To, że musical może wymykać się gatunkowym stereotypom udowodniła już w zeszłym roku nagrodzona na Oscarach, a wcześniej w Cannes „Emilia Pérez”. Film Mony Fastvold idzie o krok dalej, łamiąc barierę ekranu, który dzieli widzów od duchowego uniesienia. Reżyserka nie tyle opowiada o losach Ann Lee, co wciąga nas w życiorys pełen wiary tak silnej, że przenosi swoich wyznawców do Nowego Świata.
Na poziomie biograficznym „Testament Ann Lee” przedstawia się bardzo klasycznie. Ze szczegółowym komentarzem narratorki (Thomasin McKenzie), bohaterkę obserwujemy od narodzin w 1736 roku aż do nieuniknionej śmierci. Jednak życie Ann (Amanda Seyfried) tak naprawdę zaczyna się, gdy jako 22-latka idzie na spotkanie Shakerów. Odłam sekty kwakrów, który wierzy we wspólnotowe oczyszczenie z win za pomocą śpiewu i rytmicznego tańca, daje jej cel, którego nie mogła odnaleźć w rodzinnym domu, na ulicach Manchesteru, w pracy szpitalnej kucharki, w zwykłym kościele. Dom kaznodziei Jamesa Wardleya i jego żony Jane Wardley to też pierwsze miejsce, gdzie Ann może bez strachu powiedzieć, co myśli. Shakerzy, kierując się zapisami (o dziwo) Biblii wierzyli w równość mężczyzn i kobiet. Jeśli dla niektórych dziś jest to nie do pomyślenia, jakie emocje musiało wywołać w połowie XVIII wieku.
Kiedy kobieta dojdzie do głosu, najpewniej opowie o bólu. Mona Fastvold razem ze swoim współscenarzystą Brady’m Corbetem (duet odpowiedzialny także za „The Brutalist”) skupia się więc na najbardziej bolesnych aspektach kobiecej egzystencji. Małżeńskich gwałtach, porodach, ciągłej bezsilności. Ciało Ann przeszywa niezgoda na społeczne przykazania, sprzeciw wobec obowiązku małżeńskiego, a w końcu najbardziej dojmująca: rozpacz po utracie czwórki nowonarodzonych dzieci. Cierpienie przynosi jej cel. Zamiast być matką biologiczną, zostaje Matką wszystkich. Żeńskim odpowiednikiem Jezusa. Najwyższą kapłanką w świecie nie uznającym kobiet. Swoje dzieci zabiera do Ameryki, pozornego raju otwartości.
Jak przystało na innowacyjną przewodniczkę, ustanawia nowe zasady. Podstawą jej kościoła jest kategoryczny celibat. Ann brzydzi się „grzechu cielesnego”, wie, że pożądanie wyklucza bezinteresowność, dostrzega także, że transakcyjny aspekt miłości, więzi kobiety, odkąd Ewa zerwała jabłko dla Adama. Zamiast kontaktów seksualnych, jako źródło życia wskazuje moc wspólnotowego działania. Sprzeciwia się wszystkim nierównościom społecznym, w tym niewolnictwu. Ziemia, na której osiedla się ze swoją grupą, rozkwita. Nie za sprawą biblijnego cudu, a ciężkiej pracy, również samej Ann, która nie zamierza tylko spijać śmietanki. W przeciwieństwie do wszystkich znanych nam ludzi władzy, nie wymaga od innych czegoś, czego nie zrobiłaby sama. Nikogo też nie trzyma w swoim kościele na siłę. Kto chce, może odejść wolno. Emanuje szczerością, która budzi agresję zakłamanych mieszkańców Ameryki. „Testament Ann Lee” to kolejny dowód na to, że potrzeba nam więcej kobiet-liderek.
Osobiście nie wierzę, że w roli Ann Lee, ktoś sprawdziłby się lepiej niż Amanda Seyfried. Aktorka o anielskim głosie i anielskiej twarzy, z wielkimi oczami spoglądający z ekranu prosto w naszą duszę, jest ucieleśnieniem wywrotowej kapłanki. Delikatna, ale nieugięta, miłosierna, ale konsekwentna, wskrzesza pieśni autorstwa Daniela Blumberga, przemieniając je w podniosły spektakl. To nie jest pierwsza musicalowa rola Amerykanki, ale bez wątpienia najbardziej spektakularna. Jej charyzma ma moc przyciągania tłumów. Sama poszłabym za nią w ogień.
Nie wystarczy dziesięć zdrowasiek. U Shakerów nad pokutą trzeba się napocić. Wytrząsać grzech w nieskończonym, transowym tańcu. Choreografia autorstwa Célii Rowlson-Hall jest tak pełna oddania, że na granicy obłędu. Powtarzalne ruchy nadają musicalowi natchniony, niemal okultustyczny rytm. Charakter układów podkreśla chaotyczna kamera Williama Rexera, wyłapująca pojedyncze ręce, nogi, twarze, wśród ciał splecionych się w mistycznym zamęcie. Napędzani gorliwą wiarą tancerze mają siłę hipnotyczną. Wsysają w ekran, porywają w inny wymiar. Być może nawrócą kogoś na sali kinowej. We współczesnym świecie tęskno nam w końcu do duchowego spełnienia.
Polska premiera filmu „Testament Ann Lee” odbędzie się 13 marca.