nowe znajomości i tworzyć własne wpisy. Zaloguj sie lub załóż nowe konto!
-
Użytkownik Anka Korona zaktualizował swój stan: 2012-05-16 20:33:32 · Wyświetl
-
W biegu....
Dziś w radio słyszałam, że ponoć Polacy żyją w notorycznym pośpiechu, zwalniają dopiero po 60-tce. Statystykom towarzyszył gorzki żart, że i to się wkrótce w naszym kraju zmieni.
Jest środa, marzę już o sobocie. I żeby było słońce.
W poniedziałek Bati wyjeżdża na 5 dni na wycieczkę szkolną: Praga-Wiedeń-Budapeszt. Straszny maraton, kupiłam mu już zapas batonów energetycznych i ciasteczek maślanych. Kiedyś byłam na podobnej wycieczce – tyle że śladami Adama Mickiewicza, Ukraina i Litwa, nic prawie nie jadłam poza paluszkami, które gdzieś ze sobą miałam. Wróciłam głodna że hej, ale wyjazd pamiętam do dziś. Mam nawet zdjęcia, czarno-białe, które sama wywoływałam w ciemni.
Z jednej strony to były wspaniałe czasy młodości i wolności, z drugiej strony takiej huśtawki emocji jaką wtedy sobie fundowałam, nie chciałabym nigdy więcej. Kocha, nie kocha, chcę, nie chcę. Co ja tu robię? Czy skoro chodzę do katolickiej szkoły to muszę zostać zakonnicą? Kłótnie z księdzem na religii, że skoro istnieje słowo NIC, to znaczy że NIC istnieje, to nie jest nic:). A ja i tak byłam grzeczna i poukładana, ponoć. Z pewnością każdy przez to przechodzi na własny sposób, ale ciesze się, że za mną te dylematy.
W piątek wieczorem na Nowym Świecie przed Subwayem, dosiedliśmy się do młodego chłopaka, 19-20 lat, który palił papierosa i rozmawiał przez komórkę. Ale gestem zapytał, czy palenie mi nie przeszkadza. Nie. Jak skończył rozmawiać przeprosił. No i zagadał: ”ja Państwa bardzo przepraszam, nie mam komu tego powiedzieć, bo mnie moi koledzy nie rozumieją. Ale wiecie, jak to jest że juwenalia są za darmo? Jakby były po 5 zł to połowy tego tłumu by tutaj nie było. A tak nawet się dostać nie mogę. …. Jak kiedyś będę miał pieniądze, to na pewno zrobię coś fajnego…. A znacie Fisza? Ma tu koncert, taki pieśniarz, no ale w Państwa wieku możecie nie wiedzieć tego” Brwi podjechały mi do góry, ale się uśmiechnęłam. Pytam, jak to możliwe, że jest tu koncert Fisha, a ja nic o tym nie wiem? A tu się okazuje, że FISH to młody Waglewski, a mój FISH to lider starego Marillionu i chłopak zupełnie nic o nim nie słyszał. A…..20 lat temu…..??!! No nie, nie znam.
To naprawdę była miła pogawędka, chłopak był szalenie kulturalny, obyty, rozmowny, wysławiał się bardzo prawidłowo. Tak mi synowie mogą wyrosnąć:)
-
Numer
Przez Duże E
Miałem ostatnio problemy z nadgorliwością, do tego stopnia, że praca wielu ludzi została ku mej rozpaczy, bezceremonialnie zmarnowana. Było to mniej więcej tak.
Okładka kwietniowego „Exklusiv” jest mocno nadgniłym kompromisem. Nikogo to nie oburzy ani nie zawstydzi, bowiem dzieje się tak w niemal każdej redakcji magazynów peoplowych, od dawna. Jeśli jest jeszcze zespół, który nie miał dotąd okazji być straszony egzekucją sądową, środowiskowym ostracyzmem, lub szczęśliwie ominął go emocjonalny szantaż, prędzej czy później okazję tę mieć będzie, tracąc jednocześnie wyidealizowaną wizję środowiska tzw. gwiazd. Jednak głośne procesy, które mają przerażać i prostować zgrabionych od ślęczenia nad składem kilku fotografii, nieświadomych redaktorów, dotyczą zawsze tabloidów. Tu pierwszy raz się zdziwiłem. Osobiście kibicuje postaciom znanym i lubianym, kiedy brukowce napuszczają na nich paparazzich, czających się w miseczce z ryżem. Potem wychodzi z tego misz masz grymasów, dwuznacznych pozycji, wraz ze zbyt mocnym uściskiem dłoni partnera, trącących już perfidną pornografią. Tworzy się sensacyjny materiał, który w zależności od cojones naczelnego, ląduje na pierwszej lub dwunastej stronie. Szybko sprawdza się sprzedaż detaliczną i decyduje czy rozpocznie się festiwal kłamliwego szczucia, bo jeśli tak, skalkulować trzeba, jak bardzo się opłaci. Zawsze się opłaca. Łatwo porachować ile z kilkusettysięcznego nakładu wraca na czysto do wydawcy. Na nic tak chętnie się nie wydaje, jak na pijanych posłów, ufo lądujące na środku pastwiska i Dodę pozującą bez majtek. Wszystko za 1,40 zł.
Czasem warto odżałować na świeżą bułkę i zainwestować w poniżenie. Przed obiadem nikogo już nie obchodzi, że po czasie okazało się jednak, że była w bieliźnie, jedynie werżnęła się jej w tkanki siarczyście. Studiując zdjęcie można było odnieść wrażenie, że chyba została w komodzie. Skubię zatem pieczywo na śniadanie i patrzę razem z połową polski na vagina story. Taka akcja zwykle wywołuje reakcje. Ewentualne roszczenie, to suma nie większa niż dwumiesięczna pensja wydawcy (jakieś 100-150 tyś). Trzeba jeszcze zamieszczać sprostowania, co boli tytuły najbardziej, wyjście z twarzą przecież bezcenne. Wówczas konsorcja mediowe, wytaczają najgrubsze działa biurokracji i ustawodawstwa, otaczając się wziętymi prawnikami, wytrawnymi fachurami od odwołań, apelacji i zwinnego lawirowania, wśród paragrafów prawa prasowego. Było tak w przypadku Edyty Górniak, Anny Muchy, Joanny Brodzik a nawet Tomasza Lisa z którym jeden z dzienników wojował najdłużej.
Jest obok ewidentnie pokrzywdzonych, pewien sort rozpoznawalnych którzy kokietują publicznie, opowiadając na prawo i lewo, że zaraz wyślą sprawę na wokandę. Nie dzieje się tak, bo tuż po wyjściu ze studia w zaciszu swego kredytowanego samochodu, cieszą się niezmiernie że znowu są na łamach, piszcząc z radości yes, yes, yes. To jednak rozważania na zupełnie inną okazję. Istotą mojego obecnego niepokoju, jest polityka menagmentu osobowości życia publicznego w Polsce. Konkretnie jej brak, tak jak ma to miejsce w przypadku Kajaxu-u. Wytwórnia z gwiazdą w nazwie, jest w mocnym regresie, bowiem niegdyś popularną stajnię opuszczają kolejni artyści: Maria Peszek, Michał Król alias Fox czy Kapela ze Wsi Warszawa. Rynek psują również uzurpatorskie i zachowawcze stanowiska redakcyjne, wymieszane z kompleksami mniejszości wszystkich którzy boją się mieć własne zdanie. Przeglądając sesje w magazynach, ten wniosek ciśnie się sam. Gdybym miał być straszony sądem za swą szczerość, na świadków powołam wszystkich swoich rozmówców których gościłem w telewizji i radio. Na nieszczęście oskarżyciela, mój nadawca posiada archiwum z zarejestrowanym materiałem. Trudno będzie zaprzeczyć temu co mówili. Ciężko każdemu zakładać złą wolę, jednak wydawcy zgadzają się na całkowitą ingerencję w skład, obróbkę i kompozycje zdjęcia swojej portretowanej gwiazdy. Pozwalają decydować o swoim losie, roztrzęsionym często histerycznym aktorkom serialowym i wokalistkom śniadaniówek. Ich jedyną determinacją jest wygładzanie zmarszczek i rekonstruowanie twarzy photoshopem, do postaci istnego kuriozum swego jestestwa. Pismo dostaje wówczas rykoszetem.
Najczęściej wygląda to tak. Magazyn zaprasza na sesję wybraną postać. Proponuje jej pomysł na zdjęcia, fotografa i ilość odbitek na łamach. Gwiazda podjarana że poprawi statystykę swych obecności okładkowych, przyklaskuje wszystkiemu, podpisuje się umowę i jazda do studia. Bywa że zakładając późniejsze przygody, redakcja asekuruje się czymś nieco skromniejszym w formie i wydźwięku, ale gwiazda oponuje chcąc czegoś mocnego, zwariowanego i innego niż dotychczas. Wtedy wkracza do akcji menedżer i zaczyna się poleczka. Niekończące się autoryzacje, zrywanie umów, telefony o północy i usuwanie tego co logiczne i tworzące harmonijna spójną całość. Większość sesji jakie oglądacie, wygląda na komputerze dyrektora artystycznego zupełnie inaczej niż ten plastik, jaki wysyła się do druku. Wycieczka po pracowniach postprodukcyjnych gdzie wygładza się twarze, generując okładkowe monstra powinna być obowiązkiem każdego, kto zadaje sobie pytanie, dlaczego zdjęcia robione w Polsce ciągle są dużo gorsze od tego co można zobaczyć na świecie. Mamy znakomitych artystów i coraz większe budżety, jednak pokutuje stare prawo prasowe rodem z PRL, na mocy którego, gwiazda ma prawo do wglądu w dzieło. Natomiast nie ma prawa zablokować publikacji i stworzyć sobie od początku koncepcję, po wcześniejszej zgodzie i wstępnej selekcji na sesji.
Będąc uczciwym, muszę przedstawić również sytuację w których gwiazda chce oddać się w ręce zawodowców, licząc na profesjonalizm a i tak wychodzi z tego pasztet, bo mimo że materiał jest doskonały grafik i redaktor urabiają zdjęcia do konsystencji zrozumiałem dla czytelnika kretyna. Nikt przecież rozumny prasy nie kupuje. Wielu redaktorom, zaczyna brakować przez to nieco poważniejszej konotacji swych działań zawodowych, stąd próby stania się publicystą jak szefowa „Gali” Izabela Bartosz wydająca książkę o mamie Madzi z Sosnowca – „Wybaczcie Mi”. Gorzej jeśli pisać nie potrafią, i zostaje jedynie metamorfoza w celebrytę, rekompensująca trudy anonimowego tworzenia gazety o celebrytach. Niestety wówczas łamy staja się niekończącą się adoracją i żenującym potakiwaczem, gdzie dziewczyna zrzucająca dwa kilo do nowej roli w Polsacie, staje się wydarzeniem na miarę „spowiedzi” Danuty Wałęsowej.
Urszula Dudziak znam osobiście, podziwiam i oklaskuję od lat, bowiem jako jedna z nielicznych osób z tzw. środowiska, powołująca się na znajomość jej twórczości, wielokrotnie miałem okazje słyszeć jak śpiewa i ściskać ją serdecznie za energię jaką obdziela. Jazzmenka zagościła na ostatniej okładce. Jednakże znając dotychczasowe produkcje i wrażliwość magazynu, zapragnęła czegoś szalonego, wpisującego się w naszą chlubną tradycję. Powstała bezkompromisowa i odważna sesja autorstwa Zuzy Krajewskiej i Bartka Wieczorka, całkowicie zablokowana przez niespodziewanie zalękniony i stanowczy menagment. Nie mogłem interweniować, bowiem nie pełniłem jeszcze obowiązków redaktora naczelnego. Zastanawiające było to, że nasz partner, jesteśmy patronem biografii „Wszystko Wam wyśpiewam”, mógł zmienić drastycznie swoje stanowisko i założyć że chcemy skrzywdzić artystkę, publikacją przygotowanego specjalnie na te okazję zdjęcia. Pewnie woleliby, po bożemu pokój hotelowy w Mariocie albo plażę w Hurgadzie, gdzie hurtowo wysyła się kilka ekip, żeby jednocześnie natrzaskały zdjęcia na zaś.
Tomasz Kin
Użytkownik Tomasz Kin zaktualizował swój stan: 2012-05-16 18:39:51 · Wyświetl
-
Jak smętnie, deszczowo. I ładnie, ponieważ wpisuje się to w mój dzisiejszy dzień. Na jakimś piśmie widziałam nagłówek o kolejnym sposobie na długowieczność: wolniejszy rytm serca. No to pięknie, bo mam prawie notoryczną tachykardię. To znaczy, że pani serce szybciej się starzeje, usłyszałam kiedyś, zdaje się, u lekarza. Coś irytuje, jakiś drobiazg i nie tylko… Wychodzę z podenerwowania, czytam wpisy z blogów, a tu spokój… I deszcz dalej, i maj. Mogę otworzyć okno, wpuścić więcej świeżego powietrza oraz otulić się ciepłym polarem i zrobić sobie w taki dzień kolejną kawę…
Przy okazji zastanawiam się, jak wytłumaczyć to, że czasami, kiedy myślę o czymś dobrym, na co jest szansa i co mogłoby się stać, zaczynam cieszyć się bardzo, jakby to już się stało, a kiedy to się zdarzy, zaczynam się martwić, a entuzjazm mija…
Na dłuższą metę nie mam się czym denerwować ani czym zamartwiać, ponieważ „there was no reason to be afraid, ever. … I need to remember” (z „American Beauty”).
No i jest jeszcze maj…
SDM, Ballada majowa
Brnąłem do ciebie maju
przez mrozy i biele
przez śnieżyce i zaspy
i lutowe zawieje
przez bezbarwne szpitalne
korytarze stycznia
w tych korytarzach słońce
gasło ustawiczniea teraz maj dokoła maj
wyświęca ogrody
i cały ja i cały ja
zanurzony w jordanie pogody
a teraz maj i maj i maj
dokoła się święci
od wonnych bzów szalonych bzów
wprost w głowie się kręcii płyną przeze mnie dmuchawce
jak dzieciństwa echa
i wielka jest majowa moc
kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
śpi w twoim wnętrzu chłopiec
w chłopcu pierwszy zachwyt poznaję
z twoich ziaren wyrosną sady
strudzonemu pielgrzymką ulżyj dodaj wiary -
Płoty na klatce schodowej
Wczoraj wieczorem miałam rower. Mój ulubiony. Dla mnie idealny. Gdy się obudziłam roweru nie było. Nie mogłam uwierzyć w puste miejsce na klatce. Przez dwie godziny wpatrywaliśmy się w zapisy kamer. Nikt nie wchodził, nie wychodził. Roweru nie ma. Myślałam że ze złości zwymiotuję. I z bezsilności. Po trzech godzinach rower się znalazł. Stał piętro niżej. Takie nieraz panują zwyczaje międzyludzkie czy miedzysąsiedzkie. Płoty jak stały, tak stoją. Niewidoczne. Nawet na przeszklonych klatkach schodowych. Dobrze, że dziś wieczorem znowu mam swój rower. Ale płot stoi nadal.
Użytkownik Ania Jackowska zaktualizował swój stan: 2012-05-16 16:29:47 · Wyświetl
Moje rowery ”znikały” dosłownie i na zawsze z piwnicy, z korytarza po przecięciu brzeszczotem zabezpieczenia. Jak kradli wszystko z piwnic, łącznie z kompotami, przestałam zamykać piwnicę …
Oj znam to dziwne, beznadziejne uczucie. Straciłem w życiu dwa rowery górskie, z tego jeden ze wspólnej piwnicy w przyzwoitej zdawało się klatce. Życie w Polsce jest momentami bardzo przykre.
Bidulko,no ale masz już rower.Kto zrobił psikusa?
-
Ogrody wieczorem
Zanim będę kontynuować moje blogowe zapiski, spieszę z informacją: dziś o 20.00 w warszawskim ”Czułym Barbarzyńcy”, na ul. Dobrej (Powiśle) poprowadzę spotkanie autorskie z Fioletem. Tym Fioletem od ogrodu zza okna. Tak! Nasza Zwierciadlana blogerka o nicku Fiolet zadebiutowała tomikiem poezji. Tytuł oczywisty - ”Ogrody wieczorem”. Kto może, niech przybywa. Kto nie może, niech – czyta co o wieczorze tym napiszemy rankiem ! Wydawcą jest Czuły Barbarzyńca Press, który mam nadzieję dał na zapowiedzi na którejś z internetowych ambon.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-16 13:09:03 · Wyświetl
wspaniały duet
w tym momencie ogromnie żałuję, że dzieli nas tak przepastna czasoprzestrzeń – życzę wielu magicznych wrażeń, wzruszeń i uniesień, pozdrawiam soczyście
W Kwestionariuszu Prousta napisałam,że chcialabym posiadać dar teleportacji. Dziś bardzo by mi się przydał. Gratuluję Fioletowi i dołączam się do życzeń MMaM
Też nie mogę pojechać, ale myślami będę na Dobrej
Ja też jestem myślami wśród słuchaczy… za pół godziny zaczynacie. Powodzenia
z samiutkiego ranka się tu zjawię by poczytać:)Uściski i pozdrowienia! B.
Super!!! Gratulacje dla Fioletu:)
Gratulacje z życzeniami rozwoju dalszej drogi.
-
Nie chce być niewolnikiem :)
Wciąż wzrasta nadprodukcja żywności. Kiedyś rozwój rolnictwa spowodowany nowymi sposobami uprawy ( mechanizacja, środki chemiczne, inżynieria genetyczna) musiał nadążyć za gwałtownym przyrostem ludności, wydłużeniem średniego czasu życia i wzrastającym poziomem zamożności społeczeństwa. Czynniki te uległy już zmianie, wskaźniki demograficzne i ekonomiczne zwalniają, a produkcja wciąż rośnie. Trzeba produkować coraz więcej mięsa, by pozbyć się nadprodukcji roślin. Wydłuża się jednocześnie droga między producentem i konsumentem. Dzięki temu rozwija się przetwórstwo, handel, transport i marketing. Takie są prawa ekonomii.
Niestety, uprzemysłowienie produkcji jedzenia nie wychodzi nam na zdrowie. Jesteśmy postawieni w roli konsumentów i na różne sposoby przymuszani do kupowania dużo więcej niż potrzebujemy. Jakość wielu produktów powoduje jednocześnie nadwagę i niedożywienie. Bo można ważyć 100 kilogramów i być niedożywionym. Niedożywienie to deficyt pewnych niezbędnych składników w diecie. Producenci wywołują w nas chęć nabywania jedzenia przez tworzenie mód, wprowadzanie z jednej strony wciąż nowych produktów, z drugiej przyzwyczajając nas do tradycyjnych marek oraz na wiele jeszcze innych sposobów. Od tego zależy ich byt. Pamiętajmy więc, że my musimy dbać o nasz byt i nie ulegajmy zakupowemu i konsumpcyjnemu szaleństwu. Nie musimy jeść wysokoprzetworzonej, pełnej konserwantów i polepszaczy papki w ładnym opakowaniu. Kupujmy jedzenia mniej i koniecznie w dobrym gatunku. Popierajmy lokalnych, małych producentów i jedzmy to, co polskie, bo mamy jeszcze mało zanieczyszczoną glebę i wodę. W ten sposób zdobędziemy świadomość – co jemy i wolność wyboru. Kolejne wcielenia batoników i płatków śniadaniowych nie powstają dla naszego dobra, lecz by zapewnić zysk producentom. Nie musimy ich kupować. Mamy wolną wolę. Niestety trudno w to uwierzyć patrząc na kolejkę do szkolnego sklepiku lub na zawartość koszyków w supermarkecie. Wszyscy kochają czipsy i batoniki. Czy jest to rodzaj współczesnego niewolnictwa? Czy naprawdę chcemy być niewolnikami koncernów żywnościowych. I dlaczego pozostaje wciąż aktualne naiwne pytanie: Jeżeli produkujemy za dużo to czemu nie dzielimy się sprawiedliwie ze wszystkimi mieszkańcami Świata?
Czemu jemy za dużo i więcej niż byśmy chcieli? Nie wiem czy można znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Ale wiem, że jest wiele tego powodów i wiele sposobów szukania odpowiedzi. I właściwie można powiedzieć, że to jak zwykle, gdy chodzi o tak skomplikowaną istotę, jaką jest człowiek. Dla mnie bardzo ważne są też wątki związane z naszą ewolucją. Mam bowiem często wrażenie, że zapominamy na co dzień, kim jesteśmy i jak wiele się zmieniło w życiu i otoczeniu człowieka, na przestrzeni ostatnich setek lat. Szczególnie ostatniego stulecia. Nie dajemy sobie czasu na przystosowanie do zmian. Pędzimy nieco otumanieni rozwojem nauk i technologii. Paradoksalnie to co ma nam pomagać, samo staje się powodem do tego, że coraz bardziej potrzebujemy pomocy. Przedłużenie czasu życia przez rozwój nauk medycznych nie gwarantuje jego dobrej jakości, jeśli nie będziemy sami o siebie dbać. Dajmy sobie więc trochę czasu na myślenie o tym, jak powinniśmy się prawidłowo odżywiać i dlaczego. Nie starajmy się łykać wiedzy szybko jak pigułkę mądrości, bo takiej pigułki nie ma, tak jak nie ma pigułki odchudzającej. Jedynym ogólnym rozwiązaniem problemów człowieka ze stosunkiem do jedzenia i zdrowia, wydaje się więc refleksja i nawiązanie dobrych relacji z samym sobą. Akceptacja tego jacy jesteśmy i dokonywanie wolnych wyborów. Nie jest to łatwe, ale na pewno warto próbować.
Ula Zaborowska, psychodietetyk
”Niewolnikami koncernow zywnosciowych” sa nie tylko Polacy – problem dotyczy tez mieszkancow wielu innych krajow. Ulu, ja probuje kupowac mniej, ale ”z glowa’. Wyszukalam male sklepiki z lokalnymi produktami, do ktorych wprawdzie mam kawalek drogi, ale wole kupowac tam, niz w supermarkecie, ktory mam pod domem. Naprawde warto!
Właśnie na taki wpis dziś czekałam! Zastanawiałam się z koleżanką, czy do życia potrzebujemy, ogólnie mówiąc, dużo jedzenia… i takiego, jakie jemy, do jedzenia jakiego się zachęca… Ta myśl, że możemy jeść dużo, a być niedożywionym, trafiła w sedno tych rozważań
Poza tym, ostatnio oglądałam film ”Home”, choć spotkałam się z opinią, że jest tendencyjny, myślę, że sporo tam o faktycznym stanie rzeczy… m.in. o negatywnych skutkach nadprodukcji roślin na paszę, wzbudza refleksję.odnoszę wrażenie, od kilku juz lat, że czy nam się to podoba czy nie jesteśmy niewolnikami procesu globalizacji – a to proces ogromnie destruktywny w zarodku
Bardzo ciekawy tekst! Też pisałam kiedyś o żywieniowym niewolnictwie, w kontekście wizyty w supermarkecie ”mojej” bohaterki. Szczególnie przerażał ją (i mnie też przeraża) fakt, że jest ”nadprodukcja” mięsa. Tyle zwierząt musi zginąć po to, by utrzymały się firmy przetwórstwa mięsnego. Przecież wystarczyłyby nam o wiele mniejsze ilości mięsa… Wędliny się popsują, niesprzedane, a tym zwierzętom nikt już życia nie przywróci… Nie jestem wegetarianką, ale przechodząc obok lad chłodniczych z mięsem, czuję przygnębienie.
MnM- zgadzam się z Tobą, niestety. Nawet tak odległe kraje jak Chiny – zaczynają mieć problem z otyłością i zdrowiem mieszkańców, ponieważ jedzą żywność przetworzoną ze sklepów. Bronią się trochę Indie, ale tam rząd stanął w obronie rolników przed Monsanto. A na co dzień zwycięża bieda- nie stać ich na pewne rzeczy. W Polsce był, może jeszcze jest, ogromny potencjał. Mamy najmniej skażona glebę w Europie. Zamiast to dobrze sprzedać i uprawiać np. czarną porzeczkę, bardzo drogą na Świecie, staramy się szybko dorównać reszcie krajów lejąc w naszą ziemię tony Roundapu…
Myślę,że tak długo ,,lizaliśmy przez szybę” ten ,, apetyczny, kolorowy świat”, że zachłysnęliśmy się nim bez refleksji, do mdłości. A że jesteśmy w szponach koncernów… Jedne nas tuczą, drugie nas odchudzają. Jedne myją, złuszczają, drugie nawilżają. Jedne pobudzają, drugie wyciszają. I największa hańba współczesne świata- my( myślę tu o społeczeństwach wysoko uprzemysłowionych) chorujemy z przejedzenia, marnotrawimy żywność, a w krajach np. afrykańskich głód, brak wody zbiera obfite żniwo. Widziałam reportaż ukazujący kobiety afrykańskie zbierające algi dodawane do luksusowych kremów o niebotycznych cenach. Za worek suszu dostawały 50 centów.
Czytam i właśnie sobie uświadomiłam że głodna jestem:(. Tak to oto działa.
Teraz skojarzyłam skąd panią bardzo dobrze znam.Wszystko jasne.
Tak, jedni umieraja z glodu, a inni marnotrawia zywnosc i choruja z przejedzenia, cierpia na otylosc, cukrzyce, nadcisnienie tetnicze i nowotwory. Chorych przybywa i to tych coraz mlodszych. Problem glodu nie dotyczy – niestety – tylko krajow Trzeciego Swiata. Wiele polskich dzieci z ubogich rodzin wychodzi codziennie do szkoly bez sniadania, podczas gdy ich zamozniejsi koledzy wyrzucaja kanapki do smieci, bo wola czipsy, batoniki i cole ze szkolnego sklepiku. Ogladalam jakis czas temu program o zywieniu w szkolnych stolowkach, o zaopatrzeniu szkolnych sklepikow – tragedia! Dobrze, ze dietetycy ostrzegaja i probuja zmienic podejscie ludzi do sprawy zywienia, zmienic zle nawyki zywieniowe, choc przypomina to czesto walke z wiatrakami.
-
Majowe smutki
Ostatnio w mojej głowie cały czas myśli, co mam jeszcze do zrobienia. Kończenie licencjatu, kolejne referaty: niedawno o Katarzynie Kozyrze, na zajęcia o współczesnych polskich artystach. Kocham jej twórczość i osobowość artystyczną, więc chciałam, by referat był jak najlepszy. Pragnęłam zaintrygowania, oryginalnego podejścia, własnych interpretacji, dobrych zdjęć…Wiedziałam, że nie zdążę tego zrobić tak, jak sobie wyobrażałam, bo za późno się wzięłam. Siedziałam nad tym referatem od czwartku, przeglądając materiały. Bardzo intensywnie pisałam w weekend. Przygotowałam na tyle, na ile mogłam, zła na siebie, że byłam leniwa. Jedna z moich ulubionych artystek, a ja nie zrobiłam na 100%. Na szczęście w poniedziałek nie zdążyłam go zaprezentować, bo było wiele innych. Mam termin na 4 czerwca, zdążę poprawić. W poniedziałek w nocy pisałam ekspertyzę na zajęcia wtorkowe, bo nie zrobiłam jej wcześniej, spałam 4 godziny. Od 28 maja zaczyna się tygodniowy objazd naukowy z historii sztuki. Kolejny referat do przygotowania: podczas zwiedzania będę omawiać zamek w Ciechanowie. 2 czerwca wrócimy z objazdu, a tu za tydzień sesja. Boję się, jak pójdą mi egzaminy, zaliczenia, „obrona” licencjatu. Przyznaję: tak, jestem perfekcjonistką i to czasami do bólu. Nie powinnam narzekać, bo lubię perfekcję, szczególnie w pisaniu i zajmowaniu się sztuką (zwłaszcza tym, co mnie fascynuje). Z drugiej strony – czasami mam okresy, że po powrocie do domu nie robię nic, tylko siedzę z moim Dziennikiem pod kocem, pisząc, do tego kolorowe czasopisma, książki, muzyka. Popłaczę, pójdę spać i dzień mija. Później muszę ostro wziąć się do pracy, podnieść się i działać.
Mocno się wszystkim przejmuję, różnymi wrażeniami, ludźmi i ich kłótniami, tym, jak niektórym układa się życie i ile spraw się na to składa… Często przebywam w „szarym” mieście, w Łodzi, gdzie studiuję. Myślę o jej XIX-wiecznej energii, pięknie, bogactwie i współczesnej, postępującej destrukcji. O jej poharatanym pięknie. Wydaje mi się, że w tym mieście sprawdza się tylko „dekadencja”, wtedy łatwiej przetrwać to, co się tam dzieje z zabytkami i… z ludźmi, żyjącymi przed sklepami monopolowymi, na dworcach, w bramach. Kocham Łódź i nienawidzę. Kiedyś o niej więcej napiszę.
Jestem znów rozchwiana. Zajadam stresy słodyczami i mam wyrzuty sumienia. Dodatkowo denerwuję się tym, że łykam jedne tabletki (nic poważnego), ale mogą wpłynąć u niektórych pacjentów na nastroje. Moja kuracja nimi będzie trwała ok. 5 miesięcy. Czy od nich zwariuję na amen?
Mimo tego, że wiem, że mam przyjaciół, odczuwam ogromne przygnębienie. Jestem totalną katarynką, potrafię szybko się otworzyć, dużo rozmawiam, zwierzam się. Jednak to występuje falowo… Często wiele osób nie wie, co się ze mną dzieje, bo energia zawsze dominuje, ale we mnie jest jeszcze dużo słów niewypowiedzianych. Zdarzało się, że odsuwałam się od ludzi, uciekając w świat sztuki i emocji, czułam, że „nie ma we mnie nic” i potęgowałam to. Mam kilka złych doświadczeń w dziale: „relacje damsko-męskie” , w wielu przypadkach z mojej winy. Wszystko się poskładało. Zamiast wyjścia gdzieś wieczorem – obrazy, teksty. Później trudno się wraca. Wiem, że nie mogę żyć tylko sztuką, bo potrzebne są kontakty, zwyczajne życie, oddychanie codziennością i przepływanie ciepła. Stresuję się imprezą w sobotę, dawno nigdzie nie byłam, a poznam nowe osoby. Łatwo nawiązuję kontakty, jednak zawsze się wpędzę w jakiś lęk, czy mnie zaakceptują, czy nie. „Kiedyś” prowadziłam bardziej intensywne życie, koncerty rockowe, dużo spotkań, aż coś się we mnie posypało. Chce mi się znów płakać, gdy nie mogę się przełamać i „wyjść”. To bolesne, bo pamiętam, że było inaczej. Sztuka też czasami odchodzi. Zdarza się, że mam ochotę rzucić nią o ścianę, by mieć spokój. Bez pisania, czytania, oglądania, analizowania, interpretowania. Później wracamy do siebie. Nie umiem długo bez niej funkcjonować i to jest moje szczęście.
Martwię się o przyszłość i jak się utrzymam, to dla mnie abstrakcja. Mogę w tym świecie nie przetrwać, ostatnio mocno to do mnie trafiło. Teraz zwykle pracuję tylko w wakacje, w księgarni. A po studiach? Nie lubię czuć podporządkowania, wolny zawód to dla mnie idealne wyjście… Od niedawna często myślę o tym, że po studiach będę sprzątaczką. Naprawdę. Nie widzę w tym nic złego, a szerokich perspektyw ostatnio nie dostrzegam. Lubię żyć w pisaniu, emocjach, sztuce, strojach. Po sprzątaniu mogłabym pisać, chodzić na wystawy, czytać i to będzie w porządku, będę czuła się wolna. Pieniądze? Jestem mało praktyczna i nieekonomiczna. Jaki długi wpis… Potrzebowałam go. Nadal w Dzienniku tkanka życia i miliony myśli, ale dziś część żyje tutaj.
Użytkownik Marta Motyl zaktualizował swój stan: 2012-05-16 09:41:33 · Wyświetl
Marto, jestes bardzo wrazliwa – jak wiekszosc artystycznych dusz. Potrafisz tez te swoje emocje pieknie opisac, zilustrowac, podzielic sie nimi z czytelnikami. Dobrze, ze nie zamykasz sie w swiecie sztuki, ze wychodzisz do ludzi, choc to czasem bywa trudne. I wiem, ze sa takie chwile, gdy nawet najlepszy przyjaciel nie potrafi nas wyrwac z tzw. dolka psychicznego, sa tez takie chwile, gdy melancholia bierze sie nie wiadomo skad. Nie zamartwiaj sie „na zapas” tym, co bedziesz robic po studiach i – bron Boze! – nie rezygnuj z tego, co kochasz. Osiagnelas juz bardzo wiele, pamietaj o tym! Jestem przekonana, ze znajdzie sie jakis sposob, bys mogla zarabiac na swojej wielkiej pasji do sztuki, na swoim talencie. Pozdrawiam! PS: Ciekawa jestem, co napiszesz o Lodzi… Ja jestem lodzianka ”z dziada pradziada” i bardzo kocham to miasto – pelne kontrastow, sprzecznosci – piekna i brzydoty! To miasto – z jednej strony okaleczone i dobijane bezrobociem, alkoholizmem, ”ustawkami” pseudokibicow, a z drugiej – reanimowane pospiesznie funduszami unijnymi – to ciekawy twor – moj ukochany – pomimo wszystko!
”@Mary”, dziękuję, bardzo dla mnie ważne i cenne to, co napisałaś
Zrozumiałaś i podtrzymałaś mnie na duchu
Właśnie wróciłam do domu, byłam odebrać od promotorki mojej pracy sprawdzony wstęp i zakończenie. Podobały jej się. Cały tekst już mam sprawdzony, teraz tylko muszę poprawić kilka drobnych rzeczy, dodać ilustracje i bibliografię, połączyć wszystko. Za tydzień w piątek oddam już całość. Jeśli wszystko będzie ok, po objeździe dam pracę do recenzentki! To już meta. Poszłam w nagrodę po nowe kolczyki
, zdystansowałam się, później przeczytałam odpowiedź od Ciebie i smutki już nie są takie ”mocne”. Ja już tak mam: napływ negatywnych myśli i odpływ, czasami przy pomocy z zewnątrz
Co do przyszłości: gdy jestem dobrej myśli, to planuję dalej rozwijać się w pisaniu, tworzyć powieści, a z drugiej strony pisać o sztuce. Myślałam, żeby po magisterce zostać na uczelni. Byłoby to idealne połączenie moich zainteresowań i bardzo bym chciała, by pasje zamieniły się w sposób na życie. Zdarza się, że łapie mnie zwątpienie, malując wszystko na szaro i czarno. Ważne, by to mijało, by nie zatrzymywało. Wiem jedno – pisanie i sztuka będą ze mną i w euforiach, i w smutkach
Łódź jest ”wielowarstwowa”, tak, jak piszesz. Mieszkam w Koluszkach i dojeżdżam do niej od wielu lat, bo od czasu liceum. Na początku dostrzegałam tylko szarość, później zaczęła mnie fascynować. Pałace, kamienice, stare fabryki, cmentarz na Ogrodowej i cmentarz żydowski, są takie piękne. Lubiłam też kiedyś odkrywać w zaniedbanych kamienicach ”nieoczywiste” piękno, np. secesyjne balustrady schodów. Niepowtarzalny klimat podwórek. A obok tego tradycja awangardy. Tyle świetnych rzeczy i tyle degradacji… Moja koleżanka skończyła ASP w Łodzi i od niej słyszałam, że to miasto i ładne, i brzydkie, a nieraz i wzbudzające odrazę… I też uważam, że w byciu sprzątaczką nie ma nic złego
o ile zachowa się przestrzeń dla siebie, na to co ważne, na swoje pasje… Znam osoby, które wykonują całkiem zwyczajne zawody, a wrażliwość mają zdecydowanie niezwyczajną
.Właśnie, Łodzi nie da się jednoznacznie określić. Zgadzam się, że zawsze trzeba zachować przestrzeń na pasję, cokolwiek się robi
Zobaczymy, jak to się wszystko poukłada. Pozdrawiam
Poukłada się, poukłada. Ja pracowałam gdzie się dało po studiach, dzisiaj się z tego cieszę. To tez ważna nauka. Poznaje się ludzi, świat. Ja dowiedziałam się na przykład, czego na pewno nie chcę w życiu. I trzymam się tego do dziś. A w związku z tematem polskich artystów- ciekawa jestem czy lubisz Gruppę. Ja bardzo, szczególnie Marka Sobczyka.Pisałam o nich swoja pracę mgr- ponieważ tematyka była psychologiczna, a nie artystyczna- zbadałam im poczucie własnej wartości
Szczerze mówiąc, to o Gruppie wiem mało, nie interesowałam się nimi, tyle, co miałam na jednych zajęciach. Uznałam, że są pozytywnie zakręceni
ale ciekawa sprawa, że o nich pisałaś i to pod takim kątem! Dobry pomysł na badania
Masz rację, że różne prace to nauka życia. Kiedyś przez kilka tygodni wakacji miałam okazję pracować w hipermarkecie i wiem jedno – gdy nie będę musiała, to nigdy tam pracować nie będę. Ogólnie korporacje są okropne w tym, że traktują ludzi jak trybiki, jak cząsteczki bez osobowości, hierarchizują, nie ma równości, ani wolności, tylko wszyscy ”pod dyktando”. Nie chcę tak. Lubię czuć przestrzeń
Tylko ktoś o pięknym wnętrzu tak myśli, tak czuje, ma takie dylematy. Nie ślizgasz się po życiu, intensywnie je przeżywasz, a to zawsze generuje niepokój, rozterki. Nic na to nie poradzisz, że terażniejszość skrojona raczej na gruboskórnych, powierzchownych. Wierzę w Ciebie i trzymam kciuki za wielowymiarowy sukces
”@dhof” – dziękuję, to bardzo miłe, co napisałaś i… pomocne, by lepiej zrozumieć wiele spraw
Pozdrawiam
Moja kochana,tak się cieszę z twoich wpisów,godnych tych,których już nie ma i pewnie nie będzie.Twój perfekcjonizm mnie kiedyś zadziwił.Zadałaś sobie szczery i rzetelny trud poznania mej ”twórczości” i zaskoczyłaś mnie i solidną oceną i uczciwością.Jesteś jeszcze widać nie dość skażona tym światem i oby jak najdłużej.Podziwiam.Zostań wierna sobie.Gorąco cię pozdrawiam.
-
Kategoria Świata równoległego
Na ’za dwie godziny’ mam zadanie z francuskiego: opowiedzieć o naszej wizycie w Polsce. Tylko jak tu wytłumaczyć w prostych zdaniach magię przeniesienia nas i naszego dziecka w dwutygodniowej objazdowej wycieczce do świata równoległego, który istnieje na pograniczu realności i potencjalności.
Realności bo realni są ludzie, ich emocje wobec nas, wspólne historie (tu wujkowie z którymi tata studiował, tu ciocie z którymi mama, tam współpracownicy, jeszcze dalej współbiesiadnicy, współpodróżnicy, współlokatorzy itd.) Na marginesie, niesamowite, że można z kimś przegadać długie godziny na skypie, wymienić niezliczoną liczbę maili i wiadomości gg, ale dopiero stając face to face odkrywa się w ich oczach nowe personalne żniwa upływu czasu: albo cudowny spokój, albo żar działania, albo ukryte do tej pory pokłady ciepła, albo uważność świeżego rodzicielstwa, albo eh, trudno dobrać słowa.
Potencjalność tego równoległego świata zamyka się między słowami: gdybyśmy tu mieszkali byłabyś częstym gościem… (i tu stosownie do lokalizacji w jednym z trzech ważnych dla nas województw: na dziadkowej huśtawce, na dywanie w pokoju kuzynów, przy pręgierzu, na ukrytym placu zabaw niedaleko Reksia, w Klubodzieciarni, w Biedronce po „Grodzkie” itp. itd.)
A tak, czułam się trochę jak w Muzeum Miniatur, gdzie na wyciągnięcie ręki jest wiele ważnych budowli, przy których przystaje się tylko na chwilę… Zdecydowanie niemianiaturowe były za to nasze emocje…
PS.1 A Milka właśnie chowa się za zmiotką i woła „a kuku!” do niewidzialnego przyjaciela (który, wnioskuję, często ostatnio pojawia się i znika, bo Młoda notorycznie robi mu „papa” w przerwach pomiędzy tym jak kłoci się z nim, opowiada mu coś, patrzy przenikliwie, podśmiechuje się do niego…)
Użytkownik Moni_ka_que zaktualizował swój stan: 2012-05-16 09:36:36 · Wyświetl
-
Środa
Wczoraj późnym wieczorem przez mokre miasto na Pragę. Swobodnie się czułem przed kamerą. Potem na Żoliborz do Agnieszki …stypa nie stypa, ona jak zawsze krząta się po kuchni, gdzie parują gary z japońskimi specjałami. Mądrość stypy, zajedzenie , zagadanie a nawet rozśmieszenie śmierci… Ludziom zmieniają się twarze, ale głos zwykle zostaje, więc nie raz po nitce głosie dochodzę do kłębka. Kodżi Kamodżi , Japończyk, malarz, mieszkający w Polsce..rozmawiamy….Mark U…kiedyś z Johem i z Markiem jeździliśmy dużo razem na nartach. Agatka Bogacka, córka Ewa Żuławskiej siostry Agnieszki..wybitna malarka młodej generacji…Ma głos całej rodziny Żuławskich…Wędrówka głosu przez pokolenia… Lubię Agatę , skupiona w sobie, trochę smutna … Wracam do domu dobrze po północy… ///
Nie można uciec od śmierci, mój przyjaciel, a nasz korespondent z Kanady , Krzyś, donosi o śmierci Fuentesa. Przed laty zrobiłem z nim wywiad, prowadziłem z pisarzem duże publiczne spotkanie w Krakowie na Uniw. Jagiellońskim, spora cześć dnia , z nim i z jego żoną … Ogromnie ich polubiłem …Tym bardziej boli to odejście… ///
Świat ocieka wodą, a ja słowami…I też mi niewygodnie, jak kiedy jest się mokrym..///
Po spotkaniach z ludźmi, zmienionymi przez czas… Zwykle stajemy się karykaturą siebie, wiele nam się wyostrza, to i owo zaokrągla, sporo obwisa…. To jest karykatura, która nie budzi jednak wesołości …. Dzięki codziennym rozmowom z lustrem – psychoterapeutą, najmniej uderzają nas zmiany w nas samych… ///
Z nowej książki Ani Janko. Jak to mi bliskie, jak ważne!”"”" : „życie jest po to, by je opowiadać. Jeśli chcesz własne dzieje unieważnić, milcz o sobie. W głębi milczenia wyhodujesz ślepą rybę, bezbarwną, bezpłodną. Oto czym jest życie ludzi skrytych – białą rybą”"”"”" !
Użytkownik Tomasz Jastrun zaktualizował swój stan: 2012-05-16 09:35:13 · Wyświetl
-
Dobrze, że przychodzą zmiany.
Czytając dziś najświeższe wpisy dowiedziałam się, że niektóre osoby, które regularnie czytam zastanawiają się nad opuszczeniem bloga. Jeżeli tak zrobią to szkoda, ale oczywiście mają do tego prawo, mogą czuć taką potrzebę. Samej mi się zdarza, nie istnieć w formie pisania, choć prawie zawsze jestem na bieżąco w czytaniu Waszych wpisów. Wydaje mi się to zupełnie normalne, że odpływamy na jakiś czas, znikamy – myślę że to jest efekt terapeutyczny pisania bloga. Pewne problemy, nurtujące nas spostrzeżenia zostały wypowiedziane, odebrane przez innych. Od pewnych rzeczy się tu uwalniamy, niektóre do nas przychodzą, coś oddajemy, coś przyjmujemy – ruszamy z tym w życie i wtedy nas tu nie ma. Tak to czuję, wyrzucam tu pewne sprawy, przerabiam, dostaję jakąś reakcję od Świata, czyli od Was, przyjmuję to, przerabiam, czasem mnie to zmienia, czasem nie. I tak się to toczy. Wierzę dlatego, że jest to naturalny cykl, to znikanie i powracanie. Ważne jest to, że jest gdzie wrócić.
Zmiana myślenia, choć trudna, rzeczywiście powoduje zmiany w życiu, w tych konkretnych przypadkach, zachowaniach, które zaprzatają naszą głowę. Obseruję to na sobie od pewnego czasu, tak bardziej świadomie. Pokrzepiająca to myśl, bo zmiany dotyczą spraw ważkich, acz trudnych. Są niewielkie, ale mogą mieć brzemienne skutki…. To wiem. Sa jednak sprawy, ktore przekładam, które sie nie układają i ułożyć ich nijak nie można, bo zawsze coś… Może i na nie przyjdzie pora… Ostatnio w naszym domu słychać często Bajora
Nie smutkuj się, przyjdzie pora i na TE sprawy, serce odkurzysz i wszystko się poukłada
To chwilowy kryzys był.
Moja wierna przyjaciółko.Chciałabym w tym miejscu pozostać z tobą w samotni dialogu.Niestety wszechużyteczna pani Ula uprzedziła mnie,lubi tak roznosić siebie i wiedzieć na każdy temat coś.Jakaż to funkcjonalna obecność..Co do mnie to wrócę,kiedyś tu znów wejdę do mojego domku,ale teraz przesypiam siebie i rozmazuję świadomie.Tyle się u mnie dzieje,że aż ZA DUŻO.O niektórych sprawach nie można pisać.Co innego jak się wie,że czytają tzw dziwacze a co innego spotkać ich tutaj.Alergia wypchnęła mnie na ”spokojne tafle oceanu”,ale czytam wszystkie bliskie mojemu sercu osoby.Nawet po dwa razy.Buziaki.
-
dzien dobry;)
….dzis wstalam szybciej niz moj cudny synek i to ja pierwsza zwolalam wszystkich na sniadanko,jak na szkolnej stolowce stukaly lyzki i slychac bylo rozmowy miedzy dziecmi…..robiac sobie w tym czasie kawke podsluchiwalam ….Zabawne sa te dzieciece teorie;)
Zabieram papierosa i wychodze do ogrodu….mysle o wizycie mojego przyjaciela,to pierwsze spotkanie od czasu gdy sie roztalismy,wspanialy i dobry czlowiek,mlody….jeszcze nie ma dzieci a ja juz raczej miec nie bede i mimo wspanialej zazylosci cudownie spedzonego czasu….uwazam ze takiej ofiary mi przyjac nie wolno….rozstalismy sie…..mam nadzieje ze kiedys zrozumie dlaczego tak wlasnie nalezalo, jednak jesli sie uda zachowamy to co dobre,gdybyscie slyszeli jak czasem cos komentuje,jego teksty,spostrzezenia….to niesamowita osoba,mamy podobne poczucie humoru smiejemy sie z tak dziwnych rzeczy…..i lubilismy nasz wspolny czas…teraz bedzie troszke inaczej….jak?zobaczymy,mam nadzieje ze jeszcze dlugo bedziemy cieszyc sie soba a moze wzajemnie plotkowac i swoich dzieciach….wiecej napisze pozniej…..
Teraz lece,smieciarka zabrala smieci wiec ulica wolna,trzeba zebrac dzieciaki ,plecaki kawe na droge i do szkoly……
…..wrocilam do domu ,by ogarnac huragan jaki dzieci zrobily szykujac sie,przygotowac pare rzeczy na popoludnie kiedy wroca,potem nasze spotkanie o ktorym wspominalam wyzej.
To bylo spotkanie,ktore nioslo za soba wiele emocji i obaw,czy nadal bedziemy tak rozmowni…czy bedziemy umieli usmiechac sie do siebie jak wczesniej i czy wogole bedziemy dobrze sie czuc w swoim towarzystwie…..Okazuje sie,ze kiedy ludzie sie lubia,szanuja i maja wobec siebie to bezinteresowne cieplo….moga zachowac to i na pozniej,nawet nie bedac juz razem,to piekne i wazne,bo dlaczego tracic ze swojego zycia osobe ktora moze byc dobrym i oddanym przyjacielem?Rozmawialismy,pilismy kawke…nawet dwie i choc cos wisialo w powietrzu cieszylismy sie ,ze mozemy nadal zartowac i mowic o wszystkim i niczym….to cenne doswiadczenie dla nas obojga
Jestem dumna tak samo z niego jak i z siebie
Popoludnie: obiadek,zajecia z dziecmi ……….a potem moze chwila spokojnego wieczoru,czego Wam serdecznie zycze;)
-
Kryształkowy puszek
Kim jestem? Niepowtarzalnym a jednocześnie złożonym z tych samych co wszyscy, najmniejszych (o ile takie istnieją) cząstek materii. Energii. Drobinek kryształowego zwierciadełka, rozbitego po to, by znaleźć się w każdej istocie. Nieustannie w ruchu, zmieniam się i jednocześnie pozostaję sobą. W każdym ułamku sekundy coś tracę, coś zyskuję. Niepewne spoiwo. Puszek. Deja vu. Jem, piję, lubię, nie lubię, cierpię, cieszę się. Tak jak każdy. Myślę, mówię, czynię, lub nie
. Czasami z trudnością szukam słów, melodii, obrazów. I próbuję opisać swój świat. I czasami, gdy prawie udaje mi się odnaleźć te właściwe, okazuje się, że one wcale nie należą do mnie. Ktoś mnie wyprzedził, zrobił to piękniej, zwykle dużo trafniej. Gdybym była mądrzejsza, mówiłabym cytatami. Wystarczyłoby odnaleźć cudze słowa i określić własne tu i teraz. Ale nic to:) Powtórzę za @ankakorona to tylko wirtualia, wiatry, przeciągi…To tylko mysli:)Użytkownik An napisał wiadomość o stanie na stronie grupy
Zwierciadlanki – myślące babsztylki: 2012-05-16 04:43:26 · WyświetlNo, czyli jednak w koncu posluzylas sie cytatem… Dobry poczatek blogowania – zgrabnie napisane, bardzo przyjemnie sie to czyta. Czekam na nastepne wpisy! Pozdrawiam!
”Kryształkowy puszek” – teraz ja zacznę cytować to piękne określenie. I ładnie piszesz. Ciepło pozdrawiam
A ja lubię twoje myśli,czekam na nie i trzymam kciuki!
-
M.O.S.T. - Majowe Ogrodowe Spotkania Towarzyskie
Nie wiem jak to się dzieje, ale w maju zawsze znajdzie się dobry powód by spotkać się ze znajomymi, w środku tygodnia, na popołudniowej pogawędce – po pracy, w ogrodzie, przy herbacie na przykład. Nasze M.O.S.Ty oczyszczają z toksycznych myśli i oczywiscie wzmacniają więzi. Na emigracji jak sobie człowiek nie wypracuje & wzmocni więzi z drugim człowiekiem to uschnie, zwiędnie, albo po prostu dostanie fiksacji na punkcie samotności wśród milionów ludzi.
Kotka koleżanki okociła się miesiąc z hakiem temu – natychmiast powstało poruszenie wśród znajomych i znajomych znajomych – co z tak licznym miotem zrobić? Oddać do sklepu ze zwierzątkami domowymi jest jedną opcją, schronisko – drugą, a trzecią opcją jest porozdawanie wśród znajomych, zwłaszcza tym, którzy mieszkają na przedmieściach, lub na wsi. W międzyczasie, korzystając z nadarzającej się okazji, zaznajamiam mojego nicponia z uroczym stworzeniem bożym jakim jest kociak. Najbardziej zaskakujące było pierwsze spotkanie dziecka z kotkami (sztuk 5 + kocica, kocur nieznany – jak to zazwyczaj z kocurami bywa). Na moich oczach w moim dziecku zrodziła się: opiekuńczość (głaskanie i przytulanie (tak intensywne jak u Lenniego w „Myszach i ludziach” Steinbeck’a), troskliwość ( podsuwanie miseczki z mleczkiem, a czasami wsuwanie kotka do miseczki – jak w bajce Tom i Jerry) oraz chęć aktywnej zabawy…nie z kotkiem, ale kotkiem.
Za oknem pełnia lata wiosną, w ogrodzie szaleją dzieci & koty, a Matka Natura prezentuje swoje najpiękniesze oblicze, a My wcinamy chleb żytni z polskim twarogiem, z wkrojoną rzodkiewką, pachnącym szczypiorkiem, tłustą śmietaną, solą koszerną i czarnym jak święta ziemia pieprzem indyjskim. Nowalijki są zazwyczaj ogromnie inspirujące, niektóre natomiast po prostu muszę zjeść tak jak jadłam w dzieciństwie & koniecznie wytargać się za ucho.
Jak zwykle słyszę, że ponoć wszystko spieprzyłam dosadnie: cóż, paradoksalna Waga jestem: lubię pieprz, choć nie lubie pieprzyć – dodam więcej: lubię chrzan, choć nie lubię chrzanić, szczyptę soli też lubię, ale nie lubię uszczypliwości. Smacznego na dobranoc & dzień dobry.
Użytkownik Między Mną a Mną zaktualizował swój stan: 2012-05-15 23:19:53 · Wyświetl
W Polsce trudno żyć tematem rozrodczości kotów,chociaż jak zauważyłam niektórzy żyją,wspomagając się marzeniami o wielkim żarciu.Można i tak.
Dzien dobry! To o zyciu na emigracji w pierwszym akapicie – takie prawdziwe! Im dluzej sie przebywa poza Krajem, tym wieksza potrzeba ”wzmacniania wiezi”, by nie zwariowac z ”samotnosci wsrod milionow ludzi”. Trafnie to ujelas! Te M. O. S. Ty – to swietny pomysl! Reszta wpisu – o kotach, dzieciach i nowalijkach – wywolala na dzien dobry usmiech na mojej twarzy. Dowcipny tekst! Dziekuje!
Moim nowalijkom i koniecznie pierwszym truskawkom, też zawsze towarzyszy targanie za ucho
Lubie czytać Twoje opisy, są zawsze takie spokojne, wprowadzają równowagę.Na razie nie mam czasu zaglębić się w lekturze, ale miło Cię znów widzieć
Może uda się wieczorem.Dzieci kochają kotki, z wzajemnością. Kiedyś mieliśmy ich w domu siedem! Do czasu aż młodszy mój zaczął powaznie chorować i wyszło że to alergia. Do tego czasu, a miał ze 3-4 latka nic mu się nie działo, a potem jedno zapalenie oskrzeli goniło kolejne. Musieliśmy porozdawać, ale do tej pory wspominamy ten czas z uśmiechem.
Jeszcze trochę a i mi pewnie będzie emigracja pisana.A dzisiaj zasiadłam w twoim ogrodzie.Niewidzialna.Nalałam sobie pysznej kawy ze dzbanka i patrzyłyśmy w jedna stronę twoich okien z przykurzonymi firanami.Chodziła po nich ćma,wędrowniczka,poszukiwaczka przygody z lampą,ona lubi się parzyć.Wyłapałam jej myśl ,podobna do własnej.Szukam,szukam,by znaleźć ogień.Instynkt zbieractwa kłopotów. Męczący instynkt.A w twoim ogrodzie pozwolisz odpocznę.Dobrze,że rozdajesz koty,mój sąsiad chwali się jak je usypia.Ludzie są tak różni..bardzo różni.
-
jutro 16 maja. jutro dostane wiadomosc, od ktorej bardzo duzo zalezy.
mam ciarki na plecach.
-
15 dzień miesiąca!!!!
To już połowa? Spoglądam z niedowierzaniem w kalendarz. Szybko spisuję notatki do Fundacji, by zaraz jak tylko je skończę zacząć się uczyć… po 20 min nauki stwierdzam że nie ma to sensu. Jestem zmęczony, mało spałem jakieś niecałe 6 godzin. A u mnie optimum to 6;30-7 godzin snu. Wyszedłem na zewnątrz, spoglądając na zielone łąki, zachwycając się soczystą zielenią odrywam 1/3 papierosa -mniej palę, góra dziennie 3 papierosy, z których odrywam 1/3 każdego z nich, wychodzi na 2 papierosy dziennie (wiem dziwny sposób na walkę z nałogiem-choć w zasadzie już mnie nie ciągnie tak jak dawniej). Przechadzam się po ogrodzie ”by głowa wypoczęła” ale również brak skutków. Zjadam jogurt, oglądam serial, analizuję dzisiejszy dzień:
-wielkie zaskoczenie że w urzędzie wszyscy są do mnie tacy mili! To wielki plus dla mnie.
-w Fundacji jest wspaniale. Pomagam innym ”pro-bono”.
Udany dzień, chociaż… czy wszyscy dziś się źle czują? Może ciśnienie? Może….
-
wyłonić się z mgły na dobre
Pewnego dnia wyłoniłam się z ciszy, z mgły zapomnienia – na dzień dobry objęłam spojrzeniem okaleczone gwoździami ściany sypialni – wschodzące słońce uwydatniło każdą dziurę – posmutniałam. Na szczęście nowe obrazy czekały cierpliwie by zakryć wszystkie niedoskonałości, zabrać sprzed oczu to co oczom niemiłe. A dziś uśmiecham się do śmiertelnie szaro-baldych firanek, co chwyciły się karniszy – jak tonący brzytwy & zastanawiam się czy nadeszła już pora, aby je utopić w wannie, w wodzie o świeżym zapachu wiosennej łąki. Skoro wkrótce przyjadą muskularni mężczyźni z firmy Kryształowe Okna, by moim oknom przywrócić kryształowe lśnienie, to ja przywrócę do życia firanki. Popijając popołudniową kawę, gładzę wystające na półce grzbiety zakurzonych książek i albumów – przeganiam zbłąkanego pająka, który podczas ucieczki potknął się o ciekawy cytat Thomasa Martona: „Musi znaleźć się w dniu taka pora, kiedy człowiek robiący plany na przyszłość zapomina o nich i postępuje tak, jak gdyby nigdy nie miał żadnych planów. Musi znaleźć się w dniu taka pora, kiedy człowiek mający przemawiać milknie. I umysł jego nie snuje już rozważań, ale pyta: czy one w ogóle coś znaczą?” Czy moje rozmyślania, przemyślenia, wymyślania, odtwarzania coś znaczą? Czym są? Przebłyskami świadomości? Wołaniem podświadomości? Chwilą słabości? Niesieniem świała? Tęsknotą za ideałami? Pragnieniem przekonania siebie samej, że słowa mojej matki mijały się z prawdą, że de facto mam swoją wartość, że coś znaczę, że nie jestem nikim, lecz kobietą wystarczająco taką, siaką i owaką? Poczuciem Cogito Ergo Sum?
Użytkownik Między Mną a Mną zaktualizował swój stan: 2012-05-15 20:53:13 · Wyświetl
no interesujące.Jak tam Tusk w Kanadzie? dostałam pocztą info ,linki,filmy,relacje.Nieciekawie to wyglądało.
Przeblyskami swiadomosci.
wyłonięciem z mgły… i tym, i tym, i tym
Wydaje mi sie, ze ONE sa po trochu TYM WSZYSTKIM, o czym tu piszesz… Piekna refleksja… Pozdrawiam!
Bardzo się cieszę,że się tak pięknie wyłoniłaś
Niesamowite jak można tak poetycko napisać gdzieś tam w środku o porządkach!
-
…..zwykle rano budze sie usmiechnieta i zadowolona ,dopiero po chwili dociera do mnie mysl o tym co przyniesie dzien.Przy drugim dzwonku budzika nasluchuje ,ze ktos kreci sie po kuchni….
Otwieraja sie drzwi od sypialni i wchodzi moj 6 letni synek,w rekach trzyma kawe i uprzedzajac moje slowa mowi : <tak wiem mamusiu,nie wolno mi ruszac czajnika wiec zalalem zimna woda ,a dziewczynkom zrobilem tosty z czekolada> wzruszylam sie ,nawet nie poczulam ze kawa byla naprawde zimna;) byl z siebie taki dumny i szczesliwy,wycalowalam go apotem bylo szykowanie do szkolki…..;)
-
Deszczowo wszędzie
Mam za oknem mokre wszystko, trawa, krzewy, niebo szare. Tak to do końca tygodnia będzie się toczyć i liczę że spełnią się prognozy słonecznego weekendu.
Wzięłam chłopaków do fryzjera na podcięcie włosów. Starszy ok, młodszy znowu awantura: nie podoba mu się, za długie, nie pójdzie tak jutro do szkoły i w ogóle. Raz mu się nie podoba, bo ma za krótkie, potem bo się czepiam bo zapuszcza i wygląda jak strach na wróble, a później bo u fryzjera kazałam skrócić trochę ale nie na krótko. Bo jakby na krótko to by na mnie wszyscy wsiedli, że tak ładnie mu było……ech…… Chyba czeka nas ponowna wyprawa do fryzjera i to jeszcze dziś. No, ale ten typ tak ma.
Wizyta kontrolna u pani doktor od kobiecych spraw. Umówiłam się, żeby potwierdzić moje podejrzenie, że guz rośnie od nowa. No rośnie. Znowu usg, badania krwi, inne tabletki. Tym razem pani podejrzewa że to adenomioza czyli forma endometriozy. Trochę gorsza, bo się te kulki tkanki tworzą w innych miejscach, w głębokiej ściance macicy, pęcherza itd. Tym razem nie panikuję, ale nie jest przyjemne, że pół roku od operacji zaczyna się to samo.
Do końca maja mam dużo pracy, szkoda że nie do końca przełoży się to na wyniki. Taka walka z rynkiem zawsze mnie dołuje. Czerwiec – wyjeżdżam na tydzień, a potem Euro-Koko-Spoko zrobi swoje, czyli nic się nie będzie działo i może od lipca zaczniemy się odbijać. Oby.
Lada moment minie rok jak tu jestem. Większość osób, które tu poznałam się wykruszyła. Może i na mnie pora, tak już o tym myślę od dłuższego czasu. Moje pamiętnikowe wpisy zupełnie odbiegają od reszty. Chyba pora znowu do szuflady pisać.
ASU ja cię wiernie czytam.To,że tu nie bloguję wynika z wierności sobie,abstynencji okresowej dla swojego dobra.Zawiesiłam,nie znaczy skończyłam.Wpadam,czytam,zamieszczę coś ,co mnie interesuje i znikam.Zostawiam komenty tam,gdzie mnie zaintrygował tekst,niektóre wpisy i osoby w ogóle nie czytam ,nie komentuję.Zmiany sa wszędzie,w nas i w otoczeniu.Ja akurat jestem teraz w sercu wielu spraw a przynajmniej kilku,nie myślę o nich pisać.Jakiś okres w życiu zamknął się tutaj w zwierciadełku i jest pamiątka.Była ciekawsza dopóki nie wdarła się cudza pospolita zazdrość.Jakoś nieciekawie czuję się w sąsiedztwach -pewnych- ten mój typ tak ma.Zostałaś ty i dhof.Pozdrawiam.
Pisałyśmy ostatnio, przy okazji wpisu Baby z nerwicą, o różnicy miedzy tym, jakiej reakcji innych się spodziewamy, a jaka ona jest w rzeczywistości. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że jakoś specjalnie odbiegasz…może tylko poruszasz czasem takie ważne tematy.
Tak, ASU, wielkie przemijanie. Nadal wypatruję kilku nickow, tak odruchowo, z nadzieją. Lubię bywac u Ciebie i życzę Ci zdrowia. Niczego nie przegap. A szuflada- niech poczeka
Szkoda by bylo, gdybys i Ty sie wykruszyla… Mnie sie nie wydaje, bys ”odbiegala od reszty”. Piszesz o rzeczach dla Ciebie waznych, ludzie to czytaja, komentuja, wyciagaja jakies wnioski itd. – moze to jednak lepsze niz pisanie do szuflady? Pozdrawiam!
Ja czytam, komentuję rzadko. Zdrowie na pierwszym miejscu, a fryzjer może zaczekać. Pisz jak będziesz miała czas, Twoje słowa są potrzebne. Pozdrawiam ciepło.
Nie chowaj się ASu do szuflady
Jeśli bardzo chcesz, to na jakiś krótki czas. Dziel się z nami swoją piękną kobiecą mądrością- dojrzałą, spokojną, wypływającą ponad podziały
Twoja obecność na tym zwierciadlanym poletku jest dla mnie bardzo ważna. Życzę Ci dużo zdrowia. Wierzę w Twoją siłę i wolę walki- nie tylko z rynkiem
U mnie na Mazurach pada jak z cebra, na kałużach robią się bąble, co podobno oznacza długie deszcze. Młodszy jutro zdaje geografię, a starszy kończy prace licencjacką. Żaden niestety nie gotuje, tak jak Twój Qba, ale za to obaj wszystko pałaszują z wielkim apetytem. Pozdrawiam.Dzięki Kochane:)
- Wczytaj więcej
