Sex coaching – na czym polega?

123rf

Na kłopoty i kryzysy – sex coach. Pomaga odnaleźć radość z seksu i od nowa spotkać się kobiecie z przeszłością i mężczyźnie po przejściach. Jak to wygląda w praktyce, Martę Niedźwiecką pyta Magdalena Rybak.
Czym się właściwie zajmujesz?

Przychodzą do mnie ludzie borykający się z problemami w związku, na przykład pary, które odchowały dzieci i nie sypiają ze sobą albo robią to bardzo rzadko. Obydwoje źle to znoszą, a ich relacja zaczyna zmierzać ku kryzysowi. Winią o wszystko siebie, dzieci, a tak naprawdę nie radzą sobie z tą zmianą. Nikt nas nie uczy, jak zrekonstruować więź intymną i emocjonalną po takim przełomie. Z moją pomocą kobieta i mężczyzna poszukują odpowiedzi na pytanie, co każde z nich z tego związku może wziąć dla siebie, jak zacząć rozmawiać, jak osiągnąć to, co zdefiniują jako szczęście. Oczywiście, to tylko jeden ze scenariuszy, bo coaching jest także metodą wzmacniania całkiem już dobrych związków.

Narodziny dziecka to test dla związku?

Na pewno duży przełom. Kobieta staje przed gigantycznym wyzwaniem, przeżywa silne stany emocjonalne, często wypływają wtedy także jej problemy z dzieciństwa. Z reguły poświęca się dziecku i zapomina o mężu, a on czuje się odsunięty, więc się nie angażuje ani w związek, ani w rodzicielstwo. W konsekwencji ona czuje się opuszczona, a on jest sfrustrowany, bo nie uprawiają seksu, i to narasta, narasta… Żeby zapełnić tę otchłań, decydują się na kolejne dziecko. A gdy już wyprawią dzieci do przedszkola, nagle stają naprzeciwko siebie jako kompletnie obcy sobie ludzie. Moja praca polega na tym, żeby tę umęczoną kobietę i tego odtrąconego mężczyznę ze sobą spotkać. Podczas coachingu mężczyzna i kobieta budują na nowo podstawy, które mogliby wynieść ze zdrowej rodziny – dobre przekonania, kontakt z ciałem, umiejętność wnikania w swoje emocje i wreszcie otwartość na sferę seksualności i zdolność rozmowy ze sobą. Duża część kobiet, która do mnie przychodzi, mówi o obowiązku małżeńskim. Mamy rok 2013, a one zamykają oczy i robią to, bo mąż tego oczekuje!

A jak działa „Pussy project” czyli założony przez ciebie „Projekt cipka”?

Prowadzimy portal i sklep internetowy oraz organizujemy regularne Pussy Parties w większości dużych miast przynajmniej raz w miesiącu. Przychodzi na nie 20–30 osób, w większości kobiety i pary, które chcą się razem rozwijać. Program jest niezmienny – trzygodzinny wykład na temat struktury potrzeb kobiet i mężczyzn oraz ludzkiej seksualności. W tle są gadżety erotyczne, które są dobre na przełamanie pierwszych lodów. Kto by przyszedł na wykład o kobiecej anatomii? A żeby pooglądać sobie wibratory, kulki gejszy i inne zabawki, to już co innego. „Przy okazji” opowiadamy o łechtaczce, punkcie G… W takiej sytuacji kobiety nie mają poczucia, że „zstępują do piekieł”. Bo większość nie chce się zająć swoją seksualnością, boi się bycia osądzoną, ocenioną. Kobiece ciało ma służyć do tego, żeby się podobać – komuś. Nikt nie pyta, co ciało daje kobietom, do czego jest im potrzebne. Dekonstruujemy to – całą tę niezdrową rzeczywistość, w której kobieta ma głównie wyglądać i być bierna, czyli przyzwoita.

Cała ta zmiana w świadomości kobiet dotycząca ciała przekłada się na ich świadomość życiową. Gdy zyskują kontakt ze swoim ciałem, zyskują też dostęp do emocji, a wtedy już wiedzą, co się z nimi dzieje, że mają wybór. Zaczynają chcieć takiej relacji z mężczyzną, w której obojgu będzie chodziło o to samo – o trwałą więź, bezpieczeństwo, miłość, namiętność, poczucie akceptacji i zrozumienia. Zresztą dzisiejsze wyśrubowane oczekiwania są też niezdrowe dla facetów, bo muszą mieć 40-minutowe erekcje, 30-centymetrowe penisy, jeździć wielką furą, przynosić worki pieniędzy i wiecznie udawać macho, bo inaczej są do niczego. Wszyscy siedzimy w jakichś kostiumach, które nas uwierają. I jest prosta droga wyjścia – zobaczyć, że na poziomie ciała jesteśmy tym samym. My chcemy seksu i oni chcą seksu, my chcemy bliskości i oni chcą bliskości. To nie są maszyny, oni są tylko tak wytrenowani, żeby nie płakać. Każda kobieta może przestać grać księżniczkę i zmuszać faceta do bycia księciem, każda może zdobyć świadomość. Można na czymś innym budować związek niż na graniu ról. Trzeba tylko dojrzeć emocjonalnie, bo jeśli jedno jest bezbronne i bez samca sobie nie poradzi, a drugie jest bezbronne i bez samicy jest rozbitkiem – to nie jest to dojrzały związek, tylko wzajemne wykorzystywanie się.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »