Co by było, gdyby państwo raz w roku pozwalało wszystkim na jedną noc seksu pozamałżeńskiego? Brzmi jak absurd, ale pod tym szalonym pomysłem kryje się zaskakująco urocza opowieść o miłości, samotności, pragnieniu bliskości, w której dwójka bohaterów (Monica Barbaro i Callum Turner) szuka prawdziwego uczucia, jednak nieustannie coś lub ktoś komplikuje ich relację. Sierpniowa randka w kinie? Nasza odpowiedź jest prosta: w grę wchodzi wyłącznie ten film.
Wydawałoby się, że „Tylko jedna noc” z Monicą Barbaro („Kompletnie nieznany”) i Callumem Turnerem („Władcy przestworzy”) to kolejna schematyczna komedia romantyczna z ładnymi ludźmi w obsadzie: dwójka singli przypadkowo wpada na siebie, kilka razy się rozminie, po drodze zaliczy serię przewidywalnych perypetii, aby ostatecznie odkryć, że od początku byli sobie przeznaczeni. Ale nie tym razem...
(Fot. materiały prasowe)
Koncept tej komedii jest oczywiście nieco absurdalny, ale całkiem interesujący: amerykański rząd wprowadza zakaz seksu pozamałżeńskiego, ale raz w roku robi od niego wyjątek, zamieniając tę jedną noc w niemal święto narodowe. W takich okolicznościach los krzyżuje drogi Owena i Allie, prawdopodobnie jedynych singli w Nowym Jorku, którzy szukają czegoś więcej niż przelotnej przygody. Między bohaterami natychmiast pojawia się iskra, ale seria pomyłek i nieoczekiwanych zwrotów akcji szybko komplikuje sytuację. Czy w końcu zrozumieją, że to, czego pragną najbardziej, jest bliżej, niż im się wydaje?
(Fot. materiały prasowe)
Z pozoru „Tylko jedna noc” to klasyczna historii z gatunku „chłopak spotyka dziewczynę” oraz rom-com o szukaniu siebie nawzajem w klimacie lat 2000. Całość jest jednak zrealizowana w niezwykle ciekawy sposób, a nietypowy punkt wyjścia, który dla niektórych widzów może być nieco odrealniony, wyróżnia produkcję na tle innych romansów.
(Fot. materiały prasowe)
Ten dystopijny absurd staje się tu bowiem pretekstem do zabawnej opowieści o samotności, potrzebie bliskości i próbach wtłoczenia uczuć w odgórnie ustalone reguły, która zawiera kilka naprawdę celnych, choć skrótowych obserwacji odnośnie współczesnych relacji: idealizujemy ludzi, pozory szybko pryskają, a potrzeba bliskości potrafi uczynić nas naiwnymi i podatnymi na oszustwa. Świat przedstawiony w filmie jest oczywiście wymyślony, jednak ludzie i ich zachowania wydają się podejrzanie znajomi.
(Fot. materiały prasowe)
Warto docenić też fakt, że fabuła ogranicza się wyłącznie do jednej historii, przez co twórcom udało się uniknąć narracyjnego przeładowania i chaosu; wyjątkowy klimat produkcji, a także mnóstwo zabawnych gagów i satysfakcjonujący finał. Do tego mamy również ładne zdjęcia Nowego Jorku nocą, dynamiczny montaż i bohaterów, których da się lubić (Callum Turner i Monica Barbaro to obsadowy strzał w dziesiątkę – aktorzy mają ze sobą niesamowitą chemię i tworzą naprawdę urzekający duet).
(Fot. materiały prasowe)
Momentami „Tylko jedna noc” wpada oczywiście w koleiny generycznej komedii romantycznej, ale w niczym to nie przeszkadza, jeżeli idzie się na seans z otwartą głową. Największą siłą filmu jest bowiem jego lekkość i humor. Nie jest to ambitne, wielkie kino, a prosta rozrywka, ale zaskakująco błyskotliwa i zabawna. Wystarczy usiąść wygodnie w kinowym fotelu i dobrze się bawić, bo czasami właśnie tyle wystarczy, aby wyjść z kina z uśmiechem na twarzy. Oby więcej takich miłych i przyjemnych seansów oraz pozytywnych zaskoczeń w kinie. Szkoda tylko, że życie – w przeciwieństwie do historii, które oglądamy na wielkim ekranie – nie ma obowiązku dopinania wątków w szczęśliwe zakończenia.
„Tylko jedna noc” w kinach od 14 sierpnia.