fbpx

Jaki sport wybrać dla siebie

Jaki sport wybrać dla siebie
fot.123rf

Sport to nie tylko sposób na zdrowie i zgrabną sylwetkę. To przyjemność, styl życia, pomysł na spotkanie z ludźmi podobnymi do nas. Elitarny czy ekstremalny? Wybieraj!
Ta przygoda zaczyna się zwykle dość zwyczajnie: znajomi jadą na narty, koleżanka biega dla formy, kumpel opowiada o godzinach spędzonych w klubie. Wciągasz się: biegasz, próbujesz tych nart albo zapisujesz się do klubu i… wkrótce okazuje się, że nie chodzi o żmudne ćwiczenia i zgubione kilogramy. Nagle inaczej żyjesz, myślisz, patrzysz na świat…

– Nauczyłam się jeździć na nartach po czterdziestce – mówi Anna, dziennikarka z Warszawy – i odkryłam, że nie chodzi o samą jazdę. Dla mnie narty to styl życia, atmosfera na stoku, porozumienie ludzi, którzy w tym samym czasie znajdują się w tym samym górskim miasteczku. Zapach grzańca przy wyciągu i charakterystyczny stukot narciarskich butów. Cały rok na to czekam…

– Kiedy wchodzę do swojego klubu fitness, oddycham z ulgą. Pozostawiam za drzwiami wszystkie decyzje i obowiązki, plany i budżety. To czas tylko dla mnie – stwierdza Karolina, właścicielka firmy konsultingowej.

– Koleżanka powiedziała: od jutra biegasz ze mną, i dałam się wciągnąć w świat joggingu. Niby tylko bieganie, ale za chwilę zalogowałam się na forach gromadzących osoby biegające w Warszawie. Wymienialiśmy informacje o parkach, trasach, osiągnięciach – opowiada Wiktoria, prawniczka. – Nie bez przyczyny biegacze pozdrawiają się, mijając się na miejskich ścieżkach – łączy nas swoista nić porozumienia.

Zobacz także ubrania sportowe

Patrz na temperament

Ruch jest świetną okazją do tego, by uczestniczyć w życiu zgranej społeczności i spotykać ludzi o podobnym spojrzeniu na świat. Jak się bowiem okazuje, określone aktywności, a więc także dyscypliny sportu, uprawiają ludzie o podobnym temperamencie. Anna Januszewicz, psycholog z SWPS, której bliska jest tematyka sportu i zdrowego stylu życia, twierdzi, że osoby wysokoreaktywne, tj. takie, które stronią od hałasu i ryzyka, wolą pływanie albo jogging w parku. Wybierają sporty, dzięki którym mogą się zrelaksować, mniej zależy im na rywalizacji. Z kolei niskoreaktywni wolą sporty pełne emocji, np. skoki spadochronowe, alpinizm. Uprawiana dyscyplina jest więc wyróżnikiem temperamentu. – Z badań psychologów społecznych wynika, że lubimy ludzi podobnych do nas, chcemy z nimi spędzać wolny czas – tłumaczy Anna Januszewicz.

– W małych miejscowościach gra w piłkę nożną może być elementem, który spaja grupę mieszkańców – dodaje Konrad Burdyka, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, zajmujący się tematyką sportów. Sport tak integruje z innymi, że z czasem motywem do jego uprawiania nie jest już poprawa kondycji fizycznej, lecz chęć spotkania z kolegami. Najsilniejsze więzi tworzą się w sportach grupowych. – W zespole w naturalny sposób ludzie przyjmują swoje role, dzięki czemu lepiej funkcjonują jako całość – dodaje Anna Januszewicz. Takie grupy mają swój cel, wartości, modę i slang. To je cementuje.

Kameralnie, rodzinnie

Istnieją sporty, które scalają ludzi na jeszcze innych płaszczyznach – wybierają je osoby o podobnej sytuacji materialnej, zainteresowaniach i statusie społecznym. Odwieczny przykład to golf. – Nadal pozostaje sportem elitarnym, bo jego uprawianie wiąże się z dużymi wydatkami, więc stać na niego ludzi zamożnych. Jednak ta sytuacja się zmienia, golf powoli staje się coraz bardziej masowy – twierdzi Konrad Burdyka. Podobny los spotyka inne, dotychczas mało powszechne dyscypliny: strzelectwo, jazdę konną. Ich uprawianie nadal oznacza relatywnie duże wydatki, ale może sobie na nie pozwolić coraz większa liczba Polaków.

Ciekawe i skuteczne w gromadzeniu ludzi o podobnych zainteresowaniach i spojrzeniu na świat są elitarne kluby sportowe, słynne country clubs – wymyślone w Szkocji, a przeżywające rozkwit w czasach przemysłowej rewolucji w USA. Wysokie koszty abonamentu, ograniczona liczba członków spełniających pewne kryteria – sprawiają, że kluby te są miejscem spotkań elit. Są lubiane za nieskrępowaną atmosferę, ciszę i styl.

W Warszawie takim miejscem jest Sinnet Club. – Jesteśmy bardzo kameralnym klubem – podkreśla dyrektor placówki Marta Dobkowska. Liczba członków klubu nie przekracza 500 w skali roku. Głównie są to osoby zamożne – członkostwo kosztuje niemało. Dzięki temu, że do klubu są przyjmowane osoby o podobnym statusie społecznym, wszyscy czują się tutaj swobodnie, swojsko, naturalnie. – To klimat, który dobrze służy rodzinnym i towarzyskim spotkaniom – dodaje Marta Dobkowska.

Więź z grupą

Olga Polakowska do tenisa stołowego wróciła myślami dopiero po pięćdziesiątce. Znalazła przez Internet sekcję w Warszawie. Na pierwszy trening poszła pełna obaw. Towarzystwo było bardzo zróżnicowane – i wiekiem, i rodzajem pracy.

– A mimo to od razu poczułam, że nadajemy na tych samych falach. I zostałam w pełni zaakceptowana. Od tego czasu ta grupa daje mi dużo energii, mogę liczyć na ich pomoc. Uwielbiam z nimi przebywać – mówi Olga.

Agata Żulewska, uczestniczka maratonów, ponad rok temu zaczęła biegać po stolicy. W parkach i dzięki Facebookowi poznawała innych biegaczy. Z jednym z nich umówiła się: przebiegniemy maraton! Po miesiącu przygotowań na 30. kilometrze biegu przyszedł kryzys – skurcze, ból, mogła tylko iść. Wtedy jakiś dziarski staruszek krzyknął do niej: „Dawaj, maleńka, tam już jest stadion!”. Ruszyła. Swój pierwszy maraton ukończyła w ciągu pięciu godzin. Wciągnęła się w świat biegów długodystansowych. Świetnie rozumie się z osobami poznanymi na maratonach, często się kontaktują, Wymieniają się aplikacjami na smartfona, które w trakcie treningu mierzą tempo, czas, dystans, średnią prędkość, spalone kalorie i rysują mapy biegu. A potem porównują wyniki. – Kiedy widzę, że znajomi pokonali jakiś dystans w krótszym czasie, mobilizuję się do dalszego treningu – mówi Agata. Wytwarza się zdrowa rywalizacja i… więź.

Niszowe, ekstremalne

Trwające kilka dni rajdy przygodowe to niszowy sport – bierze w nich udział mniej niż 50 osób w całej Polsce. To katorżniczy wysiłek – kilkadziesiąt kilometrów do przebiegnięcia, często po górzystym terenie, do tego ponad 100 kilometrów na rowerze, kilkanaście w kajaku, jeszcze wspinaczka, rolki, zadania specjalne. – W ubiegłym roku brałam udział w rajdzie w Finlandii, który trwał 98 godzin. Ekstremalnie trudny – komentuje Magda Dołęgowska, która uprawia tę dyscyplinę od sześciu lat.

Grono jest wąskie, więc wszyscy dobrze się znają. – Tworzymy społeczność międzymiastową, o silnych więzach. Spotykamy się na biegach, umawiamy się na treningi w górach, wyjeżdżamy na sylwestra – opowiada Magda. Są tu wuefiści, dziennikarze, filozof – ludzie z różnych branż, a jednak podobnie patrzący na świat. Prowadzą aktywny tryb życia, interesują się dietą i mają potrzebę pokonywania własnych granic. Mało kto ich rozumie, gdy mówią o chodzeniu „na rympał”, problemach w znalezieniu punktu kontrolnego albo kryzysach na 80. kilometrze. Koleżanka Magdy napisała nawet pracę magisterską na temat slangu, jaki wytworzył się w ich grupie.

– Osoby uprawiające sporty ekstremalne zwykle podporządkowują pasji całe życie. Najpierw są np. alpinistami, a dopiero potem rodzicami, prawnikami. Dzięki wspólnemu przeżywaniu skrajnych emocji to wąskie grono ludzi wiążą nadzwyczaj silne relacje – tłumaczy Konrad Burdyka.

Niezależnie od tego, czy postawisz na kameralną grupę, zgraną paczkę kilkunastu znajomych uprawiających tę samą dyscyplinę, czy prawdziwą sportową społeczność, zyskasz jedno – swój świat. Przestrzeń do rozmowy o pasji, wymiany doświadczeń czy po prostu dzielenia się radością, jaką daje każdy sport.

?>