fbpx

Wśród bujnej natury

Wśród bujnej natury
123RF.com

Wakacyjny romans to komercyjna, fastfoodowa wersja tego, co ma nam do zaproponowania natura, nasze ciało, pełnia lata, brzeg morza czy leśna polana. Czy w takich okolicznościach przyrody możemy przeżyć miłość fizyczną, która nas duchowo uzdrowi? – odpowiada psychoterapeutka Katarzyna Miller.

– Często wyobrażamy sobie, że kochamy się w pełnym słońcu, nago na brzegu morza, nad jeziorem albo na pięknej łące czy wręcz w rajskim ogrodzie z wyjątkowym mężczyzną. Jak to zrobić, żeby przestać o tym pisać, mówić i po prostu się kochać?

– Miłość wśród bujnej natury to praobraz wspólny wszystkim ludziom. Znajdziemy go w baśniach i historiach miłosnych – towarzyszy kobietom od zawsze, był z nimi nawet wtedy, gdy marzyć im o seksie nie było wolno. Popularność książki „Kochanek lady Chatterley” pokazuje, że nasze prababki też miały takie fantazje.

– Czemu więc nie mamy plaż pełnych kochających się ludzi?

– Nie można przeżyć takiego spełnienia, jeśli ma się negatywny stosunek do swojego ciała. A dziś ma go prawie każda kobieta, bo nie jest klonem długonogiej lalki bez piersi, z twarzą bez wyrazu. Żeby przeżyć taki seks, trzeba pokonać lęk przed ośmieszeniem, który bierze się stąd, że nasze nagie ciało jest wyeksponowane w pełnym słońcu. Trzeba być gotowym doświadczyć dotyku powietrza na skórze. Pokonać obawę przed czyimś spojrzeniem i przed własnym wstydem. Zgodzić się na niewygodę, bo wrzosy są szorstkie, jeśli się na nich położyć. Piasek może boleśnie wetrzeć się w skórę, a kora drzewa, gdy on cię o nią oprze, będzie drapać. Trzeba zgodzić się na to, że można się pobrudzić, że coś może zaboleć. W powietrzu latają muchy, po piasku chodzą mrówki… Trzeba dostrzec w tej fantazji realność, aby ją przeżyć.

– Od czego taki seks w rzeczywistości się zaczyna?

– Od tego, co mnie zachwyciło w filmie „Kochanek lady Chatterley” – od miękkości jej ciała, która nie jest poddaniem się, ale wiadomością dla niego: „Ja tego chcę”. Lady powoli przysuwa się do gajowego, patrzy mu w oczy i mało mówi. No bo co tu właściwie mówić, skoro tyle mówią ich ciała. Kiedy on ją zaczyna dotykać, ona wtula się w niego. Nie cofa się, jakby mówiła: „Porządna dziewczyna nie może na to pozwolić”. Odwrotnie, lgnie do niego. I on, który pragnie jej, ale też boi się dotknąć żony pracodawcy, czuje się pewniej. Widzi, że mu wolno, że jest przez nią zapraszany.

– Kobieta nie musi więc siedzieć na leżaku i czekać, aż on wyłoni się z morza czy z lasu i porwie ją na ręce.

– Oczywiście. Nie lubię, gdy ktoś mówi: „Ale te dziewczyny nagabują mężczyzn”. Któraś może i zachowa się zbyt dosadnie, ale my mamy takie samo prawo zapraszać mężczyzn do seksu jak oni nas. Wielu mężczyznom to pomaga, bo oni też boją się odrzucenia. Dzięki jej zachowaniu on, nie przestając być zdobywcą, jest też gościem w jej świecie.

– Na czym polega wyjątkowość takiej zrealizowanej słonecznej fantazji?

– Na cudownym, stopniowym zbliżaniu się do siebie, spotkaniu dwóch ciał. Kiedy fantazjujemy, mamy oczy zamknięte. Otwórzmy je. Niczego nie oczekujmy, nie wymagajmy, tylko bądźmy razem. W „Kochanku lady Chatterley” seks też powoli się rozwija. Na początku bohaterowie kochają się krótko, w ubraniach. Potem bardziej się rozbierają, przedłużają swoje spotkania, aż w końcu oboje nago biegają po łące w deszczu. To piękna scena. On jest najpierw zdziwiony, ale potem dołącza do niej i ich ciała stają się jednością w tej miłości.

– To cudownie, ale on nie był mężem lady Chatterley, tak jak mężczyzna z tej fantazji nie jest naszym partnerem.

– No właśnie. To mężczyzna z innej przestrzeni. Nieznajomy. Jak bohater reklamy kokosowego batonu wyłania się z morza, a po spotkaniu z kobietą do tego morza wraca. I nie wiadomo, kim jest, czy księgowym, czy menedżerem, czy sportowcem. I co więcej: nic nas to nie obchodzi. To ma być po prostu On.

– I to może być każdy, kto nas poruszy?

– To może być ten, kto nie zgubił swojej zmysłowości. Kto wie, że świat poznaje się poprzez zmysły: dotyka, wącha, smakuje. Nie bez powodu kochanek lady Chatterley był gajowym. Bo to mężczyzna związany z pierwotną siłą natury. Może to być drwal, ogrodnik. Ale zawsze ktoś, kto naturę zna, czuje, rozumie.

 

– Natura to kobieta?

– Tak. Jej ciało będzie dla niego ziemią, piaskiem, mchem. Ale też kobieta w tej fantazji jest samym pragnieniem rozkoszy i umiejętnością jej doznawania. I chyba każda z nas chciałaby się tak chociaż raz poczuć. Pytanie tylko, czy takiej siebie samej się nie boimy? Czy takimi wolno nam być? Kiedy sama coś podobnego przeżyłam, oczywiście na wakacjach, opisałam to tak: „Tak wysoko do nieba, bezpieczna odległość, gorące rechotanie żab przywołuje tę pewność, że przed tysiącem lat byliśmy tu we dwoje”. Bo realizując taką fantazję, jesteśmy tylko kobietą i mężczyzną, częścią natury, i to jest to, czego w tej chwili chcemy… Idziemy po piasku, trzymamy się za ręce, wchodzimy do wody, ona nas obmywa, i czujemy się tak, jakby nikogo innego nie było na świecie.

– Jak Adam i Ewa. To piękne, ale co z mężatkami? Namawiasz je do zdrady?

– Nie tylko mężatki mają problem ze zrealizowaniem słonecznej fantazji. Nawet samotne kobiety nie mogą kochać się na plaży w słońcu, bo boją się puścić: dosłownie, boją się, że same tak nazwą to, co się stanie. I boją się puścić przyzwyczajenia, zasady i stereotyp, który mówi: „On ją tylko wykorzystał”.
Ale najbardziej przeszkadza nam przekonanie, że każde spotkanie musi coś zagwarantować na przyszłość. Jeśli nawet zdarzy się nam kochać w słońcu, nie skupiamy się na tej chwili, tylko myślimy: „Może to ten, z którym spędzę życie?”. A to tak, jakby chcieć chwycić w rękę rzekę. Kiedy myślę: „Czy on weźmie ode mnie numer telefonu?”, nie jestem tu i teraz. A mam być, by fantazja stała się realnością. Tylko jeśli nie pragnę, żeby to się co weekend powtarzało, przeżycie z plaży stanie się bazą dla poczucia kobiecości, zaufania do siebie i do drugiej płci. Po czymś takim inaczej patrzy się na mężczyzn.

– Myślę, że miło byłoby się jeszcze spotkać… Ale może w tym przeżyciu przeszkadza nam właśnie strach przed mężczyznami?

– Matki często mówią nam: „mężczyźni chcą tylko jednego”, tak jakby kobiety nie pragnęły seksu. Moja mama była piękna i miała temperament, ale niestety jej matka była dewotką i wzbudziła w niej mnóstwo obaw przed seksem. Już po śmierci mojego ojca adorował ją pewien wdowiec. Spytałam ją: „Mamo, gdzie on się podział?”. „Czy ty wiesz, czego on ode mnie chciał? – powiedziała oburzona. – Seksu!”. Naturalne zachowanie zakochanego mężczyzny ją obraziło. Myślę, że pragnęła bliskości. Ale jak mogła ją dostać? Może pod kołdrą, po ciemku, tak żeby nie czuć, że robi coś złego?

– Jak spod kołdry wyjść na rozgrzany piasek?

– Potrzebna jest refleksja, podważenie tego, w czym nas wychowano, i odwaga, by przestać być „porządną kobietą”. To się uda tym, które podadzą w wątpliwość przykazania matczyne, kościelne, szkolne. Słoneczna fantazja jest zaprzeczeniem jakichkolwiek reguł. To wolność. Żeby ją zrealizować, potrzebna jest odrobina dziecięcej ciekawości: „Kim ja jestem, kim ty jesteś? Pokaż, co ty masz, zobacz, co ja mam”. Bez wstydu, bez żadnej wymyślonej przez Freuda zazdrości o fallusa. Tylko z zachwytu nad różnorodnością. Jeśli tak potrafimy podejść do swojego ciała i ciała kochanka, nie mamy kłopotów z erotyzmem.

– Co może zrobić kobieta, która dziecięcą ciekawość zgubiła. Czy może stać się kobietą-naturą?

– To zależy od tego, czy jest gotowa podążyć za instynktem. Chodzi o to, żeby poczuć się częścią natury, przekroczyć jakiś próg. Jeśli więc mężatka pierwszy raz pokocha się z mężem na łonie natury, to już będzie coś niezwykłego. Bo żeby to było możliwe, musi przekroczyć np. wstyd przed nagością. Ale jeśli jej się to uda, w jej życiu wstydu będzie już zawsze mniej.

– Czy można słoneczną fantazję zrealizować ze swoim mężem?

– Warto partnerowi powiedzieć: „Chcę coś takiego przeżyć”. Pojechać gdzieś daleko, znaleźć miejsce, które nam się spodoba i nie jest odwiedzane przez innych turystów. Nie można za bardzo tego urządzać, ale trochę tak. Zaproponować partnerowi: „Poleżymy sobie na kocu”. Jeśli powie: „Wstydzę się rozebrać”, odpowiedzieć: „To się nie rozbieraj. Ja poleżę rozebrana, a ty jak chcesz, to na mnie popatrz”. I może następnym razem coś więcej się stanie. Zawsze jedno inicjuje, a potem role się zmieniają i drugie robi coś nieoczekiwanego. Nasze czasy czekają na książkę, która pokaże nam, jak pożądać, jak okazywać pożądanie i jak się kochać. Potrzebujemy seksu, który nas uzdrowi.

– Co to znaczy uzdrowi?

– Zjednoczy to, co kultura w nas rozdzieliła: zmysły, instynkt, uczucia, myśli, zachowania. Scali lub przynajmniej przybliży do siebie: dzisiejszego człowieka, zapiętego pod szyję garniturowca, i nagiego dzikusa. Seks w słońcu pozwala nam przekroczyć nasze indywidualne „ja”. Bo kiedy tak się kochamy, nie ma mnie i jego. Jest ciało, które nas prowadzi. To niezwykłe przeżycie, bo w tym mężczyźnie spotykam wszystkich mężczyzn. A on wie, że we mnie spotyka wszystkie kobiety. „To już nie są żarty pierwszych pocałunków. To umieranie. Straciłam imię, i twoje przepadło”, opisałam ten stan w wierszu. Ale dzięki temu, że nie jesteśmy już tylko sobą, razem tworzymy coś większego niż każde z nas osobno. I to jest świętość. Marzymy o jedności z drugim człowiekiem i ze światem. A seks jest jedną z najlepszych dróg do jej przeżycia. Zjednoczenie ciał daje nam poczucie więzi, rozkosz, bezpieczeństwo i jedną z odpowiedzi na pytanie o sens życia. Dlatego kobieta i mężczyzna po takim przeżyciu są innymi ludźmi. Czują się spełnieni, bo tęsknota za jednością się skończyła. Jesteśmy sami, ale nie samotni.

– A więc istotą słonecznej fantazji jest tęsknota za naturą, potrzeba czerpania z niej siły i chęci do życia.

– To dobrze, że sadzimy drzewa w mieście. Potrzebujemy kontaktu z naturą, żeby zachować zdrowe zmysły. Jesteśmy jej częścią i bez niej schniemy. W mieście chowamy się przed wszystkim, co naturalne: przed deszczem, przed słońcem, przed wiatrem. Dlaczego gdy widzimy w reklamie nagiego mężczyznę wyłaniającego się z morza, robi się nam tęskno? Tylko natura daje nam poczucie głębokiego zakorzenienia w życiu, w zmysłach, w nas samych.