Gdy w dzieciństwie pytano nas, kim chcemy zostać w przyszłości, często wskazywaliśmy zawody ekscytujące, zapewniające rozpoznawalność, dalekie podróże oraz wysokie dochody. Ktoś chciał zostać piosenkarzem, ktoś inny sportowcem. Wierzyliśmy, że właśnie dzięki temu osiągniemy stan wielkiego zadowolenia. Tymczasem okazuje się, że do bycia szczęśliwym nie są potrzebne ani nieustanne wrażenia, ani spektakularne sukcesy.
Poczucie szczęścia może opierać się na znacznie mniej widowiskowych rzeczach. Na łamach „Forbesa” amerykański psycholog Mark Travers podzielił się trzema „nudnymi” nawykami, które łączą najszczęśliwszych ludzi. Nie mówi on, że nie warto spełniać swoich marzeń, starać się o podwyżki i sięgać wysoko. Wskazuje po prostu na stabilne fundamenty, które pomagają podtrzymać dobry stan na dłużej, kiedy opadną już emocje. O jakie zwyczaje chodzi?
Każdy z nas słyszał hasło „higiena snu”, ale mało kto stosuje się do kryjących się za nim założeń. Często zdarza nam się, że w tygodniu zarywamy nocki, czy to nadganiając pracę, czy scrollując feed. Oczywiście z myślą, że „odeśpimy” w weekend. W efekcie w piątkowy wieczór wyłączamy budzik i śpimy do oporu.
Niestety, takie nawyki nam nie służą. Nasz organizm działa bowiem zgodnie ze swoim „wewnętrznym zegarem”, którego nie da się łatwo przestawić. Właśnie dlatego specjaliści zalecają utrzymywanie w miarę stałego rytmu dobowego. Warto o to zadbać, ponieważ badania pokazują, że nieregularny tryb życia i niestabilny nastrój często idą ze sobą w parze. Dane z Wielkiej Brytanii wykazały, że regularne godziny zasypiania i budzenia się zmniejszają ryzyko rozwoju depresji i zaburzeń lękowych. To, kiedy kładziemy się do łóżka i kiedy z niego wstajemy, jest równie ważne jak to, ile godzin śpimy.
„Nieprzerwanie od 84 lat w ramach harwardzkiego badania śledzimy losy tych samych osób. Zadajemy im tysiące pytań i dokonujemy setek pomiarów, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę sprawia, że ludzie czują się zdrowi i szczęśliwi. Przez wszystkie lata studiowania życia uczestników projektu stale i konsekwentnie wyróżniał się jeden kluczowy czynnik, wpływający zarówno na zdrowie psychiczne i fizyczne, jak i na długowieczność. Wbrew temu, co wiele osób może pomyśleć, nie chodzi tu o sukcesy zawodowe, ruch fizyczny ani zdrowe odżywianie. Nie zrozumcie nas źle: te kwestie też mają duże znaczenie. Jednak czynnik, który nieustannie potwierdza swój silny i trwały wpływ na nasze życie, jest jeden. To dobre relacje” – piszą dr Robert Waldinger i dr Marc Schulz w książce „Dobre życie. Lekcje z najdłuższego na świecie badania nad szczęściem”.
Czytaj także: Co sprawia, że życie jest dobre? Wyniki najdłuższych na świecie badań nad szczęściem
Mark Travers zaznacza jednak, że nie chodzi wyłącznie o więzi z najbliższymi nam ludźmi: partnerem, rodziną czy przyjaciółmi. Duże znaczenie ma także tzw. social snacking (pol. towarzyskie podjadanie). Do tej kategorii zaliczamy zarówno życzliwe przywitanie się z sąsiadem, uśmiech do zaznajomionego baristy podczas składanie zamówienia czy pogawędkę z kasjerem przy robienie zakupów. Badanie z 2014 roku opublikowane w czasopiśmie „Personality and Social Psychology Bulletin” pokazało, że uczestnicy deklarowali większe zadowolenie w dniach, kiedy mieli więcej takich przelotnych, niezobowiązujących kontaktów z ludźmi, którzy „grają drugoplanowe role” w naszym życiu.
Z boku może wydawać się, że są to naprawdę „nudne” interakcje. Każdego dnia odgrywamy tę samą scenę: rzucamy kilka ogólnych zdań o pogodzie, unosimy kąciki ust, machamy ręką. A jednak ta powtarzalność i świadomość, że otaczają nas – niekoniecznie zaprzyjaźnieni, ale jednak pozytywnie do nas nastawieni – ludzie, działa na nas bardzo korzystnie.
Większość z nas, kiedy tylko chwytamy się nowego zajęcia, chce dążyć do osiągnięcia mistrzostwa. Wkładamy dużo wysiłku w to, by dojść do kolejnych poziomów na oficjalnych egzaminach, a w dłuższej perspektywie może nawet zmonetyzować nabyte umiejętności: sprzedawać swoje rękodzieło, zdobyć upragnioną posadę, wygrać talent show. Psycholog zachęca jednak, by czasem… sobie odpuścić.
„Większość zadowolonych z życia ludzi ma jedną aktywność, którą wykonują często, ale w której nigdy nie stają się szczególnie dobrzy” – przekonuje. Może być to granie na instrumencie, który wyciągacie tylko przy ognisku i nawet przez myśl wam nie przeszło, że kiedyś będziecie występować na Stadionie Narodowym. Może być to rysowanie dla własnej przyjemności i chowanie swoich koślawych szkiców do szuflady albo nauka języka obcego, by móc zamówić sobie kawę na wakacjach, a nie czytać naukowe opracowania.
Mark Travers zaznacza, że do dobrego funkcjonowania musimy zadbać o zaspokojenie trzech potrzeb: autonomii, więzi z innymi i kompetencji. Kompetencje nie polegają jednak na tym, by osiągać szczyty i chwalić się swoim talentem przed szeroką publicznością, ale by móc obserwować swoje własne, nawet niewielkie postępy. Bez ocen, przypomnień w aplikacji i zewnętrzych nagród, które mogę zabić całą przyjemność z hobby i sprawić, że stanie się ono kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.
Czytaj także: Jeśli codziennie powtarzasz te 6 zdań – nigdy nie będziesz szczęśliwa. Tak sama podcinasz sobie skrzydła
Artykuł opracowany na podstawie: Mark Travers, „3 ‘Boring’ Habits Only The Happiest People Have, By A Psychologist”, forbes.com [dostęp: 10.08.2026]