadczenia. W sumie miała 14 kochanków. Początkowo chciała przyznać się do 10, ale jak szczerość, to szczerość: dumna ze swej otwartości wyznała Pawłowi wszystko. Niestety, efekty ją zaskoczyły: Paweł zaczął się zachowywać z dziwnym dystansem. Wkrótce przestał z nią sypiać. A niedługo potem odszedł.

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolog, psycholog i terapeutka, uważa, że nadmierna prawdomówność w tym temacie to jeden z najczęstszych błędów kobiet. – Statystyczny mężczyzna jest wzrokowcem – tłumaczy. – I kiedy słyszy takie opowieści, jego mózg zaczyna wytwarzać wokół nich obrazy, nawet jeśli on sam tego nie chce. Nie chodzi o to, że poświęca czas na fantazjowanie na ten temat, to proces automatyczny. Im więcej szczegółów poda partnerka, tym więcej będzie mieć materiału i stworzy bardziej drobiazgowy obraz. Każdy detal przekłada się na pobudzoną wyobraźnię.

Efekt? Złość na partnerkę, często nieuświadomiona. Odraza. Obawa partnera, że w porównaniu z poprzednikami wypada gorzej. Lęk, że nie potrafi zaspokoić swojej kobiety. Biorąc pod uwagę, że aż 83 proc. mężczyzn za synonim męskości uważa własną sprawność seksualną (według raportu firmy On Board PR Ecco Network na temat zdrowia seksualnego Polaków, 2012 r.), facet, który boi się, że nie sprosta roli kochanka, raczej nie będzie szczęśliwym partnerem. Badania potwierdzają też negatywny wpływ szczerości na życie seksualne. Wspomniany raport firmy On Board głosi, że aż 74 proc. respondentów uważa, że zwierzenia partnerki na temat bogatej przeszłości seksualnej mogą negatywnie wpływać na samopoczucie mężczyzny. Na szczęście większość kobiet zdaje sobie sprawę z tego, że zbytnia wylewność nie popłaca: ponad 80 proc. respondentek podziela ten pogląd.

Ten to potrafił zakręcić!

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska: – Czerpanie satysfakcji ze sfery intymnej wiąże się dla obu stron przede wszystkim z poczuciem bezpieczeństwa. Niekoniecznie z wielką miłością. Komfort plus pewność swojej roli są koniecznymi warunkami udanego seksu.

Brak bezpieczeństwa sprawia, że sfera erotyki zaczyna się mężczyźnie kojarzyć z lękiem. A kiedy się czegoś boimy, staramy się tego unikać. Im rzadziej się konfrontujemy z tym, czego się obawiamy, tym bardziej strach rośnie. Stąd tylko krok do poważnych problemów. I chodzi nie tylko o zaburzenia erekcji, choć te zdarzają się w takich sytuacjach nagminnie. Są też inne zagrożenia. Przekonała się o tym Julita. – Konrad wydawał mi się za mało zaangażowany w związek – przyznaje. – Chciałam więc podkręcić trochę atmosferę, wzbudzić jego zazdrość. Opowiedziałam mu, że jeszcze na studiach miałam faceta, który kochał seks i miał niesamowite pomysły. W sypialni wrzało, choć na innych polach dogadywaliśmy się nie najlepiej. Myślałam, że taka opowieść zmobilizuje Konrada i pobudzi go do wspólnego bicia rekordów.

Niestety. Konrad bynajmniej nie stał się bardziej namiętny. Przeciwnie: zaczął flirtować z innymi kobietami, wychodzić coraz częściej z domu, szukać przygód. Rozstali się.

– Chwalenie byłych kochanków to jak wysłanie obecnego w ramiona innych kobiet – ostrzega Zaryczna-Pogorzelska. – Tekst: „byli lepsi od ciebie” potrafi całkowicie i bezpowrotnie zniszczyć życie seksualne. Mężczyzna skonfrontowany z zachwytem nad innym poczuje się przede wszystkim upokorzony. Może kompensować to uczucie, uciekając w pracę, sport, bogate życie towarzyskie czy inne aktywności, które potwierdzą jego odwagę i kompetencje. Ale może też stać się opiekuńczy i pełen dżentelmenerii wobec innych kobiet. Nie wobec partnerki, bo na nią jest wściekły! Ta wściekłość, nawet nieuświadomiona, może przybierać różne formy: od upokarzania kochanki, przez niezauważanie jej i lekceważenie, aż po celowe pomijanie jej potrzeb i unikanie zbliżeń.

Obudzić się może także samcza skłonność do rywalizacji. – Może wtedy szukać przygód poza związkiem i zdobywać nowe doświadczenia – ostrzega seksuolog. Wariant zamierzony, czyli wywołanie reakcji „stanę na głowie, ale cię porządnie dopieszczę”, jest nierealny. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, nawet jeśli trafimy na masochistę, który z opowieści o seksie z innymi będzie czerpał przyjemność erotyczną, to jego sfera emocjonalna i tak na tym ucierpi.

Czy to znaczy, że seksualna przeszłość powinna raz na zawsze pozostać tematem tabu? Owszem, powinna. – Bezpieczna wzmianka o przeszłości to komunikat w stylu „nigdy nie było mi tak dobrze, dopiero teraz czerpię prawdziwą radość z seksu” – uważa Zaryczna-Pogorzelska. – W ten sposób sugerujemy, że coś już przeżyłyśmy i w związku z tym dysponujemy materiałem porównawczym, ale nie mówimy, ile doświadczyłyśmy i czego. Wiadomo tylko, że tamto było gorsze. I żadnych opisów, które posłużyłyby tworzeniu obrazów.

Dodaje jednak: – Taka szczerość jest fajna, pod warunkiem że mówimy prawdę. Jeśli nieprawdziwie wzdychamy: „ty jesteś najlepszy, żaden inny nie był w stanie ci dorównać”, szkodzimy sobie i relacji. Choć prawda czasem boli, kłamstwo nie jest wcale lepsze: rabuje kochanków z intymności, bliskości i poczucia bezpieczeństwa.

Udawałam od lat, słabeuszu!

Wyznaniem prawdy na temat przeszłości można solidnie narozrabiać, zwłaszcza jeśli prawda należy do tych z dziedziny nieprzyjemnych. Agata kochała Krzysztofa, ale w łóżku, niestesty, nie było jej z nim dobrze. Większość orgazmów po prostu udawała, by mieć „to” już za sobą. Tymczasem on podczas każdego zbliżenia pracowicie się starał i pragnął dać jej maksimum przyjemności. Było jej przykro, poudawała więc odrobinę i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu. Kiedyś, w chwili wściekłości i w rewanżu za flirt na boku, wykrzyczała mu prawdę: „Od lat udawałam orgazmy! Jesteś słaby, zawsze ledwo dawałeś mi przyjemność”.

Krzysztof nie mógł w to uwierzyć. Cały czas był święcie przekonany, że są z Agatą wyjątkowo dobrze dopasowani, także w łóżku. To, co usłyszał, całkowicie go zdruzgotało. Przestał z nią sypiać. Zaczął się czuć w sypialni niepewnie. Jego życie erotyczne błyskawicznie zdominowała masturbacja.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej takie wykrzyczenie w gniewie okrutnej prawdy to najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić drugiej osobie. ­

– Intymność, jaką tworzymy za pomocą zbliżeń seksualnych, to forma największej bliskości dla dwojga ludzi. Uderzenie w tę sferę agresją doprowadzi do rozpadu nawet najbardziej udanego związku. Taki raniący komunikat może sprawić, że jednym ruchem zniszczymy intymność, która była między nami. Kobieta w takiej sytuacji pomyśli: „Skoro kłamał w tej sprawie, to na pewno w innych też nie był szczery”. Mężczyzna zaś: „To, co widziałem i słyszałem przez ostatnie lata w naszej sypialni, te komplementy, pomrukiwania – to wszystko było kłamstwem?!” – poczuje się oszukany i głęboko upokorzony. I bardzo, bardzo zagrożony! Seks to dla niego sfera, z którą się identyfikuje najsilniej, z której czerpie nie tylko bliskość, ale też informację o sobie – i czego się właśnie o sobie dowiedział? Że jest nieudacznikiem. Słabeuszem, wielkim zerem, które sobie nie radzi.

– To dla niego koniec świata – ostrzega Zaryczna-Pogorzelska. – Dotyka i rani tak mocno, że związek się zwykle rozpada. Ale to nie koniec: mężczyzna wchodzi w relację z inną kobietą i mimo upływu czasu, nawet lat, ta sprawa wciąż do niego wraca, wciąż go prześladuje. I ciągle musi się dowartościowywać, szukać potwierdzenia swej męskości. Skoro nie zaspokoił jednej kochanki, może się bać, że nie zaspokoi kolejnej!

Jak żołnierz dziewczynie, tak i ona…

A jeśli coś w sypialnianych zachowaniach partnera bardzo nam przeszkadza? Co wtedy? Powiedzieć wprost – źle, bo mało kto potrafi bez zranienia przyjąć krytykę w tak delikatnej sferze. Ale przemilczeć też niedobrze – zaciskanie zębów to najkrótsza droga do seksualnej awersji i kumulowania się złości względem drugiej strony. Zdaniem seksuologów najlepiej posłużyć się wtedy zasadą „żołnierz dziewczynie nie skłamie, najwyżej nie wszystko jej powie”. To znaczy, że podajemy krytykę… bez krytyki. Zamiast powiedzieć: „nie cierpię, gdy to robisz” lepiej jest zadeklarować: „uwielbiam, gdy robisz to i tamto”.

– W seksie jesteśmy nadzy, fizycznie i emocjonalnie – mówi Zaryczna-Pogorzelska. – I bardzo wrażliwi na krytykę. Dlatego w łóżku najlepiej sprawdzają się komunikaty pozytywne. Mówmy: „chciałabym więcej, mocniej, częściej, tak właśnie lubię, tego właśnie pragnę”. Ale czasem to nie wystarczy. Wtedy najlepsza jest metoda kanapki: komunikat negatywny wkładamy pomiędzy dwa pozytywne. Zaczynamy od: „lubię, kiedy…”, podajemy negatyw: „nie przepadam, gdy…” i kończymy pozytywem: „ale uwielbiam, jak…”. W ten sposób można w miarę bezboleśnie powiedzieć prawie wszystko.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>