Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Napisałam thriller psychologiczny przez przypadek – i to był bardzo szczęśliwy przypadek”. Rozmowa z B.A. Paris

„Napisałam thriller psychologiczny przez przypadek – i to był bardzo szczęśliwy przypadek”. Rozmowa z B.A. Paris

B.A. Paris (Fot. Wydawnictwo Albatros)
B.A. Paris (Fot. Wydawnictwo Albatros)
Zadebiutowała w wieku 58 lat i niemal z miejsca podbiła listy bestsellerów na całym świecie. Dziś B.A. Paris jest jedną z najpoczytniejszych autorek thrillerów psychologicznych – a mimo to mówi o sobie z urzekającą skromnością. Przy okazji polskiej premiery „Obsesji” rozmawiamy nie tylko o jej najnowszej powieści, ale też o wyzwaniach późnego debiutu, o tym, jak z codziennych, niewypowiedzianych lęków autorka buduje historie, od których trudno się oderwać, oraz czego możemy się spodziewać po jej kolejnej książce – sequelu „Za zamkniętymi drzwiami”.

Klaudia Mizerska: Pisanie towarzyszy Pani już od wielu lat. Czy wciąż daje Pani taką samą radość i ekscytację jak na początku, a może z czasem się to zmieniło i dominuje presja oczekiwań?

B.A. Paris: Pisanie wciąż sprawia mi ogromną radość, choć pod wieloma względami stało się trudniejsze przez presję oczekiwań ze strony mojego agenta, redaktorów i czytelników. Kiedy pracowałam nad „Za zamkniętymi drzwiami”, nie spodziewałam się, że książka w ogóle zostanie wydana, więc pisałam to, co chciałam, zupełnie nie myśląc o innych – była w tym cudowna swoboda. Teraz, gdy siadam do pisania, moje myśli najpierw krążą wokół czytelników. Tego, czego ode mnie oczekują, czy spodoba im się to, co napiszę. Nie chcę nikogo rozczarować, więc presja zdecydowanie jest obecna.

W „Obsesji” – podobnie jak w poprzednich książkach – prowadzi Pani akcję dwutorowo. Przeplata Pani przeszłość z teraźniejszością, umiejętnie myląc tropy. Dużo uwagi poświęciła Pani obsesji głównej bohaterki na punkcie Bretta Parkera – czy inspirowała się Pani jakąś konkretną historią?

Lubię stosować podwójną oś czasu, bo to świetny sposób na pokazanie przeszłości postaci. Narracja pierwszoosobowa pozwala czytelnikowi bezpośrednio doświadczyć decyzji podejmowanych przez bohaterów – zobaczyć świat ich oczami. Sprawdza się to wyjątkowo dobrze w przypadku historii Elle w „Obsesji” – nawet jeśli nie pochwalamy jej ówczesnych działań, ona sama daje nam do zrozumienia, że kierowały nią dobre pobudki.

Do napisania tej historii zainspirowało mnie zdarzenie, którego świadkiem była moja córka. Była ona naocznym świadkiem tej samej zbrodni co Elle na początku „Obsesji”: zobaczyła młodą kobietę wsiadającą do samochodu nieznajomego i podobnie jak Elle zadzwoniła na policję. Nie dowiedziała się niczego więcej w tej sprawie, więc założyła, że nic złego się nie stało. Kiedy mi o tym opowiedziała, moja wyobraźnia ruszyła pełną parą. Pomyślałam: „A co, jeśli tej kobiecie coś się przydarzyło? Co jeśli nikt nie zostałby aresztowany, a kilka miesięcy później moja córka zobaczyłaby kierowcę tamtego samochodu w lokalnym barze? Co by się wtedy stało?”. I to dało mi pomysł na „Obsesję”.

„Obsesja”, tak jak wiele innych historii, bazuje na tym, co kryje się pod idealną fasadą. Czy od początku wiedziała Pani, że to właśnie takie mikropęknięcia w codzienności będą osią Pani twórczości?

Zawsze fascynowały mnie idealne fasady, które ludzie prezentują innym, bo za powierzchnią zawsze kryje się odmienna historia. Nie mam na myśli tego, że wszyscy przeżywają za zamkniętymi drzwiami coś strasznego – po prostu każdy ma w życiu wzloty i upadki, ale nikt nie chce się do tego przyznawać z obawy przed oceną innych. Kiedy rozmawiam z ludźmi, zawsze bardziej interesuje mnie to, co pozostaje niewypowiedziane, niż to, co pada wprost – i z tych obserwacji czerpię, gdy piszę.

No właśnie, choć Pani powieści są thrillerami, czytelniczki często podkreślają, że najbardziej porusza je nie intryga, lecz emocjonalna prawda bohaterek. Czy zależy Pani na tym, by ich historie były lustrem dla codziennych, często niewypowiedzianych obaw kobiet?

Tak, zdecydowanie. Mam nadzieję, że moje czytelniczki będą czerpać odwagę z moich bohaterek, które pokonują ogromne przeszkody, by ocalić siebie i swoich bliskich, często odkrywając w sobie siłę, o której nie wiedziały. Uważam, że ważne jest pokazywanie, jak moje bohaterki triumfują nad złem – nawet jeśli ich działania nie zawsze są słuszne, jak w przypadku Elle w „Obsesji”.

Skoro mowa o kobietach odkrywających w sobie siłę, chciałabym zapytać o Pani własną historię, która jest równie niezwykła. Zadebiutowała Pani w wieku 58 lat i niemal od razu osiągnęła międzynarodowy sukces. Dlaczego właśnie wtedy zdecydowała się Pani na publikację powieści?

To okoliczności życia zdecydowały za mnie, nie ja sama. Zawsze chciałam pisać, ale trudno było znaleźć czas, gdy wychowywałam córki. Nigdy nie myślałam o pisaniu powieści, dopóki jedna z moich córek mnie do tego nie przekonała – a ponieważ bardzo we mnie wierzyła, wygospodarowałam czas na pisanie. Nie myślałam jednak o wydaniu książki, dopóki pewna przyjaciółka mi tego nie doradziła. To właśnie ta zachęta – najpierw od córki, potem od przyjaciółki – doprowadziła mnie na ścieżkę, na której teraz jestem. Zawsze będę im za to wdzięczna.

W jednym z wywiadów wspominała Pani, że początkowo myślała o pisaniu dla dzieci. Co sprawiło, że ostatecznie wybrała Pani thriller psychologiczny – gatunek znacznie mroczniejszy i bardziej wymagający emocjonalnie?

Zawsze chciałam pisać dla dzieci, ale wspomniana córka natrafiła na konkurs literacki na powieść i uznała, że powinnam wziąć w nim udział. Kupiłam więc laptopa i zaczęłam pisać. Kiedy jednak próbowałam wydać swoje pierwsze powieści, regularnie spotykałam się z odmowami, aż jeden z agentów powiedział mi, że powinnam pisać thrillery psychologiczne.

Pamiętam, że stwierdziłam, że nigdy nie napiszę thrillera psychologicznego, bo samo słowo „thriller” mnie odstraszało. Potem napisałam „Za zamkniętymi drzwiami” – ale nie miałam pojęcia, że to thriller psychologiczny, dopóki nie powiedział mi tego agent, do którego go wysłałam. Tak więc napisałam thriller psychologiczny przez przypadek – i był to bardzo szczęśliwy przypadek!

Przypadek, który odmienił Pani życie. Czy późny debiut ma – z Pani perspektywy – jakieś szczególne zalety lub trudności, o których rzadko się mówi?

Myślę, że jedną z zalet późnego debiutu jest to, że nigdy nie traktowałam osiągniętego sukcesu jako czegoś oczywistego, przez co mocno stąpam po ziemi. Wyzwań jest sporo: znam bardzo niewielu autorów w moim wieku, co bywa onieśmielające, gdy na wydarzeniach otaczają mnie znacznie młodsi pisarze. Myślę też, że starsi autorzy, zwłaszcza kobiety, są często pomijani przez media. A bycie starszym autorem oznacza, że działanie w mediach społecznościowych nie przychodzi mi naturalnie. Bardzo chciałabym czuć się w nich swobodniej i publikować filmiki itp., ale niestety tak nie jest.

À propos mediów społecznościowych… W lutym minęło dziesięć lat od premiery Pani pierwszej powieści – „Za zamkniętymi drzwiami”. Niedawno na Instagramie zapowiedziała Pani jej kontynuację. Co skłoniło Panią do powrotu do tej historii po dekadzie – głos czytelników, sentyment, a może nowe pytania, które domagały się odpowiedzi?

Zawsze mówiłam, że nigdy nie napiszę sequela „Za zamkniętymi drzwiami”, ale przez lata tak wiele czytelniczek pytało mnie, co stało się z Grace i Millie, że poczułam się zobowiązana dać im kolejną historię. Chciałam też odpowiedzieć na pytania, które w pierwszej książce pozostały bez odpowiedzi. Bohaterowie „Za zamkniętymi drzwiami” to postacie, które przez te lata były ze mną, więc powrót do nich jest prawdziwą radością.

A może Pani uchylić rąbka tajemnicy, czy sequel będzie bardziej konfrontacją z przeszłością, czy zupełnie nowym otwarciem dla bohaterów?

Stworzenie właściwej historii okazuje się trudniejszym wyzwaniem, niż myślałam. Wyobrażałam sobie, że będzie to kontynuacja przeszłości, ale zdałam sobie sprawę, że moje postacie potrzebują też nowego początku – więc będzie to połączenie obu. Jedyne, co mogę zdradzić, to że akcja rozgrywa się rok po zakończeniu „Za zamkniętymi drzwiami”.

Kiedyś powiedziała Pani, że marzyła o wejściu do lokalnej księgarni i zobaczeniu swojej książki na półce. Dziś Pani powieści trafiają na listy bestsellerów na całym świecie. Czy ma Pani jeszcze jakieś literackie marzenie, które pozostało niespełnione?

Moim marzeniem jest napisanie książki, która będzie miała taki sam oddźwięk jak „Za zamkniętymi drzwiami” – ale nie jestem pewna, czy kiedykolwiek się ono spełni!

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE