1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Czasem pomylisz „O” z zerem i stracisz dostęp do wszystkiego. Szymon Majewski o cyfrowym życiu codziennym

Czasem pomylisz „O” z zerem i stracisz dostęp do wszystkiego. Szymon Majewski o cyfrowym życiu codziennym

Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Mam hasło do wyników, mam hasło do portalu sądowego, mam hasło do mObywatela, mam hasło do wywózki śmieci, mam hasła do aplikacji, mam trzy hasła prowadzące do sportowych aktywności. Mam 43 hasła i hasło, żeby dostać się do tych haseł.

Żeby dostać pieniądze z pracy, muszę spisać to, co zrobiłem, mimo że słychać, co zrobiłem, ślę to na portale, do których mam hasła, one mi wysyłają piny, raz na mail, raz na telefon. W tych hasłach powymyślałem setki nieistniejących słów z tysiącami liczb i wykrzykników. Były tam straszne rzeczy, tyłki zwierząt i inne horrory. Mam cztery adresy mailowe, które są wariacjami mojego nazwiska, wspomnień ze szkoły plus jakieś liczby z podłogami.

Mam 58 lat i już nie jestem Szymkiem, tylko E-Szymkiem, mObywatelem, e-panem iMajewskim czy Szym@nem M&jewsk!m.

Co pewien czas ucieka mi jakiś wykrzyknik, wychodzi spod niezdarnego palca duża litera, myli się zero z „O” i tracę hasła, nie mogę się wtedy połączyć z moimi pieniędzmi czy z moim cholesterolem. Muszę je odzyskiwać, wysyłają mi więc na szybko dziwne hasła-wiązanki, które wyglądają jak fragmenty obliczeń Einsteina w gorączce.

To są hasła ninja, ostatnie deski internetowego gatunku. Wtedy się pocę, latają mi rączki, ale wszystkie bitwy wygrywam, wracam do gry.

Nawet czasem jest w tym jakaś frajda, jakbym się bawił w kalambury, może powinni wysyłać czekoladki tym, którym udało się za pierwszym razem albo na przyszłość drugie łatwe hasło.

Jeszcze muszę uważać na oszustów, nie naduszać niepewnych linków, pamiętać, że nie wysyłają ich banki. Pamiętać, to jest kluczowe, bo pamiętajcie, że muszę jeszcze pamiętać o urodzinach żony, ZUS-ach, podatkach, rachunkach MPWiK i E.ON. A tam też już wszystko pochowane za hasłami.

Ale nadążam, walczę, zakładam aplikacje z hasłami, tam mam klucze, mam kalendarze, gdzie są przypominajki. Mam też papierowe, żółte kalendarze, w których zapisuję i rysuję odnośniki do tych elektronicznych, w elektronicznych mam krótkie notki, zdawkowe, bo rozwinięcie mam w tych papierowych. Papierowe czasami też sprawiają psikusy, zalewają się kawą, gniotą się i wpadają do kosza. Ważnych haseł bankowych nie wpisuję wprost do aplikacji, tylko też je zaszyfrowuję, „dupkę konia” piszę po hiszpańsko-angielsku, tworzę rebusy mnie jedynie znane, buduję abstrakcje. I wiem, że któregoś dnia to się rypnie, sypnie, wykopyrtnie – jak mówił dziadek.

Mój mózg jeszcze to ogarnia, synapsy przetwarzają dane, krew pompuje skojarzenia, oczy nadążają za znakami i klawiaturą, palce za oczami. Ale któregoś dnia zatracę się w tańcu, porwie mnie muza, zacznę pisać wiersze gęsim piórem, spadnie mi magnez, bo się nie wyśpię, zawieje mnie i zamiecie i… stracę HASŁO HASEŁ i mnie zablokuje tu, potem tam, nie spłyną pieniądze, nie wpuszczą mnie na siłownię, biceps oklapnie i łydka zwiśnie; choć mi wyślą linki, żeby hasło odzyskać, to go nie odzyskam, nie odtworzę dostępu, bo już nie będę umiał, moje synapsy zachwyci coś innego, na przykład pliszka na gałęzi albo wróbel w garści.

I wiecie co, nie przejmę się, wezmę wtedy stary mundurek harcerski, finkę i dziadka Ignacego rzeźbiony z drewna widelec, i synka Antka łyżkę i pójdę na bosaka do lasu. Po drodze spotkam innych, którzy zapomnieli haseł, a nowych nie chcieli, też będą szli w kierunku lasu, z menażkami, jedni w glanach, inni w sandałach, w pałatkach, kangurkach i starych maturalnych garniturkach.

Staniemy tą grupą u bramy lasu, a z dziupli e-kukułka zakuka: – Hasło! A ja wtedy odpowiem: – Zapomniałem. I szlaban się otworzy.

I zamieszkamy nad kanałem Łasica, ja będę robił Ptasie Radio, Madzia ubrania z kory brzozy. Będę pisał felietony do „Zwierciadła” na liściach dębu węgielkiem i wysyłał gołębiem pocztowym. A „Zwierciadło” mi wyśle wynagrodzenie w soli i pieprzu, kartoflach i wekach.

Szymon Majewski, trochę dziennikarz, bardziej showman, niegdyś wodzirej, pięściarz wagi przestraszonej, trochę harcerz. Uprawia słów cięcie- -gięcie. Lubi The Cure i Led Zeppelin. To tu, to tam.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE