To nie tylko zmiana jednego skrótu, jednej literki. Międzynarodowi eksperci zdecydowali, że zespół policystycznych jajników (PCOS) będzie nosił nową nazwę – PMOS. Ma ona lepiej odzwierciedlać fakt, że choroba nie dotyczy wyłącznie jajników, lecz całego organizmu. To z kolei może przełożyć się na szybszą diagnozę, trafniejsze leczenie i większą świadomość problemu wśród milionów kobiet.
PCOS (polycystic ovary syndrome), czyli dawniej stosowana nazwa choroby, to skrót oznaczający zespół policystycznych jajników, natomiast nowa jej nazwa brzmi PMOS (polyendocrine metabolic ovarian syndrome), czyli wielogruczołowy zespół metaboliczno-jajnikowy.
Zmianę ogłosiło międzynarodowe grono ekspertów, a wyniki opublikowano w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The Lancet”. Prace trwały 11 lat, a ich wynik to konsensus 50 międzynarodowych organizacji medycznych. Co ważne, w proces zaangażowanych było też ponad 14 tysięcy pacjentek. Zmianę nazwy wprowadzono po ponad 90 latach od wprowadzenia tej pierwszej.
Dlaczego wprowadzono tę zmianę?
Jak zaznacza lek. Katarzyna Mensah, będąca również edukatorką medyczną (prowadzi na Instagramie profil @Medmystory):
– Zmiana ta jest bardzo ważna, bo pokazuje, że ten problem nie dotyczy, jak sugerowała dotychczasowa nazwa – wyłącznie jajników. PMOS obejmuje także gospodarkę hormonalną, metabolizm, cykle miesiączkowe, skórę, masę ciała, płodność i ogólne samopoczucie.
Być może zmiana nazwy przyczyni się również do tego, że kobiety rzadziej będą słyszeć, że „taka ich uroda” lub że PCOS, a teraz PMOS, warto leczyć dopiero wtedy, gdy planuje się ciążę. Bądź też – że zajście w ciążę przy tej chorobie jest niemożliwe lub bardzo trudne. Tymczasem kobiety z PMOS mogą zostać mamami – naturalnie lub z pomocą, ponieważ choroba ta nie oznacza niepłodności.
Jak dodaje Katarzyna Mensah:
– Przykładowo już samo zmniejszenie masy ciała przy PMOS o zaledwie 5-10% może zwiększyć szansę na owulację o 20%. I mowa tutaj nie tylko o osobach z otyłością. Nawet niewielka zmiana masy ciała u szczupłych kobiet z PMOS może poprawić gospodarkę hormonalną i funkcjonowanie cyklu.
Warto dodać, że PMOS nie jest nową chorobą, więc kobiety zdiagnozowane na PCOS nie muszą przechodzić diagnozy ponownie.
PMOS jest więc chorobą całego organizmu i na to wskazuje nowa nazwa. „Polyendocrine” wskazuje na zaburzenia hormonalne, „metabolic” – na insulinooporność, ryzyko cukrzycy i chorób sercowo-naczyniowych, „ovarian” zaznacza, że jajniki i zaburzenia owulacji również mają znaczenie, ale jako jeden z elementów obrazu klinicznego.
Tymczasem poprzednia nazwa sugerowała skupienie się przede wszystkim na jajniku i cystach-torbielach. Tyle że tych torbieli w ogóle nie ma, są małe pęcherzyki, które nie dojrzały i nie pękły. Co więcej, taki obraz jajników może wyjść na USG, ale nie musi. I choć choroba ma początek w nieprawidłowej funkcji jajników, to jest przede wszystkim zaburzeniem metabolicznym.
Kobieta chorująca na wielogruczołowy zespół metaboliczno-jajnikowy doświadcza więc różnych objawów, nie tylko tych z układu rozrodczego. W zależności od konkretnej osoby, przebiegu choroby mogą pojawiać się takie symptomy jak:
- objawy metaboliczne (przyrost masy ciała, isnulinooporność, cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, podwyższony poziom cholesterolu);
- objawy związane z układem rozrodczym (nieregularne lub rzadkie miesiączki, zaburzenia owulacji, trudności z zajściem w ciążę);
- objawy dermatologiczne (nadmierne owłosienie twarzy i ciała, trądzik, przerzedzanie włosów na głowie);
- objawy psychiczne (lęki, depresja, wahania nastroju, poczucie obniżonej jakości życia).
Według szacunków, 6-13% kobiet w wieku rozrodczym na całym świecie choruje na PMOS. Jednak aż 70% z nich nie otrzymuje właściwej diagnozy. Zmiana nazwy ma pomóc w skuteczniejszym diagnozowaniu – przede wszystkim dlatego, że nie skupia się na obrazie wielotorbielowatych jajników w USG.
Wraz ze zmianą nazwy planowane są aktualizacje wytycznych klinicznych oraz programów kształcenia lekarzy.