Kryzys w sypialni

YuriArcurs/123RF.com

To, co przez wieki uważane było za domenę mężczyzn: aktywność zawodowa, sukces, władza ZACZYNA BYĆ udziałem wielu kobiet. Ich partnerom trudno się z tym pogodzić. Soczewką skupiającą problem staje się wówczas sypialnia.

Mężczyźni często myślą: „Sprawdzam się tak długo, jak długo jestem potrzebny i sprawczy”, a kiedy ten porządek rzeczy zostaje odwrócony, wielu z nich ogarnia bezradność i lęk. Znaczące sukcesy żony mogą powodować w mężczyźnie zaniżenie poczucia własnej wartości, a ta z kolei doprowadza do niemocy w łóżku i tak koło się zamyka. Co zrobić, żeby partner nie czuł się zagrożony tym, że jego kobieta realizuje się poza domem, i to często lepiej od niego?

Historia 1: dyrektorka w łóżku

– Czasem śni mi się Ewa taka, jaka była dawniej – mówi ze smutnym uśmiechem Michał – czyli delikatna, łagodna, promienna. Tym zresztą mnie ujęła, kiedy poznaliśmy się na studiach.

Długo musiał o nią zabiegać, ale opłacało się. Okazała się wspaniałą dziewczyną. Umiała słuchać i tyle w niej było ciepła. Wyróżniała się spośród swoich rozgadanych i hałaśliwych koleżanek. Była przy tym świetną studentką, wybitnie uzdolnioną i pilną. Oboje studiowali ekonomię. Na ostatnim roku pobrali się. W tym samym czasie Michał założył z kolegą firmę poligraficzną. Firma prosperowała dobrze, więc nie było żadnego problemu, żeby Ewa, która w kilka miesięcy po ślubie zaszła w ciążę, została w domu. Postanowili, że jej sprawy zawodowe odłożą na później. Planowali, że szybko postarają się o drugie dziecko.

Synek okazał się chorowity, miał alergię i często się przeziębiał. Nie było więc mowy o posłaniu go do przedszkola. Ewa była świetną matką. Pięć lat jej pobytu z dzieckiem w domu Michał wspomina jako najpiękniejszy czas w swoim życiu. – Uwielbiałem wracać do domu. Ewa stworzyła w nim tyle ciepła i radości. Znajomi zazdrościli mi takiej ładnej i wspaniałej żony. Syn bardzo dobrze się rozwijał, co było wielką zasługą Ewy. Do tego wszystkiego mieliśmy też bardzo dobry seks. Kochaliśmy się często i obojgu nam dawało to wiele przyjemności. Byłem pierwszym mężczyzną Ewy, co wprawiało mnie w dumę, że to właśnie ja wprowadziłem ją w arkana sztuki miłosnej. Przepełniało mnie szczęście, ona też wyglądała na spełnioną.

Kiedy po pięciu latach Michał zaproponował Ewie, żeby odstawiła tabletki antykoncepcyjne, bo już czas pomyśleć o drugim dziecku, ta stanowczo zaprotestowała. Wykrzyczała, że po tylu latach siedzenia w domu nie wyobraża sobie kolejnych spędzonych w ten sposób.

– Zrobiło mi się bardzo przykro. Zabrzmiało to tak, jakby przez te wszystkie lata męczyła się z nami. Nie żałowałem jej przykrych słów. Nazwałem ją egoistką, powiedziałem, że rodzina wymaga poświęceń. Tak rozzłoszczonej Ewy nie widziałem jeszcze nigdy. Ale dzięki tej ostrej wymianie zdań dotarło do mnie, że ona zrobiła już wiele dla nas, teraz pora, żebyśmy my zrobili coś dla niej. Syn był już duży, obie babcie bardzo chętne do pomocy. Ewa przez te pięć lat nie marnowała czasu, szlifowała swój angielski i niemiecki.  Nie miała doświadczenia zawodowego, ale miała za to tak dużo zapału, inteligencji i zdolności, że kiedy zaczęła pracę w dużej zagranicznej korporacji, to bardzo szybko zaczęła awansować. Rzuciła się w wir pracy równie intensywnie jak wcześniej w macierzyństwo. Powierzano jej coraz trudniejsze zadania, z których świetnie się wywiązywała. Często wyjeżdżała na szkolenia. Coraz lepiej zarabiała i ich standard życia znacznie się podniósł.

– Właściwie moje zarobki zaczęły być jakimś skromnym dodatkiem do pensji żony. Czułem się z tym nieswojo, chociaż jednocześnie cieszyłem się jej sukcesem – wspomina Michał.
W pewnym momencie Ewie zaproponowano kierownicze stanowisko i poprowadzenie dużego zespołu.
– Mówiła o tym niby to radząc się mnie, ale widziałem, że już podjęła decyzję. Nie uważałem tego za dobry pomysł, bo i tak już bardzo dużo pracowała. Babcie na zmianę zajmowały się Damianem, raz w tygodniu przychodziła kobieta do sprzątania i prasowania, ale przecież dom to nie fabryka, nie wystarczy, żeby wszystko dobrze funkcjonowało, trzeba czegoś więcej. No i co z naszymi marzeniami o drugim dziecku? Bałem się, że jeżeli Ewa nie poskromi teraz swojego apetytu na sukces zawodowy, to potem tym bardziej będzie jej trudno.

Kiedy Michał powiedział o swoich obiekcjach, Ewa spokojnie, ale stanowczo odpowiedziała, że nie zamierza odrzucić tak atrakcyjnej oferty, bo być może drugi raz takiej szansy nie dostanie. Jako matka czuje się już spełniona, może kiedyś, w przyszłości przyjdzie czas na drugie dziecko. – Po raz kolejny poczułem się oszukany, bo nie tak się umawialiśmy, nie tak planowaliśmy rodzinę – mówi rozżalony Michał.

 

Ewę bardzo rozzłościły pretensje Michała. Krzyczała, że czas płynie i życie się zmienia, ludzie też się zmieniają i ona ma dziś inne plany i inne marzenia niż przed laty.
Przyjęła propozycję szefa i świetnie sprawdziła się w nowej roli. Zaczęła jeszcze lepiej zarabiać.
– Kiedyś wydatki planowaliśmy wspólnie. Teraz Ewa komunikuje mi tylko, co planuje kupić. Odnowiła mieszkanie, zmieniła meble, ani razu przy tym nie pytając mnie o zdanie. Kiedy zwróciłem jej na to uwagę, stwierdziła, że powinienem być zadowolony, że ona sama się wszystkim zajmuje i zdejmuje mi problem z głowy. Tak samo było z wakacjami w Meksyku, Ewa wykupiła dla nas bardzo drogą wycieczkę, ale znów nie zapytała, czy ja chcę tam w ogóle jechać.

Coraz trudniej im się porozumieć. Zdaniem Michała, Ewa zrobiła się oschła. Drażni go jej kategoryczny ton. Nie znajduje w niej śladu tej dziewczęcej delikatności, która przed laty tak go zachwyciła: – Od dłuższego czasu coraz rzadziej się kochamy. Kiedyś było to kilka razy w tygodniu, potem raz na kilka tygodni. Ewa powiedziała mi, że czuje się niezaspokojona. To jeszcze bardziej odebrało mi ochotę do zbliżeń. W łóżku zacząłem się czuć bardzo spięty, coraz częściej zawodziłem jako mężczyzna. Początkowo Ewa traktowała moją niemoc jako przejściową niedyspozycję, pocieszała, okazywała zrozumienie. Ale po paru tygodniach zaczęła się niecierpliwić. Stwierdziła, że skoro mam problem, to powinienem szukać porady u specjalisty, a nie czekać, aż samo przejdzie. Znów wydała dyspozycję. Rozdrażniło mnie to. Siłą się powstrzymałem, żeby jej nie powiedzieć, że jak patrzę na inne kobiety, to czuję się mężczyzną, jedynie z własną żoną mam problemy z potencją.

Komentarz ekspertów: seks nie jest próbą sił

Z przeprowadzonych przez seksuologa Zbigniewa Izdebskiego badań w Polsce w latach 2001 i 2005 wynika, że coraz więcej mężczyzn odczuwa lęk, że nie sprawdzi się w sytuacjach seksualnych. W ostatnich latach znacznie wzrosła świadomość seksualna Polek, a tym samym ich oczekiwania. Mężczyźni boją się, że im nie sprostają. Lęk z kolei jest jedną z przyczyn zaburzenia erekcji. – Jeśli mężczyzna ma wrażenie, że idzie do łóżka z dyrektorką i żoną w jednej osobie, to może się czuć zagrożony surową oceną – tłumaczy Zbigniew Izdebski. – Nie da się na dłuższą metę funkcjonować w związku, czując lęk przed oceną ze strony partnera i bojąc się jego krytyki. Od bliskiej osoby oczekujemy akceptacji i miłości, dzięki którym czujemy się bezpiecznie.

Na poziomie nieświadomym relacja może być przeżywana jako próba sił. Mający do tej pory silniejszą pozycję partner może sukces zawodowy żony odbierać jako wymierzony przeciwko sobie.

Maja Jaszewska

Zdaniem psychoterapeutki Katarzyny Foryś, taka zamiana ról, jaka miała miejsce w przypadku Michała i Ewy, może w mężczyźnie powodować również lęk przed tym, że bardzo samodzielna partnerka nie będzie go już potrzebować i odejdzie: – Zdarza się również, że na poziomie nieświadomym relacja może być przeżywana jako próba sił. Jeśli do tej pory przewaga finansowa mężczyzny zapewniała mu silniejszą pozycję, to partner może sukces zawodowy żony odbierać jako wymierzony przeciwko sobie. I wtedy każdy akt seksualny powoduje u niego lęk przed kastracją. To skutkuje wycofaniem popędu, w wyniku czego mężczyzna nie jest zdolny do współżycia.

Ja cię ukarzę!

Czasami lęk, który odczuwają mężczyźni, powoduje, że chcą oni ukarać swoje partnerki za zachowania „sprzeniewierzające się” w ich odczuciu dotychczasowym porządkom.

Wojtek i Magda od lat jeżdżą po świecie. Wojtek pracuje w dużej zagranicznej firmie elektronicznej. Kilka lat spędzili w Norwegii, gdzie urodził się ich pierwszy syn, potem przenieśli się do Niemiec. Stamtąd wyruszyli do Anglii i tam urodził się ich drugi syn. W każdym z tych miejsc Magda na nowo organizowała rodzinie dom. Jest już w tym prawdziwą mistrzynią. Przyznaje, że nie jest to łatwe życie, ale dzięki temu zobaczyła kawał świata, a dzieci świetnie mówią po angielsku. Podział ról w ich domu był zawsze bardzo tradycyjny. Wojtek mógł być dyspozycyjnym, ciągle dokształcającym się fachowcem dzięki temu, że Magda całkowicie zajęła się domem i wychowaniem dzieci. W tym czasie ukończyła kilka kursów: architektury wnętrz, feng shui, układania ikebany. Skończyła liceum plastyczne i dekoracja wnętrz zawsze bardzo ją interesowała. Niedawno wrócili do Polski i wygląda na to, że już tu zostaną. Ponieważ synowie są odchowani, jeden ma siedemnaście lat, a drugi dwanaście, Magda postanowiła zrealizować swoje marzenie. Odnowiła kontakt z przyjaciółką z liceum plastycznego. Postanowiły otworzyć razem sklep z rzeczami do dekoracji wnętrz i ofertą profesjonalnych usług dekoratorskich.

– Póki snułam marzenia i plany na ten temat, Wojtek nie traktował tego zbyt poważnie. Trochę się nawet śmiał. Ale kiedy na poważnie wzięłam się do realizacji mojego projektu, zaczął się niecierpliwić i krytykować to, co robię. Nie mogłam liczyć na jego pomoc. Straszył wizją niepowodzenia, plajty. Piętrzył trudności. Dopytywał, kto niby zajmie się młodszym synem, jak ten się rozchoruje, kto dopilnuje go w lekcjach i zawiezie na zajęcia dodatkowe. Nie docierało do niego, że możemy bardziej zaangażować do pomocy starszego syna, że i młodszy z roku na rok będzie bardziej samodzielny, no i że przecież mają, do licha, nie tylko matkę, ale i ojca, który może przejąć na siebie część obowiązków – mówi Magda.

 

Ale Wojtek odmówił pomocy, twierdząc, że i tak już ciężko pracuje na rodzinę, i ze względu na fanaberie żony nie będzie stawiał życia na głowie. Tym bardziej, jak cały czas podkreślał, że Magda na pewno więcej straci niż zyska na całym tym przedsięwzięciu.
– Zachowywał się jak rozkapryszone dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę. Zaczął mi wytykać każde zaniedbanie, każde potknięcie w domu – niezmienioną wodę w wazonie, nieodkurzony dywan, skromniejsze niż kiedyś obiady. No a kiedy młodszy syn dostał jedynkę z klasówki z matematyki, w domu rozpętało się piekło. Usłyszałam, że jestem nieodpowiedzialna, zaniedbuję dzieci, bo ważniejsze są dla mnie moje fanaberie – wspomina Magda.

Jeśli istnieje konflikt generujący jakieś napięcia, obawy, lęki czy urazy, to ujawnia się to natychmiast w zbliżeniu seksualnym.

Katarzyna Foryś, psycholog

Początkowo nie przejmowała się humorami Wojtka, miała nadzieje, że mu przejdzie. Ale on był coraz bardziej obrażony. Na dodatek swoich humorów nie zostawiał za drzwiami sypialni, tylko zabierał je ze sobą do łóżka. Na początku nawet ją to bawiło. Obrażonego udawało jej się udobruchać: – Ale on zachowywał się tak, jakby po każdym naszym zbliżeniu był pewien, że przekonał mnie, abym zaniechała swoich planów. Kiedy jednak widział, że nic nie wskórał, obrażał się jeszcze bardziej. Z czasem przestało mnie bawić to pozyskiwanie jego względów. Skoro nie chce się kochać, to nie będę go namawiać i prosić. Też mam swoją ambicję. Od paru tygodni Magda i Wojtek zasypiają obrażeni i odwróceni do siebie plecami.

Komentarz ekspertów: odmowa seksu to obosieczny miecz

Zbigniew Izdebski podkreśla, że karanie partnera poprzez odmowę współżycia nie jest dobrym pomysłem: – Relacja seksualna w małżeństwie nie jest nagrodą za coś, jest raczej wyrazem więzi pomiędzy partnerami. To w prostytucji mamy do czynienia z wymianą handlową. Odmawianie partnerowi współżycia w celu ukarania go to obosieczny miecz. Po pierwsze sami sobie odmawiamy czegoś ważnego, a po drugie partner, czując się odrzucony, może gdzie indziej poszukać akceptacji. Odmawianie współżycia nie rozwiązuje problemu, tylko go nasila.

– Seks skupia jak w soczewce to, co najważniejsze w relacji partnerów na nieświadomym poziomie – twierdzi Katarzyna Foryś. – To jest obszar takiej bliskości i takiej intymności, że nie da się w nim ukryć żadnych trudnych uczuć. Jeśli istnieje konflikt generujący jakieś napięcia, obawy, lęki czy urazy, to ujawnia się to natychmiast w zbliżeniu seksualnym. Szczególnie będzie to widoczne u mężczyzn, bo ich konstrukcja fizjologiczna uniemożliwia udawanie gotowości do współżycia. Problemy seksualne zazwyczaj mają swoje przyczyny po obu stronach.

Wynikają nie tylko z tego, że mężczyźni boją się, kiedy ich kobiety stają się silne i samodzielne, ale również z tego, że często kobiety osiągające duży sukces zawodowy się zmieniają. Nie możemy jedynie współczuć kobiecie, że jest biedna, bo odniosła sukces, a  partner chce jej to zabrać. Często problem leży w tym, że niektóre kobiety realizują się zawodowo w męski sposób, bo wydaje im się, że nie mogą osiągnąć sukcesu, zachowując jednocześnie swoje kobiece cechy, jak ciepło, łagodność czy empatia – tłumaczy Katarzyna Foryś. – Dlatego odcinają w sobie kobiecą część i naśladują męskie zachowania, a więc stają się władcze, zdecydowane, wymagające, zarządzające. Nic więc dziwnego, że kiedy takie zachowanie przenoszą również na relacje z partnerami, ci czują się zagubieni. Zostaje im przecież odebrane coś ważnego, do czego byli przyzwyczajeni.

Zdaniem Katarzyny Foryś warto również zwrócić uwagę na to, że sukces zawodowy kobiety może budzić lęk nie tylko w jej partnerze, ale również w niej samej: – Kulturowo jest przyjęte, że mężczyzna opiekuje się kobietą, a więc kiedy staje się w pełni samowystarczalna i silna, obawia się, że straci dotychczasowe wsparcie swojego mężczyzny. Jeśli w związku następuje zamiana ról, to po obu stronach pojawia się lęk, że ta transformacja okaże się dla pary niszcząca.

Co więc robić, żeby aktywności zawodowej kobiet i ich sile towarzyszyło spełnienie w dobrym, partnerskim związku? Zdaniem Zbigniewa Izdebskiego kluczem do porozumienia jest rozmowa, ale nie taka, w której każda ze stron komunikuje drugiej swoje oczekiwania i żądania, tylko mówi przede wszystkim o swoich uczuciach i tym, czego pragnie.

– Jeśli partner boi się nowych porządków w rodzinie, jeśli czuje się zaniedbany, to niech powie o tym partnerce, a nie odwraca się do niej tyłem w łóżku. A kobieta niech nie zapomina mówić swojemu mężczyźnie, że nadal go pożąda, że podoba się jej, że jest przystojny. My, Polacy, mamy ogromny problem z komunikowaniem uczuć, z mówieniem o oczekiwaniach i zawieraniem kompromisów.