Przez lata wmawiano nam, że związek to jeden z warunków szczęśliwego życia. Małżeństwo miało dawać poczucie bezpieczeństwa, poprawiać zdrowie, a nawet wydłużać życie. Singielstwo traktowano natomiast jak przystanek przed „prawdziwym życiem” – coś, co powinno się skończyć, gdy tylko poznamy właściwą osobę. Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
Bycie singlem wciąż często przedstawia się jako stan tymczasowy. „Na pewno kogoś poznasz”, „jeszcze się ustatkujesz”, „zobaczysz, jak spotkasz właściwą osobę” – takie teksty znamy aż za dobrze. Problem w tym, że rzeczywistość coraz mniej pasuje do tego schematu. Analiza Pew Research Center z 2023 roku pokazała, że jedna czwarta Amerykanów w wieku 40 lat nigdy nie zawarła małżeństwa. W 1980 roku było to zaledwie 6 proc. To najwyższy odsetek od początku prowadzenia takich statystyk, czyli od około 1900 roku. Co istotne, nie chodzi tylko o to, że ludzie pobierają się później. Coraz więcej osób po prostu w ogóle nie decyduje się na małżeństwo. Część z nich przez lata mieszka sama. Singielstwo przestaje więc być wyjątkiem i staje się jednym z całkiem zwyczajnych sposobów życia.
Pewnie nie raz słyszeliśmy, że ludzie w małżeństwach są zdrowsi, szczęśliwsi i dłużej żyją. Brzmi jak dowód na to, że związek po prostu nam służy. Tyle że badania, na których opiera się ten wniosek, nie zawsze są tak jednoznaczne. Jednym z problemów jest sposób porównywania grup. W wielu badaniach osoby pozostające w małżeństwie zestawia się ze wszystkimi pozostałymi, a więc także z osobami po rozwodzie czy po śmierci partnera. Tymczasem zarówno rozwód, jak i żałoba mogą mieć bardzo duży wpływ na zdrowie i samopoczucie. W efekcie różnica między osobami zamężnymi czy żonatymi a resztą może wyglądać na większą, niż rzeczywiście jest.
Jest jeszcze jeden ważny czynnik. Nie wszyscy wchodzimy w małżeństwo z tego samego punktu startowego. Osoby zdrowsze, stabilniejsze finansowo czy lepiej funkcjonujące społecznie mogą częściej się pobierać i częściej pozostawać w związkach. Część korzyści przypisywanych małżeństwu może więc wynikać z cech, które były obecne jeszcze przed ślubem.
Ciekawie wyglądają także badania, które przez lata obserwują te same osoby. Wynika z nich, że wokół momentu ślubu satysfakcja z życia może wyraźnie wzrosnąć, ale z czasem często wraca do poziomu zbliżonego do tego sprzed małżeństwa. Nie oznacza to oczywiście, że ślub nie może dać nam szczęścia. Może. Chodzi raczej o to, że sam fakt zawarcia małżeństwa nie musi trwale zmienić naszego poziomu zadowolenia z życia. Początkowa radość może z czasem ustąpić codzienności, a my wracamy mniej więcej do swojego wcześniejszego poziomu dobrostanu.
O tym, jak mocno społeczne przekonania wpływają na nasze postrzeganie singielstwa, od lat mówi psycholożka społeczna Bella DePaulo. To właśnie ona ukuła termin singlism, czyli „singlizm”. Jest to określenie opisujące stereotypy, uprzedzenia i nierówne traktowanie osób niepozostających w związkach. DePaulo zwraca uwagę, że singielstwo jest często przedstawiane jako brak czegoś, co inni już mają. Singiel może być postrzegany jako osoba samotna, niedojrzała, „nieznaleziona” albo czekająca na właściwego człowieka. Tymczasem sam fakt, że ktoś nie jest w związku, niewiele mówi o jego jakości życia.
Singlizm może mieć również bardzo praktyczny wymiar. Wiele produktów i usług, od mieszkań po podróże, projektowanych jest z myślą o parach. Podobne założenia można znaleźć w niektórych rozwiązaniach podatkowych czy systemach świadczeń. W efekcie społeczeństwo może nie tylko zakładać, że każdy powinien znaleźć partnera, lecz także w pewien sposób premiować życie we dwoje.
Kiedy przyglądamy się temu, co pomaga nam dobrze żyć przez lata, coraz wyraźniej widać, że najważniejsze są bliskie i dobre relacje z innymi ludźmi, a nie sam fakt bycia w związku. To ważne rozróżnienie, bo bliskość może wyglądać bardzo różnie. Dla jednej osoby będzie nią partner lub partnerka, dla innej – przyjaciele, rodzina, rodzeństwo czy nawet bliska społeczność. Każda z tych relacji może dawać poczucie bezpieczeństwa, przynależności i tego, że jesteśmy dla kogoś ważni.
Bella DePaulo nazywa takie osoby „single at heart” – ludźmi, którzy najlepiej czują się w życiu bez romantycznego partnera. Nie traktują singielstwa jako etapu przejściowego ani czegoś, co trzeba zmienić. Przeciwnie, czują, że właśnie w takim życiu są najbardziej sobą. Dla nich związek nie byłby więc spełnieniem marzeń, ale raczej kompromisem.
Jest też druga strona medalu. Bycie singlem nie musi oznaczać samotności, tak samo jak związek nie zawsze daje poczucie bliskości. Możemy mieszkać sami, a jednocześnie mieć wokół siebie ludzi, na których możemy liczyć – przyjaciół, rodzinę, rodzeństwo. To z nimi spędzamy święta, wyjeżdżamy na wakacje, dzwonimy, kiedy wydarzy się coś ważnego, albo po prostu rozmawiamy o tym, jak minął nam dzień.
Z drugiej strony można mieszkać z partnerem, dzielić z nim codzienność, obowiązki i łóżko, a mimo to czuć się od niego emocjonalnie bardzo daleko. Sam fakt, że jesteśmy w związku, niewiele mówi więc o tym, jak naprawdę się w nim czujemy.
Wnioski z tych badań nie oznaczają oczywiście, że małżeństwo czy związek nie dają szczęścia. Nie ma też podstaw, by twierdzić, że życie w pojedynkę jest z założenia lepsze. Jedni są szczęśliwi w związkach, inni dobrze czują się jako single. Są też osoby, które w związku są nieszczęśliwe, i takie, które mimo braku partnera doświadczają dotkliwej samotności. Statystyki pokazują pewne tendencje, ale nie są w stanie opowiedzieć historii każdego człowieka.
Najważniejszy wniosek jest więc prostszy, niż mogłoby się wydawać: dla naszego dobrostanu większe znaczenie może mieć jakość relacji niż sam fakt, że jesteśmy z kimś związani. Może więc czas przestać pytać singielkę podczas rodzinnego obiadu: „B to kiedy wreszcie kogoś poznasz?”. Zamiast tego warto zapytać: „Masz wokół siebie ludzi, z którymi czujesz się dobrze?”.
Szczęśliwe życie nie ma jednego scenariusza. Dla jednej osoby będzie nim małżeństwo i wspólny dom. Dla innej bliskie przyjaźnie, dobre relacje z rodziną, własna przestrzeń i niezależność. A dla jeszcze innej jedno i drugie, tylko w różnych momentach życia. Nie trzeba być w związku, żeby czuć bliskość. I nie trzeba być singlem, żeby czuć się samotnie.