Helen Mirren – w koronie jej do twarzy

Helen Mirren w Rzymie w czasie promocji filmu "Winchester" (Fot. Fabio Mazzarell/ BEW)
Helen Mirren w Rzymie w czasie promocji filmu "Winchester" (Fot. Fabio Mazzarell/ BEW)

Po 50 latach w show-biznesie Helen Mirren mogłaby spędzać każdy dzień na podliczaniu sukcesów. Jednak jej zdaniem gratulowanie sobie przeszłych dokonań to strata czasu. 73-letnia Helen Mirren woli skupiać się na przyszłości: niedługo zobaczymy ją na małym ekranie jako carycę Katarzynę Wielką. Jej misja? Grać silne kobiety, które mają coś do powiedzenia. Przedstawiać nas w jak najlepszym świetle. Bo jesteśmy tego warte.

Młodość? Według Helen Mirren jest przereklamowana pod każdym względem. „Kiedy miałam 23 lata, byłam okropnie nieszczęśliwa. Do tego stopnia, że po raz pierwszy i jedyny w swoim życiu poszłam do psychoterapeuty. Mam wrażenie, że okres pomiędzy 18. a 28. rokiem życia jest psychologicznie najtrudniejszy. To wtedy zdajesz sobie sprawę, że pora dorosnąć, żyć na własny rachunek, ale nie jesteś do tego gotowa. Ja nie wierzyłam, że cokolwiek, co sobie zaplanowałam, rzeczywiście się uda. Wzięcie odpowiedzialności za własne uczucia, finanse, drogę artystyczną wydawało mi się przerażające” – pisała w swojej autobiografii „W kadrze. Moje życie w słowach i zdjęciach”. Kiedy terapeuta zaczął jej tłumaczyć, dlaczego się tak czuje, nie zrozumiała ani słowa. Spróbował znowu – nic. Gdy była gotowa go poprosić, żeby powtórzył po raz czwarty, dotarło do niej, że terapia najwyraźniej nie jest dla niej. Jako racjonalnie myśląca młoda kobieta poszła więc do… wróżbity.

W zwykłym domowym salonie nijakiego domu w dzielnicy Golders Green, w północnym Londynie siedział starszy mężczyzna z Indii o wyglądzie księgowego. „Weź papier, ołówek i wszystko zapisuj, bo będę mówił tak szybko, że nic nie zapamiętasz” – powiedział, studiując jej dłoń, po czym zaczął wyrzucać z siebie potok słów. Helen pisała tak szybko, jak mogła. W ucho wpadło jej tylko jedno zdanie: „Odniesiesz duży sukces, ale dopiero gdy będziesz miała 45 lat”. Ile? Kiedy masz 23 lata, wydaje ci się, że ludzie tak długo nie żyją! Po wyjściu od wróżbity spojrzała na stos zapisanych kartek i dotarło do niej, że wcale nie chce wiedzieć, co na nich jest. Że woli, aby jej przyszłość była przygodą i niespodzianką.

– Wyrzuciłam wszystko do najbliższego kosza i wkroczyłam w resztę mojego życia. Przestałam się też obsesyjnie nad sobą użalać – mówi Helen Mirren.

>> Czytaj także: Antonio Banderas – twardziele też płaczą

Po pierwsze, niezależność

W domu państwa Mironoff w miasteczku Leigh-on-Sea, gdzie dorastała, brakowało prawie wszystkiego: każdego funta oglądano kilkukrotnie przed wydaniem, matka szyła całej rodzinie ubrania, żeby zaoszczędzić. Luksusem było kupienie raz w miesiącu książki czy pójście na lody. Nigdy jednak nie brakowało czasu na to, aby zebrać się razem przy stole i porozmawiać. Nie o tym, co w szkole czy u sąsiadów. Jej ojciec Wasilij Piotrowicz Mironoff, syn oficera armii carskiej, wolał dyskutować z trójką swoich dzieci o tym, czy istnieje dusza i czy ludziom potrzebna jest sztuka. „Dlatego wiele lat zajęło mi zrozumienie konceptu uprzejmej rozmowy o niczym, brytyjskiego small talku. Do dziś nie umiem plotkować” – pisze w swojej książce Helen Mirren.

Dziadek Helen Piotr Wasiliewicz Mironoff, syn hrabianki, trafił do Anglii jako carski emisariusz oddelegowany do negocjacji w sprawie zakupu przez Rosję broni. Na początku mieszkał w luksusach rosyjskiej ambasady, a jego syn chodził do prywatnej szkoły. Gdy wybuchła rewolucja październikowa, ambasadę zamknięto, a Mironoff z rodziną wylądował na bruku bez możliwości powrotu do ojczyzny. Aby przeżyć, został taksówkarzem. Nigdy nie zobaczył już ani swojej matki, ani sześciu sióstr, ani rodzinnego majątku w Kurianowie, w obwodzie smoleńskim. Jego syn, zmuszony do zbyt wczesnego zakończenia edukacji, poszedł w jego ślady. Nie mógł zaciągnąć się do wojska, bo wciąż postrzegano go jako cudzoziemca, więc też został taksówkarzem, a wieczorami grał na altówce w filharmonii londyńskiej. Gdy ożenił się z energiczną Kitty, córką rzeźnika, i założył własną rodzinę, nie chciał, aby jego dzieci również wytykano palcami z powodu obco brzmiącego nazwiska. W ten sposób państwo Mironoff stali się Mirrenami, a Wasilij zmienił imię na Basil. Ku rozpaczy mojej matki ojca nie interesował pościg za zarabianiem pieniędzy – wspomina Helen.

Z czasem Basil został jednak egzaminatorem osób ubiegających się o prawo jazdy, a następnie urzędnikiem w ministerstwie transportu. Tym samym hrabiowski syn, zagorzały socjalista, stał się dumnym przedstawicielem brytyjskiej klasy średniej.

Córkom pozwalał na wszystko i przywoził im z Londynu prezenty – Helen i jej siostra jako pierwsze w mieście nosiły kolorowe pończochy, najchętniej nie do pary. Był zazdrosny, gdy przyprowadzały do domu chłopaków, i nieprzytomnie dumny, gdy Helen zaczęła występować z Royal Shakespeare Company. Czasem specjalnie przyjeżdżał z żoną pod teatr Aldwych, żeby popatrzeć na kolejkę po bilety na spektakl, w którym występowała.

„Gdy niespodziewanie zmarł w wieku zaledwie 67 lat, grałam w przedstawieniu »Księżna d’Amalfi«. Miałam dziesięć minut do podniesienia kurtyny, gdy zadzwoniła mama. Musiałam wyjść na scenę, bo moja dublerka nie umiała w pełni roli” – pisze Mirren w swoich wspomnieniach. Ale o ile to ojciec zaszczepił jej miłość do sztuki, literatury i teatru, o tyle matka wywarła największy wpływ na jej późniejsze życiowe decyzje. Wspierała ją, gdy Helen „bawiła się w aktorstwo”, występując w szkolnych produkcjach, a potem w National Youth Theatre, ale zmusiła ją do skończenia kursu dla nauczycieli – „bo kobieta musi mieć zawód, żeby sama się utrzymać”. Z całych sił próbowała odwieść córkę od decyzji o zostaniu zawodową aktorką. – Bała się, że tak jak ona przez pół życia będę klepać biedę. Zawsze powtarzała mnie i mojej siostrze, że dla kobiety najważniejsza jest finansowa niezależność – mówiła Mirren na spotkaniu z publicznością TimesTalks w Nowym Jorku. – Nie chciała też, abyśmy za szybko wyszły za mąż – dokładnie z tych samych powodów. Mimo że związek moich rodziców był wspaniały, przez większość życia wydawało mi się, że małżeństwo to więzienie. Dopiero kiedy poznałam mojego męża, reżysera Taylora Hackforda, zmieniłam zdanie. Ale miałam wtedy 52 lata.

Serio, ale z biustem

– Przed państwem „królowa seksu” Royal Shakespeare Company, Helen Mirren! – Michael Parkinson, prowadzący najpopularniejszy przez dekady brytyjski talk-show telewizyjny, z trudem kryje emocje, a może niezdrowe podniecenie. 30-letnia Mirren w długiej czarnej sukni i z piórem w dłoni schodzi po schodach do studia. Jest 1975 rok i komentowanie przed wielomilionową publicznością wyglądu swojej rozmówczyni, jakby było się na targu mięsnym, jest czymś zupełnie normalnym.

„Czy nie wydaje się pani, że pani »wyposażenie« hamuje panią w pracy »poważnej aktorki«?” – pytał Parkinson, gapiąc się sugestywnie na jej biust, gdy Helen patrzyła na niego z niedowierzaniem. „Ma pan na myśli moje palce? – odparła bez mrugnięcia okiem. – Co ma pan konkretnie na myśli?” „Pani figurę” – zająknął się wreszcie prowadzący. „Czyli pana zdaniem poważna aktorka nie może mieć dużego biustu?” „No cóż, to może rozpraszać publiczność…” – usłyszała.

Ten wywiad, opublikowany na YouTube na fali ruchu #MeToo, obejrzały miliony internautów. Parkinson odmówił przeprosin, twierdząc, że wcale nie obraził swojego gościa, bo takie były czasy. – To był mój pierwszy telewizyjny wywiad. Byłam okropnie zdenerwowana i serce waliło mi jak dzwon. Ale uważam, że poradziłam sobie znakomicie i w sumie zrobiłam z niego głupka – skomentowała to niedawno Mirren. – Ten przykład najlepiej dowodzi, że czasy zmieniły się na lepsze. Bo oglądamy ten wywiad z niedowierzaniem. Gdybym miała dziś 18 lat, zaczynałabym pracę w zupełnie innym, lepszym dla kobiet świecie.

>> Czytaj także: Księżna Diana – portret damy

Niekoniecznie jednak zawodowo. Mirren wielokrotnie twierdziła, że młode aktorki filmowe wciąż mają do wyboru przede wszystkim role „nudnych panienek”: dziewczyn głównego bohatera, przyjaciółek, akcesoriów wiszących na ramieniu kolegów z planu. Ona, skupiając się na początku przede wszystkim na rolach teatralnych, miała do wyboru większy repertuar. – A kiedy trafiłam do filmu, nie mając zresztą pojęcia, co robić i jak ustawić się do kamery, nie musiałam polegać na tych rolach, żeby płacić rachunki. Miałam już pozycję, mogłam zawsze wrócić do teatru – mówiła na kanapie w talk-show Grahama Nortona. Na planie jednego z jej pierwszych filmów, „Wieków ciemnych”, poznała początkującego, młodszego od niej o pięć lat irlandzkiego aktora. – Helen była już popularna, więc, oczywiście, chciałem ją poznać. Kiedy jednak podeszła do mnie i do mojego kumpla na planie ubrana w strój czarodziejki Morgany, byłem w stanie tylko jęknąć z zachwytu – wspominał Liam w tym samym programie. Oczarowanie było obustronne, bo Helen i Neeson mieszkali razem przez cztery szczęśliwe lata. Dla obojga było jednak jasne, że nie założą rodziny, a on tego pragnął. – Nie mam w sobie i nigdy nie miałam ani odrobiny instynktu macierzyńskiego – twierdzi Mirren. Małżeństwo? Wykluczone. Nadeszła pora, aby Liam wydostał się spod jej skrzydeł i zbudował własną karierę. Wyjazd do Ameryki, który doradziła mu Helen, był jego najlepszą zawodową decyzją.

Na fali procesu przeciwko Harveyowi Weinsteinowi pojawiło się mnóstwo opowieści innych aktorek filmowych, które padły ofiarami napastowania seksualnego lub gwałtów. Mirren, zadeklarowana feministka, czytała je z przerażeniem. Jednak pytana w programie NBC „Sunday Today”, czy sama miała w Hollywood podobne doświadczenia, zaprzeczyła. – Byłam za stara. Przyjechałam do Hollywood po raz pierwszy już po trzydziestce, więc nie byłam celem ani łatwym, ani pożądanym. Kiedy miałam o wiele mniej lat, byłam natomiast magnesem dla ekshibicjonistów. Nie było tygodnia, żeby jakiś facet w metrze, na ulicy czy w parku nie pokazał mi swojego przyrodzenia. Zawsze zastanawiałam się, czy oczekiwali ode mnie oklasków lub okrzyków zachwytu. Ja najczęściej wybuchałam śmiechem.

Życie zaczyna się po pięćdziesiątce

Producenci serialu „Główny podejrzany” byli uczciwi: kobieta w głównej roli to ryzykowna decyzja. Był początek lat 90., do tej pory nikt tego nie zrobił. Powierzenie takiej roli kobiecie, która ma 45 lat, tym bardziej. Helen Mirren, zafascynowana postacią detektyw Jane Tennison, nie wahała się ani chwili, aby wcielić się w jej postać.

– Moje zawodowe wybory napędzane są wyłącznie dążeniem do robienia rzeczy, których nie robiłam wcześniej, a które uznaję za interesujące. Jane była silną, świetnie napisaną postacią. Wiedziałam, że mogą nam skasować serial po kilku odcinkach, jeśli wyniki będą słabe. Były rewelacyjne – mówiła w wywiadzie dla „Guardiana”. Na planie serialu spędziła w sumie siedem lat i udowodniła, że aktorka w jej wieku potrafi przyciągnąć przed mały ekran wielomilionową publiczność. Uparcie odmawia jednak przyznawania jej honorów za przecieranie szlaków innym.

– Miałam po prostu szczęście. Nie zagościłam w świadomości międzynarodowego widza przez 20 lat kariery, więc ten sukces był zupełnie niespodziewany. Brawa należą się odważnym producentom. A serial otworzył drzwi przede wszystkim mnie. Nagle okazało się, że są ciekawe i dobrze płatne role dla dojrzałych kobiet i zaczęto przysyłać mi propozycje z obu stron oceanu – mówiła w jednym z wywiadów. Jej domem stała się Kalifornia, skąd pochodzi jej mąż, ale para ma też nieruchomości w Nowym Orleanie, Nowym Jorku, w Londynie, we Francji i na południu Włoch.
„Tajemnica naszego udanego związku? Prawdopodobnie to, że mam bardzo słabą pamięć – pisała Mirren. – Potrafię zapamiętać metry dialogów do sztuki czy filmu, ale nic poza tym. Więc mój mąż może mi wiele razy opowiadać tę samą historię, a ja zupełnie szczerze za każdym razem wybucham śmiechem”.
Od czasu „Białych nocy” nakręcili wspólnie tylko jeden film. „Ranczo miłości” to historia małżeństwa, które postanowiło otworzyć pierwszy w USA legalny dom publiczny. Film zebrał fatalne recenzje, ale to dla Mirren nie nowina – średnio jeden na pięć filmów, w których gra, odnosi sukces. Show-biznes to w końcu ryzykowna gra, a ona występuje w kilku filmach rocznie. – Mam komfort wyboru, jeśli chodzi o role, a jestem dość wybredna. Aktor nie ma żadnego wpływu na całość filmu, może tylko dobrze wykonać własną pracę – tłumaczyła w wywiadzie dla „Esquire’a”. Ona swoją ceni wysoko: nawet jeśli pogłoski o ośmiu milionach dolarów za rolę są przesadzone, jej obawy o związanie końca z końcem to już tylko odległe wspomnienie. Żałuje tylko, że jej mama nie dożyła momentu, kiedy jej córce przyznano tytuł Damy Orderu Imperium Brytyjskiego – to żeński odpowiednik tytułu rycerskiego.

>> Czytaj także: Margot Robbie – pani z planem

Matka była szczęśliwa, że jej dzieci są samodzielne i mają własne domy. Helen, kiedy tylko mogła, zabierała ją ze sobą na plany filmowe na całym świecie, gdzie Kitty Mirren natychmiast stawała się ulubienicą wszystkich. Umiała zachować się w każdej sytuacji, z każdym – od pomocnika scenografa po policjanta w Los Angeles – chciała porozmawiać.

Propozycja tytułowej roli w serialu o Katarzynie Wielkiej wzbudziła w Helen… przerażenie. W którymś wywiadzie, prawdopodobnie po roli Elżbiety II, zażartowała, że chciałaby kiedyś zagrać carycę. Kiedy dziesięć lat później okazało się, że twórcy serialu HBO zebrali na niego fundusze, traktując jej lekkomyślną wypowiedź jako deklarację, jej pierwszym odruchem była odmowa. – Popełniłam fatalny błąd! A jednocześnie nie mogłam odmówić, bo chcąc nie chcąc, sama zaproponowałam się do tej roli – mówiła na zeszłorocznym festiwalu telewizyjnym BFI & Radio Times. – Zawsze byłam ostrożna z deklaracjami, że chciałabym coś zagrać, bo to gotowa recepta na porażkę. Lepiej, aby sprawy działy się niespodziewanie. A tu taka wtopa! Powiedzmy sobie jednak szczerze, że Katarzyna była niesamowitą kobietą i przywódczynią. Jej rzekoma rozwiązłość to oszczerstwo – pisana przez mężczyzn historia nie lubi silnych, mądrych kobiet i celowo przypisuje się im złe cechy. Caryca miała szereg wad, ale mam nadzieję, że oddam jej honor jako kobiecie, władczyni i reformatorce, którą była.

Kadr z filmu "Katarzyna Wielka" (Fot. materiały promocyjne HBO)
Kadr z filmu „Katarzyna Wielka” (Fot. materiały promocyjne HBO)

Katarzyna Wielka powinna być spokojna. – Gdybym miała teraz startować w castingach do ról – czego na szczęście już nie muszę robić – mogłabym sobie wpisać w CV jako specjalizację koronowane głowy – żartowała aktorka. W prawdziwym życiu królowa to zawód na całe życie. W show-biznesie – tylko na chwilę. Oby ta trwała jak najdłużej.

Helen Mirren, rocznik ’45. Urodzona jako Helen Mironoff w Leigh-on-Sea, w hrabstwie Essex jako jedna z trójki rodzeństwa. Karierę zaczynała jako nastolatka w National Youth Theatre, a potem w Royal Shakespeare Company. Przełomem w jej karierze okazała się główna rola w serialu telewizyjnym „Główny podejrzany”. Jej najsłynniejsze kreacje filmowe to: „Wybrzeże moskitów”, „Szaleństwo króla Jerzego”, „Dziewczyny z kalendarza”, „Gosford Park” (za który dostała nominację do Oscara), i nagrodzona Oscarem „Królowa”. Mirren jest zdobywczynią „potrójnej aktorskiej korony”: nagrody Emmy za rolę telewizyjną, Tommy – za teatralną i Oscara – za filmową. Dostała również cztery nagrody BAFTA, dwa Złote Globy i dwie Złote Palmy z Cannes. Ma swoją gwiazdę przed Teatrem Dolby w Hollywood i tytuł Damy Orderu Imperium Brytyjskiego. Nie ma dzieci, mieszka z mężem w Los Angeles, Nowym Jorku i Londynie.