prof. Lilianna Kiejzik - Czy zwrócić znalezione pieniądze? Arystoteles, Nietzsche i inni filozofowie próbują odpowiedzieć na pytanie, czym jest moralność
00:00
11:19
Czy zwrócić znalezione pieniądze? Jak zareagować na plotkę o koleżance? Filozofia nie odpowiada wprost na te pytania, jednak daje nam narzędzia, dzięki którym możemy znaleźć własne odpowiedzi. W swoim kolejnym felietonie prof. Lilianna Kiejzik przypomina, że moralność nie jest celem samym w sobie, ale sposobem bycia w świecie.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 02/2026
To trudny temat, gdyż wielu ludziom wydaje się, że doskonale wiedzą, czym jest moralność i co znaczy postępować moralnie. Ale gdy zapytamy o definicję moralności, najczęściej padają określenia bazujące na zdrowym rozsądku – aby nie powiedzieć, że są powierzchowne.
Filozofia też nie da nam prostych odpowiedzi. Nie powie, co robić w konkretnej sytuacji. Ale znajomość filozofii da nam coś bardziej cennego: narzędzia do myślenia, tradycję mądrości i perspektywę, które pomogą poruszać się w złożonym świecie moralnych wyborów.
I to, co czyni ją nie tylko fascynującą, ale i fundamentalnie ludzką, to nasza próba zrozumienia, kim jesteśmy i kim chcemy być. Bo filozofia to nie wyłącznie abstrakcyjna teoria, to także żywa praktyka podejmowania trudnych decyzji. Zacznijmy zatem od podstaw.
Wyobraźmy sobie, że stoimy na rozstaju dróg. Jedna prowadzi do łatwego wyjścia, druga – do tego, co właściwe. Którą drogę wybierzesz? To pytanie, na pozór banalnie proste, trapi ludzkość od tysięcy lat i stanowi sedno filozofii moralnej. Nie jestem tu po to, aby powiedzieć, jak mamy wybierać. To byłoby moralizatorstwo. Zamiast tego proponuję fantastyczną podróż przez świat etyki (nauki o moralności) i poznanie koncepcji, które kształtują nasze codzienne wybory. Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Czym zatem jest moralność? Definiujemy ją jako system kategoryzacji naszych intencji, decyzji i działań na te, które są właściwe (słuszne, dobre), i te, które są niewłaściwe (niesłuszne, a więc złe). Brzmi prosto, prawda? Ale filozofowie od wieków spierali się o to, skąd bierze się taki podział i czy w ogóle jest on uniwersalny. Jedno jest pewne, moralność nie pojawiła się nagle, wraz z cywilizacją. Przeciwnie, jej korzenie sięgają głęboko w przeszłość.
Koncepcja ewolucji moralności odnosi się do emergencji ludzkiego zachowania moralnego w toku ewolucji człowieka. Mówiąc inaczej, historię ludzkiej moralności możemy prześledzić już w zachowaniach ludów pierwotnych. Kluczowym momentem było tu pojawienie się współpracy wśród wczesnych plemion na długo przed odkryciem przez nich ognia.
Gdy ludzie zaczęli wspólnie polować i zbierać pożywienie, stali się od siebie zależni. Wtedy rozwinęli nowe sposoby odnoszenia się do innych. I najważniejsze, zaczęli odczuwać silne motywacje współpracy, zarówno do współdziałania w osiąganiu celów, jak i do odczuwania współczucia i pomagania swoim istniejącym lub potencjalnym partnerom.
Odkrycia archeologiczne dostarczają poruszających dowodów na istnienie moralności u ludów prehistorycznych. Jednym z najbardziej przekonujących jest praktyka opieki nad chorymi i niepełnosprawnymi członkami grupy czy plemienia. Innym – praktyki pogrzebowe, bogate pochówki sugerują jakąś koncepcję życia po śmierci.
Także opisane przez francuskiego antropologa kulturowego Claude’a Lévi-Straussa (1908–2009) w „Elementarnych strukturach pokrewieństwa” (1949) więzi powstające między grupami, gdy kobiety z jednej z nich poślubiają mężczyzn z drugiej, prowadzą do zakazu kazirodztwa. Lévi-Strauss pokazał, że prawdopodobnie plemiona Indian brazylijskich, które badał w latach 30. XX wieku, ale też nasi odlegli przodkowie, byli świadomi niebezpieczeństw kazirodztwa i unikali go nawet na bardzo wczesnym etapie prehistorii.
Również francuski filozof i socjolog Émile Durkheim (1858–1917), badając społeczeństwa pierwotne, zauważył głęboko zakorzenioną w nich moralność. On z kolei argumentował, że religia odgrywała kluczową rolę w jednoczeniu członków plemienia poprzez tworzenie wspólnego sumienia lub świadomości.
Widzimy zatem, co potwierdzają badania, że mimo różnic kulturowych istnieją uniwersalia moralne obecne w większości dawnych społeczeństw oraz aktualnie. Obejmują one: unikanie krzywdy, wartości rodzinne, wzajemność (prezenty dajemy tym, którzy nas obdarowują), autonomię, autorytet, sprawiedliwość.
Ta ostatnia była obecna nawet wśród ludów uważanych za okrutne. A to znaczy, że moralność nie pojawiła się wraz z umownie rozumianą cywilizacją współczesną, istniała od samego początku ludzkości, choć w różnych formach. Jest zatem dziedzictwem ewolucyjnym, fundamentem, na którym zbudowaliśmy wszystkie późniejsze systemy etyczne. Zatrzymajmy się na tych systemach.
Cofnijmy się do starożytnej Grecji. Arystoteles (IV wiek p.n.e.) nie traktował moralności jako zbioru sztywnych reguł, ale jako praktykowanie cnót (areté). Powiadał, że celem życia jest eudaimonia, czyli szczęście, dobre życie. Ale jak je osiągnąć? Musimy po prostu unikać skrajności, wybierać „złoty środek”, tam znajduje się cnota. I co ważne, nie postępujemy właściwie, ponieważ posiadamy cnotę, powiadał myśliciel. Raczej posiadamy cnotę, ponieważ postępujemy właściwie. A prawdziwa cnota wymaga więcej niż dobrego charakteru, wymaga mądrości (sophia), umiejętności rozpoznania właściwej reakcji w konkretnej sytuacji.
Przejdźmy teraz do XVIII-wiecznego filozofa Immanuela Kanta, filozofa z Królewca. On miał zupełnie inne zapatrywanie na moralność. Dla niego nie była to kwestia konsekwencji czy charakteru, ale obowiązku. Mamy bowiem obowiązek moralnego postępowania, bez względu na różne ograniczenia.
Kant nam rozkazuje, nie daje możliwości wyboru. Powiada: postępuj tak, jakbyś chciał, aby maksyma twojego postępowania stała się prawem powszechnym.
A to znaczy, że masz traktować drugiego człowieka jak cel sam w sobie, nigdy jak środek do celu. Taka jest treść imperatywu kategorycznego. Ujmując to inaczej – ludzie mają wewnętrzną wartość i godność, czego nie wolno ignorować dla osiągnięcia innych celów. Co ciekawe, dla Kanta moralność była niezależna od religii. Po prostu uważał on, że dobro nie jest wrodzoną właściwością człowieka (co w swojej koncepcji umowy społecznej głosił z kolei Rousseau), wymaga świadomego wyboru i wysiłku. Moralność nie jest więc tym, co odczuwamy, ale tym, do czego nas zobowiązuje rozum.
Wiek XIX wprowadził jeszcze inną perspektywę do rozważań o moralności. Była to, z jednej strony, koncepcja utylitaryzmu Johna Stuarta Milla (1806–1873), a z drugiej – propozycja Fryderyka Nietzschego (1844–1900). Mill definiował szczęście jako przyjemność i brak bólu, ale nie był zwyczajnym hedonistą. Powiadał, że istnieją przyjemności „wyższe” i „niższe”. Przyjemności intelektualne i moralne są bardziej wartościowe niż przyjemności fizyczne, oferują bowiem głębsze szczęście.
Natomiast Nietzsche uderzył w tradycyjne pojęcie moralności. A co jeśli jest ona złudzeniem, fikcją? W jednej ze swoich prac, pt. „Poza dobrem i złem” (1886), zaatakował moralność chrześcijańską jako moralność niewolników.
Przytłacza ona jednostki i pozwala utrzymywać się przy władzy słabym. Przeciwstawił jej moralność panów, jednostek silnych i zdecydowanych. Jednak Nietzsche absolutnie nie postulował tego, że „wszystko wolno”. To byłoby uproszczenie. Uważał, że dobro wyrasta z charakteru osoby. Wzywał do stworzenia własnych wartości wykraczających poza prosty podział na „dobre” i „złe”.
Już ten krótki przegląd może sugerować, że moralność jest relatywna, zależy od kultury, czasu, kontekstu. Z jednej strony może to prowadzić do promowania tolerancji, jeśli uznamy, że żadna kultura nie jest moralnie lepsza od innej. Ale z drugiej – może także prowadzić do akceptacji jakichś gorszych praktyk, jeśli te są częścią danej kultury.
Czy istnieje zatem jakieś uniwersalne jądro wartości, jakie musi akceptować każda kultura? Kolejne trudne pytanie. Dlatego filozofia moralna może wydawać się abstrakcyjna, gdyż nie odpowiada na nie wprost. Mimo to jej wpływ na nas jest głęboki i konkretny.
Każdego dnia podejmujemy przecież wiele decyzji moralnych: Czy zwrócić znalezione pieniądze? Jak zareagować na plotkę o koleżance? Czy dotrzymać obietnicy, mimo że jest to niewygodne? Filozofia radzi w tych wszystkich sytuacjach „przepuścić” odpowiedź przez kilka zmiennych: szczerość jako fundament relacji osobistych, współczucie i empatia w reakcji na cierpienie innych, odpowiedzialność i przeprosiny, gdy popełnimy błędy, krytyczne myślenie, obserwacja rezultatów naszych działań i możliwa reakcja.
Musimy też pamiętać, że moralność nie jest celem samym w sobie, ale sposobem bycia w naszym świecie, tworzy sens i wartości. Jeśli chcemy żyć w świecie, w którym ludzie się wzajemnie szanują, zacznijmy od siebie.
Jak powiadał Sokrates, gdy raz odróżnimy dobro od zła, nic na świecie nie zmusi nas do postępowania wbrew tej wiedzy.
Lilianna Kiejzik, prof. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyki „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”