Urszula Sołtys-Para - Podróże ustawiają do pionu i pokazują, że można żyć bez swoich przyzwyczajeń. Terapeutka o zaletach braku komfortu
00:00
10:16
Przywykliśmy do komfortu, oczywiście, ale życie w drodze, z plecakiem, pokazuje, że można też inaczej. Podróż uświadamia, że nie musimy być zależni od wygód. Taki detoks od wygodnego życia przyda się od czasu do czasu każdemu.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 03/2026.
Podróże ustawiają mnie do pionu, pokazują, jak można żyć, kiedy wyłuskamy się ze wszystkich nadmiarowych, kulturowo-konsumpcyjnych przyzwyczajeń. I okazuje się, że można sobie radzić bez odżywki do włosów, bez prostownicy, a nawet bez suszarki; bez balsamu do ciała, tuszu do rzęs i innych kosmetyków. Wystarczy jedno mydło do wszystkiego i szczoteczka do zębów – i nie dość, że świat się nie wali, to jeszcze jest jakoś lżej.
To nie musi być podróż na Daleki Wschód, wystarczy wybrać się z plecakiem na kilka dni w Beskidy lub wzdłuż wybrzeża Bałtyku, nocować w namiocie albo w schroniskach – też uzyskamy podobny efekt. Chociaż, oczywiście, im podróż dłuższa i bardziej odległa, tym efekt będzie wyraźniejszy.
Kiedy jestem na wyprawie i sypiam w namiocie, to czuję, że noc za nocą wracam do „ustawień fabrycznych” – moje rytmy biologiczne się aktualizują i sen zgadza z rytmem słońca.
Nawet podczas lipcowych trekkingów w norweskich górach zasypiałam około 22, gdy dopiero zaczynał zapadać lekki zmrok, i budziłam się spontanicznie o 5.30 rześka jak skowronek.
Motyw podróży jest często podejmowany przez literaturę i kino. Weźmy na przykład „Dziką drogę” (z 2014 roku) albo „Ścieżki życia”. Bohaterowie obu filmów wędrują, aby szukać odpowiedzi, rozwiązać kryzysową sytuację, poukładać rozsypane kawałki życia i odnaleźć sens. Podróż jako motyw odkrywania prawd znajdziemy i u Olgi Tokarczuk („Podróż ludzi Księgi”, „Bieguni”), i u Cervantesa, i Hermanna Hessego, i w poezji bitników – w każdym pokoleniu, w każdej epoce (od „Odysei” począwszy) ludzie wyruszali w podróż i wracali zmienieni.
Droga leczy, wzmacnia, daje czas na spotkanie ze swoimi myślami, na mierzenie się ze swoimi lękami, na przekraczanie swoich ograniczeń.
Zwłaszcza gdy nie jest to podróż w klimatyzowanym samochodzie od hotelu do hotelu, ale taka pierwotna, z całym dobytkiem na grzbiecie, w swoim rytmie, bez ram czasowych.
Obydwa wspomniane przeze mnie filmy zostały nakręcone na podstawie autobiograficznych powieści – kryzysy realnych ludzi popchnęły ich do decyzji: idziemy! I podróż zmieniła wszystko. Bohaterowie „Ścieżek życia” przemierzają South West Coast Path (Szlak Południowo-Zachodniego Wybrzeża) – najdłuższy pieszy szlak turystyczny Wielkiej Brytanii (1014 kilometrów wzdłuż wybrzeża południowo-zachodniej Anglii).
Wędrowała nim również Katherine May, brytyjska pisarka, która opisała swoją podróż w książce „Przesilenie”. Jej podtytuł brzmi: „Droga do siebie, kiedy przytłacza cię świat”. Czyż to nie najpiękniejsza z możliwych definicji wędrowania? Idziesz drogą przed siebie, by dojść do... siebie. Właśnie tak, tak to odbieram. Tak, znam to i ja – z osobistych kryzysów, z mierzenia się ze swoimi obawami, niepokojami mnie też niejednokrotnie uratowała droga.
Wróćmy do Katherine May. Pisze ona, że South West Coast Path to „trudny, urwisty i złośliwy szlak (…), bo nie daje możliwości pójścia na skróty, nawet w miejscach, gdzie byłoby to oczywiste. Idąc tym szlakiem, nieraz schodzi się stromym zboczem do zatoczki tylko po to, by zaraz mozolnie wdrapywać się pod górę, chociaż często znacznie logiczniejsza, równa droga jest w zasięgu wzroku”.
Oprócz krajobrazu wędrowanie utrudnia kapryśna pogoda, zmienna, jak to nad morzem – nieprzewidywalne deszcze i wichury, chłód i ziąb w nocy, upały w dzień. Taka trasa. Katherine May oswajała swoją diagnozę spektrum autyzmu, oswajała swoją rolę macierzyńską – szła na raty, co i tak jest logistycznym wyzwaniem, kiedy jest się mamą trzyletniego chłopca.
Bohaterowie „Ścieżek życia” – małżeństwo Raynor i Moth – próbowali oswoić z kolei nową rzeczywistość: utratę domu i diagnozę choroby neurologicznej u Motha (powodującą trudności w poruszaniu i spadek funkcjonowania poznawczego). I tak się dzieje; i nie jest to bynajmniej wytwór fantazji autorów powieści, bo życie samo pisze takie scenariusze – że proces zdrowienia następuje w drodze. Zwłaszcza zdrowienia emocjonalnego, ale także fizycznego, kiedy krok za krokiem wysiłek wzmacnia mięśnie. Bo wędrowanie „to nie tylko wędrowanie – to wolność”.
Takie słowa wypowiada Moth, odkrywając przed sobą najgłębszą wartość ich podróży. Podczas wędrówki spotykają przypadkowe osoby, między innymi mężczyznę zachwyconego jeżynami zbieranymi na klifach w porze, w której owoce są idealne – już bardziej niż dojrzałe, ale jeszcze nie zepsute, przesiąknięte słoną bryzą, zatem lekko osolone.
„Powstają z czasu i natury, są darem” – mówi ów człowiek, pełen zachwytu, a ja uświadamiam sobie, że nie tylko jeżyny potrzebują czasu i natury. Także rozwiązania przychodzą do nas z czasem, a najlepiej w naturze.
Może właśnie w tym tkwi tajemnica – dać sobie czas i być w kontakcie z przyrodą, by poczuć jej leczącą moc. Wtedy nastąpi dar uzdrowienia.
Owoce są słonawe – tytuł oryginalny filmu (i powieści) brzmi „The Salt Path” („Słone ścieżki”) – i tak sobie myślę, ile sól może budzić skojarzeń. Wypłakujemy przecież nieraz w ciągu życia słone łzy, pełne smutku i żalu. A gdy z kolei z kimś już przejdziemy niejeden trud, czyli „zjemy beczkę soli”, to wiemy, że zawsze możemy na niego liczyć. I w ten sposób ścieżka życia może być zaiste ścieżką soli – słone doświadczenia nas kształtują. I wzmacniają.
W kontekście filmu przypomina mi się również książka „Dobre życie”, napisana przez 103-letnią lekarkę ze Stanów Zjednoczonych Gladys McGarey. Autorka, uważana za matkę medycyny holistycznej, jak mantrę na każdej stronie powtarza, że ruch to życie, że ruch leczy, że nie ma zdrowia bez ruchu. Te słowa wybrzmiewały mi mocno w głowie podczas projekcji filmu. Podczas wędrowania dobrze się myśli, wątki układają się niczym puzzle w składny obraz, łatwiej zrozumieć rzeczywistość i siebie.
Wprawdzie samo rozumienie jest mocno przereklamowane, samo z siebie nikogo nie uleczy (co psychoterapeuci wiedzą nie od dzisiaj), jednak odrobina rozumienia uspokaja, pozwala nabrać innej perspektywy.
Sama także lubię rozumieć. Lubię rozumieć, tak jak lubię czekoladę, która – owszem – wzmacnia, dostarcza energii i magnezu, ale nie zaspokoi wszystkich potrzeb organizmu i ciężko byłoby żyć tylko na czekoladzie. Wędrowanie jest transem, medytacją, rytmiczne kroki i dostrojony do nich oddech to naturalny i legalny sposób na zmianę stanu świadomości.
Kiedy wędrujemy, ale też szerzej, kiedy w ogóle jesteśmy w ruchu, nasz mózg pracuje intensywniej, nasze neurony aktywizują się, nie ulegają tak szybkiej degeneracji jak wtedy, kiedy zdecydowalibyśmy się utknąć w bezruchu. O dobroczynnym działaniu aktywności dla naszego mózgu można przeczytać chociażby we wspaniałej książce „Tak działa mózg” Joanny Wojsiat. Warto wędrować, warto być w drodze. Zwłaszcza gdy dopada nas mrok – wtedy, aby go przejść, warto go… przejść i z nim się przejść, zabrać go w podróż, by się w niej rozcieńczył. I zamienił w światło.
Podróże dla mnie to także podróże wewnętrzne, w świat opowieści właśnie – literackich lub filmowych. Gdy zanurzamy się w historie bohaterów i angażujemy swoje emocje, potrząsamy skojarzeniami, budzimy czasem wspomnienia, a czasem wpadają nam do głowy niespodziewane pomysły. Pojawia się ruch, choć ciało pozostaje w miejscu, ale myśli się kłębią, emocje drgają.
Szczególnym rodzajem podróży wewnętrznych będzie podróżowanie w czasie. Do przeszłości, do swoich wspomnień, z których możemy coś dla siebie zabrać, przypomnieć sobie własne mocne strony, dokonania, wyzywania, kryzysy, które potrafiliśmy rozwiązać, ludzi, którzy nas wspierali, dobro, które nas spotkało. Ale możemy także podróżować w przyszłość, w wizualizowanie sobie dobrego życia, które przed nami, snucie planów, odważny rozmach w budzeniu marzeń.
Urszula Sołtys-Para – psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach oraz online – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii; twojpsycholog.net.pl