Coraz częściej także wyjazdy wakacyjne traktujemy jak projekt i na czas urlopu nie rozstajemy się z mechanizmami zaczerpniętymi z życia zawodowego. W efekcie także na wakacjach możemy doświadczyć wypalenia. Jak tego uniknąć – sprawdza dziennikarka i autorka książek o podróżach Magdalena Żelazowska.
- Coraz częściej traktujemy wakacje jak projekt, planując każdy szczegół i oczekując efektywności, co prowadzi do frustracji i podróżniczego wypalenia.
- Psycholożka Alex Limanówka wskazuje, że źródła podróżniczego perfekcjonizmu leżą m.in. w nerwicach, OCD, ADHD, presji społecznej i chęci rekompensaty codziennych trudów.
- Podróżnicy radzą praktykować uważność, ograniczać kontakt z elektroniką, nie planować zbyt wiele i pozwalać sobie na spontaniczność.
- Autorka planuje własny urlop w rytmie slow: bez przewodnika, z leniwymi porankami, jedną książką, starym telefonem i gotowością na niespodzianki.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 8/2024.
Za chwilę wyjeżdżam na upragniony, dawno zaplanowany rodzinny urlop. Wszystko dopięłam na ostatni guzik i podróż zapowiada się wspaniale, ale wcale nie jestem pewna, czy odpocznę. Nie chodzi o wymagający kierunek ani o to, że wyjeżdżam z dzieckiem. Problemem jest moje nastawienie.
Jestem autorką książek i artykułów o tematyce podróżniczej, więc w czasie prywatnych wyjazdów trudno mi po prostu odpoczywać – odwiedzając nowe miejsca, z przyzwyczajenia szukam tematów, które mogłabym opisać. Robiąc zdjęcia, planuję kadry ilustrujące artykuły lub posty w mediach społecznościowych. Kilkanaście lat temu uległam modzie na blogowanie – popularna była wtedy wiara, że opisywanie prywatnych wyjazdów można przekuć w intratną internetową działalność. Zawsze lubiłam pisać dzienniki z drogi, a zarabianie na robieniu tego, co się kocha, brzmiało kusząco. Nie przewidziałam, że traktowanie podróży jako źródła dochodu zabija ich spontaniczność. Jednak problem dotyczy nie tylko osób zawodowo związanych z turystyką. Nawet jeśli nie zarabiamy na podróżowaniu, podchodzimy do niego z określoną tezą. Dziś nie wypada bezmyślnie zalegać na leżaku.
Nawet w czasie urlopu czujemy przymus, by coś z niego wynikało. Mamy się rozwijać, poprawić kondycję albo schudnąć i popracować nad relacjami.
Poza presją efektywności na współczesnym podróżniku ciąży też przymus doświadczania. Na nic egzotyczne wojaże, jeśli nie wykażemy odpowiedniego poziomu aktywności, którym będziemy się mogli pochwalić. Wakacje w Indonezji? Obowiązkowo z warsztatami batiku i zajęciami z jogi. Jeśli Toskania, to w pakiecie z kursem sommelierskim i kulinarnym. Urlop nad Bałtykiem? Koniecznie z noclegiem w latarni morskiej i łowieniem ryb z kutra, które następnie należy własnoręcznie uwędzić. Wakacje to nie relaks, tylko podróżniczy przewrót, kolejny krok w niekończącym się wyścigu po lepszą jakość życia.
Dużo mówi się dziś o wypaleniu zawodowym, twórczym lub rodzicielskim. Czy można też doświadczyć wypalenia dotyczącego podróży? Dorastałam w średnim polskim mieście, w którym niewiele się działo. Postanowiłam to sobie odbić w czasie studiów. Wygłodniała wrażeń rzuciłam się na miejskie atrakcje, możliwości zarabiania własnych pieniędzy i uniwersyteckie wyjazdy. Pierwsze dalsze podróże wciągnęły mnie bez reszty. Wracałam z nich oczarowana, na długo naładowana pozytywną energią. Dziś podróżuję kilkanaście razy w roku i choć marzyłam o takim życiu, to wyjazdy robią na mnie coraz mniejsze wrażenie. Autokarowa wycieczka do Grecji po maturze olśniła mnie bardziej niż pobyt w luksusowym hotelu na Karaibach. Zauważyłam też, że w podróży coraz trudniej mi odpoczywać. Częste przemieszczanie bardziej męczy, szybciej powszednieje, a efekt przyjemnego uniesienia po powrocie utrzymuje się krócej.
Podróże stały się dziś tanie, proste, szybkie – i bez refleksyjne.
Przestaliśmy mieć czas na to, by poznawać, uczyć się czy choćby uważnie obserwować. Chcemy zaliczyć turystyczne atrakcje, najeść się, zregenerować (tylko po to, by móc efektywniej pracować po powrocie). Brakuje nam pokory, autentycznej ciekawości.
Jesteśmy hiperaktywni, ale nie interaktywni. Jeszcze nigdy nie doświadczaliśmy tak wiele, przeżywając tak niewiele.
W podróży nie znosimy też nawet na chwilę tracić kontroli – czekać ani w żaden sposób być zaskakiwani, na przykład przez opóźniony samolot, złą pogodę czy hotelowy pokój, który nie spełnia naszych oczekiwań. To wszystko zamiast przyjemności skutkuje frustracją.
Alex Limanówka, psycholożka i psychoterapeutka systemowa związana z Uniwersytetem w Kent, zauważa, że źródeł podróżniczego perfekcjonizmu można szukać w pewnych rodzajach zaburzeń, takich jak nerwice, atelofobia (czyli lęk przed byciem niewystarczająco dobrym), zaburzenia obsesyjno-kompulsywne czy ADHD. Dużą rolę odgrywają też czynniki środowiskowe, takie jak: uwarunkowania i oczekiwania kulturowe, porównywanie się z innymi oraz kontrola, która niejednokrotnie ma na celu zapewnienie ochrony i bezpieczeństwa, polegającego na unikaniu powtórzenia trudnych wydarzeń z przeszłości. Nie bez znaczenia są też czynniki rozwojowe, takie jak: styl rodzicielski, rodzaj osobowości i presja społeczna.
Często potrzeba zaplanowania perfekcyjnego urlopu wynika po prostu z chęci zrekompensowania codziennych trudów. Świadomość ograniczonego czasu wakacyjnego, budżetu i potencjalnie jedynej okazji do odpoczynku w ciągu roku rodzi presję. Wiele osób obsesyjnie dąży do zorganizowania idealnego urlopu, co może być mieczem obosiecznym, bo wraz z oczekiwaniami wzrasta poziom frustracji, gdy coś nie idzie zgodnie z planem. Co można zrobić, żeby nie wpaść w pułapki podróżniczego perfekcjonizmu, który odbiera radość z wakacji i utrudnia prawdziwy odpoczynek?
– Jeśli mamy perfekcjonistyczne tendencje, warto skupić się na technice związanej z własną strefą kontroli – radzi Alex Limanówka. – Nad czym mamy pełną kontrolę podczas wyjazdu? Nad czym mamy kontrolę współdzieloną z czynnikiem zewnętrznym, a nad czym nie mamy kontroli wcale? Pacjenci szybko dochodzą do wniosku, że frustrują się rzeczami, nad którymi nie mają kontroli (opóźnienie lotu, brzydka pogoda), a za mało uwagi poświęcają kwestiom, nad którymi mają kontrolę – na przykład pozytywnemu nastawieniu.
Warto zadać sobie pytanie: po co jadę na urlop? Większość z nas odpowie, że aby odpocząć. Ale czy stresując się wieloma rzeczami, na pewno dajemy sobie przyzwolenie na odpoczynek? Może warto więc wrócić do pytania raz jeszcze i podążać za odpowiedzią, którą sobie daliśmy. Nawet jeśli zupełne wrzucenie na luz wydaje się nam niemożliwe, warto zrobić to chociaż w drobnej kwestii i zastanowić się, jak ten spokój wpływa na nas i na nasze nastawienie do urlopu.
Po sposoby na radzenie sobie z podróżniczą presją zwróciłam się też do kolegów po fachu, czyli innych podróżników i reporterów. Małgorzata Szumska, pisarka, podróżniczka i prezeska Kopalni Złota w Złotym Stoku, wykorzystała wieloletnie doświadczenie w pracy w turystyce oraz obserwacje z własnych podróży do napisania „Uważnika. Przewodnika świadomego podróżowania”. W książce opatrzonej zestawem inspiracyjnych kart podpowiada, jak podróżować w rytmie slow.
Proponuje następujące sposoby na praktykowanie uważności w podróży:
- OBSERWUJ WŁASNE MYŚLI. To naturalne, że błądzą i krążą wokół pracy, ale możemy je świadomie skierować na to, co nas otacza tu i teraz.
- OGRANICZ KONTAKT. W miarę możliwości warto zostawić urządzenia elektroniczne w domu lub wyznaczyć sobie limity czasowe korzystania z nich.
- POZBĄDŹ SIĘ MYŚLI, ŻE MUSISZ WYPOCZĄĆ. Zamiast tego pomyśl: „chcę wypocząć” – to zmienia perspektywę.
- NIE BĄDŹ ZBYT AMBITNY. Nie planuj za wiele, miej czas na odpoczynek.
- DBAJ O SAMOTNOŚĆ. Nawet w czasie rodzinnego urlopu ważne jest odosobnienie i wyciszenie.
- NIE PORÓWNUJ. Doceniaj miejsce, w którym jesteś.
- NIE OCZEKUJ. Zaakceptuj to, że plany mogą ulec zmianie, ale zachowaj pozytywne nastawienie.
Czytelnikom Małgorzata Szumska radzi: – Cieszmy się z samej podróży! Z tego, że jesteśmy poza domem, że mamy czas dla siebie. Dla bliskich. Nie jest ważne, żeby odhaczyć kolejne zdobyte miejsca, ważne jest, by nasz umysł odpoczął, a serce wypełniło się radością i wdzięcznością za tę podróż. Zaakceptuj fakt, że nie na wszystko masz wpływ.
A jeśli nie masz na coś wpływu, nie powinno to zaprzątać twoich myśli. Czasami właśnie dzięki nagłym zmianom planów spotykają nas najlepsze przygody.
Mikołaj Buczak, autor książki „Sobremesa. Spotkaj my się w Hiszpanii”, opowiedział mi, dlaczego zawsze chętnie wraca na Półwysep Iberyjski: – Uczę się tutaj, że nie zawsze musimy robić coś w jakimś celu. Możemy robić coś, bo sprawia nam to przyjemność – pójść do baru, posiedzieć w słońcu, napić się kawy i nie myśleć o niczym.
Robić coś bez określonego celu – to dla mnie, efektywnej, zorientowanej na cel perfekcjonistki, objawienie, a jednocześnie duże wyzwanie.
Zamierzam je podjąć, dlatego zaczynam od małych kroków i w tym roku:
- NIE SPAKUJĘ DO WALIZKI MAPY ANI PRZEWODNIKA TURYSTYCZNEGO – rozejrzę się po przylocie i zapytam miejscowych, co warto zobaczyć.
- NIE ZAPEŁNIĘ KAŻDEGO DNIA PLANEM ZWIEDZANIA, za to w harmonogram rodzinnego pobytu wpiszę leniwe przedpołudnia przy basenie.
- ZAMIAST LISTY LEKTUR DO NADROBIENIA NA CZYTNIKU WEZMĘ JEDNĄ KSIĄŻKĘ – tak abym mogła często odrywać od niej wzrok i ucinać sobie drzemki.
- ZREZYGNUJĘ ZE STROJU DO PORANNYCH ĆWICZEŃ – wystarczy mi ten kąpielowy.
- WEZMĘ NIE NAJNOWSZY JUŻ TELEFON Z KIEPSKIM APARATEM – będę rzadziej patrzeć na otoczenie przez automatyczny filtr.
- I co najważniejsze – pozwolę się zaskoczyć.
Magdalena Żelazowska – dziennikarka, autorka książek o podróżach i emigracji. Była dyrektorką Zagranicznego Ośrodka Polskiej Organizacji Turystycznej w Nowym Jorku.