Dwoje ludzi naznaczonych traumą i życiowym doświadczeniem spotyka się na plaży w ostatni dzień lata. Pragną kochać, ale czy jeszcze w ogóle potrafią? Jeśli kiedykolwiek zabraknie wam klimatu polskiego morza, obejrzyjcie ten urzekająco kameralny film z Janem Machulskim i Ireną Laskowską w rolach głównych. To najpiękniejsza filmowa pocztówka znad Bałtyku, jaka kiedykolwiek powstała.
Na opustoszałej nadmorskiej plaży spotyka się dwoje naznaczonych bólem ludzi: dojrzała kobieta i młody mężczyzna. On obserwował ją od wielu dni, ale dopiero teraz odważył się podejść bliżej. Ona – wypalona życiowo, obarczona przeżyciami wojennymi i utratą ukochanego, pełna goryczy i nieufności do ludzi. On – nie może zakotwiczyć się w życiu, długo imał się różnych zawodów. Oboje są zranionymi duszami znajdującymi się w psychologicznym klinczu. Ciąży nad nimi okres wojny, tajemnicza przeszłość i niepewna przyszłość, a osobiste problemy powodują, że mimo wzajemnego przyciągania trudno im znaleźć wspólny język. Czy w końcu znajdą między sobą nić porozumienia?
(Fot. materiały prasowe)
Ona i on (Irena Laskowska i Jan Machulski) spotykają się przypadkiem na bezludnej plaży. Nic o sobie nie wiedzą. Spędzają ze sobą kilka godzin. Pozornie nic specjalnego, a jednak „Ostatni dzień lata” to film magiczny, pozostający na długo w pamięci i pozwalający na różne interpretacje. Nastrojowe studium samotności, traumy, relacji damsko-męskich i bezradności ludzi niezdolnych do podjęcia próby wspólnego życia, perełka polskiego kina i esencja filmowego minimalizmu, ale przede wszystkim głośny debiut Tadeusza Konwickiego, którego niemal wszystkie filmy można określić mianem arcydzieła. Pokazać tak mało i powiedzieć tak wiele w rodzimym kinie potrafi chyba tylko on.
Czytaj także: Ten film z Leonem Niemczykiem z 1961 roku był nominowany do Oscara. Powinien obejrzeć go każdy miłośnik polskiego kina
(Fot. materiały prasowe)
To zamknięte w zaledwie 60 minutach polskie kino w klimacie slow – oszczędne w środkach i oparte w zasadzie wyłącznie na dialogach, ale zadziwiająco pojemne emocjonalnie. Eteryczna, subtelna i pełna metafor opowieść o miłości, niezgodności dusz, trudnych relacjach międzyludzkich, utraconych pragnieniach, rozczarowaniach i skrytych nadziejach, ale także o przetrwaniu, przeżyciach wojennych, depresji i alienacji. Perfekcyjnie skonstruowana filmowa oaza żalu i tęsknoty za wymarzonym uczuciem zderzona z szarą rzeczywistością oraz liryczny obraz wpływu wojny na psychikę jednostek.
(Fot. materiały prasowe)
Poetycki, melancholijny i wyrafinowany; skromny, ascetyczny i bardzo nowofalowy – tak najlepiej określić ten psychologiczny melodramat, który czaruje widza, zachwyca estetycznym minimalizmem i dojmującą niemożnością porozumienia między bohaterami. Konwicki sprawnie bawi się tu kontrastami i symboliką, a w finale skręca w stronę, której nie powstydził się nawet sam Lynch. Oniryczna forma, senna atmosfera, piękne zdjęcia nadmorskich krajobrazów i dzikich plaż (niemalże każdy kadr można oprawić i powiesić sobie na ścianie) tworzą natomiast kino surowe, ale szalenie intrygujące.
(Fot. materiały prasowe)
Dwoje aktorów, plaża, morze... Dziś aż trudno uwierzyć, że w 1958 roku tylko tyle wystarczyło, aby stworzyć nietuzinkowy film, który nawet po tylu latach ogląda się z wielkim zainteresowaniem. Co więcej, seans łamie serce, zmusza do refleksji i zostawia w stanie pewnego zawieszenia. Jeśli szukasz więc filmu do obejrzenia u schyłku lata, ten filmowy romans nad brzegiem Bałtyku, to propozycja idealna na ten czas.
„Ostatni dzień lata” obejrzeć można na platformie Prime Video.